Po co nam Wyszehrad?

Gdy poznaliśmy się ćwierć wieku temu, István mógł się wydawać uosobieniem idei wyszehradzkiej. Słowacki Węgier z Pragi, był współredaktorem wydawanej przez cztery największe dzienniki naszego regionu Gazety Środkowoeuropejskiej. Nieco starszy ode mnie i bardziej doświadczony, mówił po czesku, słowacku i węgiersku, co w oczywisty sposób predestynowało go do funkcji redaktora gazety, propagującej współpracę czterech postkomunistycznych państw na drodze do Unii Europejskiej i NATO. Szybko jednak zdałem sobie sprawę, że mojego kolegę znacznie bardziej niż polityka międzynarodowa czy zaszłości historyczne interesują sprawy gospodarcze; był to w końcu czas spektakularnych przemian własnościowych, prywatyzacji państwowego majątku, powstawania pierwszych rodzimych fortun. Na jego prośbę wysłałem mu faksem ranking najbogatszych Polaków.

Niedługo później István odszedł z redakcji. Z zainteresowaniem śledziłem jego dalszą karierę. Założył tygodnik ekonomiczny, dziennik internetowy, a wreszcie, na początku ubiegłej dekady, został redaktorem naczelnym gazety Lidové noviny. Każdy z tych projektów sfinansowali czescy miliarderzy; jeden z nich, z pochodzenia Słowak, właściciel jednego z największych środkowoeuropejskich koncernów, w 2014 roku został wicepremierem i ministrem finansów, a trzy lata później premierem Czech. Jego zatrudniająca ponad 30 tysięcy ludzi w wielu krajach grupa Agrofert w ubiegłym roku wypracowała trzykrotnie większy skonsolidowany zysk, niż świętująca właśnie swoje trzydziestolecie Grupa Wyszehradzka wydała na całą dotychczasową działalność.

Jedno nie byłoby możliwe bez drugiego. Andrej Babiš wykorzystał swoje pieniądze i należące do niego media, by zdobyć władzę w Czechach, zaś pozycję pierwszego polityka w kraju, by skutecznie zabiegać o europejskie subsydia dla swoich firm. Grupa Wyszehradzka jest jego pudłem rezonansowym, zwiększającym siłę głosu dziesięciomilionowego kraju w instytucjach Unii Europejskiej, zarówno w kwestiach gospodarczych, jak i politycznych.

Od czasu kryzysu uchodźczego w 2015 roku premier Babiš nie przepuścił okazji, by wraz z szefami rządów Węgier i Polski zapracować na opinię hamulcowego integracji europejskiej. Grupa Wyszehradzka, pomyślana przez trzydziestu laty jako ekskluzywny klub środkowoeuropejskich prymusów, najlepiej rokujących w dziedzinie transformacji polityczno-gospodarczej, liberalnej demokracji i praworządności stała się swoim zaprzeczeniem. Dziś jest postrzegana przez Zachód jako klub pariasów, synonim oligarchicznych układów, tendencji autorytarnych i łamania zasad praworządności w całej postkomunistycznej Europie. Witajcie w Europie Środkowej.

Premierzy państw Grupy Wyszehradzkiej: Andrej Babiš, Mateusz Morawiecki, Viktor Orbán i Igor Matovič.

„Nie można robić wszystkiego naraz” – pisał Timothy Garton Ash w tekście poświęconym Polsce, Węgrom i Czechosłowacji. To kraje, „gdzie dziś waży się los demokracji i gdzie wsparcie Zachodu może przeważyć na szalach powodzenia i niepowodzenia”. Artykuł będący wezwaniem do specjalnego potraktowania tych trzech państw, w istocie do zastosowania wobec nich swoistej taryfy ulgowej i jak najszybszego przesunięcia wschodniej granicy demokratycznej Europy, historyk i publicysta zakończył w lipcu 1990 roku dramatycznym apelem: „dzisiaj pytanie brzmi: czy demokratyczna Europa będzie się kończyć na Odrze czy na Bugu?”[1].

Pytanie to brzmi po 30 latach niepokojąco aktualnie.

Wtedy wezwanie Asha trafiło na podatny grunt, gdyż alternatywą dla integracji z Zachodem kilku postkomunistycznych krajów, które w 1989 roku wyrwały się spod kurateli Moskwy, był pogłębiający się chaos, grożący destabilizacją kontynentu. Zwłaszcza Amerykanie od początku przemian „starali się narzucić jakieś zbliżenie między państwami Europy Środkowej”[2], wykorzystując w tym celu spopularyzowany w drugiej połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku przez Milana Kunderę (oraz innych pisarzy tworzących w językach dawnej, wielonarodowej monarchii Habsburgów) mit środkowoeuropejskiej wspólnoty kultury, losu i doświadczenia historycznego.

Jednakże, jak zauważył Aleksander Smolar, „przekonanie o wspólnocie losu Europy Środkowej było od samego początku złudzeniem. Stanowiło odprysk epoki dysydenckiej, gdzie ten dyskurs odegrał sporą rolę”[3].

Nic lepiej nie oddaje kondycji środkowoeuropejskiej tożsamości mieszkańców regionu, niż lapsus Lecha Wałęsy, który w czerwcu 1990 roku, podczas spaceru po Wiedniu, mijając pomnik cesarzowej Marii Teresy, tak skomentował słowa przewodnika: „Hm, to ciekawe, że Matka Teresa ma już pomnik”[4].

Nie tylko Polacy, lecz także inni mieszkańcy demoludów niewiele wiedzieli o sobie nawzajem. Punktem odniesienia i wzorem dla nich był mityczny Zachód; sens transformacji sprowadzał się do tego, żeby nie pójść na dno ze wschodem.

Elity polityczne krajów regionu zabiegały przede wszystkim o dwustronne relacje z Ameryką i najważniejszymi państwami Europy Zachodniej. Wielu prominentnych polityków, zwłaszcza w Czechach, wprost sprzeciwiało się współpracy politycznej państw regionu, obawiając się zepchnięcia na boczny tor, zacofania sąsiadów, bądź też rzekomej chęci dominacji ze strony Polski. Musieli jednak przynajmniej udawać, że zależy im na współpracy, choćby nie mieli na nią żadnego pomysłu, ani też nie widzieli w niej sensu.

Na tym tle wyróżniał się Václav Havel, który rozumiał, że dysydencki idealizm nie kłóci się w tym wypadku z politycznym realizmem; i że państwa Europy Środkowej dołączą do Zachodu razem, albo wcale. W dużej mierze dzięki jego uporowi przywódcy Polski, Węgier i Czechosłowacji spotkali się 15 lutego 1991 roku w węgierskim Wyszehradzie i podpisali „Deklarację Wyszehradzką”. W ten sposób Václav Havel, Lech Wałęsa i premier Węgier József Antall powołali do istnienia Grupę Wyszehradzką.

Warto przypomnieć sobie kontekst historyczny tego wydarzenia. Tydzień później Układ Warszawski postanowił rozwiązać swoje struktury wojskowe. Większość Litwinów, Łotyszy i Estończyków opowiedziała się za niepodległością, a w Bratysławie odbyły się wiece zwolenników niepodległości Słowacji. Od miesiąca w Zatoce Perskiej trwała operacja „Pustynna burza”. 14 lutego do kin wszedł film „Milczenie owiec”.

Wkrótce Grupa zapadła w letarg. Najpierw Czesi byli zajęci podziałem wspólnego państwa ze Słowakami, potem Słowacy zajęli się urządzaniem nowego państwa. Wszyscy byli zaabsorbowani własnymi sprawami i do tego stopnia zapomnieli o współpracy wyszehradzkiej, że nikomu nawet nie przyszło do głowy rozwiązać Grupę. Polska, Czechy i Węgry weszły razem do NATO, ale rzadko wspominano w tym kontekście Grupę Wyszehradzką, ponieważ jej nowy członek, Słowacja, stała się pod rządami autorytarnego premiera Vladimíra Mečiara „czarną dziurą Europy” (określenie Madeleine Albright).

Szyld Wyszehradu znów się przydał, gdy Słowacy w 1998 roku pozbyli się Mečiara, a nowy rząd podjął starania o członkostwo w instytucjach zachodnich z takim impetem, że Słowacja nie tylko w 2004 roku weszła do UE wraz z pozostałymi państwami Grupy, ale także jako jedyna została państwem członkowskim strefy euro (2009). Utworzony jeszcze w 2000 roku Międzynarodowy Fundusz Wyszehradzki z siedzibą w Bratysławie jest do dziś jedyną stałą instytucją Grupy Wyszehradzkiej i jej największym osiągnięciem.

Niestety, gdy nic już nie stało na przeszkodzie, by państwa Europy Środkowej, zabezpieczywszy swoje narodowe interesy i wykorzystawszy dziejową szansę powrotu na Zachód, jeszcze mocniej zwarły szyki – okazało się, że nikomu nie zależy na współpracy ściślejszej niż ta, która wynika z członkostwa w UE.

Co gorsza, okazało się także, że Europejczykom coraz mniej zależy na Unii. Na zachodzie pojawiły się głosy, z wielu stron politycznego spektrum, że rozszerzenie UE na wschód było błędem. Na wschodzie zaś, że członkostwo w UE już się nie opłaca i zagraża chrześcijańskiej tożsamości.

Integracja europejska stanęła w miejscu. I wtedy, w 2015 roku kryzys uchodźczy sprawił, że politycy środkowoeuropejscy znów przypomnieli sobie o Wyszehradzie.

Od tej pory Grupa Wyszehradzka jest tarczą, za którą rządy naszych krajów chowają się przed skutkami błędnych decyzji politycznych, egoizmu, łamania praworządności, korupcji i zmarginalizowania w UE. Im mniej mamy wspólnego z Europą, tym częściej słyszymy o Grupie Wyszehradzkiej. Natomiast nie widać jakoś znaczącego rozwoju infrastruktury komunikacyjnej w regionie czy jakichkolwiek realnych osiągnięć.

Prawdopodobnie napotkaliśmy bariery rozwoju, których nie będziemy w stanie pokonać bez kolejnego „skoku na zachód”, bez ścisłej integracji z Europą, także w sferze zasad i wartości. Na czele rządów naszych państw stoją jednak politycy, którzy wolą udawać, że poradzimy sobie bez Unii, jeśli nie sami, to w grupie podobnie myślących, tradycyjnych – cokolwiek to dziś znaczy – społeczeństw środkowoeuropejskich. I to tego jest dziś potrzebny Wyszehrad.

Tymczasem starzejemy się najszybciej w Europie, dosłownie wymieramy; niestety, ostatnio także za sprawą pandemii, z którą rządy Słowacji i Polski radzą sobie kiepsko, zaś Czech i Węgier wręcz najgorzej na świecie. W akcie desperacji są nawet gotowe, wbrew stanowisku Komisji Europejskiej, sięgnąć po rosyjską szczepionkę. Rząd Orbána już to zrobił, zaś premier Babiš na początku lutego poleciał do Budapesztu przekonać się na własne oczy, z jakim skutkiem. Zapewne dowiemy się tego z należących do niego mediów. Odkąd mój znajomy István przed kilku laty zrobił ekskluzywny wywiad z premierem Orbánem, nie mogą się one nachwalić jego osiągnięć w polityce, gospodarce i relacjach z UE.

 

 

[1] Timothy Garton Ash, Historia na gorąco, Kraków 2000, s. 80

[2] The worst in never certain. Aleksander Smolar in conversation with Maciej Nowicki. Aspen Review Central Europe 2014, nr 1.

[3] The worst in never certain. Aleksander Smolar in conversation with Maciej Nowicki. Aspen Review Central Europe 2014, nr 1.

[4] Timothy Garton Ash, Historia na gorąco, Kraków 2000, s. 47

 

nv-author-image

Aleksander Kaczorowski

Aleksander Kaczorowski jest redaktorem naczelnym wydawanego w Pradze kwartalnika Aspen Review Central Europe, autorem biografii Václava Havla („Havel. Zemsta bezsilnych”, Czarne 2014).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *