Przejdź do treści

Na Węgrzech bez zmian

Od blisko pół roku węgierskie władze nie dokonały żadnej korekty swojej polityki wobec trwającej w Ukrainie rosyjskiej agresji. Co więcej, stanowisko to zdecydowanie się usztywniło. Wizyta szefa węgierskiej dyplomacji na Kremlu (21 lipca), w czasie której rozmawiał z Sergiejem Ławrowem i prosił go o zwiększenie dostaw gazu na Węgry o 700 mln m3, jest dowodem na to, że dla Budapesztu istnieje możliwość powrotu do relacji z Moskwą na zasadach business as usual. W węgierskiej narracji wobec wojny nie ma miejsca na oskarżanie strony rosyjskiej odpowiedzialnością za zbrodniczą działalność. Za kryzys gospodarczy toczący Europę, według rządu odpowiadają unijne sankcje oraz wojna w Ukrainie. Przy czym, jeśli wziąć pod uwagę cały aparat komunikacyjno-propagandowy władzy, nie sposób nie uznać, że Węgry dobitnie prezentują niechęć wobec tak długo broniącej się Ukrainy. Stąd obwinianie przez Orbána w czasie przemówienia w Siedmiogrodzie (23 lipca) Zachodu (UE i USA) za wspieranie Ukrainy i de facto przecież – przedłużanie wojny.

W zupełnej ciszy doszło do przekazania przewodnictwa w Grupie Wyszehradzkiej stronie słowackiej. Trzeba wiedzieć, że w 2018 r. odbywało się to na poziomie premierów, w wystawnych wnętrzach gmachu Várkert Bazár w Budapeszcie. Na spotkanie wieńczące węgierską prezydencję przyleciał wówczas kanclerz Austrii, Sebastian Kurz. Przekazanie prezydencji Słowacji odbywało się po niezwykle intensywnej aktywności węgierskiego przewodnictwa, w czasie którego zorganizowano setki spotkań. Nie było tygodnia, by do węgierskiej stolicy nie zawitała jakaś delegacja na spotkania różnego szczebla. Taka aktywność miała miejsce do lutego, a stanowisko Budapesztu wobec wojny format V4 całkowicie zamroziło. Po raz ostatni politycy spotkali się 8 marca w Londynie, kiedy w szczycie udział wziął premier Boris Johnson. Następne spotkania w Budapeszcie regularnie odwoływano wobec sprzeciwu pozostałej trójki (Polski, Czech i Słowacji) dotyczącego braku odpowiedniej pomocy broniącej się Ukrainie.

Stanowisko Budapesztu zaostrzało się, bowiem w atmosferze wojny trwała kampania wyborcza przed wyborami parlamentarnymi, które odbyły się 3 kwietnia. Wybory zakończyły się największym w historii zwycięstwem Fidesz-KDNP i zdobyciem większości konstytucyjnej. W czasie trwającej kampanii, środowisko Fidesz-KDNP jednoznacznie zaklasyfikowało przedstawicieli opozycji jako zwolenników wysyłania broni oraz żołnierzy węgierskich do Ukrainy, a tym samym narażenia państwa węgierskiego oraz mniejszości węgierskiej w obwodzie zakarpackim na ataki ze strony Rosji. Dość powiedzieć, że postulatu wysłania żołnierzy nigdy nie było. Pomimo tego węgierskie władze po dziś dzień komunikują, iż nie wyrażają zgody na wysyłanie żołnierzy, co jest – ujmując rzecz wprost – generowaniem fake newsów.

Grupa Wyszehradzka

Było to niejako oczko w głowie węgierskiej dyplomacji. Sojusz ten pozwalał – z jednej strony – na budowanie silnej pozycji Węgier w regionie, z drugiej – na eksponowanie stanowiska całej Grupy Wyszehradzkiej na forum unijnym. Punktów wspólnych tego sojuszu było bardzo wiele, acz od początku  różne było zapatrywanie na kwestie dotyczące energetyki, ale także bezpieczeństwa w regionie. Strona słowacka, która objęła z 1 lipca przewodnictwo w Grupie Wyszehradzkiej, nie widzi na razie pola do powrócenia spotkań wysokiego szczebla, stąd postulowane najpewniej będą spotkania na poziomie eksperckim, które są niejako powrotem do macierzy, kooperacji, która leżała u podstaw późniejszej koordynacji politycznej.

Ciosem w węgierskie przewodnictwo było odwołanie szczytu ministrów spraw zagranicznych w formacie V4+ (z Wielką Brytanią), który miał odbyć się w dniu wybuchu rosyjskiej inwazji, ale także szefów resortów obrony, wokół którego powstał duży szum medialny. Co jednak ciekawe, zamrożeniu formatu V4 nie towarzyszyło zawieszenie innego formatu środkowoeuropejskiego – C5, czyli „Centralnej Piątki” (państw środkowoeuropejskich – Czech, Słowacji, Węgier, Słowenii i Austrii), w ramach którego konsultacje odbywały się regularnie.

Nie ma wątpliwości, że najbardziej odczuwalna dla Budapesztu zmiana jakościowa w stosunkach międzypaństwowych dotyczy relacji polsko-węgierskich. Czarę goryczy przelała wypowiedź Orbána z Siedmiogrodu, w czasie której zasugerował, iż Polska niemal bierze udział w wojnie w Ukrainie. Jednakże sugestie związane ze zbyt silnym zaangażowaniem (także emocjonalnym) Warszawy w konflikt na Wschodzie pojawiały się już wcześniej. Chociaż wywoływały publiczną reakcję, to nie miały bezpośrednich tak silnych konsekwencji dla wzajemnych relacji.

Z polskiej perspektywy jest to szansa na ułożenie tych stosunków na nowo i wpasowania ich w polski interes narodowy, a nie kontynuowania asymetrycznych relacji, w ramach których głównym ich beneficjentem pozostawał Orbán. Warto wskazać, iż przy okazji szczytów premierów V4 w Budapeszcie, które odbywały się jesienią ubiegłego roku, premier Mateusz Morawiecki wielokrotnie zwracał uwagę na aktywność Gazpromu, który prowadził, z dzisiejszej perspektywy już wiemy, celową politykę przygotowującą inwazję na Ukrainę. Orbán pomimo kiwania głową ze zrozumieniem, nigdy nie podzielał tego stanowiska, czego dowodem jest chociażby jego wizyta na Kremlu.

Od początku wybuchu wojny dostrzec można, iż pole manewru węgierskiej dyplomacji w regionie znacząco się zmniejszyło. Orbán odbył w zasadzie dwie wizyty zagraniczne, od początku objęcia urzędu po wyborach, do Watykanu i Austrii. Szef węgierskiej dyplomacji także podróżuje głównie poza UE. Nastąpiło zbliżenie relacji węgiersko-austriackich wobec zmian władzy, które nastąpiło na Słowacji i w Republice Czeskiej. Petr Fiala jest Węgrom dużo mniej przychylny, aniżeli Andrej Babiš.

Opozycja

Mniejszość parlamentarna pozostaje w głębokiej defensywie. Na tle ugrupowań, które w koalicji startowały w wyborach wyróżnia się Momentum, w którym władzę przejęły kobiety. Jest to ugrupowanie, które szczególnie w mediach społecznościowych jest bardzo aktywne. Kiedy w połowie lipca przez Budapeszt przetoczyły się protesty związane ze zmianą opodatkowania samozatrudnionych (tzw. KATA), opozycja nie była w stanie w żaden sposób je animować, odbywały się one oddolnie, w zupełnym oderwaniu od polityki. Sam lider list opozycji Péter Márki-Zay skupił się na zarządzaniu miastem, którego jest burmistrzem – Hódmezővásárhely.

W ramach strony opozycyjnej jest jeszcze jedno ugrupowanie, które niejako przebojem wdarło się do parlamentu – jest to skrajna prawica – Nasza Ojczyzna, Mi Hazánk. Ugrupowanie ksenofobiczne prowadzi aktywną politykę z jednej strony punktującą działania rządu, z drugiej zaś próbując poszerzyć bazę wyborczą. Obecnie koncentruje się na krytyce zmiany systemu dopłat do energii elektrycznej, wcześniej bardzo krytykowała politykę rządu wobec COVID-19. Partia ta jest absolutnym przeciwnikiem pomocy Ukrainie inaczej, aniżeli humanitarnie.

W ramach opozycji i kontekstu wojennego warto zwrócić uwagę na trudność, z jaką mierzyć musiały się te stronnictwa. Chodzi bowiem o podejście samych Węgrów z jednej strony do Rosji, z drugiej zaś – do rosyjskich węglowodorów. Sojusz opozycji postulował zbliżenie z Unią Europejską i rozluźnienie więzów z Moskwą, jednakże w żaden sposób nie kontestował dostaw gazu czy ropy z Rosji. Nie mógł. Rezygnacja z tychże wywołałaby lawinowy wzrost cen energii i paliw, co bezpośrednio przełożyłoby się na spadek nastrojów społecznych, a w konsekwencji spadek poparcia dla opozycji.

Trzeba także pamiętać, że od maja obowiązuje na Węgrzech „stan zagrożenia spowodowany wojną w sąsiednim państwie”, który umożliwia rządowi wydawanie rozporządzeń (dekretów) w najważniejszych dla państwa sprawach, co de facto ogranicza funkcjonowanie parlamentu. Taki konstytucyjny „stan zagrożenia” obowiązywał już w latach od marca 2020 do czerwca 2022 (z trzymiesięczną przerwą) przy okazji pandemii koronawirusa. Jego konsekwencją było całkowite zniszczenie systemu trójpodziału władzy (poprzez supremację władzy wykonawczej) oraz zasady checks and balances, która przestała obowiązywać.

Układ sił parlamentarnych jest taki, że w najbliższych miesiącach opozycja będzie miała ogromną trudność w animowaniu polityki. Pewna szansa wiąże się z pogarszaniem nastrojów społecznych, które są wynikiem wzrostu inflacji. Jednakże dostrzegalny spadek poparcia dla Fidesz-KDNP nie ma teraz większego znaczenia, bowiem najbliższe wybory odbędą się w 2024 r. (do Parlamentu Europejskiego i samorządowe). Szansą na zmianę polityczną byłyby masowe protesty, które jednak nie są wpisane węgierską, bierną naturę.

Rząd

Węgierskie władze coraz dotkliwiej odczuwają postępujący kryzys finansów publicznych. Po cichu Węgierski Bank Narodowy zmienił prognozy dotyczące inflacji. Owe „po cichu” oznaczało podmianę plików na stronie banku. Obecna inflacja wynosi 11,7 proc. wobec prognozowanej maksymalnej inflacji na poziomie 12,6 proc. Brak odblokowanych środków unijnych z Krajowego Programu Odbudowy w ramach funduszu NextGenerationEU był gorzkim zweryfikowaniem tez, iż Węgry poradzą sobie bez KPO. Rosnące ceny energii, a co za tym idzie – coraz większe środki potrzebne do zrekompensowania różnicy pomiędzy rynkową a gwarantowaną ceną energii skutecznie drenuje budżet. Po raz pierwszy od 2013 r. rząd dokonał korekty tego programu, wprowadzając limity zużycia energii, do progu którego dopłaty będą realizowane.

Światowy kryzys gospodarczy doprowadzi do spadku bezpośrednich inwestycji zagranicznych na Węgrzech, od którego w znaczącym stopniu uzależnione jest węgierskie PKB, co jeszcze bardziej pogorszy sytuację. Kiedy Fidesz doszedł do władzy w 2010 r. wprowadzał kolejne programy, których celem było zmniejszanie długu publicznego. I to się udawało zmniejszając je z poziomu 80,2 proc. w 2010 r. do poziomu 65,5 proc. w 2019 r. Wybuch pandemii doprowadził do wzrostu długu w ciągu jednego roku o 15 p.p. Pewną alternatywą dla środków unijnych miała być współpraca z Chinami, ta jednakże w obliczu zmian geopolitycznych chociaż jest kontynuowana, to nie na takim poziomie, jak liczyła na to strona węgierska.

Otwartym pozostaje przyszłość – jedynym czynnikiem, który zagraża stabilności politycznej jest rosnąca bieda i niezadowolenie społeczne. Medialną propagandą nie da się bowiem w żaden sposób zmienić odczuwania pustki w portfelach. Sondaż Publicus z lipca pokazał, iż w ciągu jednego miesiąca odsetek Węgrów odczuwających wzrost inflacji zwiększył się o 1/3. Skutki te będą przecież w podobnym stopniu dotykać tak zwolenników, jak i przeciwników rządu. Władze będą także za wszelką cenę próbować ratować sytuację poprzez zwiększanie zadłużenia – obligacje skarbu państwa już funkcjonują na niespotykanie wysokim dotychczas poziomie. Nie ma wątpliwości, że idą trudne czasy dla Węgier.

nv-author-image

Dominik Héjj

Dominik Héjj doktor nauk humanistycznych w zakresie nauk o polityce, redaktor naczelny portalu www.kropka.hu poświęconego węgierskiej polityce

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

[give_form id="8322"]

News Alert

Bądź na bieżąco!

Zamawiając bezpłatny newsletter akceptuje Pan/Pani naszą ochronę danych. Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest w każdej chwili możliwe.