Co tam panie w polityce za Odrą? Subiektywne spojrzenie na Niemcy

Co wydarzy się w Niemczech w 2021 roku? Ze względu na pandemię prognozowanie jest tym razem wyjątkowo trudne. Jak szybko uda się pokonać koronawirusa, który pochłonął już ponad 52 tys. ofiar śmiertelnych? Czy do końca lata, jak obiecują politycy, będzie można zaszczepić wszystkich chętnych? Czy po ubiegłorocznym załamaniu koniunktury (niemiecki PKB skurczył się o 5 proc.) gospodarka Niemiec powróci na ścieżkę szybkiego wzrostu, a będący wizytówką tego kraju eksport odzyska dawną dynamikę? Już teraz niemieccy politycy mówią o największym kryzysie od zakończenia drugiej wojny światowej.

Jeśli chodzi o pandemię, odpowiedzi powinniśmy pozostawić raczej wirusologom i ekspertom pokrewnych dziedzin. Natomiast w przypadku polityki możemy pokusić się o nakreślenie możliwych scenariuszy na rozpoczynający się właśnie rok.

Pożegnanie z Merkel

Jednym z niewielu pewników jest odejście Angeli Merkel z polityki. Po 16 latach w fotelu kanclerskim, szefowa niemieckiego rządu nie będzie ubiegać się o reelekcję w wyborach do Bundestagu wyznaczonych na 26 września. Swoje wcześniejsze zapowiedzi Merkel potwierdziła niedawno na konferencji prasowej w Berlinie.

„Życzyłabym sobie, żeby po wyborach proces tworzenia nowego rządu odbył się superszybko  (superschnell)” – powiedziała szefowa rządu, co oznacza, że na przełomie tego i następnego roku era Merkel w niemieckiej polityce ostatecznie dobiegnie końca.

Rozpoczynając w latach 90. swoją oszałamiającą karierę Merkel zapowiedziała, że będzie chciała odejść z polityki we właściwym momencie, aby nie skończyć jako „półżywy wrak”, lecz mieć czas na znalezienie „innego pomysłu na życie”. Wszystko wskazuje na to, że dotrzyma słowa.

Jej popularność, po przejściowym spadku zaufania spowodowanym kryzysem migracyjnym w 2015 r., znów bije rekordy. Zdaniem 84 proc. Niemców Merkel „raczej dobrze” wypełnia obowiązki szefowej rządu; tylko 13 proc. jest przeciwnego zdania. Międzynarodowe sondaże sugerują, że tylko papież Franciszek cieszy się na świecie większą popularnością niż niemiecka kanclerz.

Czy można wyobrazić sobie Niemcy i świat bez Merkel? Były szef polskiego MSZ Witold Waszczykowski powiedział niedawno, że nie będzie po Merkel płakał. Jeżeli mówił prawdę, to z pewnością należy do mniejszości.

Odejście Merkel będzie bez wątpienia cezurą także dla Polski. Pochodząca z NRD działaczka CDU dobrze rozumiała środkowoeuropejskie lęki i urazy, potrafiła wczuć się w sposób myślenia polityków z Polski, Czech czy Węgier. Jej głównym celem było utrzymanie za wszelką cenę jedności Unii Europejskiej. Kompromis w sprawie mechanizmu praworządności, mocno osłabiający pierwotną skuteczność tego instrumentu, był bez wątpienia przede wszystkim jej zasługą.

Laschet czy Soeder – Kto zastąpi Merkel?

Kto zastąpi Merkel na stanowisku kanclerza? W połowie stycznia zapadła pierwsza ważna dla dalszego rozwoju wydarzeń decyzja. Podczas wirtualnego zjazdu Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) na nowego przewodniczącego partii wybrano premiera Nadrenii Północnej-Westfalii (NRW) Armina Lascheta.

Jego nominacja na kandydata na kanclerza w jesiennych wyborach do Bundestagu nie jest jeszcze przesądzona. Decyzja ma zapaść dopiero w kwietniu. Uważany za bezbarwnego polityka ma teraz dwa miesiące, aby przekonać swoją partię, że może poprowadzić ją do wyborczego zwycięstwa. Jego potencjalnym rywalem jest premier Bawarii Markus Soeder z siostrzanej partii CSU. Na razie sondaże dają właśnie jemu większe szanse na dobry wynik w wyborach do Bundestagu, ale Laschet nie składa broni. W 2017 r. udała mu się rzecz niemal niemożliwa – odsunął SPD od władzy w NRW – landzie będącym od zawsze bastionem socjaldemokratów. Trudno o lepszy dowód na wolę walki i determinację 59-letniego chadeka.

CDU i działająca tylko na terenie Bawarii CSU tworzą jeden klub w parlamencie. Zgodnie z tradycją wystawiają w wyborach do Bundestagu wspólnego kandydata. Pierwszeństwo ma przedstawiciel większego ugrupowania – CDU, ale znane są odstępstwa od tej reguły. W roku 2002 wspólnym kandydatem obu partii był szef CSU Edmund Stoiber.

Laschet a sprawa polska

Co wybór Lascheta na kanclerza oznaczałby dla Polski? Premier NRW jest katolikiem i wielokrotnie podkreślał rolę Jana Pawła II oraz polskiej Solidarności w obaleniu żelaznej kurtyny i zjednoczenia Niemiec. Jednak pochodzący z Akwizgranu polityk jest znacznie bardziej związany z Francją niż z krajami Europy Środkowo-Wschodniej. W sprawach dotyczących praworządności czy migracji Laschet może jako kanclerz prezentować bardziej zdecydowane stanowisko.

W przeciwieństwie do Merkel, która w latach 80. zafascynowana była polską opozycją, Laschet nie ma raczej emocjonalnego stosunku do Polski. Ze względu na silną i aktywną Polonię w NRW, problemy polsko-niemieckie, jak choćby nauka języka polskiego w Niemczech, nie powinny mu być zupełnie obce.

Jakie skutki dla relacji Niemiec z Rosją i Stanami Zjednoczonymi może mieć przeprowadzka Lascheta z Duesseldorfu do urzędu kanclerskiego w Berlinie?

Pamiętliwe media

Niemieckie media zaraz po jego wyborze na szefa CDU przypomniały Laschetowi jego kontrowersyjne  wypowiedzi z nieodległej przeszłości. Czy Laschet to Russlandversteher? – zastanawiała się  Frankfurter Allgemeine Zeitung (FAZ) przypominając, że kilka lat temu polityk CDU wykazywał „zadziwiającą zrozumiałość” dla prezydenta Rosji Władimira Putina.

W 2014 r., gdy na Krymie pojawiły się „zielone ludziki” Putina, Laschet krytykował niemiecką opinię publiczną za „antyputinowski populizm” i wzywał do „wczucia się” w racje Moskwy. Cytując Henry Kissingera, twierdził, że „demonizacja Putina nie jest polityką, lecz wymówką mającą usprawiedliwić brak polityki”.

Od czasu objęcia stanowiska premiera NRW, Laschet bardziej uważa na słowa. W jednej sprawie pozostał jednak aż do bólu konsekwentny. To gazociąg Nord Stream 2, inwestycja mająca zapewnić Niemcom bezpośrednie dostawy rosyjskiego gazu, bez pośrednictwa Ukrainy i Polski.

Kłopotliwy Nord Stream 2

W niedawnym wywiadzie dla FAZ Laschet potwierdził wolę dokończenia budowy gazociągu. Jego zdaniem Nord Stream 2 jest projektem ekonomicznym, a nie politycznym i nie zwiększy zależności Niemiec od dostaw gazu z Rosji.

„To, że sprowadzamy gaz z Rosji, jest faktem od 50 lat. Tak było także w czasach zimnej wojny. Będzie to też konieczne w przewidywalnej przyszłości” – wyjaśnił. Stanowisko nowego szefa CDU jest w tej sprawie zgodne ze stanowiskiem Merkel i jej rządu.

Czy Rosja jest potrzebna?

W ocenie niemieckich mediów, od czasów zimnej wojny relacje Berlina z Moskwą nie były tak złe jak obecnie. Cała seria wydarzeń – od ataku rosyjskich hakerów na system komputerowy Bundestagu, poprzez egzekucję dokonaną przez funkcjonariusza rosyjskich służb w biały dzień w Berlinie na czeczeńskim bojowniku o gruzińskich korzeniach, a skończywszy na zamachu na Aleksieja Nawalnego sprawiła, że stosunki niemiecko-rosyjskie zdaniem tygodnika Der Spiegel „sięgnęły dna”.

Pomimo tego, z Berlina bez przerwy płyną sygnały świadczące o gotowości Niemiec do dialogu. Niemieccy politycy jak mantrę powtarzają zdanie: „Bez Rosji, a szczególnie wbrew władzom na Kremlu, nie da się rozwiązać żadnego międzynarodowego problemu”.

Być może właśnie dlatego Niemcy, pomimo presji ze strony mediów, nie chcą zrezygnować z budowy Nord Stream 2. Kiedy Berlin zrozumie, że wiele z tych problemów, które chce rozwiązywać wspólnie z Rosją, zostało wywołanych bądź sprowokowanych właśnie przez władze na Kremlu? Trudno oczekiwać, że w relacjach z Moskwą właśnie Laschet wykaże się większą asertywnością.

Do gry wchodzi Biden

Ale Nord Stream 2  dotyczy nie tylko relacji z Rosją. Donald Trump niemal do ostatniego dnia swojej kadencji robił wszystko, żeby powstrzymać tę inwestycję. Groźba sankcji przestraszyła większość zagranicznych firm i spowodowała roczną przerwę w budowie. Niemcy przyjęli odejście Trumpa i zwycięstwo Joe Bidena  z wielką ulgą, ale w sprawie gazociągu nowy prezydent ma poglądy zbieżne ze swoim poprzednikiem.

Na własne życzenie Berlin znalazł się w kłopotliwej sytuacji. Dokończenie inwestycji to konflikt z Waszyngtonem, a wycofanie się z inwestycji będzie policzkiem dla Putina, nie mówiąc już o wysokich odszkodowaniach, jakie niemiecki rząd będzie musiał wypłacić firmom. Dotychczasowe koszty projektu szacowane są na 9,5 mld euro. „Już teraz widać, że będzie to olbrzymia ruina inwestycyjna” – ocenia Sueddeutsche Zeitung.

Niezależnie od losów Nord Stream 2, relacje niemiecko-amerykańskie, mocno nadwyrężone przez Trumpa, powinny za kadencji Bidena ulec zdecydowanej poprawie. Podczas pierwszej telefonicznej rozmowy Merkel i Biden zapowiedzieli współpracę przy rozwiązywaniu problemów międzynarodowych. Powrót USA do Paryskiego porozumienia klimatycznego, będącego oczkiem w głowie Merkel, stwarza dobrą sytuację wyjściową dla poprawy relacji. Na tej drodze nie brak jednak raf. Przeforsowana przez Berlin umowa UE z Chinami raczej nie spodoba się Bidenowi, podobnie jak dyskusja o „strategicznej autonomii” Europy. Czy Niemcy będą gotowe do zwiększenia wydatków na NATO? Na ile poważne są starania SPD o usunięcie z terytorium RFN amerykańskich głowic atomowych?

Kto utworzy rząd po wyborach?

Kto będzie rządził Niemcami po 26 września? Najbardziej prawdopodobna wydaje się obecnie koalicja „czarno-zielona” – CDU/CSU z Zielonymi. Na szczeblu krajów związkowych (landów) taka współpraca nikogo dziś już nie dziwi, ale w skali całego kraju byłby to godny odnotowania precedens.  Po wejściu w 1983 r. Zielonych do Bundestagu, chadecy przez długi czas uważali to ugrupowanie za ośrodek oszołomów i wywrotowców.

Jeszcze nie wiemy, kto będzie wyborczą „Jedynką” Zielonych czyli ich kandydatem na kanclerza (Spitzenkandidat). Należy przypuszczać, że będzie to raczej szefowa partii Annalena Baerbock, a nie jej współprzewodniczący Robert Habeck. Jeżeli dojdzie do koalicji z chadekami, to ktoś z Zielonych obejmie najprawdopodobniej tekę ministra spraw zagranicznych.

Ta wiadomość z pewnością nie ucieszy Kremla. Zieloni są zdecydowanymi przeciwnikami Nord Stream 2 i zarówno w Bundestagu, jak i w mediach jako jedyni domagają się natychmiastowego przerwania inwestycji. Politycy tej partii nie zostawiają suchej nitki na władzach Rosji, potępiając represje wobec rosyjskiej opozycji i rolę Moskwy w wojnie w Donbasie. Ale czy będąc mniejszym koalicjantem zmuszą Lascheta do zmiany polityki?

Czas na koalicję z Zielonymi

A czego może spodziewać się po takim rządzie Polska? Zakładając, że w fotelu kanclerskim zasiądzie Laschet, polityka Berlina wobec władz w Warszawie, także bez Merkel, będzie zapewne kontynuowana. Hipoteka historyczna i stale rosnące znaczenie Polski jako partnera handlowego wymuszają wielką ostrożność, chociaż dopóki w Polsce rządzi PiS, nie należy spodziewać się znaczących polsko-niemieckich projektów.

Jeśli dojdzie do zmiany akcentów, będzie to zasługą Zielonych. Uczestnicząc w rządzie, będą zapewne naciskać na bardziej zdecydowane reakcje na przypadki naruszania praworządności czy ograniczania praw kobiet i osób LGBT. Politycy tej partii opowiadają się za kierowaniem unijnych funduszy bezpośrednio do samorządów i organizacji samorządowych w przypadku, gdy władze centralne danych krajów naruszają praworządność.

W kwestiach dotyczących historii, stanowisko Zielonych bliskie jest nie tylko polskiej opozycji, ale czasami także Zjednoczonej Prawicy. Partia ekologów należy do inicjatorów projektu miejsca pamięci w Berlinie dla polskich ofiar wojny. Odrzucając reparacje wojenne, Zieloni sygnalizują gotowość do finansowego wsparcia żyjących jeszcze ofiar wojny.

Zapowiada się ciekawy rok.

 

 

nv-author-image

Jacek Lepiarz

Jacek Lepiarz jest germanistą, historykiem i dziennikarzem. Współpracuje Deutsche Welle. Był korespondentem PAP w Berlinie i DPA w Warszawie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *