Biden versus Trump. Wybory prezydenckie i co dalej

To oczywiste, że stawka nadchodzących wyborów prezydenckich w USA jest niezwykle wysoka. Większość amerykańskich komentatorów politycznych zgodnie głosi, że ponowna wygrana Donalda Trumpa będzie oznaczała dalszy regres instytucji demokratycznych, wzrost izolacjonizmu i rosnący chaos zarówno w samych Stanach Zjednoczonych, jak i w polityce międzynarodowej. Czołowe opiniotwórcze gazety głównego nurtu – New York Times i Washington Post – pokładają wprawdzie nadzieję w zwycięstwie kandydata Demokratów, niemniej jest to nadzieja wyrażana ostrożnie, połączona z brakiem zaufania do wyników badań opinii publicznej. Wskazują one, że w stanach, które dość nieoczekiwanie poparły cztery lata temu Trumpa (np. Pensylwania, Wisconsin, Michigan) stosunkowo znaczną przewagę dochodzącą momentami do 16 punktów procentowych ma teraz Joe Biden, lecz być może wielu „antysystemowych” wyborców Republikanów nie chce się ujawnić, a ponadto przez tygodnie dzielące nas od 5 listopada zdarzyć się może jeszcze sporo, zważywszy na sposób prowadzenia kampanii przez byłego gwiazdora masowej rozrywki.

Z pewnością na niekorzyść Trumpa przemawia przebieg epidemii Covid-19 w najbogatszym wciąż kraju świata, pozbawionym publicznej służby zdrowia. Mając na początku swojej prezydentury większość w obydwu izbach Kongresu, zdołał on praktycznie anulować reformę znaną jako „Obamacare”, która rozszerzała dostęp do pewnego poziomu ubezpieczenia zdrowotnego na miliony obywateli, tymczasem pandemia dobitnie pokazała, że państwa europejskie i Kanada radzą sobie z nią lepiej. Mimo tego, że Trump sam dość boleśnie zderzył się z chorobą, co wyraźnie widać na jego twarzy podczas wystąpień publicznych, nadal próbuje on wbrew faktom bagatelizować niszczący wpływ koronawirusa na mieszkańców i gospodarkę kraju. Do historii przeszła już jego absurdalna rada, którą niestety pewna liczba ludzi wzięła poważnie, by wykorzystać jako środki dezynfekujące do użytku wewnętrznego płyny stosowane w gospodarstwie domowym.

Wybory prezydenckie w USA: Joe Biden (po lewej) i Donald Trump (po prawej)

Gdyby więc urzędujący prezydent został wybrany na drugą kadencję następstwa dla USA i co za tym idzie dla reszty świata mogą okazać się niebezpieczne. Po pierwsze, mógłby zachwiać się globalny ład ekonomiczny, ciągle opierający się w ogromnej mierze na walucie amerykańskiej. Po drugie, w sytuacji gdy coraz ostrzejsza rywalizacja z Chinami i napięcie w relacjach amerykańsko-rosyjskich wymagają politycznej zręczności i umiejętności przewidywania zdarzeń przyszłych, reaktywne, oparte na emocjach zachowania Trumpa nie pozwalają oczekiwać od niego poczucia odpowiedzialności i racjonalnych decyzji. Traktuje on działania o wymiarze geopolitycznym jak transakcje biznesowe, myśląc w kategoriach doraźnych kosztów bez oglądania się na istotne konsekwencje takiego podejścia.

Zgodnie z nowymi ustaleniami, w Niemczech pozostać mają jedynie 24 tysiące amerykańskich żołnierzy, a kwatera główna ich dowództwa zostanie przeniesiona do Brukseli. Współpraca militarna z Polską, która powinna być warunkowana przede wszystkim strategią wobec całej Europy Środkowej narażonej potencjalnie na różne formy nacisku rosyjskiego, wygląda jak front inwestycyjny – w pierwszym rzędzie źródło dochodów dla Pentagonu. Jeżeli Stany Zjednoczone w praktyce rezygnują ze znaczącego wspierania obronności Starego Kontynentu, pojawia się paląca kwestia stworzenia sprawnej i odpowiednio dużej ogólnoeuropejskiej armii, a jest to obecnie, po wystąpieniu z UE Wielkiej Brytanii i zapowiedzi redukcji brytyjskich sił lądowych, zadanie skrajnie trudne. Pomijając problem obciążenia historią, niemieckie siły zbrojne wymagają istotnej rozbudowy i modernizacji, na co z pewnością nie zgodzi się w najbliższej perspektywie społeczeństwo Republiki Federalnej, naturalnie zainteresowane utrzymaniem poziomu życia i przeciwdziałaniem skutkom pandemii. Do tego dochodzi umiejętnie utrzymywany przez Moskwę rosyjski wpływ na zachodnią opinię publiczną, zwłaszcza w Niemczech, Francji i Włoszech. Otrucie Aleksieja Nawalnego wywołało wprawdzie krótkotrwały zapewne wstrząs, jednak budowa Nordstream 2 oraz współpraca gospodarcza z reżimem Putina to bezsprzecznie zachodnioeuropejskie priorytety i nic nie wskazuje, by miało się to zmienić.

Czego można spodziewać się po ewentualnym zwycięstwie Bidena? Kandydat Demokratów świetnie zdaje sobie sprawę z głębokiego podziału opinii publicznej wywołanego bezprecedensowym postępowaniem Trumpa. Apel tego ostatniego, aby „uwolnić Michigan” od ograniczeń kwarantanny przyniósł w rezultacie otwarte wystąpienia członków skrajnie prawicowej milicji z bronią automatyczną, a nawet udaremnioną na szczęście przez FBI próbę uprowadzenia gubernator tego stanu. Faktyczna aprobata prezydenta dla nieuzasadnionych aktów policyjnej przemocy wobec Afroamerykanów i pochwała bezprawnej aktywności samozwańczych obrońców porządku publicznego poskutkowała w mieście Kenosha w Wisconsin zabójstwem dwóch osób przez uzbrojonego w pistolet maszynowy nastolatka. Zamiast łagodzić rosnące w całym niemal kraju napięcie, Trump je świadomie podsycał, nie licząc się zupełnie z kosztami społecznymi swoich apeli. Nic dziwnego, że w odpowiedzi Biden wygłosił śladem Abrahama Lincolna przemówienie na polu najkrwawszej bitwy wojny secesyjnej pod Gettysburgiem. Lincoln wygłosił swoje w listopadzie roku 1863, kilka miesięcy po tym starciu, i zapewnił w nim o intencji utrzymania jedności narodowej oraz integralności państwa chociaż wojna miała jeszcze potrwać niemal dwa lata. Biden również jasno zadeklarował, że chce być prezydentem wszystkich Amerykanów, dążącym do przywrócenia elementarnej narodowej jedności opartej na zaufaniu do konstytucyjnych instytucji.

Po czterech latach niszczycielskiej dezynwoltury oponenta nie będzie to niestety łatwe, mimo iż w wyborach Demokraci mają szansę uzyskać większość także w Senacie, co zapobiegłoby groźbie obstrukcji. Popierająca Trumpa właściwie bezkrytycznie Partia Republikańska w dużej mierze straciła niestety autorytet, jeśli nie wręcz polityczną legitymację, gdyż sprzeniewierzyła się ugruntowanej w amerykańskiej tradycji zasadzie poszukiwania w Kongresie porozumienia możliwie nawet ponad ostrymi niekiedy podziałami.

Istnieje uzasadniona nadzieja, iż prawdopodobna wygrana Bidena odwróci realizowany przez poprzednika trend izolacjonistyczny. Jakkolwiek Chiny ze względu na objętość wymiany towarowej pozostaną zapewne kluczowym gospodarczo trudnym partnerem USA, Biden będzie się starał odbudować wielorakie związki z Unią Europejską, przywracając przy tym w miarę chęci strony przeciwnej status quo ante w nadwerężonych stosunkach z Niemcami i Francją. Spodziewać się też można odwrotu Stanów Zjednoczonych od polityki sprzedaży militarnych polis ubezpieczeniowych na rzecz powrotu do perspektywy geostrategicznej. O ile wobec niewyjaśnionych do końca kontaktów Trumpa z Putinem trudno w chwili obecnej określić rzeczywisty stan relacji amerykańsko-rosyjskich, nowy prezydent powinien zgodnie z zapowiedziami zdefiniować je na nowo poprzez rozpoznanie zagrożeń dla amerykańskich interesów na świecie, na przykład na Bliskim Wschodzie, gdzie Rosjanom udało się narzucić swoją dominację Syrii i zyskać status liczącego się gracza na całym południowym wybrzeżu Morza Śródziemnego.

Przypuszczalnie zyska na tym Polska, położona wszak na styku UE i wyraźnej rosyjskiej obecności na Białorusi, nominalnie przynajmniej wciąż wspierająca zaatakowaną przez Putina Ukrainę. Pytanie jaką postawę nowa administracja przyjmie wobec naruszeń przez polskie władze praworządności, w tym zwłaszcza podstawowej zasady trójpodziału władz i niezależności sądownictwa. Chociaż Trump zdaje się wspierać polityczną linię PiS, ambasador USA w Warszawie Georgette Mosbacher nie waha się dość demonstracyjnie ingerować w zamiary polskiego rządu, który zmierza do tzw. „polonizacji mediów” na drodze przejęcia bądź neutralizacji firm z kapitałem amerykańskim, nie wtrącając się jednakże raczej w osobliwe rozwiązania ustrojowe. Jeśli Demokraci zechcą angażować się w wewnętrzne sprawy Polski, będą to zapewne robić dyskretniej i zarazem bardziej konsekwentnie, a wobec faktycznej izolacji naszego kraju na arenie międzynarodowej autorytarna ekipa Jarosława Kaczyńskiego nie będzie miała wyboru i chcąc nie chcąc weźmie amerykańskie obiekcje pod uwagę, chyba że zwróci się jednoznacznie w stronę Rosji.

 

nv-author-image

Marek Wilczyński

Prof. dr hab. Marek Wilczyński – amerykanista, tłumacz prozy amerykańskiej, profesor Ośrodka Studiów Amerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *