Nowa normalność – i stare głowy?

Niemcy stoją w obliczu głębokich zmian. Kanclerz traci poparcie z powodu kryzysu migracyjnego, gospodarka zaczyna słabnąć, Ustawa Zasadnicza jest kwestionowana. A teraz jeszcze skompromitowała się narodowa reprezentacja w piłce nożnej.

 

Wojnę trzydziestoletnią poprzedził „braterski konflikt w domu Habsburgów“ –„Bruderzwist in Habsburg”. Tak zatytułował swój dramat z 1848 roku Franz Grillparzer. Ukazuje w nim mechanizm władzy, który 170 lat później i 400 lat od wybuchu niszczycielskiej europejskiej wojny domowej niewiele się zmienił. Grillparzer mówi ustami austriackiego księcia Ferdynanda: „Jedna rzecz jest niezbędna we wszystkich poważnych sprawach: zdecydowanie; czy to nasze, czy nie”.  Gdzie tylko się mówi, a nie decyduje, tam dzieje się niepoważnie, „wy to nazywacie, ja to wiem, taką polityką“.

 

W obecnej polityce niemieckiej wiele  mówi się o zdecydowaniu i determinacji, zatem otwarte musi pozostać pytanie, czy jesteśmy świadkami bardzo poważnej, czy też szczególnie niedojrzałej fazy niemieckiej polityki. Jednak okoliczności, jakie skłaniają wszystkich aktorów do sięgania po patetyczne słowa, są w najwyższym stopniu alarmujące. Kryzys migracyjny w żadnym razie się nie skończył, nie mówiąc już o jego pokonaniu; żaden inny temat nie zajmuje bardziej opinii publicznej, żaden inny temat bardziej nie przyczynia się do polaryzacji, nawet w życiu codziennym.  Od taksówkarza po dentystkę, od dziennikarki po fryzjera natychmiast wywołuje poruszenie. Każdy ma w tej sprawie bardzo zdecydowane zdanie i nikt się z nim nie kryje. Niemcy w 2018 roku: upolitycznione społeczeństwo złożone z wrogich obozów politycznych, gdzie polityka migracyjna jest kompasem, dzielącym północ i południe społeczeństwa.

 

 

Niemożliwe jest mówienie o polityce migracyjnej bez  wspomnienia o roli jaką odegrała A  kanclerz Merkel. Ona sama także szuka forum publicznego tym częściej, im bardziej jej polityka znajduje się pod ostrzałem. Czy to w talk show „Anne Will” w telewizji ARD, w „Sommerinterview” w ZDF, czy w Bundestagu, Angela Merkel tłumaczy. Przede wszystkim członkom swojej partii, politykom, wyborcom, sympatykom CDU i CSU wyjaśnia, wciąż od nowa i używając prawie takich samych słów: w polityce chodzi o to, aby „robić to, co słuszne” i „rozwiązywać problemy”. Dlatego z jednej strony pozostaje „dobrą decyzją przyjmowanie uchodźców “ zwłaszcza „w trudnej sytuacji humanitarnej“, jak jesienią 2015, z drugiej strony konieczne jest lepsze „sterowanie i uporządkowanie” migracji. Merkel marzy się „rozwiązanie europejskie“, częściowo na bazie bilateralnej, częściowo na płaszczyźnie UE. „W polityce trzeba się decydować“, powiedziała niedawno kanclerz w programie „Anne Will“.

 

 

Znaczna część ludności niemieckiej już się zdecydowała. Niemal codzienne sondaże, z których każdy ma innywydźwięk– Niemcy w 2018 roku są także krajem nieustanych badań sondażowych – pozwalają na kilka niewątpliwych wniosków. A zatem zadowolenie z kanclerz maleje, choć w kategorii popularności konkurent nie może się z nią równać. Niemcy przyzwyczaiły się do Merkel, ale nie będą kryć gniewu, kiedy postępowanie w konkretnych dziedzinach spotka się z niezadowoleniem. W polityce migracyjnej Merkel ma przeciw sobie stabilną większość 60-70 procent. Niemniej jednak chęć zmiany szefa rządu nie jest równie duża. Merkel, mówi się, powinna pozostać na stanowisku, jeśli zmieni swoją politykę migracyjną i nie będzie wciąż mówić jedynie o sterowaniu i uporządkowaniu, ale także o ograniczeniu napływu migrantów – tak jak czyni to dzień w dzień CSU. Jej przewodniczący, minister spraw wewnętrznych Horst Seehofer, może się w tej sprawie powoływać na wolę większości społeczeństwa.

 

Wynikom sondaży siostrzanych partii nie służy cięty język, jakiego używa Seehofer wobec Merkel.  Czy wynika to stąd, że długoletni premier Bawarii zyskał w swoim kraju przydomek „Drehhofer” – „obrotowego“, czyli opinię polityka, kierującego się nastrojami, który dziś mówi „tak“ na swoje wczorajsze „nie“ i odwrotnie? Obecnie CDU i CSU mają poparcie około 29 procent. Takie samo poparcie w sondażach osiąga we Włoszech nowy minister spraw wewnętrznych Matteo Salvini (Liga ), wprawdzie od przeciwnego końca skali. Liga, krytyczna w sprawach migracji, uzyskała w ostatnich wyborach we Włoszech na początku marca 17 procent. Tylko w ciągu trzech i pół miesiąca poparcie dla niej wzrosło o 12 punktów procentowych, czyli prawie o dwie trzecie. Z błyskawicznym wzrostem poparcia dla Ligi kontrastuje jego spadek dla CDU i CSU. Od czasu wyborów do Bundestagu we wrześniu ubiegłego roku minus wynosi już ponad cztery punkty procentowe, czyli jedną dziewiątą. Osiągnięte wówczas 33 procent już oznaczało historyczną hańbę.

 

Porównanie rozwoju sytuacji we Włoszech i w Niemczech pokazuje, że braterski konflikt w domu europejskim znajduje również odbicie w walce rodzeństwa w Niemczech. Dla „europejskiego rozwiązania“ konfliktu migracyjnego kanclerz ma niewielu potencjalnych partnerów. Z wyjątkiem Wielkiego Księstwa Luksemburga i Królestwa Holandii wszystkie państwa europejskie mają odmienne interesy. Merkel chciałaby odsyłać migrantów z granicy tylko wówczas, gdy kraj, do którego są odsyłani, gotów jest ich przyjąć. Seehofer chce, aby na granicy niemieckiej obowiązywało niemieckie prawo. Kto złożył już wniosek o azyl w innym kraju UE, ma stracić prawo do składania drugiego wniosku w Niemczech.

 

Faktycznie jest tak, że każdy, kto potrafi wymówić słowo „azyl“, może wjechać do Niemiec – nawet, jeśli jego wniosek już kiedyś został w Niemczech odrzucony lub wnioski są już rozpatrywane w innych państwach UE. Jego wniosek musi zostać sprawdzony indywidualnie, gdyż prawo do azylu jest zagwarantowane w niemieckiej Konstytucji. Z tej bezgranicznej wolności korzystają także późniejsi mordercy i gwałciciele i terroryści. Spór na temat skłonności niedawno przybyłych cudzoziemców do stosowania przemocy zajmuje całe tomy. Aktualne policyjne statystyki przestępczości wykazują jasno: prawie 40 procent wzrostu przestępstw na tle seksualnym w ubiegłym roku przypada na sprawców będących cudzoziemcami.

 

 

Spór o granicę jest sporem o wszystko. CSU reprezentuje wobec Merkel takie stanowisko, jakie zajmowała także CDU przed objęciem przez nią przewodnictwa partii. Pod tym względem CSU jest złym sumieniem CDU. To także powód, że debata prowadzona jest tak zawzięcie. Kurs Merkel na modernizację, faktycznie zwrot na lewo, utrzymuje CDU od 2005 roku przy władzy, po prawdzie z tendencją do spadających wyników wyborów. Agresywna kampania „Zielonych” na rzecz udziału w rządzie zamiast CSU wyraźnie pokazuje, że najwięksi zwolennicy Merkel znajdują się obecnie na lewo od centrum: na lewym skrzydle CDU, wśród lewicowych „Zielonych”, przedstawicieli kościoła, reprezentujących lewicowy katolicyzm i kulturę protestancką. W Brandenburgii szef regionalnej CDU publicznie zastanawiał się nad koalicją z partią Lewicy – następczynią „Partii Demokratycznego Socjalizmu”, której poprzedniczką była „Socjalistyczna Partia Jedności NRD”. Taka polityka, jak wskazuje Grillparzer, to czysta determinacja w dążeniu do władzy.

 

Kiedy Prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier apeluje do rządu złożonego z CDU, SPD i CSU o dojście do porozumienia, a szef Zielonych, Robert Harbeck zarzuca CSU, że godzi się na „niszczenie rządu“ tylko po to, aby zyskać punkty w jesiennych wyborach do bawarskiego Landtagu, to z obu tych wypowiedzi przemawia typowo niemiecka tęsknota za stabilizacją. W tych dniach cały naród przeżywa dramatyczny spektakl normalności, dobiegający końca, gdyż stał się celem samym w sobie. Angela Merkel chciała tej fatalnej jesieni 2015 roku zachować pozory normalności, wpuszczając do kraju w trybie uproszczonym uchodźców, którzy już dotarli w bezpieczne miejsce na Węgrzech i w Austrii. Miało to wyglądać normalnie, jak spontaniczny ludzki gest, a stało się bramą dla zupełnie nowej normalności, którą wielu Niemców odczuło jako uciążliwą. Dla normalności powodującej fundamentalną wprost niepewność, kto się w ogóle na ziemi niemieckiej znajduje i jakie ma zamiary.

Tak więc Niemcy przeżywają w zawrotnym tempie demontaż tego, co było dotychczas pewnością. Niemcy stanowią w tej chwili realny eksperyment w dziedzinie niepewności stosowanej.  Coraz częściej myśli się o tym, co dotąd było nie do pomyślenia: jeśli podstawowe prawo do azylu zapisane w Konstytucji prowadzi do tego, że Niemcy muszą przyjmować w niemieckim państwie opiekuńczym na czas nieokreślony setki tysięcy migrantów ekonomicznych, to czy być może nie nadszedł czas, aby zweryfikować ten przepis, stworzony na zupełnie innym tle historycznym dla zupełnie innej sytuacji politycznej? „Kupowania azylu” widocznie nie da się obecnie uporządkować ani sterować nim przy pomocy Konstytucji z 1949 roku.

 

 

Długoletni dziennikarz „Spiegla“, a obecnie „Die Welt“, Stefan Aust, poruszył tę czułą strunę i stwierdził, że ze względu na licznych afrykańskich migrantów ekonomicznych, powołujących się na prawo do azylu, „ustawa o azylu“ „nie jest w stanie sprostać swojemu zadaniu”.  A czy w Ustawie Zasadniczej nie jest także zapisane, że nie musi się zezwalać na wjazd nikomu, kto „przyjeżdża z państwa członkowskiego Wspólnot Europejskich“ lub bezpiecznego państwa trzeciego? Czy wobec tego odsyłanie części uchodźców, odrzucane przez Merkel, byłoby czymś więcej, niż tylko pierwszym krokiem na drodze do zgodnego z konstytucją reżimu granicznego?

 

 

W 2005 roku Angela Merkel objęła swoją nową funkcję kanclerz federalnej, rok później selekcjonerem niemieckiej reprezentacji został Joachim Löw. Pod wodzą tej pierwszej Niemcy stały się mistrzem świata w eksporcie, pod wodzą drugiego – mistrzem świata w piłce nożnej. W roku 2018 reprezentacja Niemiec w piłce nożnej, obrończyni tytułu, odpadła już w fazie grupowej Mundialu – to historyczna kompromitacja. Niemiecka gospodarka wykazuje tymczasem pierwsze oznaki słabości, polityczna siła przekonywania kanclerz maleje. Merkel chętnie pokazywała się jako pierwszy kibic drużyny narodowej. Odwiedziła też zgrupowanie przed tegorocznymi, zakończonymi już tak kompromitująco Mistrzostwami Świata, były także zdjęcia. Widać na nich odprężoną, uśmiechającą się kobietę. Po załamaniu się niemieckich nadziei futbol sprawiać będzie na przyszłość mniej radości.

 

Niemcy wkroczyły w poważną epokę, przed którą od dawna chciały zamykać oczy. Nowa normalność wymaga nowych działań i wymusi zmianę kadry. Już Grillparzer wiedział: „Stare odchodzi i nastaje nowe.”

 

Z niemieckiego przełożyła Elżbieta Michałowska

nv-author-image

Alexander Kissler

Alexander Kissler, literaturoznawca i historyk. Pracuje w berlińskim biurze Neue Züricher Zeitung i jest autorem licznych publikacji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[give_form id="8322"]