Przejdź do treści

Ile historii mogą znieść stosunki polsko-niemieckie?

Nie jest łatwo odpowiedzieć na to pytanie. Jedynie z pozoru wydaje się ono proste. Historia w relacjach polsko-niemieckich zawsze odgrywała znaczącą rolę. Tak było przed 1989 rokiem, tak też jest dzisiaj. Można przewrotnie zapytać, czy nie mamy dość już historii, czy nie stała się ona w naszych relacjach znacznym obciążeniem? Jak zatem rozumieć to pytanie i jak na nie odpowiedzieć?

Wydawało się, że po przełomie lat 1989/90 historia w relacjach polsko-niemieckich nie będzie już odgrywać znaczącej roli. Otwarto przed badaczami archiwa, podjęto stabuizowane tematy, do dyskusji nad którymi włączyła się polska opinia publiczna. Półki z nowymi publikacjami na temat relacji między Warszawą a Bonn/Berlinem szybko zaczęły się wypełniać. Zainteresowaniu badaczy towarzyszyły działania edukacyjne i w przestrzeni publicznej. Politycy w Polsce i Niemczech spotykali się na wspólnych obchodach rocznicowych (Westerplatte, Wieluń). Wreszcie, co można uznać za kulminację tych działań, przystąpiono do opracowania wspólnego polsko-niemieckiego podręcznika do historii. Działo się to jednak już w czasie, gdy tematy historyczne na powrót zaczynały dzielić i odgrywać rolę w polityce. Przykładem spór o Centrum przeciwko Wypędzeniom. W pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku doszło również do wymiany pokoleniowej. Odeszło wielu znaczących polityków w Polsce i Niemczech, którzy należąc do pokolenia wojennego, często inicjowali debaty, szukali dialogu, przestrzegali przed zagrożeniami nacjonalizmem i prawicowym / lewicowym populizmem.

Miejsce tego pokolenia zajęło nowe, które nie posiada już tego rodzaju bezpośrednich doświadczeń. Można przytoczyć obiegowe zdanie, że każde pokolenie pisze na nowo historię. Czy w relacjach polsko-niemieckich znajdujemy się w takiej fazie? Czy zainteresowanie przeszłością polsko-niemiecką można wytłumaczyć tylko tą zmianą? Nie jest to wystarczające. Okres po 1989 roku z punktu widzenia zajmowania się historią można podzielić na trzy podokresy. Pierwszy stał pod znakiem odkrywania „białych plam”, drugi marginalizowania historii we wzajemnych relacjach, i trzeci, ostatni, charakteryzował się upolitycznieniem dyskursu historycznego, zwłaszcza ze strony Warszawy. Berlin albo ignorował „zaczepki” ze strony polskiej, albo je bagatelizował.

Spójrzmy jeszcze raz na ten okres, który – jak mamy nadzieję – zakończył się po październikowych wyborach w Polsce. Powinniśmy jednak go analizować. Analizować i wyciągać wnioski. W tym trzecim okresie historia we wzajemnych relacjach powróciła bowiem w bardzo silny i antagonizujący sposób. Historia, a raczej jej pewna kreacja. Można nawet odnieść wrażenie, że zaczęto ją pisać na nowo.

Podważono nie tylko dotychczasowy dorobek, postanowiono go wręcz zignorować. Podważono również inspiracje i cele, przyświecające osobom zaangażowanym w poprzednich dekadach w badania i dyskusje. Przykładem jest stosunek do procesu pojednania między obu państwami, czy kwestie „niezałatwione” wynikające z II wojny światowej (problem reparacji / odszkodowań). Nie oznacza to, że w przeszłości nie były słyszalne glosy o potrzebie rewizji historii wzajemnych relacji, jednak po 2015 roku głosy te stały się wykładnią głównego nurtu politycznego.

Bilans rządów Zjednoczonej Prawicy nie został jeszcze dokonany. Jednak już teraz można stwierdzić, że historia w relacjach polsko-niemieckich była często wykorzystywana wybiórczo i instrumentalizowana na potrzeby bieżącej polityki wewnętrznej w Polsce. Przypominało to dawne czasy, gdzie kreowano w Polsce negatywny obraz RFN, starano się obrzydzić Polakom w możliwie znaczący sposób obraz zachodnich Niemiec, podtrzymać ich negatywny stosunek, zrodzony wskutek II wojny światowej.

Zaskakujące jest to, że – mimo publikacji ważnych opracowań, ich popularyzacji w przestrzeni publicznej / w edukacji oraz niezliczonej liczby projektów polsko-niemieckich – okres rządów PiS potrafił ożywić u sporej części Polaków negatywny obraz zachodniego sąsiada. Wojna, okupacja, straty sprzed 80 lat stały się częścią bieżącej polityki. Dialog polsko-niemiecki starano się zdeprecjonować i zastąpić konfliktem. Głównego wroga szukano w UE i Berlinie, tracąc niejednokrotnie w tym miarę i zapominając o polskim interesie, jakim jest przynależność do zachodnich struktur i dobre stosunki z sąsiadami.

Nie oznacza to, że Berlin nie dawał ku temu powodów. Forsowanie przez wiele lat polityki „zmiana przez handel” z Rosją ponad Warszawą, ignorowanie jej zastrzeżeń i ostrzeżeń (jeszcze przed 2014 rokiem), rodziło pytania, czy Berlin rozumie tak naprawdę dziedzictwo historyczne Europy Środkowo-Wschodniej, doświadczonej w XX w. przez dwa totalitaryzmy. W atmosferze narastających nieporozumień i obojętności, drobne fakty wywoływały burzę. Wpadki reżyserów („Nasze matki, nasi ojcowie”), czy dziennikarzy („polskie obozy koncentracyjne”) jednych Polaków irytowały, dla innych były dowodem braku empatii Niemców, a przede wszystkim nieuporania się z nazistowską przeszłością.

Przekonanie, że wojny do końca nie rozliczono i za nią nie zadośćuczyniono, nie było i nie jest w Polsce rzadkością. Sądzą tak nieraz ludzie, którzy bynajmniej nie popierali rządzącej prawicy i głośnych akcji propagandowych w postaci zapowiadanych zabiegów o reparacje od Niemiec.

Wybory 15 października 2023 roku w Polsce muszą stać się nowym otwarciem w relacjach polsko-niemieckich. W obecnej sytuacji wojny na granicach UE i takich problemów jak migracje, jest to po prostu konieczność. Wymaga to jednak poważnej pracy z obu stron. Oczekiwanie, że sama zmiana na szczytach władzy w Warszawie odmieni negatywne aspekty we wzajemnych relacjach, jest naiwne.

Bezsprzecznie historię wykorzystywano jeszcze niedawno jako instrument negatywny, ale czy to oznacza, że teraz już przestała lub przestanie odgrywać taką rolę? A co ze społecznymi przekonaniami na jej temat i rozbudzonymi emocjami? Jej oddźwięk społeczny, zwłaszcza w Polsce, dowodzi czegoś innego: należy krytycznie spojrzeć na wcześniejsze działania, być może trzeba je zrewidować, biorąc pod uwagę wspomniane odejście pokoleń wojennych, ale nie samej wojny jako części żywej pamięci zbiorowej. Historia, przy całym szacunku dla niej i wadze jej dziedzictwa, nie powinna rzutować na teraźniejszość, czy przyszłość relacji między państwami, także tak nią obciążonymi jak Polska i Niemcy. Należy więc na nowo przemyśleć tematy historyczne i instytucje zajmujące się przeszłością. Naturalnie zmiany te potrzebują czasu, jednak bez wyraźnego sygnału o konieczności ich rozpoczęcia trudno będzie je przeprowadzić. Może zaskakiwać, że do dzisiaj nie przeprowadzono ewaluacji relacji polsko-niemieckich. Nie chodzi o samo sprawdzenie ważności porozumień i ich efektów, lecz przegląd i ocenę całości naszych kontaktów, efektywności struktury i instytucji, które mają różne wymiary, także ten odnoszący się do dziedzictwa historii. Musimy być świadomi jego znaczenia, ale też wskazać, co z niego ma dla nas stać się motywacją i inspiracją do umacniania przyjaznego sąsiedztwa i pogłębiania współpracy i zrozumienia.

Krzysztof Ruchniewicz

Krzysztof Ruchniewicz

historyk, niemcoznawca, profesor tytularny, dyrektor Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy'ego Brandta.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

The shortcode is missing a valid Donation Form ID attribute.

News Alert

Bądź na bieżąco!

Zamawiając bezpłatny newsletter akceptuje Pan/Pani naszą ochronę danych. Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest w każdej chwili możliwe.