Przejdź do treści

Paderewski – pianista zostaje politykiem

Refleksje na temat polsko-niemieckiej historii wzajemnych oddziaływań

 

Uczucie musiało być wzniosłe: 25 grudnia 1918 roku światowej sławy pianista i kompozytor stał przy metalowym relingu brytyjskiego krążownika HMS „Concorde”, z prawej strony widoczny był Półwysep Helski, z przodu zaś można już było dostrzec imponującą sylwetkę Gdańska. Charyzmatyczny muzyk przez całą wojnę walczył o sprawę polską, zjeździł wzdłuż i wszerz Amerykę, by przekonać opinię publiczną, że Polska musi odrodzić się jako niepodległe państwo. Znalazł dojście do prezydenta Stanów Zjednoczonych, Woodrowa Wilsona, który w swoich słynnych dzisiaj Czternastu Punktach żądał „stworzenia niepodległego państwa polskiego (…) z wolnym dostępem do morza”. Gdzie, jak nie tutaj, w Zatoce Gdańskiej, miał się znajdować ten dostęp, tu właśnie, gdzie Polska przez kilka wieków graniczyła z morzem? Zimny wiatr rozwiewał słynną czuprynę Paderewskiego, niegdyś ogniście rudą, teraz już posiwiałą. Ale pianista czuł się wyjątkowo silny, przeczuwał, że jego przyjazd do Polski może przynieść poważne następstwa. Co prawda w dawnym zaborze rosyjskim powstało już nowe państwo, niemiecko-austriackie wojska okupacyjne złożyły już broń, ale Gdańsk czy też Poznań, będące częściami historycznego polskiego terytorium, nadal znajdowały się pod administracją niemiecką.

 

W Gdańsku muzyk spędził wieczór w towarzystwie niewielkiej zamieszkałej tam grupy Polaków, następnie ruszył do Poznania. Helena Paderewska, żona artysty, wspominała później atmosferę, którą odczuli wówczas w Gdańsku ze strony niemieckiej:  „Ponury i wrogi stosunek Niemców, nie tylko żołnierzy, lecz także cywilów, zaczął działać mi na nerwy. Ich nienawiść do Polaków była tak silna i tak zawzięta (…), że można było się obawiać, iż niektórzy z nich mogliby dokonać zamachu na życie człowieka, który podążał z misją odbudowy kraju.”

Również Ignacy Jan Paderewski był wówczas zdystansowany wobec Niemiec, a we wspomnieniach pisanych pod koniec lat 30. podkreślał ten dystans – podobnie jak uprzednio jego żona – jeszcze wyraźniej: „(…) stanowczo i zdecydowanie jestem (…) wrogiem Niemiec“ – pisał, by zaraz jednak sprecyzować: „(…) właściwie nie jestem wrogo nastawiony do wszystkich Niemców, lecz wyłącznie Prusaków, bowiem wszystkie cechy niemiłe, jak: bezwzględność, zarozumiałość i arogancja, które obserwujemy dzisiaj w Niemczech, zostały narzucone przez Prusaków“.

A jednak bez Niemiec, bez Prus, kariera Paderewskiego nie byłaby w ogóle możliwa. Jego życie stanowi w gruncie rzeczy dobry przykład dla wielorakich powiązań pomiędzy światem polsko- i niemieckojęzycznym, których najpoważniejsze badania zapoczątkował w latach 70. XX wieku zmarły kilka tygodni temu historyk, profesor Klaus Zernack, twórca nowej perspektywy badań Europy Środkowo-Wschodniej. W jego koncepcji „historii wzajemnych oddziaływań” chodziło o to, by badać stosunki pomiędzy historycznie blisko powiązanymi ze sobą państwami lub narodami w ich długim trwaniu. Z takiej perspektywy widoczne stają się wzajemne, transgraniczne uwarunkowania państwowych lub narodowych kierunków rozwoju, które w tradycyjnej historiografii albo niemal wcale nie są brane pod uwagę, albo tworzą jedynie grubo ciosany stereotyp.

Pomnik Grunwaldzki w Krakowie

Urodzony w 1860 roku Ignacy Jan Paderewski wychowywał się na Podolu, ale już w wieku 12 lat jego ojciec wysłał utalentowanego muzycznie syna na naukę do Warszawy. W 1881 roku młody muzyk trafił do Berlina, gdzie zamierzał uzupełnić swoje umiejętności kompozytorskie. Przez trzy lata – z przerwami – przebywał w stolicy Niemiec; zwrócił tu na siebie uwagę jako kompozytor, to tutaj znalazł również pierwszego wydawcę, znaną firmę Bote & Bock, i tu zachwycał się życiem muzycznym wielkiego miasta. Nie podobało mu się jednak panujące w Niemczech, jego zdaniem, przekonanie, że muzyka nie powinna posiadać zabarwienia narodowego, a już na pewno nie polskiego. Paderewski jeszcze kilkakrotnie zebrał w Rzeszy Niemieckiej doświadczenia, które interpretował negatywnie. Pod koniec 1885 roku pisał z alzackiego Strasburga, gdzie przez krótki czas uczył w konserwatorium: „Praca ogromna, wynagrodzenie jak na nią nędzne, życie drogie, lekcji prywatnych prawie żadnych, tylko nudów, smutku i zmartwienia po uszy.“  Po sensacyjnym sukcesie pianistycznym w Paryżu w 1888 roku grał co prawda kilkakrotnie w Niemczech, często z ogromnym powodzeniem, ale katastrofalny koncert w 1890 roku w Berlinie, gdy orkiestra i dyrygent zawiodły, a Paderewskiego wyszydzili krytycy, oraz negatywna ocena ukończonej krótko przed I wojną światową symfonii w recenzjach niemieckich (nic dziwnego, w końcu nazwał ją „Polonia”), prześladowały go do końca życia. Takie sukcesy, jak doskonale przyjęta prapremiera jego opery „Manru” w Dreźnie w 1901 roku czy niejeden cieszący się ogromną popularnością występ pianisty, straciły dla niego znaczenie, stylizował się wręcz na ofiarę niemieckiego imperializmu (kulturowego). Dowartościowywało go to w oczach przedstawicieli polskiego ruchu narodowego, na czym najwyraźniej bardzo mu zależało.

 

Publiczności szukał teraz Paderewski przede wszystkim w Ameryce Północnej, gdzie jako fenomenalny odtwórca muzyki Chopina zdobył ogromny majątek. Z czasem, coraz poważniej widział się w pełnieniu roli politycznej, jako ambasador podzielonego narodu w wolnym świecie. W 1910 roku ufundował krakowski pomnik z okazji 500-lecia bitwy pod Grunwaldem, a krótko potem, we Lwowie, wygłosił słynne przemówienie z okazji setnej rocznicy urodzin Fryderyka Chopina, w którym domagał się poszanowania dla sztuki narodowej – to uczyniło go jednym z najważniejszych głosów politycznych również w Polsce.

Ten właśnie Ignacy Jan Paderewski udał się pod koniec grudnia 1918 roku – pod ochroną brytyjską – z Gdańska do Poznania. Jeszcze nie musiał w tym celu opuszczać terytorium państwa pruskiego, ale czuł się już prawie jak w wolnej, „prawdziwej” Polsce, na wielu dworcach witany przez przedstawicieli zamieszkałych tam Polaków. W Poznaniu ludność polska zgotowała mu owacyjne powitanie: „Ukochany król powracający po wielu latach wygnania czy bohater narodowy sławiony pieśnią i legendą nie mógłby się spodziewać bardziej imponującego, bardziej czułego powitania niż to, jakie zgotowali Paderewskiemu Poznaniacy“, wspominała krótko po tym Helena Paderewska. Rzeczywiście, jego pobyt stał się spontanicznym bodźcem wyzwalającym wybuch powstania wielkopolskiego – przygotowywanego co prawda od dawna, ale planowanego na później. Miały miejsce potyczki z często niezmotywowanymi jednostkami pruskimi, które uległy czarowi rewolucji oraz pośpiesznie zestawionymi Freikorpsami, niemieckimi oddziałami ochotniczymi; trwały one ki lka tygodni, pochłaniając tysiące ofiar.

Kiedy po kilku dniach walki w Poznaniu ustały, Paderewski wraz z małżonką 1 stycznia 1919 udał się w podróż pociągiem do Warszawy. Tutaj krótko potem, jako osobistość sławna na całym świecie, a równocześnie osoba ponadpartyjna, został na rok premierem – aby między innymi reprezentować interesy Polski na konferencji pokojowej w Paryżu. Nie udało mu się tam wynegocjować dla Polski Gdańska, ale dostęp do morza już tak.

 

Paderewski starał się pozbyć swojej biograficznej bliskości z niemiecką kulturą muzyczną w oczach polskiej opinii publicznej. Gdyby nawet jednak spróbowałoby się wyłączyć z narracji historycznej wielowarstwowe stosunki i powiązania wzajemne pomiędzy Polską a Niemcami, to i tak pozostały one po dziś dzień ponad wszelkimi rozłamami fundamentalną częścią składową europejskiego świata. Ich naukowe zbadanie w myśl teorii profesora Klausa Zernacka zapewni pracę jeszcze wielu przyszłym pokoleniom naukowców.

 

Z niemieckiego przełożyła Agnieszka Grzybkowska

nv-author-image

Peter Oliver Loew

Historyk, dyrektor Niemieckiego Instytutu Kultury Polskiej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

[give_form id="8322"]

News Alert

Bądź na bieżąco!

Zamawiając bezpłatny newsletter akceptuje Pan/Pani naszą ochronę danych. Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest w każdej chwili możliwe.