(Nie-)polityczne agencje ratingowe

Agencja ratingowa S&P obniżyła w ubiegłym roku ocenę wiarygodności kredytowej Polski. A przecież w kraju – pod względem gospodarczym – dobrze się dzieje. Czy za ówczesnym obniżeniem ratingu kryją się motywy polityczne? Poszukiwanie tropów.

 

 

Na początku 2016 roku agencja ratingowa Standard & Poor’s (S&P) podjęła zaskakującą decyzję. Amerykańska agencja bez uprzedniego obniżenia perspektywy gospodarczej obniżyła rating Polski, ocenę jej wiarygodności kredytowej, z A– na BBB+. Normalnie przed obniżeniem to właśnie negatywne oceny na temat stanu koniunktury danego kraju pozwalają na wyciągnięcie wniosków dotyczących gorszego ratingu w przyszłości. W przypadku obniżenia oceny Polski tak nie było.

 

S&P uzasadniła ten odważny krok nasilającym się brakiem stabilności politycznej w Polsce, od czasu gdy prawicowo-konserwatywna partia PiS w 2015 roku wygrała wybory absolutną większością głosów. „Obniżenie ratingu odzwierciedla naszą ocenę, że polski system wzajemnej kontroli instytucji wyraźnie został osłabiony” – brzmiało uzasadnienie agencji. Decyzja ta była skutkiem nowej ustawy medialnej i reformy wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Wymieniono pracowników telewizji publicznej, obsadzając ich stanowiska bliskimi rządowi przedstawicielami mediów. Reorganizacja Trybunału Konstytucyjnego poskutkowała z kolei tym, że pracę sędziów wyraźnie utrudniono, a Trybunał Konstytucyjny został sparaliżowany. Według S&P reformy osłabiły zdolność Trybunału Konstytucyjnego do wydajnej i niezależnej pracy. Ponadto, obok S&P, również i inne wielkie agencje ratingowe, Moody’s oraz Fitch, obawiały się, że przeprowadzane przez PiS reformy mogą zagrażać niezależności polskiego banku emisyjnego. Dla S&P było to wystarczającym powodem, by obok obniżenia ratingu obniżyć również perspektywę rozwoju gospodarczego Polski ze stabilnej na negatywną.

© istock/oatawa

Na reakcje z Polski nie trzeba było długo czekać. Ówczesny minister finansów Paweł Szałamacha nazwał obniżenie ratingu „pomyłką”. Szałamacha był pewien, że S&P wkrótce zrewiduje swoją „fałszywą decyzję”. Okazało się jednak, że jego nadzieje były płonne. Do dziś S&P ocenia ryzyko kredytowego zadłużenia walutowego Polski na BBB+. Jedynie perspektywę agencja podniosła z negatywnej na stabilną.

 

Obniżenie pozostawiło ślady na rozwoju koniunktury w Polsce. Wzrost produktu krajowego brutto (PKB) spadł z 3,9 procent w 2015 roku do 2,8 procent w roku minionym. Współodpowiedzialny za spowolniony wzrost był słabszy złoty, który z kolei spadł na skutek obniżenia ratingu. Ale na ile sprawiedliwa była ocena agencji? PiS nie miał za sobą nawet roku rządów, gdy S&P gorzej oceniła rating kraju. Poza tym wskaźniki gospodarcze wskazywały na zwiększającą się koniunkturę. W końcu gospodarka Polski ma znowu wzrosnąć w 2017 roku o 3 procent.

 

 

Według jakich kryteriów sytuację oceniają agencje ratingowe?

 

Na pierwszy rzut oka obniżenie ratingu w obliczu prognozowanego wyższego wzrostu wydaje się paradoksalne. Trzeba jednak wiedzieć, że agencje ratingowe przy swojej ocenie nie ograniczają się do oceny wzrostu tylko jednego kraju. Pod lupę bierze się między innymi również inwestycje oraz wydatki i wpływy w przeszłości i przyszłości. Przy ocenie obligacji państwowych raz do roku odbywają się kilkudniowe spotkania, na którym analitycy ratingowi konsultują się z decydentami z ministerstw, banku centralnego i politykami, menedżerami oraz innymi ekspertami z danego kraju.

 

Problematyczny jest natomiast brak agencyjnej transparentności. Niejasne jest, w jaki sposób dokonują one interpretacji poszczególnych danych i rozpatrują określone kwestie. Praktyka ta jest niezadowalająca dla przedstawicieli rządu danego kraju, ponieważ często nie mogą oni sobie wytłumaczyć negatywnej oceny. Model biznesowy agencji ratingowych polega na utrzymywaniu w tajemnicy ich kryteriów oceny.

© Zygmunt Januszewski

Były minister finansów Paweł Szałamacha dał upust swojemu niezadowoleniu z decyzji S&P w mediach: „Standard & Poor’s nie bierze pod uwagę zjawisk gospodarczych, koncentruje się na polityce. Gospodarka Polski ma się świetnie”. Czego Szałamacha jednak zdawał się nie wiedzieć, to fakt, że agencje ratingowe przy ocenie obligacji państwowych biorą pod uwagę zarówno kryteria ekonomiczne, jak i polityczne. Kryteria ekonomiczne odnoszą się do wypłacalności, zaś polityczne mierzą gotowość do spłat kredytów. Odnośnie ryzyka politycznego ocenia się także transparentność poczynań, obliczalność i stabilność instytucji politycznych.

 

Katalonia na przykład dobrze jest ustawiona pod względem gospodarczym, lecz ostatnio została oceniona przez S&P tak zwaną negatywną perspektywą z powodu możliwego braku stabilności politycznej ze względu na dążenia niepodległościowe. Podobnie sprawa wygląda z Polską: zasadniczo w kraju dobrze dzieje się pod względem gospodarczym, ale od czasu zwycięstwa wyborczego PiS nie można mówić o stabilności polityki gospodarczej, transparentnych decyzjach politycznych i w ogóle obliczalnej polityce rządu. PiS bezpośrednio po objęciu rządów, jako pierwsze reformy, przeprowadził w ekspresowym tempie reformę mediów i wymiaru sprawiedliwości. Ponadto, z wątpliwym uzasadnieniem, wprowadzono wyższe opodatkowanie dla banków. Sieci supermarketów także miały płacić większe podatki, jednak projekt ustawy o podatku od sprzedaży detalicznej został zablokowany przez Komisję Europejską. Liczne projekty reform – na przykład planowana rozszerzona reforma wymiaru sprawiedliwości i zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej – zostały pogrzebane lub wyraźnie osłabione w ostatniej chwili z powodu poważnych akcji protestacyjnych obywateli, co wskazuje na wszystko inne, ale nie na stabilną politycznie sytuację w kraju. Również rozbuchana polityka państwa opiekuńczego doprowadzić może kraj do trudnej sytuacji, jeśli chodzi o jego politykę budżetową. W dalszym ciągu nie jest jasne, w jaki sposób – także w przyszłości – finansować coroczne miliardowe wydatki na program 500 plus (dodatek na dziecko), obniżony wiek emerytalny, bezpłatne lekarstwa dla osób starszych.

 

Obok nieprzewidywalnych wydarzeń wewnątrzpolitycznych pod uwagę bierze się również wydarzenia polityki zagranicznej. I tak, na przykład, stosunki Polski z Niemcami, najważniejszym partnerem handlowym Polski, od chwili objęcia urzędu przez premier Beatę Szydło wyraźnie się pogorszyły. Ochłodzony kontakt polityczny między obydwoma krajami mógłby zdezorientować inwestorów, a przede wszystkim potencjalnych nowych inwestorów.

 

Polska gospodarka stoi przed wielkimi wyzwaniami

 

A przy tym Polska zdana jest na inwestorów zagranicznych bardziej niż kiedykolwiek przedtem. Ze wzrostem wydatków na cele społeczne rząd będzie mógł poradzić sobie tylko wtedy, gdy będą zgadzać się dane gospodarcze – a w tych pojawiają się pierwsze, na razie niewielkie, rysy.

 

Długi Polski skokowo wzrosły z 215,2 miliardów w 2015 roku do 228,2 miliardów w 2016 roku. Mierząc na podstawie PKB zadłużenie w 2014 roku znajdowało się na poziomie nieco ponad 50 procent. W roku bieżącym mogłoby to już być 54,6 procent. Dla agencji ratingowych zadłużenie państwa należy do najważniejszych kryteriów oceny: jeżeli wzrasta zadłużenie, wzrasta ryzyko niewywiązywania się z płatności.

 

Jednocześnie wzrost PKB Polski spadł w 2016 roku z 3,9 do 2,8 procent. W 2014 wynosił jeszcze 3,3 procent. W 2014 roku PKB osiągnął 545 miliardów dolarów. W 2015 roku spadł dramatycznie osiągając 477 miliardów, w 2016 roku 467 miliardów, a w tym roku może lekko wzrosnąć do 482,9 miliardów dolarów. Dla porównania: PKB Belgii wynosił w zeszłym 466,4 miliardów dolarów, przy nieco ponad jedenastu milionach mieszkańców. W Polsce mieszka obecnie niecałe 38 milionów ludzi.

 

Również Bank Światowy jest sceptyczny wobec rozwoju gospodarczego Polski. W aktualnym sprawozdaniu dotyczącym poszczególnych krajów, eksperci zaznaczają, że polskie społeczeństwo ponadprzeciętnie szybko się starzeje, co razem z obniżonym wiekiem emerytalnym doprowadzi do tego, że państwo będzie musiało stworzyć poważne rezerwy finansowe. Utrudnia to dodatkowo fakt, że Polska ze względu na rosnącą wciąż gospodarkę musi się w przyszłości liczyć z mniejszymi dotacjami UE.

 

W tak skomplikowanej sytuacji agencje ratingowe muszą podejmować decyzje dotyczące oceny wiarygodności kredytowej danego kraju. Dla osób z zewnątrz wynik ich pracy bywa po części trudno zrozumiały, za co winę ponoszą także same agencje ze względu na nietransparentne podejmowanie decyzji. Agencje „przypominają guru od wina i liderów opinii rynku sztuki współczesnej. Są kontrowersyjne, aroganckie i niezastąpione. Wspólne jest dla nich to, że osądzają”, jak trafnie opisują agencje ratingowe Lisa Nienhaus i Winand Pettersdorf w artykule z 2011 roku.

 

„Osądzające” agencje patrzą uważnie także na kierunek rozwoju politycznego danego kraju. Jednak czynniki polityczne odgrywają rolę tylko wtedy, gdy trzeba się martwić, że mogą one wpłynąć na gospodarczy rozwój danego kraju – w przypadku Polski należy się właśnie tego obawiać.

nv-author-image

Roman Tyborski

Roman Tyborski studiował ekonomię polityczną i politologię na uniwersytecie w Kolonii. Od 2011r. pracuje dla dziennika Handelsblatt.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *