Przejdź do treści

Tragedia wspólnego pastwiska wokół Odry. Nie potrafimy porozumieć się z Niemcami

Katastrofa na wspólnej Polakom i Niemcom rzece uwidoczniła jak w soczewce braki w koordynacji i problemy, które będą coraz częściej dotykać Europę, a związane są ze zmianami klimatycznymi. Ale czy potrafimy znaleźć w stosunku do nich wspólny język?

 Zasoby ekologiczne są dobrem wspólnym, które ma ograniczoną pojemność. Gdy zbyt wiele osób zbyt intensywnie z nich korzysta, ulegają one degradacji, prowadząc do nieodwracalnych szkód dla ogółu. Problem ten znany jest jako tragedia wspólnego pastwiska i należy do analiz ekonomicznej teorii gier. Jak wskazuje ta teoria – choć na eksploatacji danego dobra zyskuje jakiś jeden podmiot, to równocześnie traci na tym cała zbiorowość.

Żeby w odpowiedni sposób dbać o nasze – polsko-niemieckie – połączone dobra, jakimi są dzielone zasoby ekologiczne, ważne jest wspólne zdefiniowanie możliwych zagrożeń, związanych z ich eksploatacją. Ale czy jest to możliwe, skoro oba kraje w odmienny sposób podchodzą do zagrożeń?

Fałszywa dychotomia? 

Zarządzanie ekosystemami z elementami wodnymi bardzo często wywołuje konflikt między bio/ekocentrystami, którzy skupiają się na funkcjach całego systemu biologicznego, a antropocentrystami, którzy na pierwszym miejscu stawiają użyteczność systemu dla człowieka. Oba podejścia mają swoje fundamenty w historii, poziomie rozwoju i wartościach, charakterystycznych dla kultury danego narodu. I bardzo trudno je zmienić.

Przykładowo w kwestii Odry pojawia się intensywna dyskusja między obozami, dotyczący akceptacji zatruwania środowiska wodnego ze względu na prymat zdrowia ludzi (m.in. przez rozwój antybiotykoopornych bakterii), czy w kontekście regulacji rzek i budowy konstrukcji hydrologicznych, ze względu na prymat żeglugi oraz energetyki. Odkrywka węgla brunatnego w Polsce, Czechach i Niemczech z jednej strony zaburza dynamikę przepływu wód w warstwie gruntowej nawet 200 km od kopalni (przeciwko czemu protestują biocentryści), ale z drugiej – jest niezbędna dla bezpieczeństwa energetycznego regionu (za czym optują antropocentryści). Występują nawet istotne różnice w podejściu do rzeki po polskiej i niemieckiej stronie, co jest czynnikiem konfliktogennym. Przykładowo w polskiej zlewni wciąż rośnie zanieczyszczenie wody pestycydami, ale wciąż jest ono okołodwukrotnie mniej intensywne niż w Niemczech, gdzie jednak obserwujemy tendencję spadkową. Polska zużywa mniej pestycydów niż Niemcy. Rolnictwo w Polsce rozwija się jednak dynamicznie, rośnie więc też zużycie pestycydów. Niemcy z kolei zaczęli je ograniczać. Dwie odwrotne tendencje, dwa różne poziomy rozwoju – czy trzeba czegoś więcej do konfliktu? A może dychotomia człowiek vs ekologia jest fałszywa i niepotrzebnie wywołuje spory? Wszak mówimy o wzajemnym wpływie obu czynników.

Test Odry

Testem dla możliwości współdziałania między Polską a Niemcami był kryzys ekologiczny na granicznej rzece w 2022 roku. Z punktu widzenia zarządzania kryzysem, katastrofa ta była nietypowa ze względu na niespodziewaną przyczynę, a także trudności w jej ustaleniu. Posiadamy bowiem plany reagowania kryzysowego dotyczące konkretnych problemów, włącznie z instrukcjami dotyczącymi sytuacji granicznych między dwoma krajami. W przypadku znanych zagrożeń, jak powódź, te instrumenty działają poprawnie. Problem pojawia się jednak w przypadku zagrożeń interdyscyplinarnych lub tych o nieznanym pochodzeniu. Taki właśnie był kryzys odrzański. Należy jednak pamiętać, że nie było to zdarzenie jednorazowe tego typu, lecz może być częścią szerszego trendu, obejmującego m.in. przekroczenie bariery gatunkowej przez wirusa grypy ptaków na ssaki – vide przypadki zakażeń kotów w Polsce wiosną 2023 r. czy zakażenia legionellą na Podkarpaciu w sierpniu 2023 r. Znów – kryzysy zarówno interdyscyplinarne, jak i wymagające skomplikowanego wspólnego dochodzenia przyczyn.

Niestety, przypadki te pokazują, że koordynacja służb w przeciwdziałaniu dotykającym nas wspólnie kryzysom nie działała jak powinna. Przede wszystkim z powodu braku skutecznej platformy współpracy między polskimi i niemieckimi inspekcjami. Niechlubnym przykładem jest sytuacja związana z walką z afrykańskim pomorem świń (ASF) na granicy polsko-niemieckiej. Bo choć współpraca na poziomie lokalnym przynosi dobre skutki, to już na poziomie inspekcji brakuje odpowiedniej koordynacji działań i współdziałania. W przypadku ASF najskuteczniej z chorobą walczyły nieformalnie powiązane organizacje ekologiczne i koła myśliwych, które wymieniały między sobą informacje i organizowały (i nadal to czynią) regularne spotkania. A nie oficjalne instytucje.

Inny przykład: podczas kryzysu związanego z brakiem leków pediatrycznych na Dolnym Śląsku wiosną 2022 r., który był też miejscem tranzytu dla uchodźców, pomoc ze strony Niemiec przyszła głównie za pośrednictwem regionalnych izb aptekarskich Saksonii i Brandenburgii, które przekazały brakujące leki organizacjom pomocowym na Dolnym Śląsku. Jest to przykład efektywnej współpracy na poziomie lokalnym, choć omijającej struktury federalne Niemiec oraz centralne władze w Warszawie.

Podobnie było z Odrą, która wywołała duże poruszenie i działania na poziomie lokalnym, oraz równie duże nieporozumienia i chaos na poziomie współpracy międzynarodowej.

Punkty sporu

Cofnijmy się więc trochę w czasie, by zrekonstruować przypadek Odry. Początkiem katastrofy ekologicznej na tej rzece w 2022 roku były informacje dotyczące śniętych ryb, które pojawiły się w mediach społecznościowych 26 i 27 lipca 2022 roku i dotyczyły okolicy Jazu Lipki, na granicy województwa opolskiego i dolnośląskiego, kilka kilometrów w dół rzeki od Brzegu w województwie opolskim. Pierwsze doniesienia o masowym śnięciu ryb dotarły do Inspekcji Ochrony Środowiska oraz Weterynaryjnej już 27 lipca. W ciągu kolejnych dni masowe śnięcia ryb rejestrowano w miejscowościach znajdujących się w województwie dolnośląskim, a później także w województwie lubuskim. Do 10 sierpnia wędkarze, aktywiści, Straż Pożarna oraz Straż Rybacka wyłowili z rzeki co najmniej 9 ton martwych ryb, a także zauważono martwe bobry, ptaki i małże. Tylko 11 sierpnia 2022 roku wyłowiono co najmniej 10 ton ryb jedynie z 200-kilometrowego odcinka na północ od rzeki Oławy w południowo-zachodniej Polsce. Do godziny 8:00 13 sierpnia z Odry od wysokości Katowic do Gryfina wyłowiono ponad 28 ton śniętych ryb. Pojawiły się również doniesienia o poparzeniach osób mających kontakt z wodą. Sytuacja została określona przez hydrologów jako bezpośrednie zagrożenie zarówno ekosystemu, jak i życia i zdrowia ludzi.

Przyczyny katastrofy nie były od początku jednoznacznie ustalone. W trakcie trwania wydarzenia pojawiały się różne doniesienia dotyczące źródeł zanieczyszczenia wód. Polskie służby po blisko dwóch tygodniach od pierwszych sygnałów nie wskazały jednoznacznie źródła. W próbkach wykryto mezytylen, ale nie we wszystkich badaniach. Strona niemiecka również alarmowała o wykryciu przekroczonych norm rtęci w wodzie Odry, ale kolejne pomiary tego nie potwierdziły. Dane z niemieckiej automatycznej stacji pomiarowej jakości wody w rejonie Frankfurtu nad Odrą wykazały dużą zmianę parametrów wody, co może wskazywać na zwiększony poziom zasolenia w rzece.

Dziś już wiadomo, że śmierć około 360 ton ryb i organizmów niższych była spowodowana znacznym toksycznym zakwitem inwazyjnych glonów (alg złotych), których namnażanie możliwe było prawdopodobniej przez wysokie zasolenie i wysoką temperaturę Odry w pierwszej na przełomie lipca/sierpnia 2022 roku.

Jednak w czasie, gdy nie było jeszcze jasne, jaka jest przyczyna katastrofy, doszło do dziwnej wymiany informacji między Polską a Niemcami. Brandenburska spółka medialna RBB wydobyła wyniki z badań laboratoryjnych próbek pobranych z dna rzeki z okolicy Frankfurtu. Ze względu na długotrwałe zanieczyszczanie rzeki Odry i jej dorzecza ściekami przemysłowymi z regionu Łużyc, Śląska, Dolnego Śląska, Saksonii, Brandenburgii i Moraw, było wiadomo, że może się tam znajdować rtęć. Chociaż nie znaleziono rtęci w nurcie rzeki, wyciek informacji wywołał panikę po obu stronach granicy.

Kiedy informacja o rtęci dotarła do niemieckiej sfery medialnej, została szybko podchwycona przez polskie media, co jeszcze bardziej nasiliło niepokój, szczególnie po polskiej stronie. Dyskusja między marszałkiem województwa lubuskiego a ministrem środowiska Brandenburgii dodatkowo pogłębiła niepokoje, jednak sprostowanie niemieckich inspektorów środowiska oraz instytucji naukowych, potwierdzające brak alarmujących poziomów rtęci w wodzie Odry, uspokoiło główny nurt polskiej i niemieckiej sfery medialnej.

Ciekawym aspektem tego kryzysu było różne postrzeganie katastrofy. Niemcy postrzegali ją w kategoriach katastrofy klimatycznej (niski poziom rzeki wywołany upałami), mający więc źródła w działaniach człowieka, najpewniej – i to była jedna z głównych narracji – związany z zanieczyszczeniem rzeki przez nieodpowiedzialny przemysł po stronie polskiej (tragedia wspólnego pastwiska). Po stronie polskiej kryzys postrzegano jednak głównie z perspektywy strat, jakie wywołał, związanych ze śnięciem milionów ryb. Mniej więc zwracano uwagę na problem ekologii, a bardziej na jego efekty ekonomiczne. Niewątpliwie zabrakło więc tu wspólnego języka, co ujawniły wcześniej opisywane przypadki rtęci, mogące mieć rzekome źródła w Polsce.

Na przyszłość

Wygląda na to, że problem komunikacyjny i koordynacyjny, który wystąpił w 2022 roku, wymaga pewnych korekt w relacjach polsko-niemieckich. W przeciwieństwie do organizacji pozarządowych, gdzie wymiana informacji jest płynna, na poziomie aparatów inspekcyjnych, czyli w wymianie formalnej, nadal istnieje wiele do zrobienia. Pokazały to raporty Komisji Europejskiej i NIK-u, które wskazały na konieczność zapewnienia przepływu informacji między służbami i inspekcjami a społeczeństwem, dokonania oceny rozwiązań pod kątem monitorowania wód, wreszcie – wprowadzenia systemu wspomagającego zarządzanie w sytuacji kryzysowej z uwzględnieniem komunikacji.

I znów brakuje tu wspólnego języka, tym razem instytucjonalnego – jeśli chodzi o współpracę inspekcji, które po stronie polskiej są centralne, czyli rządowe (ponieważ to one kształtują sposób reakcji regionu na zagrożenia). Przykładem może być sytuacja związana z walką z ASF na granicy, gdzie badania przeprowadzone wśród niemieckich inspektorów weterynaryjnych ukazują Polskę jako kraj oporny na współpracę. To częściowo prawda, ponieważ inspektorzy regionalni często nie mogą podejmować decyzji bez zgody władz centralnych, w przeciwieństwie do ich niemieckich odpowiedników, którzy mają większą autonomię działania. Zwłaszcza że po niemieckiej stronie zarobki inspektorów weterynaryjnych/środowiskowych z taryfy dla funkcjonariuszy publicznych są powyżej średniej landowej, kiedy po polskiej stronie oscylują w trzecim dolnym kwartylu zarobków w gospodarce polskiej, co po uwzględnieniu parytetu ekonomicznego krajów daje około czterokrotną przewagę w walucie realnej.

Inne dane: na zwalczanie ASF cała Polska zamierza przeznaczyć w 2024 ok 20 mln EUR, podczas gdy w Niemczech tylko Brandenburgia ma zaplanowany budżet na ponad 100 mln EUR. Tak samo Odra po niemieckiej stronie jest monitorowana drogimi systemami sensorycznymi w czasie rzeczywistym w kilku miejscach pod kątem szeregu czynników fizyko-chemicznymi, kiedy po polskiej stronie system jest dopiero wdrażany i to w wersji prostszej (tj. zamiast drogich badań laboratoryjnych, dokonywana będzie tańsza analiza zdjęć satelitarnych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji).

Dużo wody jeszcze w Odrze upłynie zanim zgrają się poziomy zaangażowania oraz możliwości działania w celu zabezpieczenia naszego wspólnego dobra. Brakuje zarówno wspólnego języka, wspólnych priorytetów i planów działań jak i jasnej wizji, w którym kierunku zmierzamy. Problem ten potęgują też znaczące różnice ekonomiczne między krajami. A dylemat tragedii wspólnego pastwiska narasta, i to nie tylko w obszarze wód, ale w ogóle ekologii. Wspólne zrozumienie i koordynacja działań mogą jednak przybliżyć Polskę i Niemcy w realizacji zrównoważonej polityki ekologicznej, która jest niezbędna w erze zmian klimatycznych.


Tekst powstał dzięki dofinansowaniu z Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, w ramach projektu Patrząc z Polski – polsko-niemiecki cykl publicystyczny. Projekt realizowany w ramach współpracy z thinkzinem Nowa Konfederacja.

 

Andrzej Jarynowski, Stanisław Maksymowicz

Andrzej Jarynowski, Stanisław Maksymowicz

STANISŁAW MAKSYMOWICZ - Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”, ekspert ds. zdrowia, adiunkt w Collegium Medicum UWM w Olsztynie, doktor socjologii, członek Polskiego Towarzystwa Socjologicznego i Polskiego Towarzystwa Komunikacji Medycznej, wykładowca socjologii zdrowia i medycyny dla studentów kierunków medycznych. W swojej pracy naukowej podejmuje problemy komunikacji medycznej, technologii medycznych, jakości życia i funkcjonowania chorych na choroby rzadkie oraz zachowań zdrowotnych. Autor stałej rubryki „Klinika NK” o zdrowiu, geopolityce, technologii i nauce. / ANDRZEJ JARYNOWSKI - jest specjalistą w dziedzinie epidemiologii, pracownikiem Instytutu Biometrii i Epidemiologii Weterynaryjnej Freie Universität w Berlinie oraz firmy Aidmed w Gdańsku. Konsultant w obszarze chorób zakaźnych agencji prasowej Bloomberg i Washington Post. Uczestnik misji medycznych w Mołdawii i na Ukrainie. W czasie pandemii wolontariusz Państwowej Inspekcji Sanitarnej i szpitalnego oddziału covidowego. Autor rozprawy doktorskiej dotyczącej modelowania chorób zakaźnych oraz licznych interdyscyplinarnych publikacji, cytowany ponad 550 razy w ostatnich 5 latach. Laureat międzynarodowych nagród dla epidemiologów i innowatorów w dziedzinie chorób zakaźnych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

The shortcode is missing a valid Donation Form ID attribute.

News Alert

Bądź na bieżąco!

Zamawiając bezpłatny newsletter akceptuje Pan/Pani naszą ochronę danych. Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest w każdej chwili możliwe.