Przejdź do treści

Zderzenie z rzeczywistością

Grecki filozof Panajotis Kondylis jest autorem sentencji: „Każda teoria jest nieskończenie prostsza niż jakakolwiek sytuacja historyczna”. Kondylis studiował na niemieckich uniwersytetach i aż do swojej przedwczesnej śmierci w 1998 r. cieszył się w Niemczech dużym uznaniem. Niepozornie brzmiąca sentencja nie odnosiła się do żadnej konkretnej debaty w Niemczech. Kondylisa interesował uniwersalny związek ducha i rzeczywistości, gdyż wciąż odwoływał się do „rzeczy ludzkich”. Jego zdaniem, ich znaczenie dla historii jest nie do przecenienia.

Niemcy przeżywają obecnie gwałtowne zderzenie z historią i wydaje się, że nikt i nic  nie wyjdzie z tego szoku poznawczego bez szwanku. Nowy rząd koalicyjny siedzi okrakiem na barykadzie, zaś CDU – największa dziś partia opozycyjna, miota się między ostrą krytyką kanclerza a współpracą z rządem federalnym. Pozostałe siły opozycyjne reprezentując swój elektorat nie wiedząc nawet, czy ich żądania da się w ogóle sprowadzić do jednego mianownika. Przed pandemią panował wielki chaos, podczas pandemii narodowa solidarność (słabsza lub silniejsza), a teraz przyszedł czas na programowy rozłam. Kompas polityczny przestał działać, a bieguny zmieniają miejsce.

Od momentu inwazji rosyjskich wojsk na Ukrainę widać coraz wyraźniej, że Niemcy w teorii były przygotowane na wiele możliwości, ale nie na tego rodzaju sytuację. Z jednej strony, wojna na Ukrainie zaskoczyła większość polityków niemieckich (mimo zapowiedzi potencjalnego konfliktu przez Biały Dom). Z drugiej strony, upadek z wyżyn samozadowolenia jest dla Niemiec wyjątkowo bolesny.

Naród, który osiadł w posthistorycznej nijakości, musi gorzko się przekonać, że oprócz krótkodystansowej strategii Berlina (polityka postrzega jako warsztat środków politycznych) jest coś takiego jak trwanie historii. Istnieją twarde mentalności, utarte poglądy na świat i narodowe interesy. Jest nawet wojna w sąsiedztwie. Niemiecki gabinet luster nie przewidywał żadnej z tych rzeczy.

Najważniejsze osoby z rządu zareagowały na zmianę sytuacji retoryką. Kanclerz Scholz odwołuje się do poczucia odpowiedzialności Niemców, w tym opozycji, i mówi o „patriotycznym obowiązku” zatwierdzenia nowego zadłużenia dla Bundeswehry w wysokości 100 miliardów euro. Scholz musi jakoś obłaskawić CDU/CSU, ponieważ jego partia dryfuje gdzieś między sympatią dla Rosji, pacyfizmem i nowym realizmem. Poza tym nadzwyczajny pakiet finansowy należy zapisać w ustawie zasadniczej jako „aktywa specjalne”. Do tego potrzeba dwóch trzecich głosów w parlamencie.

Również wicekanclerz Robert Habeck z partii Zielonych, jednocześnie minister gospodarki i ochrony środowiska, ostatnio często wspomina o patriotyzmie. On, który jeszcze w 2019 r. miłość do ojczyzny uważał za „obrzydliwą”, wzywał na początku roku do „ekologicznego patriotyzmu”. Miał wówczas na myśli większe zaangażowanie w transformację energetyczną (szczególnie w rozwój energii wiatrowej). Obecnie minister Habeck podkreśla, że bardzo przejmuje się „dobrem całego niemieckiego narodu”. Powtarza, że nie jest ministrem Zielonych, ale wszystkich Niemców. Jak na czołowego, w ubiegłorocznych wyborach, kandydata partii, która definiuje się jako pacyfistyczna i feministyczna, są to słowa znamienne i dość ryzykowne. Sprawą otwartą pozostaje, czy Zieloni pójdą za jego przykładem. Część partii już się burzy, a młodzieżówka się dystansuje. Poparcia udzielił natomiast były przewodniczący frakcji zielonych, Anton Hofreiter, który jak Habeck – i inaczej niż lewicowe skrzydło SPD skupione wokół ich szefa Rolfa Muetzenicha – opowiada się za szybkimi dostawami broni do Ukrainy. Mówiąc niedyplomatycznym językiem Habecka: „Trzeba teraz puścić ten towar”.

Polityka niemiecka zbroi się retorycznie – i to w takim tempie, jakby chciała pobić rekord w przyspieszeniu do setki. Oświadczenie o redukcji i kontroli zbrojeń z umowy koalicyjnej SPD, Zielonych i FDP, podpisanej 7 grudnia 2021, ma obecnie wartość jedynie archiwalną. To samo dotyczy użycia „broni wybuchowych na terenach zaludnionych”. Niekoniecznie też mówiło się do tej pory o zwiększeniu „roli Niemiec w rozwiązywaniu międzynarodowych konfliktów”.

Czy w ślad za dosadną retoryką idą odpowiednie działania? Czy może jest tylko tak – jak sugerują słowa z ministerstwa gospodarki  –  „po omacku posuwamy się naprzód”? Połączenie wielkoformatowej polityki z udzielaniem szczegółowych porad pasuje tutaj doskonale. Przewodniczący Bundesnetzagentur (Federalna Agencja ds. Sieci) i dawny polityk Zielonych, radzi Niemcom, aby rzadziej brali prysznic w celu oszczędzania energii, przez co mniej pieniędzy będzie wpływać do kas rosyjskich producentów energii. Habeck sam siebie postrzega jako łowcę oszczędności w życiu codziennym: „10 proc. oszczędności zawsze się znajdzie”; kto jeździ rowerem, zamiast samochodem, ten wkurza Putina, dodaje Habeck. Jakże szybko dziecinna przekora może znów zawładnąć zdeklarowanym zwolennikiem polityki realnej.

Tymczasem reputacja najważniejszej osoby w państwie nie jest najlepsza. Olaf Scholz objął urząd kanclerza na skutek implozji CDU/CSU podczas ostatnich wyborów do Bundestagu, w których partia rządząca uzyskała rekordowo niski wynik niecałych 26 procent. Jak na razie Scholz jawi się jako człowiek oszczędny w słowach i niezdecydowany w działaniu. Przynajmniej tak postrzegają sprawę jego liczni krytycy, łącznie z partiami współrządzącymi.

„Problem tkwi w urzędzie kanclerskim”, oznajmił Hofreiter, a członkowie FDP również się dziwią, dlaczego Scholz wciąż odmawia dostarczenia Ukrainie ciężkiego uzbrojenia. Raz stwierdzono, że w magazynach nie ma wystarczających zapasów, innym razem, najbardziej niewłaściwa osoba na swoim stanowisku, czyli minister obrony Christine Lambrecht (SPD), nie potrafi porozumieć się z Ukrainą, co do jej potrzeb. Krokiem przełomowym ma być ogłoszone w Wielki Piątek dodatkowe „militarne wsparcie modernizacyjne” w wysokości 2 miliardów euro dla zaprzyjaźnionych państw, głównie Ukrainy.

Scholz walczy z cieniami przeszłości. Jego poprzednicy Gerhard Schröder (SPD) i Angela Merkel (CDU) doprowadzili do energetycznej i politycznej zależności Niemiec od Rosji. Minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier (SPD), obecnie prezydent Niemiec, oraz Heiko Maas cały czas twardo trzymali się dogmatu, że przez zbliżenie możliwa jest zmiana, nawet gdy Rosja zajęła Krym i doszło do otrucia Nawalnego.

Wielu socjaldemokratów do ostatnich chwil nie chciało nic zmieniać w sprawie niemiecko-rosyjskiego gazociągu Nord Stream 2. Premier landu Meklemburgii-Pomorze Przednie, Manuela Schwesig z SPD, zezwoliła na utworzenie „fundacji klimatycznej”, na którą kontrolowany przez państwo rosyjski koncern energetyczny Gazprom wydał 20 milionów euro. Pod przykrywką nowoczesnych idei chciano zapewnić funkcjonowanie Nord Stream 2 i rozwiać amerykańskie wątpliwości. Z tego powodu żąda się teraz od Schwesig podania się do dymisji.

Natomiast Steinmeier, cytując Frankfurter Allgemeine Zeitung, również jako prezydent pozostał „apologetą Putina”: „Niektóre z jego wypowiedzi wydawały się pochodzić prosto z Kremla”. Fakt, że ukraińscy przywódcy nie chcą gościć go u siebie, jest działaniem nieprzyjaznym i nierozsądnym, jednakże zrozumiałym w świetle dotychczasowej historii. „Formuła Steinmeiera”, podobnie jak gazociąg bałtycki, przysłużyła się w istocie geopolitycznym interesom Rosji. Formuła ta, będąca częścią nieudanego porozumienia mińskiego, przewidywała tymczasowy status specjalny dla obszarów Donbasu okupowanych przez Rosjan. Ukraiński politolog Oleksij Haran już w 2019 r. zauważył: „Problem polega na tym, że formuła Steinmeiera nie przewiduje możliwości wycofania wojsk”.

Obecny rząd chce uprawiać politykę zagraniczną, opartą na wartościach. Aby wykuć nowe wartości, warto najpierw ustalić wartość wcześniej podejmowanych decyzji. Olaf Scholz, który jako wicekanclerz w gabinecie Angeli Merkel popierał politykę wobec Rosji, nie za bardzo chce spoglądać w lusterko wsteczne. Zielonym i FDP łatwo teraz zarzucać SPD jednostronne decyzje w polityce zagranicznej, ponieważ wcześniej były partiami opozycyjnymi. Natomiast obecny lider opozycji i szef CDU Friedrich Merz może spojrzeć na odpowiedzialność Merkel z innej perspektywy, domagając się zajęcia „jasnego, silnego i niezależnego stanowiska” wobec Rosji.

Wszystkie partie zderzają się z nową rzeczywistością.  Wszystkie partie muszą pożegnać się z iluzjami. Wszystkie partie muszą przemyśleć nie tylko rolę Niemiec w świecie, ale również wizerunek samych Niemiec. Marzenia są wygodne, ale nie tworzą żadnej tożsamości. Świat jest czymś więcej niż sumą dobrych intencji. O wartości wszystkich teorii decydują sprawy ludzkie.

 

 

 

nv-author-image

Alexander Kissler

Literaturoznawca i historyk. Pracuje w berlińskim biurze Neue Züricher Zeitung i jest autorem licznych publikacji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

[give_form id="8322"]

News Alert

Bądź na bieżąco!

Zamawiając bezpłatny newsletter akceptuje Pan/Pani naszą ochronę danych. Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest w każdej chwili możliwe.