Przejdź do treści

Drogi do Trzeciego Imperium

Po wyborze Joe Bidena na prezydenta Stanów Zjednoczonych centralnym punktem odniesienia w polityce zagranicznej USA pozostały Chiny. Skupienie się na potencjalnej konfrontacji w Azji Południowo-Wschodniej stało się jednym z niewielu elementów kontynuacji polityki Trumpa przez Bidena i Blinkena. Z czasem koncentracja na tematyce chińskiej i przygotowaniach do potencjalnego konfliktu zaczęła oddziaływać na politykę amerykańską w innych regionach świata, szczególnie w Azji Środkowej oraz Europie Środkowo-Wschodniej. Istotnym elementem w polityce nowej administracji było szukanie gwarancji, by w razie przyszłego konfliktu Rosja przyjęła postawę neutralną lub opowiedziała się po stronie Stanów Zjednoczonych. Pojawiały się nawet głosy, że trzeba przeprowadzić operację „odwróconego Kissingera”. Jak Henry Kissinger w latach 70. XX wieku zapobiegł sojuszowi Chin ze Związkiem Sowieckim, tak teraz pojawił się postulat, by dokonać czegoś odwrotnego, mianowicie, zapobiec wsparciu Chin przez Rosję Putina.

Obsesja amerykańska została zauważona na Kremlu. Tak powstał plan przyspieszenia realizacji dzieła, o którym marzył Putin od 20 lat, czyli wskrzeszenia imperium rosyjskiego. Dla relatywnie słabej Rosji „otworzyło się okno” możliwości urzeczywistnienia programu, który do niedawna wydawał się utopią. Pierwszym imperium rosyjskim było Imperium Romanowów, które upadło w 1917 roku. Drugim było Imperium Sowieckie, które rozpadło się w 1991 roku. Teraz nadszedł moment realizacji nowej imperialnej formy rosyjskiej państwowości, odwołującej się do historii Rosji Romanowów.

W rosyjskim myśleniu imperialnym najważniejszą pozostaje kwestia terytorium oraz czegoś, co bywa określane jako „głębia strategiczna”, czyli organizacji państwa tak, by od przekroczenia jego granic przez wroga było jak najdalej do Moskwy.

Przez ostatnie dekady procesy przywracania rosyjskiej kontroli w poszczególnych regionach byłego imperium sowieckiego był mozolny i mało efektywny. Każdy dzień niepodległości takich państw jak Ukraina działał na ich korzyść i oddalał widmo restytucji imperium. Katalizatorem dzisiejszej polityki Rosji wpierw okazała się  słabość Zachodu (UE i NATO),  ostatnio zaś przede wszystkim widmo konfliktu USA z Chinami. Chwiejna polityka energetyczna wielu państw europejskich plus zgoda Niemiec na budowę Nord Stream 2 wzmocniły w Rosji imperialne nadzieje.

Paradoks w tej sytuacji polega na tym, iż Zachód  jest znacznie silniejszy niż sam ocenia swoje możliwości i niż ocenia je Rosja. Natomiast Kreml znacznie zawyża swój potencjał. Nie zmienia to faktu, że rosyjskie nadzieje imperialne popychają  świat do kolejnej wojny.

Tak czy inaczej, brak wyraźnego „nie” Zachodu wobec tych aspiracji Kreml odczytał  jako przyzwolenie na neoimperialną politykę i działanie w kategoriach „sfer wpływów”. W rezultacie ostatnie półtora roku bardzo uprawdopodobniło realizację neoimperialnego scenariusza Putina. Udało mu się odzyskać praktycznie pełną polityczną kontrolę nad Białorusią. Kontroluje to państwo w sensie wojskowym, w sensie ekonomicznym, a także panuje nad białoruską propagandą. Kluczem do panowania w Azji Środkowej z rosyjskiego punktu widzenia było odzyskanie wpływów w Kazachstanie. W tym wypadku podstawowym problemem była obecność na kazachskiej scenie politycznej Nursułtana Nazarbajewa, historycznego autorytarnego przywódcy tego państwa, który jako autokrata był gwarantem procesu jego oddzielenia od Rosji. Nazarbajew, który chociaż zrezygnował z funkcji prezydenta pozostał w systemie władzy, umocnił pozycję Kazachstanu jako państwa sprawnie balansującego pomiędzy wpływami rosyjskimi, chińskimi i amerykańskimi.

Kreml osiągnął swoje cele w Kazachstanie na początku stycznia 2022 roku stosunkowo niewielkimi siłami. Pod wpływem demonstracji w Kazachstanie (którego prezydentem jest dawny współpracownik Nazarbajewa) władze tego państwa zaprosiły rosyjskie wojska pod pretekstem wsparcia organizacji Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OBUZ), której Rosja jest liderem i faktycznym dysponentem. Efekty kazachskiego blitzkriegu Kremla są poważne, mają znaczenie w układzie sił na globalnej szachownicy USA-Chiny i kluczowe dla naszych rozważań. Rosja osiągnęła następujące cele: usunęła Nazarbajewa po ponad 30 latach, ma większą szansę by zyskać kontrolę nad kazachskimi bogactwami naturalnymi, a także zwiększyć kontrolę nad dostawami kazachskich dóbr naturalnych na Zachód. Rosja zademonstrowała wobec USA i Chin, że w globalnej rozgrywce amerykańsko-chińskiej z udziałem Rosji wielkie środkowoazjatyckie państwo jest aktywem Rosji a nie samodzielnym graczem, zyskała więc też wpływ na sytuację w całej postsowieckiej Azji Środkowej, a zatem: w Kirgistanie, Uzbekistanie, Tadżykistanie i Turkmenistanie. Najważniejszym jednak elementem w polityce Rosji w kontekście sytuacji w Kazachstanie jest praktyczne przywrócenie „doktryny Breżniewa” w nowym wydaniu.

Doktryna ta została „zdefiniowana” przez Leonida Breżniewa w 1968 roku, kiedy państwa Układu Warszawskiego (na czele ze Związkiem Sowieckim) dokonały zbrojnej inwazji na  Czechosłowację. Wtedy chodziło o to, że Sowieci „mają prawo” interweniować w obronie zagrożonego ustroju komunistycznego w każdym z państw obozu. Dzisiaj nowym Układem Warszawskim okazał się OBUZ a powodem interwencji rosyjskiej pod płaszczykiem międzynarodowego wsparcia była groźba obalenia przez demonstrantów przychylnych Rosji władz Kazachstanu.

Także w innych regionach dawnego imperium Rosja czyni postępy w przywracaniu imperialnych porządków. Jeśli chodzi o Kaukaz południowy – Rosji udało się wzmocnić pozycję w Armenii. Jej przywódca Nikola Paszynian, który sam doszedł do władzy w wyniku protestów wyborczych, niedawno aktywnie wspierał interwencję rosyjską w Kazachstanie. Natomiast problemem pozostaje Gruzja, która jako jedyna w tym regionie utrzymuje generalnie prozachodni kurs.

Kluczem do dominacji w Europie wschodniej z punktu widzenia Rosji jest Ukraina. Ukraina, obok Białorusi stanowi w rosyjskim myśleniu strategicznym jedno z trzech  koniecznych ogniw do odbudowy imperium. Jest też najtrudniejsza do okiełznania. Rewolucje lat 1990, 2004/05 i 2013/14 uczyniły ze społeczeństwa ukraińskiego naród polityczny w pełni świadomy swojej odrębności od Rosji. Co więcej doświadczenia rosyjskie z Ukrainą (interwencja w 2014 roku oraz aneksja Krymu) prowadzą nas do wniosku, że Rosja nie jest też w stanie stworzyć w tym państwie okupacyjnego systemu władzy. W tym wypadku wchodzi w grę tylko presja militarna wzmocniona presją energetyczną. Okazało się to wszystko niewystarczające, by powstał tam rząd skłonny do paktowania z Rosją.

Patrząc na sumę tych dokonań, trzeba więc stwierdzić, że  w ciągu półtora roku udało się Rosji wrócić ostatecznie do Azji Środkowej, zdominować Białoruś a dodatkowo jeszcze narzucić prozachodniej Mołdawii własne umowy gazowe. Spośród państw byłego ZSRS większość jest już na powrót pod pełną lub znaczącą kontrolą Rosji (trzy małe republiki nad Bałtykiem, Litwa Łotwa i Estonia są na szczęście poza zasięgiem Rosji, bo należą do NATO i UE). Trudnym problemem dla Rosji jest też Azerbejdżan, bo próba usunięcia Ilhana Alijewa i zainstalowania tam kogoś bardziej przychylnego Rosji musiałaby pociągnąć za sobą negatywną reakcję Turcji. Turcja traktuje bowiem to kaukaskie państwo jako element swojej sfery wpływów. Tymczasem Putin nie może sobie pozwolić na otwarcie kolejnego frontu.

Kluczem zatem do tego, czy Putinowi uda się urzeczywistnić Trzecie Imperium są losy trzech państw: Gruzji, Mołdawii i Ukrainy, które w ostatniej dekadzie silnie związały się z UE. Ale naprawdę kluczem do imperium pozostaje Ukraina. W razie zdominowania jej przez Rosję cała koncepcja współpracy dawnych państw postsowieckich z Zachodem ulegnie załamaniu. Wszystkie te trzy państwa łączy kilka elementów: społeczeństwa tych państw są nastawione prozachodnio i w większości zainteresowane wejściem do UE a także do NATO. Wszystkie te trzy państwa uczestniczą od 2009 roku w programie UE – Partnerstwie Wschodnim. W ramach tego Partnerstwa te trzy państwa podpisały po trzy kluczowe umowy z UE: stowarzyszeniową, umowę o wolnym handlu oraz o zniesieniu wiz. Oprócz tego Ukraina i Gruzja są krajami aktywnie współpracującymi z NATO  (od 2008 roku czekają na zaproszenie do członkostwa w Pakcie). Można powiedzieć nawet, że w sensie więzi prawnych i gospodarczych trzy państwa są już po części członkami UE. Nikt nigdy, kto jest poza Unią, nie zbudował z tą wspólnotą tak bliskich relacji jak Gruzja, Mołdawia i Ukraina.

Tak oto rozgrywka amerykańsko-chińska okazała się mieć bliski związek z kwestią realizacji dawnych zamierzeń Putina oraz bezpieczeństwa naszej części Europy. Dopiero rzut oka na całość polityki rosyjskiej w ostatnich latach i kontekst relacji amerykańsko-chińskich pokazuje, że dzisiaj w sensie krótkoterminowym realna gra toczy się już tylko o Gruzję, Mołdawię i Ukrainę. W ich losach zakodowane są teraz szanse USA i szerzej Zachodu w rozgrywce z Chinami. Może się zdarzyć i tak, że Kreml zrealizuje swoje plany, a zachodnie mrzonki o wsparciu Rosji i tak nie zostaną zrealizowane. W rezultacie przetargowa pozycja USA dodatkowo osłabnie.

Odbudowa imperium stanowi śmiertelne niebezpieczeństwo dla Polski i państw środkowoeuropejskich, może z wyjątkiem Węgier, które prowadzą otwarcie prorosyjska politykę. Dla państw takich jak Polska czy Rumunia i Słowacja granica z nowym imperium oznacza stały wzrost wydatków wojskowych, stały nacisk propagandowy Rosji w tym wsparcie dla prorosyjskich partii w tych państwach i zmiany w ich strukturze władzy i nastawieniem do Zachodu, promocję zachowań korupcyjnych w gospodarce i wzrost wpływów rosyjskich w polityce wewnętrznej, nacisk energetyczny, szantaże gospodarcze związane z tranzytem, ekspertem i importem itd.

Po 30 latach od rozpadu Związku Sowieckiego obserwujemy jeden z najciekawszych procesów politycznych w Europie wschodniej od dekad. Jest on jednocześnie procesem niebezpiecznym dla interesów Europy Środkowej.

Wiceadmirał Kay-Achim Schönbach dowódca niemieckiej marynarki wojennej wygłosił w Indiach przemówienie, w którym powiedział m.in., że „Crimea is gone and will never come back”. Za takie postawienie sprawy spotkała go co prawda dymisja, jednak jego wystąpienie dobrze oddaje aktualny stan myślenia wielu przedstawicieli elit w Niemczech, ale także w innych państwach Zachodu. Zuchwałe żądania Rosji wobec USA i NATO zgłoszone przed ostatnimi rozmowami w Genewie zostały „odrzucone”. Zastanówmy się jednak, czy mogło być inaczej? Wobec rosyjskiej blitzkrieg najważniejsze są działania a nie deklaracje. Symptomy uległości Zachodu wobec polityki Rosji, to nie jest ani nowa Ostpolitik, ani też nowy realizm – to strach przed asertywną polityką wobec Rosji. Teraz Rosję może zatrzymać jasny sygnał, że UE zostanie rozszerzona, jeśli będą tego chcieli nasi partnerzy na Wschodzie i będą do tego gotowi oraz, że podobnie będzie z NATO. Nie elity polityczne, lecz społeczeństwa Gruzji, Mołdawii i Ukrainy powinny dostać jasny sygnał, że ich poświęcenie w okresie dostosowania się do standardów Zachodu ma sens. Przez ostatnie trzy dekady czas generalnie pracował przeciw idei odbudowy imperium rosyjskiego. Od dwóch lat jest inaczej. Czy Zachód może zatrzymać ten projekt?

 

Tekst ukazał się w języku angielskim w New Eastern Europe nr 1-2/2022

 

nv-author-image

Paweł Kowal

Paweł Kowal - polityk, politolog, historyk, publicysta. Profesor w Instytucie Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk oraz Studium Europy Wschodniej UW, pracuje w Kolegium Europejskim w Natolinie, wykłada w Studium Europy Wschodniej UW. Współpracuje z Antioch University w USA, kieruje Radą Naukową Przedstawicielstwa PAN w Kijowie. Współtwórca Muzeum Powstania Warszawskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

[give_form id="8322"]

News Alert

Bądź na bieżąco!

Zamawiając bezpłatny newsletter akceptuje Pan/Pani naszą ochronę danych. Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest w każdej chwili możliwe.