Przejdź do treści

Rosja szykuje wiele scenariuszy dla Ukrainy

Wywiad ukazał się po raz pierwszy w języku angielskim na stronie internetowej magazynu New Eastern Europe

Adam Reichardt: Niedawno zakończyła się seria spotkań dyplomatycznych między Zachodem a Rosją, w tym  dwustronne rozmowy amerykańsko-rosyjskie, posiedzenie Rady NATO-Rosja oraz spotkanie OBWE, na którym omówiono rosyjskie scenariusze wobec Ukrainy. Wszystkie te rozmowy zakończyły się niesatysfakcjonującym rezultatem. Jak relacjonowano i  interpretowano te dyskusje w Kijowie?

Maria Awdiejewa: Nie oczekiwaliśmy od nich zbyt wiele. Administracja w USA od początku przedstawiła format tych rozmów jako rodzaj wyjaśnień. Nie nazwali ich nawet negocjacjami, a po prostu rozmowami, w których każda ze stron mogła przedstawić swoje obawy. Dla mnie osobiście i dla większości ekspertów ukraińskich nie ma rozczarowania, bo też nie spodziewano się zbyt wielu doniosłych rezultatów. Ale to był dobry znak, że USA, NATO i Unia Europejska pokazały Rosji i Kremlowi, że są dwie drogi, które mogą obrać, a jedną z nich są rozmowy dyplomatyczne. Po spotkaniach najwyżsi urzędnicy rosyjscy powiedzieli, że wyniki nie są wystarczające i nie postrzegają tych rozmów jako przybliżających do rozwiązań narosłych problemów. Z drugiej strony, te rozmowy dyplomatyczne pozostają opcją do wykorzystania i ta droga pozostaje otwarta. Myślę, że to był najważniejszy efekt dla Ukrainy.

Annalena Baerbock, nowa niemiecka minister spraw zagranicznych, odwiedziła  Kijów, by następnie udać się do Moskwy w ramach europejskiej dyplomacji last minute. Jestem ciekaw, skoro mówimy już o stronie dyplomatycznej, jak jej wizyta została odebrana w Ukrainie i co Pani o niej sądzi?

Na pewno została doceniona. Tym bardziej, że najpierw złożyła wizytę w Kijowie, a nie w Moskwie. Dla Kijowa takie posunięcia są niezwykle cenne, gdyż pokazują, że stanowisko Ukrainy i jej rządu  mają znaczenie dla naszych partnerów. Tym niemniej minister Baerbock podkreśliła, że Niemcy twardo stoją na stanowisku o nie dostarczaniu Ukrainie żadnej broni, a to nie jest dobra wiadomość dla Kijowa. To kontynuacja stanowiska  poprzedniego rządu kanclerz Angeli Merkel. Jednak obecny rząd Niemiec zajął bardziej zdecydowane stanowisko wobec Rosji, a sama minister spraw zagranicznych wydała oświadczenia, z których wynika, że obecna polityka Kremla jest nie do przyjęcia.

Jak Pani postrzega rosyjskie żądania wobec Zachodu, które obejmują gwarancje, że Ukraina i inne kraje nigdy nie wejdą do NATO, a także żądanie, aby Sojusz Atlantycki cofnął się nawet do pozycji sprzed 1997 roku. Zasadniczo Rosja żąda od Zachodu, aby negocjował przyszłość Ukrainy bez jej udziału. Oczywiście, przynajmniej w mojej opinii, te żądania są niemożliwe do spełnienia. Jak więc Pani sądzi, dlaczego Rosja wysuwa takie żądania? Czy jest to tylko sposób na forsowanie własnych interesów, czy też szuka niemożliwych do spełnienia żądań jako pretekstu do dalszych eskalacji?

Widzę tu dwa możliwe scenariusze. Ale zanim do nich przejdę, chciałbym powiedzieć kilka słów na temat obecnej polityki Putina. Putin chce odbudować Związek Sowiecki, o czym  otwarcie mówi. Nie tak dawno, przed nowym rokiem, mówił o wielkiej stracie, jaką dla niego osobiście był upadek ZSRS, o czym już wspominał, wiele lat temu, w swoim przemówieniu w Monachium (w 2007 r. podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa,  nazwał wtedy upadek Związku Sowieckiego największą katastrofą geopolityczną XX wieku – przyp. red.). Powiedział wtedy, że byłe republiki sowieckie zabrały część rosyjskiej ludności, rosyjskie terytoria i rosyjską własność, a to jest dla Rosji nie do przyjęcia i Rosja powinna to wszystko odzyskać. I teraz nadszedł ten moment, by przywrócić tę strefę wpływów i przywrócić ZSRS.  Ukraina jest do tego niezbędna, ponieważ bez Ukrainy nie może być mowy o przywróceniu dawnej potęgi imperium. Dlatego właśnie Putin dąży do uzyskania większej kontroli nad Ukrainą i wysuwa te żądania – czy raczej nazwałbym to ultimatum.

Wracając do dwóch scenariuszy, które moim zdaniem mogą się zdarzyć w obecnej sytuacji. Pierwszy to taki, w którym nie będzie dalszych negocjacji. Putin rozumie, że NATO nie da żadnych gwarancji dotyczących odrzucenia ewentualnych wniosków o przyjęcie do Sojuszu, ponieważ to suwerenne kraje kierują się swoją wolą, wstępując do NATO, a nie NATO wciąga je do Sojuszu. Tak więc jeden możliwy scenariusz jest taki, że on to rozumie i  wie o odrzuceniu żądań. Daje mu to możliwość eskalacji konfliktu względem Ukrainy. Drugi scenariusz jest taki – Putin przecenia swoją pozycję i będzie gotów wrócić do rozmów dyplomatycznych. I wszystko, to co zostanie wtedy wynegocjowane, będzie wyglądało jak ustępstwo ze strony Zachodu, do czego właśnie dąży Putin.

To jak sytuacja z Nord Stream, którą widzieliśmy w zeszłym roku. Najpierw doszło do  spiętrzenia wydarzeń, a następnie Zachód ustąpił, dając de facto zgodę na ukończenie budowy gazociągu, po czym nastąpiła deeskalacja konfliktu. Jak Pani sądzi, czego potrzeba Putinowi teraz do deeskalacji? Jakiego rodzaju ustępstwa? Żądanie, by Ukraina nigdy nie wstąpiła do NATO, nie wchodzi w grę. Czy jest więc w tym scenariuszu coś, co mogłoby zadziałać w taki sposób, że Putin wróciłby i zakomunikował o zwycięstwie, a Rosja zaczęłaby deeskalację i wycofałaby swoje wojska?

Jeśli chodzi o podobieństwa do sytuacji z wiosną 2021 roku, to zgodziłabym się z Panem, ale tylko częściowo. Tym razem wojsk wciąż przybywa na granicy z Ukrainą, są ściągane nawet z  rosyjskiego Dalekiego Wschodu, co nigdy wcześniej się nie zdarzyło. Sytuacja jest naprawdę poważna i widzimy to w ocenach wywiadowczych ukraińskich jak i zachodnich służb. Ale mówiąc o ustępstwach. Tak naprawdę jedyną siłą, z którą Putin chce rozmawiać, są Stany Zjednoczone. Chce, aby to Stany Zjednoczone powiedziały, że postrzegają Rosję jako równoważną potęgę i są gotowe do bilateralnej dyskusji. Putin nigdy nie uważał Unii Europejskiej za instytucję, która jest wystarczająco silna. Polityka rosyjska była wymierzona w integralność Unii Europejskiej, nie mówiąc oczywiście o Ukrainie i innych krajach byłego bloku wschodniego. Putin uważa więc, że jedyną potęgą równą Rosji są Stany Zjednoczone, a ustępstwa mogą polegać na podjęciu przez USA pewnych kroków, które pozwolą Putinowi pokazać, że “wróciliśmy do starych czasów zimnej wojny, my rządzimy światem, a Amerykanie robią to, co chcemy”.

Mieszka Pani w Charkowie, który leży blisko granicy z Federacją Rosyjską. Jaka panuje tam teraz atmosfera, gdy po drugiej stronie granicy znajduje się ponad sto tysięcy żołnierzy? Jak bardzo zaniepokojeni są mieszkańcy Charkowa i czy przygotowują się do konfliktu? Oczywiście, wiemy że od siedmiu lat żyją w stanie wojny…

Charków położony jest zaledwie 40 kilometrów od granicy. Prawie zawsze znajduje się na mapach, krążących dziś w sieci, pokazujących strzałki skierowane z terytorium Rosji, które wskazują kierunek możliwych ataków. Ma Pan również rację, mówiąc, że Ukraina żyje w stanie wojny już od ponad siedmiu lat. Mamy około pół miliona ludzi, którzy naprawdę doświadczyli wojny, walcząc w wojsku ukraińskim, są gotowi do walki i wiedzą, co mają robić. Ukraina przygotowuje się również do tzw. obrony terytorialnej, tworząc oddziały samoobrony, które zaczną działać w przypadku inwazji rosyjskiej i będą gotowe do prowadzenia działań wojennych. W takich działaniach uczestniczą również kobiety.

Ale generalnie sytuacja jest normalna. Ludzie są zaniepokojeni tylko wiadomościami i filmami pochodzących z rosyjskich źródeł, pokazujących przemieszczający się sprzęt wojskowy i czołgi na stacjach kolejowych. To jest niepokojące. Ale organizacje społeczeństwa obywatelskiego i eksperci starają się wyjaśnić obywatelom, że Rosja chce, aby ludność ukraińska była w panice i chaosie. Może to być więc celowa taktyka zastraszania ludności i powinniśmy oceniać te posunięcia z ostrożnością, nie powinniśmy wpadać w panikę, której w rzeczywistości nie obserwujemy teraz na ulicach ani nigdzie indziej.

W pewnym sensie można to uznać za element wojny psychologicznej przeciwko Ukraińcom; przynajmniej wywołać panikę i niepokój.

Tak, oczywiście. Cały czas w rosyjskich źródłach krążą informacje o tym, jak szybko uda im się dotrzeć do Kijowa i jak szybko przejmą kontrolę nad Ukrainą, co w rzeczywistości nie jest prawdą. Dla Rosji nie będzie to w żadnym wypadku łatwe zadanie.

Absolutnie. Myślę, że stan ukraińskiej armii i obrony jest dziś zupełnie inny niż siedem lat temu. Przedstawiła Pani już możliwe scenariusze. Ciekawi mnie jaka jest Pani opinia na temat tego, na ile prawdopodobny jest rosyjski atak? A jeśli do niego dojdzie, to czy będzie to twarde wejście militarne, czy też powinniśmy spodziewać się więcej elementów wojny hybrydowej, takich jak: cyberataki, dezinformacja czy inne rodzaje operacji specjalnych?

Myślę, że powinniśmy przyjrzeć się scenariuszom, z których korzystano już wcześniej. Może dojść do jakiejś prowokacji, którą Rosja wykorzysta by do pokazać, że to Ukraina próbuje zaatakować. To jest właściwie ta narracja, którą forsuje Moskwa od czterech miesięcy, mówiąc, że Ukraina wraz z NATO – a także pośrednio USA poprzez Ukrainę – próbują zaatakować Rosję. Taki incydent mógłby zostać wykorzystany do rozpoczęcia konfliktu. Kiedy zaczną działać, prawdopodobnie nie użyją nawet własnego wojska. Na przykład, jeśli mówimy o możliwych scenariuszach na dziś, to na Białoruś wrócą wojska rosyjskie. Łukaszenka zapowiedział, że w połowie lutego odbędą się nowe rosyjsko-białoruskie manewry wojskowe, które będą miały miejsce również na granicy z Ukrainą. Co więc będzie, jeśli białoruskie wojsko, a w rzeczywistości mogą to być Rosjanie w białoruskich mundurach, sprowokuje Ukraińców do walki. I wtedy Rosja ogłosi to jako akt agresji na Państwo Związkowe Białorusi i Rosji.

Obecnie krążą informacje, że Ukraina i USA przygotowują jakiś atak chemiczny na Donbas. Dlaczego więc nie wykorzystać tego jako pretekstu? Rosja ma wiele scenariuszy dla tego rodzaju prowokacji, które mogą być później wykorzystane jako ewentualny casus belli. Istnieją również cyberataki i ataki hybrydowe, o których Pan wspomniał. Niedawno Ukraina doświadczyła bardzo poważnego cyberataku, a władze ukraińskie uważają, że stała za nim Rosja. Wiele ukraińskich rządowych stron internetowych przestało działać. Chociaż władze twierdzą, że nie doszło do wycieku danych osobowych, był to kolejny akt zastraszania – “zobaczcie, co możemy zrobić z waszym systemem i waszymi organami rządowymi”. Także podejrzewam jeżeli nie inwazja na pełną skalę, to przynajmniej próby prowokacji w Ukrainie i wokół niej.

Jaka powinna być reakcja Zachodu jeśli dojdzie do eskalacji, a nawet naruszenia granicy Ukrainy przez wojska rosyjskie? Prezydent USA Joe Biden zapowiedział twardą reakcję, ale wiemy, że nie wchodzi w rachubę jakakolwiek bezpośrednia odpowiedź militarna. Czego Ukraina oczekiwałaby od swoich sojuszników i przyjaciół na Zachodzie?

Oczekiwane jest nałożenie sankcji na Rosję zanim zaatakuje, liczy się także  na pomoc wojskową dla Ukrainy. Ale z drugiej strony rozumiem, że USA i NATO nie chcą prowokować do agresywnych działań. Niektóre państwa członkowskie już pomagają Ukrainie, co jest bardzo cenne. Na przykład Wielka Brytania dostarcza Ukrainie broń przeciwczołgową podkreślając, że jest przeznaczona tylko do celów obronnych i Ukraina nie może użyć jej do ataku. Ale w przypadku, gdyby rosyjskie czołgi wjechałyby na Ukrainę, wtedy będzie można jej użyć. Kanada robi podobnie. Rząd ogłosił, że wyśle dodatkowe wojska na Ukrainę (siły specjalne do prowadzenia operacji szkoleniowych – przyp. red.). To ważne wsparcie naszych partnerów i sojuszników. Rosja powinna wiedzieć, że  Ukraina ma pełne poparcie wśród krajów Zachodu i nie będzie dalszych ustępstw. Jeśli Rosja życzy sobie dalszych rozmów dyplomatycznych, to ta droga jest wciąż otwarta. Mam szczerą nadzieję, że takie rozmowy  powstrzymają Rosję od dalszej eskalacji konfliktu. A Putin zrozumie, że cena, jaką zapłaci za inwazję na Ukrainę, będzie dla niego zbyt wysoka.

 

Maria Awdiejewa  – dyrektor ds. badań w Stowarzyszeniu Ekspertów Europejskich w Ukrainie. Skupia się na bezpieczeństwie międzynarodowym, współpracy Ukrainy z UE i NATO w zwalczaniu zagrożeń hybrydowych i pojawiających się wyzwań dla bezpieczeństwa. Analizuje operacje informacyjne i wysiłki na rzecz przeciwdziałania dezinformacji i zagrożeniom dla demokracji.

 

 


Adam Reichardt jest redaktorem naczelnym magazynu New Eastern Europe

 

nv-author-image

Rozmowa New Eastern Europe

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

[give_form id="8322"]

News Alert

Bądź na bieżąco!

Zamawiając bezpłatny newsletter akceptuje Pan/Pani naszą ochronę danych. Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest w każdej chwili możliwe.