Francja i utworzenie Trójkąta Weimarskiego w 1991 r.

We wspomnieniach głównych uczestników spotkania, które 28 sierpnia 1991 r. w Weimarze doprowadziło do podpisania znanego pod nazwą Trójkąt Weimarski porozumienia między Francją, Niemcami i Polską, utworzone wtedy ramy dla trójstronnych konsultacji i projektów miały pozwolić każdemu z tych państw nie tylko dbać o wspólne europejskie sprawy, ale również o własne interesy. Cel tej inicjatywy, która kojarzona jest z osobami ówczesnych ministrów zagranicznych: Rolanda Dumasa, Hansa-Dietricha Genschera, Krzysztofa Skubiszewskiego, polegał na tym, aby – w duchu pogłębiania europejskiej integracji po zakończeniu zimnej wojny – nadać nowy wymiar stosunkom między dwoma krajami poprzez zaangażowanie trzeciego. Z francuskiego punktu widzenia zaleta tego przedsięwzięcia miała polegać na zapewnieniu Francji wglądu w niemiecką politykę wobec Europy Środkowo-Wschodniej oraz uzyskania bezpośredniego wpływu na proces rozszerzania Unii Europejskiej.

Pierre-Frederic Weber: Francja i utworzenie Trójkąta Weimarskiego w 1991 r.

Roland Dumas (po lewej) i François Mitterrand (po prawej) w 1994 r. © Foto: Gorup de Besanez / Wikimedia Commons

Po zjednoczeniu Niemiec jesienią 1990 r. sprawą dość istotną dla Paryża pozostawało umocnienie wyjątkowego partnerstwa Francji i Niemiec w nowych realiach europejskich. Przełom 1989/90, który obfitował w wiele ważnych wydarzeń, zmusił francuską dyplomację do przewartościowania i zrewidowania paradygmatów w polityce europejskiej.

Teza, jakoby prezydent François Mitterrand był przeciwny zjednoczeniu w 1989 r., należy do wciąż powtarzanych w publicystyce mitów na temat końca zimnej wojny w Europie. Historyczne badania już 20 lat temu udowodniły, że tak nie było i nawet oficjalna wizyta państwowa Mitteranda w NRD w grudniu 1989 r. wcale o takim nastawieniu nie świadczy.

Trzeba jednak przyznać, że przyśpieszenie procesu, który doprowadził do rozwiązania ciągnącej się od dziesięcioleci „kwestii niemieckiej” (la question allemande), wzbudziło w Paryżu przynajmniej na początku pewne wątpliwości, a już na pewno pełną życzliwości troskę. Lepiej jednak zrozumiemy zapatrywania Francuzów, a zwłaszcza Mitteranda, jeśli przywołamy pewien niemal zapomniany, a mimo to – z uwagi na jego (nieosiągnięte) cele – istotny epizod, którego zakończenie nastąpiło w czerwcu 1991 r. w Pradze.

Zaczęło się od noworocznego orędzia Mitteranda w państwowej telewizji francuskiej, w którym prezydent odniósł się m.in. do najnowszych wydarzeń w Europie Wschodniej i przy okazji po raz pierwszy wyłożył swoją ideę „europejskiej konfederacji” jako sposobu na zjednoczenie Europy. W obliczu coraz szybciej toczących się wydarzeń w Europie Środkowo-Wschodniej nie chodziło tyle o sprawy niemieckie, co o dynamikę ogólnoeuropejską, która wzbudzała u Mitteranda pewne obawy. Tak jak wielu polityków jego pokolenia (1916 r.) był on bardzo wyczulony na ryzyko fragmentaryzacji, czy wręcz bałkanizacji kontynentalnego rdzenia Europy na wschodzie i na południu. W związku z ówczesnym rozwojem sytuacji w byłej Jugosławii były to prognozy, których faktycznie nie można było bagatelizować. Szybkie zmiany ustrojowe we wschodniej części Europy, nawet jeśli przebiegały pokojowo, wzbudzały potrzebę politycznej kontroli tego tempa, w jakim narody byłego bloku wschodniego demonstrowały swoją gotowość do dekomunizacji, demokratyzacji i europeizacji.

Polegająca na zmniejszaniu ryzyka koncepcja Mitteranda miała na celu spowolnienie integracji postkomunistycznego Wschodu za pomocą fazy przejściowej, którą gwarantować miałoby stworzenie europejskiej konfederacji dwóch częściowych wspólnot europejskich („starej” zachodniej i „nowej” wschodniej), aby dawnym demokracjom ludowym dać więcej czasu na przygotowanie się do integracji pod względem politycznym, gospodarczym, społecznym i kulturowym. Z dzisiejszej perspektywy, kiedy obserwujemy regres liberalno-demokratycznego porządku i powrót autorytarnych schematów myślowych choćby w Polsce i na Węgrzech, francuski pomysł nie wydaje się wcale taki chybiony, ale wówczas napotkał dwie przeszkody, które uniemożliwiły jego realizację.

Po pierwsze, przewidywał on stworzenie przejściowych struktur, które byłyby bardziej europejskie (a nawet euroazjatyckie) niż euroatlantyckie, bo z wyłączeniem USA i Kanady, za to we współpracy z rozpadającym się już Związkiem Sowieckim; struktury te miałyby funkcjonować bez jakiejkolwiek politycznej osłony przed ewentualnymi zakusami imperialnymi za strony Moskwy. Po drugie, przewidywany czas zakończenia takiego procesu integracji poprzez przekształcenie konfederacji w całościową unię europejską (według Mitteranda miałoby to nastąpić dopiero po 30 lub 50 latach!) był nie do zaakceptowania dla większości krajów wschodnioeuropejskich, które dążyły do szybkiego „powrotu do Europy” i natychmiastowej westernizacji.

Idea konfederacji europejskiej ostatni raz została omówiona na szerszym forum podczas Europejskiego Konwentu w Pradze oraz uprzejmie odrzucona przez przedstawicieli krajów wschodnich i zachodnich. Dokładnie dwa miesiące później Trójkąt Weimarski jawił się jako format, który umożliwi Francji, poprzez wzmocnienie współpracy z Polską, uzyskać większe wpływy na procesy włączenia postkomunistycznych krajów w struktury europejskiej wspólnoty.

Najczęściej wymienia się dwa wydarzenia, które przyczyniły się do realizacji głównego celu Polski po 1989 r. i jednocześnie odpowiadały zasadniczym intencjom założycieli Trójkąta Weimarskiego, czyli – ni mniej ni więcej – przyłączeniu Polski do Zachodu: w 1999 r. Polska stała się członkiem NATO, a w 2004 r. przystąpiła do Unii Europejskiej. To, co z geopolitycznej perspektywy było dla Polski właściwie początkiem nowego rozdziału w historii, dla Trójkąta Weimarskiego było początkiem poszukiwań nowego sensu dla swojego funkcjonowania.

Dla Paryża bardziej istotny był jednak inny punkt, który zaważył na współpracy między Polską, Niemcami a Francją. W 2003 r. pojawiła się kwestia konieczności militarnej interwencji w Iraku u boku USA, która objawiła głębokie różnice między „starą” a „nową” Europą i przyczyniła się do tego, że zainteresowanie Francji Polską i innymi krajami kandydującymi do UE oraz jej zrozumienie dla ich otwarcie proamerykańskiego kursu wyraźnie się zmniejszyły. Niefortunnie i spontanicznie wyrażona irytacja Jacquesa Chiraca (że politycy owych krajów „przegapili dobrą okazję, aby siedzieć cicho”) była niekoniecznie (albo nie tylko?) przykładem przysłowiowej francuskiej arogancji – jak to siłą rzeczy odebrano w Warszawie – lecz wyraźnym znakiem rozbieżności interesów.

Odmowa Francji wzięcia udziału w prowadzonej przez Waszyngton koalicji antyirackiej, abstrahując od własnych interesów dotyczących skomplikowanej sytuacji w Iraku, była podyktowana również ogólnym kierunkiem francuskiej polityki zagranicznej wobec krajów arabskich. Motywacje ze strony niemieckiej byłe całkiem inne, a jedną z nich stanowiły niewątpliwie wciąż silne opory – mimo misji w Afganistanie – przed militarnym udziałem niemieckich żołnierzy zagranicą. Polityka zagraniczna Francji ogólnie zwrócona jest na południe z przyczyn historycznych, m. in. kolonialnych i postkolonialnych.

Jeśli więc Trójkąt Weimarski obok swojej pierwotnej roli, polegającej na wspieraniu integracji Polski (i Europy Środkowo-Wschodniej) z wielokierunkowymi strukturami Zachodu, miałby przyczyniać się również do tego, aby wspólnie negocjować i nawzajem wspierać interesy trzech podmiotów tego porozumienia, to Francja w zamian za otwartość w sprawach poszerzenia Unii na Wschód i europejskiej polityki sąsiedztwa miała prawo oczekiwać od Polski większej otwartości i udziału we francuskich inicjatywach związanych z regionem śródziemnomorskim i Afryką. Jednakże forsowana na przykład przez prezydenta Sarkozego i utworzona w 2008 r. Unia na rzecz Regionu Morza Śródziemnego, która miała na celu wzmocnienie istniejącego od 1995 r. Partnerstwa Euro-Śródziemnomorskiego, nie spotkała się z żadnymi godnymi uwagi reakcjami ze strony Warszawy, poza uprzejmym i pasywnym członkostwem, podpisanym przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Trwające od 2013 r. zaangażowanie Francji w walkę z islamskim terroryzmem w Sahelu z udziałem 5 tys. żołnierzy, które nie ogranicza się do ochrony własnych interesów, również nie znalazło większego poparcia w Trójkącie Weimarskim (wsparcie ze strony niemieckiej istnieje od lat, ale pozostaje znacznie poniżej potencjału, jakim dysponują Niemcy).

Po 30 latach można już się niemal do tego przyzwyczaić, że Trójkąt Weimarski na najwyższym szczeblu politycznym od dawna nie jest w stanie podjąć większej inicjatywy na scenie europejskiej. Rzeczą niesprawiedliwą pozostaje natomiast fakt, że media nie poświęcają zbyt wiele uwagi faktycznym osiągnięciom Trójkąta Weimarskiego, jakich dokonano w wymiarze społecznym, choćby na poziomie akademickim i kulturalnym, a także subpaństwowym i instytucjonalnym (na przykład działania między regionami). Nie najlepiej współpracujące podmioty rządowe mogą uczyć się od podmiotów cywilnospołecznych, że udana współpraca wymaga wzajemności. Jeżeli jednak każdy skupia się tylko na własnych interesach i wykorzystuje Trójkąt jedynie do mówienia o ich egzekwowaniu, to w ten sposób nie powstanie żadna trójstronna dynamika, która zagwarantowałaby konstruktywne działania.

Ostatnia aktywność Polski w ramach grupy wyszehradzkiej, ale także planowane na jesień 2021 r. podpisanie traktatu kwirynalskiego w celu wzmocnienia współpracy francusko-włoskiej, czyli dwa i pół roku po podpisaniu francusko-niemieckiej umowy o współpracy w Akwizgranie (luty 2019), pokazują niezbicie, że geometria wewnątrz Unii wciąż musi dopasowywać się do potrzeb poszczególnych państw. A także, że żaden trójkąt nie musi istnieć wiecznie.

 

Z języka niemieckiego przełożył Konrad Miller   

nv-author-image

Pierre-Frédéric Weber

Dr hab. Pierre-Frédéric Weber jest historykiem i politologiem, wykłada na Uniwersytecie Szczecińskim. W swojej najnowszej publikacji rozprawia się z fenomenem strachu przed Niemcami w Europie po 1945 r. ("Timor Teutonorum")

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[give_form id="8322"]