Zwyczajni ludzie nie uratują Słowacji

Czy Słowacji grozi powrót mafijnego układu, którego bezkarność doprowadziła do zamordowania Jána Kuciaka i jego narzeczonej Martiny Kusznírovej? Z Martinem Milanem Šimečką rozmawia Aureliusz Marek Pędziwol

Aureliusz M. Pędziwol: Ponad dwa lata od wyboru Zuzany Czaputovej na prezydentkę i ponad rok po zwycięstwie opozycji nad sprawującą kilkanaście lat rządy partią Kierunek Socjaldemokracja (Smer SD) ekspremiera Roberta Fica Słowacja stoi na rozdrożu. Nowa ekipa wydała zdecydowaną wojnę korupcji, ale jednocześnie okazała się wyjątkowo nieudolna w kierowaniu krajem. Ludzie już nie wiedzą, czy lepiej mieć zły rząd, czy rząd złodziei. Co się dzieje dziś ze Słowacją?

Martin M. Šimečka.: Tak, niestety, okazało się, jak niebezpieczna może być agenda polityczna oparta wyłącznie na walce z korupcją. Na Słowacji była ona tak ogromna, że Igorowi Matoviczowi i jego ruchowi OĽANO (Zwyczajni Ludzie i Niezależne Osobistości) udało się wygrać wybory dzięki kilku krótkim filmom, które nakręcił. Na fotel premiera wyniosły go emocje. Ludzie chcieli człowieka, który im obiecał, że rozprawi się z mafią, ale nie spytali, jak będzie rządził.

Fakt, jako premier naprawdę zrobił coś bezprecedensowego jak na słowackie stosunki i rzeczywiście ukręcił kark tej mafii. W więzieniach siedzą dziesiątki wysokich urzędników, od policjantów po sędziów. Teoretycznie nawet sam ekspremier Robert Fico może trafić za kraty.

Matovicz sprawdził się więc jako rewolucjonista. Ale jako premier poniósł całkowitą porażkę. Do ludzi zaczęło docierać, że rząd utrudnia im życie w takim stopniu, jakiego Ficowi nie udało się osiągnąć. Dziś Matovicz jest najbardziej znienawidzonym politykiem na Słowacji.

Teraz na czele gabinetu stoi Eduard Heger. Jest zupełnym przeciwieństwem Matovicza – politykiem konsensusu, solidnym. Ale ta koalicja straciła już prawie całe zaufanie, które miała rok temu po wyborach.

Rozmowa z Martinem Milanem Šimečką

Rada Narodowa Republiki Słowackiej © foto: Peter Zelizňák / Wikimedia Commons

I nie stało się to z powodu covidu?

Ten rząd i tak byłby niepopularny. Dzięki postaci Igora Matovicza, ale i innych polityków, jest to bardzo niespójna koalicja, od początku pełna wewnętrznych konfliktów. Epidemia oczywiście pogorszyła sytuację, ale i tak byłoby źle, bo chaos, jaki ten rząd wytworzył, ludzi szalenie drażni. Nowy premier próbuje uspokoić sytuację, ale emocje są już duże i wykorzystywane, czy też nadużywane, przez opozycję. Bardzo prawdopodobne, że jego rząd nie przeżyje do Bożego Narodzenia. Jeśli przetrwa kolejny rok, będzie to cud.

A jeśli nie, wtedy będą przedterminowe wybory?

Tak. I do tego właśnie dążą i Robert Fico, i jego dzisiejszy brat bliźniak Peter Pellegrini (najpierw zastępca Fica zarówno w rządzie, jak i partii, potem od 2018 do 2020 roku jego następca na stanowisku premiera), który założył własną partię Głos (Hlas), nawet bardziej popularną niż partia Fica. Obie mają razem ponad 30 procent poparcia. I w każdej chwili wejdą do rządu z faszystami, ponieważ sami, zwłaszcza Fico, zaczynają otwarcie grać na ekstremistycznych wyborców. Jeśli tak się stanie, jeśli zdobędą wystarczającą liczbę głosów, Słowacja znajdzie się w prawdziwym kryzysie.

Faszyści wejdą znów do parlamentu?

Wprawdzie są podzieleni, ale taka szansa istnieje. Przedterminowe wybory i zwycięstwo dzisiejszej opozycji są niestety możliwe, a to byłoby dla tego kraju tragiczne. Fico i Pellegrini już teraz flirtują z partiami antysystemowymi i autorytarnymi, ponieważ dla nich jest to jedyny sposób, jak nie pójść do więzienia. Dotyczy to zwłaszcza Fica, który nie walczy już o polityczną przyszłość, ale o wolność. W tym celu zrobi wszystko. Chce obalić system, bo w przeciwnym razie go wsadzą.

Czy są na to dowody? Czy Fico rzeczywiście może trafić za kraty?

Moim zdaniem jest to bardzo możliwe. Po pierwsze sam Fico tak uważa i dlatego tak się zachowuje. Niestety, to jest również po części motyw Pellegriniego, w sprawie którego świadkowie już także zeznawali, że był skorumpowany, ile wziął, od kogo, jakie pieniądze. To jest walka mających za sobą wielu wyborców polityków o to, jak przeżyć i pozostać wolności.

Co w takim razie będzie z rozpoczętymi przez ten rząd procesami, z sędziami, prokuratorami i policjantami, którzy siedzą dziś w więzieniu?

Myślę, że gdyby wygrała obecna opozycja, gdyby Fico i Pellegrini doszli do władzy, zrobiliby wszystko, aby zatrzymać te procesy. Słowackie sądownictwo nie jest niestety wystarczająco silne i niezależne, żeby wytrzymać taką presję. A wtedy ci ludzie wyjdą z więzień i żadnych procesów nie będzie. Taki jest cel dzisiejszej opozycji. Obawiam się, że jeśli rzeczywiście wygra i dojdzie do władzy, szanse, że wymiar sprawiedliwości będzie działać, będą bardzo małe.

Słowacja po prostu nie ma tak silnych instytucji. Dopiero teraz wzięły oddech i próbują się zachowywać jak prawdziwy wymiar sprawiedliwości. Ale przeszkód jest wiele. Podobnie jak w Rumunii, gdzie próba rzeczywistego rozprawienia się z korupcją zakończyła się politycznym koszmarem. To pokazuje, jak trudno jest wyrwać się z sieci korupcji, ponieważ politycy, którzy ją rozpostarli, zrobią wszystko, co w ich mocy, by nie dopuścić do zwycięstwa sprawiedliwości.

Partie, Pellegriniego i Ficy, Głos i Kierunek, mają łącznie 30 procent poparcia. Czyli większość mają jednak partie, które zainicjowały ostatnie przemiany. Może nie aż tak wielką, bo jeszcze są faszyści…

Nie, nie! Po pierwsze tam są faszyści, którzy mogą się dostać do parlamentu, a po drugie jest partia „Jesteśmy rodziną“ Borisa Kollára, która już otwarcie proponuje koalicję Pellegriniemu i Ficowi. Jej siła wynosi koło siedmiu procent. Wprawdzie jest częścią dzisiejszej koalicji rządowej, ale reprezentuje w niej skrzydło korupcyjne. Kollár z racji swoich osobistych interesów wolałby rządzić z Ficem i Pellegrinim, bo jest byłym przestępcą, cinkciarzem, który oczywiście nie ma ochoty na wymierzanie sprawiedliwości. Jemu jest to kompletnie obojętne.

I ma swojego człowieka w więzieniu…

…co oczywiście jest traumą dla jego partii. Po niespełna roku mianowany przez partię Kollára szef tajnej służby SIS [Słowackiej Służby Informacyjnej, cywilnego kontrwywiadu] Vladimír Pczolinský dostał się do więzienia pod zarzutem korupcji. Ta partia jest z gruntu skorumpowana. Jest raczej naturalnym partnerem dla Fica i Pellegriniego niż obecnego rządu.

A co z takimi partiami, jak Progresywna Słowacja i Razem, które mają europosłów, ale nie dostały się do parlamentu krajowego? Jakie są szanse, że tym razem im się to uda i umożliwią utworzenie koalicji bez Głosu czy Kierunku?

W poprzednich wyborach przepadły o włos (kandydowały jako koalicja, zabrakło im 0,03 punktu procentowego, by pokonać próg wyborczy). Wraz z partią Dla Ludzi są partiami młodszej generacji – nazwijmy je pokoleniowymi. Najbardziej logiczne wydaje się, że powinny się zjednoczyć i stworzyć wspólny blok, aby dać wyborcom szansę.

Problem polega na tym, że politycy tych partii nie są w stanie się porozumieć. Mają bardzo silne ego i tysiące powodów, żeby się nie jednoczyć. To historia, którą znamy również z Polski. Powtarza się w kółko i żadne traumatyczne doświadczenie, jak utrata głosów w ubiegłorocznych wyborach, nie jest w stanie ich zmusić do racjonalnej decyzji. Obawiam się, że wszyscy na tym stracimy.

Na Węgrzech opozycja się zjednoczyła…

Ale dopiero po dziesięciu latach twardego orbánowskiego reżimu. Na tym polega różnica. Dopiero gdy się dotyka dna, sytuacja zmusza, by coś zrobić.

Jak w 1998 roku na Słowacji, gdy cała opozycja zjednoczyła się przeciw ówczesnemu premierowi Vladimírowi Mecziarowi.

Tak. Tragedia polega na tym, że młode pokolenie wciąż nie jest w stanie zrozumieć, że sytuacja jest poważna.

Jak w tym wszystkim odnajduje się prezydentka Czaputová?

Myślę, że robi co może. Jej poglądy są jasne. Jest po stronie wartości demokratycznych, krytykuje każdego, kto je podważa, staje w obronie słabszych, od homoseksualistów po Romów. Jej problem polega na tym, że jest wciągana w spory polityczne, jak to się stało zimą, kiedy wmieszała się w konflikt wewnątrz koalicji i wezwała premiera, by ustąpił. Oczywiście było jasne, że Matovicz ma podać się do dymisji, ponieważ szkodzi krajowi. Ludzie nie lubią jednak, gdy szef państwa wdaje się w polityczne potyczki. No i popularność prezydentki spadła. Ale i tak nadal jest najpopularniejsza.

A ogólnie rzecz biorąc, to jest niezwykle ważne, że Słowacja ma dziś Czaputovą na tym stanowisku, ponieważ w najgorszym razie to właśnie ona będzie ostatnim gwarantem tego, że demokracja na Słowacji – miejmy nadzieję – nie przepadnie. Dlatego tak strasznie ważne jest, aby tam była.

Jak w takim razie partie demokratyczne mogłyby pozyskać nowych wyborców? Może powinny zawalczyć o głosy wykluczonych? Na przykład Romów? Na Słowacji są przykłady, że można im pomóc i radykalnie zmienić ich sytuację.

Tak, ale to są niestety wysepki nadziei. Generalnie sytuacja romskiej mniejszości jest bardzo smutna. Romowie chodzą na wybory, ale często głosują nawet wbrew własnym interesom.

Mam nadzieję, że nie na faszystów…

Aż tak to chyba nie. Ale głosują na przykład na Ficę. Romowie są najczęściej wykorzystywani przez populistów, którzy obiecują im cuda-wianki. Problem polega na tym, że mniejszość romska nie jest w stanie uświadomić sobie swojej siły politycznej i się zorganizować. Z tego punktu widzenia nadziei na szybką zmianę nie ma.

A kto myśli o biednych, których jest przecież wielu?

Sęk w tym, że może z wyjątkiem Richarda Sulíka (ministra gospodarki i szefa liberalnej partii SaS, Wolność i Solidarność) ich głosy chcą zdobyć wszyscy. I zapewniają, że chcą im pomóc. A że w praktyce to się prawie nie zdarza, to już inna sprawa.

Co ten rząd dla nich zrobił?

Dwa miesiące temu spotkałem Andreja Kiskę, współzałożyciela fundacji charytatywnej Dobry Anioł, który zna się na polityce społecznej także jako były prezydent. Zadałem mu to samo pytanie: co ten rząd zrobił dla ubogich, wykluczonych. Powiedział, że nic. A nawet, że być może więcej zrobił dla nich rząd Fica.

Igor Matovič jest liderem ugrupowania Zwyczajni Ludzie (OĽaNO) i ministrem finansów. W latach 2020–2021 był premierem Słowacji. Foto © Wikimedia Commons

Problemem z obecnym gabinetem jest taki, że jest nieprzygotowany do rządzenia. Nie ma ludzi, którzy potrafiliby robić reformy. A nawet gdyby ich miał, nie byłby w stanie się na nie zdecydować. Ludzie czują, że nie tylko im w żaden sposób nie pomaga, ale wręcz utrudnia im życie swoimi chaotycznymi decyzjami. To konsekwencja populizmu Matovicza, który zdobył 25 procent, szczycąc się tym, że jest zwyczajnym człowiekiem, i że zwyczajni ludzie uratują ten kraj. Tak się nazywa jego ugrupowanie.

Miały też być niezależne osobistości.

Ale nie było. Nie było nawet polityków. On uznał to za swoją przewagę i tak samo myśleli jego wyborcy, którzy się cieszyli, że przyjdą zwyczajni ludzie. Okazało się jednak, że kiedy zwyczajny człowiek staje się ministrem, to jest to tragedia. Może i ma dobre intencje, ale brakuje mu doświadczenia i robi straszne rzeczy. Rezultatem jest chaos i poczucie, że rząd szkodzi.

I to właśnie skutkuje wysokim poparciem dla tych dwóch opozycyjnych partii, Głos i Kierunek, które tak naprawdę są jedną?

Mniej więcej… Pellegrini jednak chciałby być dobrym politykiem. W zasadzie jest proeuropejski i chciałby być uważany za demokratę. Nie lubi skrajności. Nie lubi Fica. Oni są właściwie skłóceni ze sobą.

Gdyby mógł się sprzymierzyć z partiami demokratycznymi, na przykład wejść w koalicję z Sulíkiem, Pellegrini by to zrobił. Dla wielu byłby to jednak kompromis nie do przyjęcia, bo uważają go za złodzieja i człowieka Ficy. Ja jednak sądzę, że gdyby te dwa obozy połączyły się ze sobą, byłoby to najlepszym rozwiązaniem dla Słowacji. Ale słowacka polityka jest tak naładowana emocjami, że na rozsądek brakuje w niej miejsca.

A czy Sulík miałby ochotę na koalicję z Pellegrinim?

On twierdzi, że na to nie pójdzie. Ja jestem jednak przekonany, że by poszedł. Wiadomo, jak to jest w polityce. Otwarte pozostaje jednak pytanie, czy taki krok będzie mógł zrobić Pellegrini, który ma na karku sprawę korupcyjną i może być ścigany karnie. Wtedy pójdzie raczej na całość i wejdzie w sojusz z Ficem.

Innych scenariuszy dla Słowacji nie ma?

Oczywiście pozostaje jeszcze nadzieja, że przedterminowe wybory nie odbędą się tak szybko i że gdy już do nich dojdzie, to partie demokratyczne będą umiały zachować rozsądek i dać wyborcom wystarczającą alternatywę. Oni jej potrzebują, a jest ich sporo. Problem z dzisiejszym rządem polega na tym, że miał być alternatywą dla Fica. Ludzie są rozczarowani, bo dla nich nie jest to żadna alternatywa.

A może ta alternatywa jest zła?

Tak, po prostu zła. Te partie będą musiały przekonać wyborców, że są prawdziwą alternatywą. Że to był błąd. Powinny powiedzieć: „Przepraszamy, spróbujmy jeszcze raz.” A czy wyborcy to usłyszą, to już inna sprawa. I czy ci politycy w ogóle będą w stanie zaproponować im taką alternatywę.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

 

Rozmowa była przeprowadzona 1.08.2021 w Cieszynie, podczas 23. edycji Festiwalu „Kino na granicy”

 


Dziennikarz i pisarz Martin Milan Šimečka (urodzony w 1957 roku w Bratysławie i mieszkający tam do dziś), jest z pochodzenia Czechem, a z wyboru Słowakiem. Jest synem dysydenta i pisarza Milana, oraz ojcem Michała, europosła partii Progresywna Słowacja.

Do 1989 roku był dysydentem i publikował w samizdacie (poza cenzurą). W 1990 roku założył wydawnictwo Archa, którym kierował do 1996 roku. Następnie był redaktorem naczelnym tygodnika “Domino-fórum” (1997-99), dziennika “SME” (1999-2006) i czeskiego tygodnika “Respekt” (2006-9).

Obecnie pracuje w słowackiej gazecie „Denník N”. Jest autorem książki „Słowacja. Dzieje obojętności”, która ukazała się w 2019 roku po polsku w przekładzie Andrzeja Jagodzińskiego nakładem krakowskiego wydawnictwa Univesitas.


Aureliusz M. Pędziwol, dziennikarz, współpracownik redakcji polskiej Deutsche Welle, przed laty także polskich sekcji BBC i RFI, paryskiej Kultury. Przez 20 lat był korespondentem wiedeńskiego dziennika gospodarczego WirtschaftsBlatt.


 

nv-author-image

Rozmowa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[give_form id="8322"]