W ślimaczym tempie po urząd kanclerza

Z trzech pokiereszowanych kandydatów wygra ten, który najlepiej poradzi sobie z odniesionymi obrażeniami

Czy ślimak winniczek spodziewał się takiego wyróżnienia? Dość późno, bo prawie pięć tygodni przed wyborami do Bundestagu, rządzące partie CDU i CSU weszły – jak to same nazywają – w „gorącą fazę kampanii wyborczej”. Na początek ostatniej prostej w Berlinie spotkali się trzej najważniejsi politycy chadecji i zrobili coś, czego nie robili już od lat: wspólnie zabrali głos. Najpierw przemawiała Angela Merkel, wieloletnia przewodnicząca CDU, następnie lider CSU i premier Bawarii Markus Söder, a na końcu Armin Laschet. Premier Nadrenii Pónocnej-Westfalii przejął szefostwo CDU po Angeli Merkel i chciałby też zostać jej następcą na stanowisku kanclerza. Jego szanse maleją, ale do celu może ponieść go właśnie ślimak. Ta walka wyborcza tak czy owak, zakończy się zwycięstwem tego, kto najlepiej poradzi sobie z odniesionymi politycznymi obrażeniami. Próżno bowiem szukać silnego, suwerennego kandydata.

Alexander Kissler: W ślimaczym tempie po urząd kanclerzaNa początku XXI w. Niemcy uchodziły za chorego człowieka Europy. Konkurencyjność spadała, państwo socjalne rozrastało się i hamowało rozwój gospodarczy. Obecnie o czymś takim – przynajmniej w takiej skali – nie ma mowy. Wydaje się, że Niemcy bez większego szwanku przetrwały pogorszenie koniunktury w czasie kryzysu spowodowanego koronawirusem. Inaczej sprawa wygląda, jeśli chodzi o kompetencje najwyższych kadr politycznych. Pozostańmy przy obrazowej metaforze: trzech pokiereszowanych konkurentów, czyli Armin Laschet, Annalena Baerbock i Olaf Scholz, ubiega się o najważniejszy urząd, jaki obecnie w Europie jest do obsadzenia. Jeśli Niemcy zawiodą jako motor gospodarczy, synchronizator Unii Europejskiej, miejsce znakomitych badań naukowych, dyplomatyczny mediator między Zachodem a Wschodem, Północą a Południem, a na koniec, jako mechanizm udanej globalizacji – to kontynent może utracić równowagę. Żaden ślimak tutaj nie pomoże.

Armin Laschet jest tego świadom i dlatego na początku „gorącej fazy kampanii wyborczej” opowiadał o ślimaku nie wychwalając go, lecz krytykując. Kandydat CDU w pierwszych 100 dniach urzędowania jako kanclerz zamierza przygotować dla Niemiec „pakiet przyśpieszający planowanie”. Mówił również o pilnej potrzebie uwolnienia potencjału i o tym, że w Niemczech wszystko dzieje się zbyt wolno. Podał następujący przykład: aby na południe kraju przetransportować prąd, który na północy wyprodukowany został za pomocą energii wiatrowej, potrzeba „12000 km linii energetycznych. W 2019 r. dobudowano około 30 km. To jest mniej więcej taka prędkość, z jaką ślimak winniczek pokonuje swoją drogę w ciągu roku. Ślimak sunie milimetr po milimetrze i osiąga 30 km. Takie było tempo w 2019 r.”.

Laschet chce oczywiście zostać kanclerzem, dzięki któremu Niemcy przesiądą się ze ślimaka winniczka na konia wyścigowego. Lata dwudzieste XXI w. ogłosił „dekadą modernizacji”. Kto jednak zgodzi się z diagnozą Lascheta, że Niemcy są spętanym mocarzem, to nieuchronnie musi zmierzyć się z kwestią ślimaczego tempa i pytaniem, kto za nie odpowiada. Laschet nie należy do polityków opozycji, których propozycje nie mogły przebić się przez rządową inercję. Laschet stoi na czele partii pani kanclerz, którą w trakcie kampanii wyborczej najczęściej wychwala pod niebiosa. Markus Söder posunął się wręcz do sprzecznej z faktami pochwały, że wszystkie 16 lat rządów Merkel były „wyjątkowo dobrymi latami”, że Merkel jako kanclerz „dobrze chroniła” Niemcy. Nie inaczej widzi to Laschet.

Dlaczego zatem konieczny jest wielki zryw, który chce zorganizować Laschet? Kandydat CDU wpadł bowiem w pułapkę i ma dylemat. Jeśli zdystansuje się od Merkel, to przestanie być wiarygodny, ponieważ do tej pory był lojalnym merkelowcem. Inaczej niż Friedrich Merz, któremu w wyborach na przewodniczącego CDU udało się zyskać większość głosów wśród członków, ale już nie w gremiach partii, Laschet ponosi odpowiedzialność za decyzję Merkel, aby podczas kryzysu migracyjnego w 2015 r. wpuścić do kraju tysiące uchodźców, w większości bez kontroli i ze skutkami, które społecznie nie zawsze są akceptowalne. W przeciwieństwie do Merza, lecz w zgodzie z Merkel, Laschet chce „więcej Europy”, nie uznając potrzeby gruntownej reformy Unii Europejskiej.

Strategia, którą obrał Laschet, również nie sprawia wrażenia wiarygodnej. On sam nie zmienia się, pozostaje autentyczny – co z ludzkiego punktu widzenia działa na jego korzyść. Nie jest jednak w stanie odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób słabości Merkel mają zostać poprawione w kontynuacji jej polityki. Laschet oferuje kwadraturę koła: przełom i kontynuację. O taką ścianę rozbijali się już więksi przywódcy. Do tego przydałyby się magiczne siły. Potrzebna byłaby również charyzma, której Laschet w oczach opinii publicznej nie posiada. Sprawia wrażenie sympatycznego gaduły w koszuli, który raczej woli poczekać zanim podejmie jakieś działania; który stara się co prawda nadążać za duchem czasu, ale bez większego przekonania. Ten obraz być może nie oddaje sprawiedliwości Laschetowi. Ale w czasie kampanii wyborczej jest to obojętne. Kandydaci są odpowiedzialni za własny wizerunek, który wyborcy sobie tworzą, ponieważ głosuje się tylko na ten wizerunek. Prawie nikt, kto idzie na wybory, nie zna osobiście tego, na kogo głosuje.

Balansowanie między lojalnością a buntem wobec dziedzictwa Merkel grozi rozerwaniem szeregów chadecji i skierowaniem ich do ław opozycji. SPD korzysta natomiast z tendencji, z powodu której tak długo cierpiała. CDU bowiem, która za sprawą Angeli Merkel stała się bardziej zielona i socjaldemokratyczna, przypisywała sobie do tej pory wszystkie rządowe osiągnięcia również wtedy, kiedy wynikały one z postulatów ministrów SPD. Teraz jest odwrotnie: minister finansów Olaf Scholz nie ponosi żadnej odpowiedzialności za porażki swoich partyjnych towarzyszy. Ani skandaliczne zaniedbania ministra spraw zagranicznych, ani nieobecność pani minister ochrony środowiska, ani dymisja skazanej za plagiat pani minister rodziny – wszyscy z ramienia SPD – nie przeszkodziły tej partii w nadrobieniu zaległości w sondażach.

Scholz prowadzi kampanię wyborczą w podobnie prezydenckim stylu, w jakim Angela Merkel sprawowała ostatnie lata swoich kanclerskich rządów. Jego współodpowiedzialność za skandal „Wirecard” oraz niepozbawione błędów urzędowanie jako burmistrz Hamburga nie wpływają w żaden sposób na schludność jego wizerunku. Scholz obiecuje zachowanie starych zwyczajów przy jednoczesnym wprowadzaniu programowych zmian, które serwować chce w małych, przyjemnych dawkach. W obecnej sytuacji strategia ta może zadziałać. Niemcy uwielbiają reformy, zwłaszcza gdy nie przynoszą one zmian.

Jeśli SPD miałaby przetestować w urzędzie kanclerskim swój de facto ściśle lewicowy kurs, to potrzebowałaby dwóch koalicjantów. Partia Zielonych byłaby gotowa. Wprawdzie nadal odważnie typuje Annalenę Baerbock jako swoją kandydatkę na kanclerza, ale spośród trzech pretendentów do tego urzędu odniosła ona najwięcej obrażeń. Najpóźniej od momentu, w którym pokonany w walce o kandydaturę Robert Habbeck publicznie użył „karty kobiet” jako decydującego argumentu na korzyść Barbock, mocno już wątpliwe domniemanie o posiadaniu przez nią odpowiednich kompetencji zaczęło się sypać. Po tym, jak okazało się, że jej książka powstała po części z ukradzionych tekstów oraz po wielu wpadkach podczas debat i talk-show, samo wyobrażenie, że przemawia tutaj przyszły szef rządu największej potęgi gospodarczej w Europie, wydaje się śmieszne. Ale czyż nie mówi się, że historia świata ma poczucie humoru?

Każdy kto z zewnątrz obserwuje polityczne centrum w Republice Federalnej, może się tylko dziwić. Niskie notowania CDU, CSU, SPD oraz odczarowanie się Zielonych są wyrazem zastoju w szeregach kandydatów, jakiego w historii nigdy nie było. Z drugiej strony ustawiczny spadek zaufania wobec głównych sił politycznych świadczy również o rzeczy następującej: kraj, który nie wie, czego chce i dokąd zmierza, dostaje politykę, która też tego nie wie.

 

Z języka niemieckiego przełożył Konrad Miller

nv-author-image

Alexander Kissler

Alexander Kissler, literaturoznawca i historyk. Pracuje w berlińskim biurze Neue Züricher Zeitung i jest autorem licznych publikacji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[give_form id="8322"]