Trudny sprawdzian dla stosunków polsko–niemieckich

Jeśli przyjrzeć się relacjom polsko-niemieckim, to są one równocześnie doskonałe i fatalne. Jeśli chodzi bowiem o relacje międzyludzkie, relacje w biznesie, to tak dobrze jak obecnie nie było chyba nigdy. Jeśli przyjrzeć się z kolei relacjom politycznym, to tak źle nie było od co najmniej 30 lat. Co ciekawe, napięcia polityczne nie mają jakiegokolwiek przełożenia na relacje pomiędzy społeczeństwami, czy też przedsiębiorcami. Błędem byłoby jednak przyjęcie założenia, że tak będzie zawsze, a tym którym leżą na sercu relacje polsko-niemieckie powinno zależeć na tym, aby napięcia polityczne stopniowo wygaszać.

Witold Jurasz: Trudny sprawdzian dla stosunków polsko-niemieckich

Jeśli posłuchać liberalnej strony sporu politycznego w Polsce można odnieść wrażenie, że gdy tylko Prawo i Sprawiedliwość straci władzę relacje polsko-niemieckie rozkwitną i będą znów doskonałe, i już nigdy nie znajdą się w ślepym zaułku.Taki sposób patrzenia, to w istocie ucieczka od trudnych pytań o to, czy tak naprawdę były kiedykolwiek świetne, jak to wypada mówić oraz ersatz odpowiedzi na pytanie o to, jak uczynić je naprawdę bliskimi. Taki sposób patrzenia to podkładanie miny pod relacje polsko – niemieckie. Nie ma żadnej pewności, że PiS straci władzę i żadnej pewności, że nie wróci do władzy. Polscy liberałowie, przynajmniej na tę chwilę, nie wydają się  rozumieć przyczyn swoich klęsk, a przypomnijmy, że przegrali już dwa razy wybory prezydenckie i dwa razy wybory parlamentarne. PiS z kolei jest – co prawda – wewnętrznie skłócony, ale w sondażach opinii publicznej nadal niezmiennie notuje wyniki na poziomie zbliżonym do 35 procent.

Niezależnie jednak od tego, czy PiS wybory przegra, czy nie, to na pewno zyska kilka punktów na graniu antyniemieckimi resentymentami. Partia Jarosława Kaczyńskiego znana jest z nieprawdopodobnego wprost wyrachowania, a ataki propagandowe na Niemcy poprzedzone są badaniami opinii publicznej. Już samo to dowodzi, że doprawdy nie sposób z wyjątkową lekkością konstatować, że oto pojednanie się dokonało, a nasze narody się nawzajem uwielbiają i tylko kilkudziesięciu liderów prawicy w Polsce  nie za bardzo przepada za sąsiadem.

Cóż więc należałoby zrobić? Rozmawiać! Ale nie chodzi o tych, którzy są już pojednani, ale o tych, którzy mają z relacjami z sąsiadem kłopot. Innymi słowy konieczne jest nawiązanie dialogu z polską prawicą. Dzisiaj oczywiście taki dialog jest praktycznie niemożliwy. Poziom antyniemieckich resentymentów na polskiej prawicy jest taki, że poważni – wydawałoby się – ludzie po stronie konserwatywnej na serio widzą analogie pomiędzy budową Nord Stream 2, a paktem Ribbentrop – Mołotow (choć warto przypomnieć, że samo porównanie jest autorstwa jednego z czołowych polityków PO, b. ministra spraw zagranicznych RP Radosława Sikorskiego). Okładki z Angelą Merkel w nazistowskim mundurze, wyzywanie przeciwników politycznych od „reprezentantów interesów Niemiec”, a dziennikarzy niezależnych mediów (w tym również autora tego tekstu) od volksdeutschów i zdrajców stało się normą na polskiej prawicy.

Wyścig na radykalizm, który zastąpił jakąkolwiek refleksję intelektualną każe zakładać, że szanse na dialog z polską prawicą są dziś w zasadzie mrzonką. Cechą charakterystyczną polskiej polityki jest jednak to, że biorą w niej udział głównie ludzie mało zamożni. Oznacza to, że partia rządząca jest niezdolna do refleksji nie tylko dlatego, że jest partią wodzowską, ale przede wszystkim dlatego, że wierność wodzowi jest nagradzana finansowo. Wraz z przejściem formacji politycznej – niezależnie od tego, czy rzecz dotyczy prawicy, liberałów, czy postkomunistów – do opozycji, przywódca tracąc możliwość finansowego nagradzania aktywistów, może zachować władzę w partii, ale nie może zachować rządu dusz. Tym samym, to czas bycia w opozycji jest dokładnie tym czasem, kiedy należy toczyć dialog.

To na ile Niemcy taki dialog z polską prawicą toczyły w przeszłości było przedmiotem polemiki na tych łamach między mną a  Rolandem Freudensteinem Nasza różnica zdań okazała się, skądinąd, z czasem  mniejsza niż można było odnieść wrażenie z lektury naszych tekstów, ale przede wszystkim jednak dotyczyła przeszłości. Ten zaś tekst dotyczy przyszłości. Obóz Prawa i Sprawiedliwość prędzej czy później przegra w Polsce wybory, jednak nie ma żadnej pewności, że będzie to oznaczać polityczny koniec prawicy. Polska prawica może przecież wrócić do władzy i stwierdzenie, że: „z polską prawicą trzeba będzie nawiązać dialog” będzie wciąż aktualne. Takie stwierdzenie wywołuje w Polsce gwałtowne protesty. Oburzeni argumentują, że nie należy rozmawiać z siłami autorytarnymi, homofobicznymi i coraz bardziej antyeuropejskimi, a ostatnio wręcz antyzachodnimi. Twierdzę coś dokładnie przeciwnego. Właśnie dlatego należy rozmawiać z prawicą, że taka właśnie jest. Pozostawienie jej bowiem w swoistym getcie oznaczać będzie, że jeśli dojdzie ponownie do władzy będzie jeszcze bardziej autorytarna, jeszcze bardziej homofobiczna, jeszcze bardziej antyeuropejska i jeszcze bardziej antyzachodnia.

Drugim niezbędnym elementem pogłębionego dialogu polsko-niemieckiego musi stać się uczciwy dialog o historii. Rozmowa o historii w relacjach polsko-niemieckich, gdy w Polsce rządzi prawica jest tak naprawdę rozmową o polityce. Cechą charakterystyczną sposobu myślenia polskiej prawicy o polityce w ogóle i polityce zagranicznej w szczególności jest bowiem odbieranie wszystkiego, co się wokół dzieje, praktycznie wyłącznie przez pryzmat historii i przez pryzmat egzystencjalnych zagrożeń. Jako, że Polska obiektywnie często była ofiarą, powyższe współgra z emocjami bardzo dużej części społeczeństwa.

Do tej pory pojednanie polsko – niemieckie polegało na tym, że Niemcy owszem Polaków często przepraszali, ale to Namibii oferują odszkodowania, nie Polsce . Republika Federalna czuła się odpowiedzialna za niemieckie winy, ale nie przeszkadzało to w zapraszaniu polskich przywódców do wspólnego czczenia pamięci płk. von Stauffenberga (mimo, że jednostka, w której służył popełniła zbrodnie w Polsce, a w jego listach do żony odnaleźć można szereg rasistowskich uwag o Polakach). W efekcie w odbiorze nie tylko prawicy, ale szczególnie jej wyborców pojednanie było niepełne, nieszczere i nieprawdziwe. Osobiście nie podzielam tak krytycznej oceny jak ta, którą wyraziłem powyżej, ale warto by niemiecki czytelnik zrozumiał, że to nie Jarosław Kaczyński, a jego wyborcy uważają pojednanie polsko – niemieckie za coś sztucznego.

Cóż więc zrobić? Jeśli szukać wzorca jak rozmawiać, to przykładem powinien być Willy Brandt, który gdy w grudniu 1970 roku klęknął przed pomnikiem bohaterów Getta w Warszawie, a uczynił to ku zaskoczeniu nawet najbliższych doradców. Dokładnie dlatego, że był to gest spontaniczny, a nie wynegocjowany, wyreżyserowany i przez to nieautentyczny, jest on do dziś pamiętany. Jeśli porównać gest Brandta do toczących się od kilku lat negocjacji na temat pomnika w Berlinie, poświęconego polskim ofiarom niemieckiej okupacji, różnicę widać gołym okiem. Ewidentna wrogość obecnych władz Polski w stosunku do Niemiec nie usprawiedliwia nieumiejętności, lub też co gorsza niechęci władz Niemiec, by zdobyć się na odruch serca w stosunku do Polski. Swój tekst z okazji rocznicy uklęknięcia Willy Brandta, opublikowany w Onecie zatytułowałem: Gestów się nie negocjuje. Odruchów serca też nie. One są albo ich nie ma. Na tę chwilę nie ma ich w Warszawie, nie ma ich też w Berlinie. Połowie Polaków jest to obojętne. Druga połowa to zauważa. Już sam ten fakt powinien Niemcom podpowiedzieć, żeby rozum pokierował sercem.

Kolejnym elementem pojednania powinno stać się wyhamowanie wzajemnego uwielbienia ze strony tych, którzy lubią się tak bardzo, że aż szkodzą pojednaniu. O ile polska prawica szuka w Niemczech wroga, to z kolei liberałowie głoszą, że Polska powinna być Niemcom w zasadzie wiecznie wdzięczna (za wejście do NATO, za akcesję do Unii, choć – dodajmy uczciwie – było to w interesie tak samo Polski, jak i Niemiec), a jakiekolwiek pretensje w stosunku do Niemiec to wyraz antyniemieckich obsesji. Cechą charakterystyczną znacznej części proniemieckich publicystów, komentatorów oraz analityków jest całkowicie bezkrytyczny stosunek do Niemiec.

Przykładem powyższego była informacja, która pojawiła się w przededniu 30. rocznicy podpisania polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie. Powołując się na źródła niemieckie, jeden z polskich korespondentów zagranicznych,  poinformował, że kanclerz Merkel nie zgodziła się by uczcić rocznicę traktatu wspólnym posiedzeniem obydwu rządów. Przy czym bezpośrednim powodem miało być polskie stanowisko w sprawie Nord stream 2 oraz plan budowy elektrowni atomowej w Polsce. Gdyby w istocie kanclerz Niemiec odmówiła uroczystego uczczenia rocznicy traktatu z powodu antyniemieckiej kampanii, która niestety obiektywnie ma miejsce w kontrolowanych przez polskie władze mediach, czy też w ten sposób odpłaciła za wrogie potraktowanie nowego niemieckiego ambasadora, który wyjątkowo długo musiał czekać na polskie agrément, to niechęć Berlina, by wspólnie świętować byłaby jak najbardziej zrozumiała. Jeśli jednak przyczyną ma być Nord Stream 2, w przypadku którego, jeśli ktoś ma prawo obrażać się na kogoś, to raczej Polska na Niemcy, a nie Niemcy na Polskę, czy też plany budowy elektrowni atomowej, czego Niemcy żadną miarą nie mają prawa blokować, a już na pewno nie mają prawa się z tej racji na Polskę obrażać, to mamy do czynienia z sytuacją, w której Republika Federalna odmówiła świętowania 30-lecia traktatu, ale nie z powodów które byłyby zrozumiałe, lecz takich, które świadczą w gruncie rzeczy o braku szacunku wobec Polski. Tej oczywistej konstatacji nie byli w stanie dostrzec polscy fani Niemiec. W interesie Niemiec byłoby, aby fani byli wobec Niemiec nieco mniej entuzjastyczni. W przeciwnym razie dostarczają jedynie argumentów wrogom Niemiec i przeciwnikom polsko-niemieckiego zbliżenia.

Elementem niezbędnym dla realnej poprawy relacji polsko-niemieckich jest przegląd spraw trudnych pomiędzy naszymi państwami. Ich listę wymieniłem w moim poprzednim tekście. Niestety jest to długa lista i niestety Republika Federalna w żadnej z różniących nasze państwa sprawie nigdy Polsce nie ustąpiła. Tak jak pisałem w moim poprzednim tekście, działo się to niezależnie od tego, kto w Polsce rządził. Powyższe oznacza, że również po zmianie władzy w Polsce szybko może nadejść rozczarowanie. Skoro zaś tak, to być może zasadna byłaby próba stworzenia mapy drogowej, w której po jednej stronie znalazłyby się kwestie, w których ustąpiłaby Polska, a po drugiej kwestie, w których ustąpiłyby Niemcy. Pakiet spraw musiałby oczywiście obejmować zarówno sprawy bilateralne, jak i te dotyczące wymiaru wykraczającego poza relacje stricte dwustronne. Mapy drogowe są narzędziem dyplomacji częściej stosowanym w przypadku państw innych niż sojusznicze, a nie takich, które są razem w UE i NATO. Skoro jednak ucieranie się interesów jakoś nam nie wychodzi, a inne sposoby rozwiązywania sporów pomiędzy Warszawą a Berlinem nie przynoszą najwyraźniej oczekiwanych rezultatów, to być może należałoby sięgnąć po taką metodę.

W polsko-niemieckiej układance jeden punkt musi zająć kluczowe miejsce. W połowie czerwca Polska, wspierana przez państwa bałtyckie oraz Czechy, zablokowała niemiecko-francuski pomysł zorganizowania szczytu Unia Europejska – Rosja. Jeśli przyjrzeć się polityce zagranicznej Rosji, to gołym okiem widać, że Moskwa nie zmodyfikowała swojej polityki w żadnej kwestii. Rosja niezmiennie okupuje wschodnią część Ukrainy, jej siły zbrojne praktycznie każdego tygodnia odpowiadają za śmierć ukraińskich żołnierzy, Rosja niezmiennie prowadzi agresywną politykę w stosunku do państw bałtyckich, dopuszczając się prowokacji w przestrzeni powietrznej, rosyjskie służby naruszają wszelkie normy obowiązujące w cywilizowanym świecie dopuszczając się mordów politycznych (w Berlinie, z uwagi na znaczenie Niemiec dla Rosji, Rosjanie zachowują się „elegancko” i nie używają broni chemicznej, mordują bardziej tradycyjnymi metodami). Rosja niezmiennie dokonuje ataków hackerskich, sponsoruje kampanie antyszczepionkowe i wspiera skrajne siły polityczne, których celem jest zniszczenie zachodniej demokracji. Wszystko to powoduje, że tak jak dialog bilateralny poszczególnych państw z Rosją jest nie tylko uzasadniony, ale i konieczny, tak szczyt Unia-Rosja byłby zdecydowanie przedwczesny.

Z jakiegoś jednak powodu w Berlinie uznano, że szczyt, który przecież (to akurat oczywiste) i tak niczego by nie dał, warto zorganizować mimo, iż znacznie ważniejszy partner handlowy (Polska to ca. trzykrotnie większy partner, tak w odniesieniu do niemieckiego importu, jak i eksportu) obawia się Rosji. Jeśli wzorem dla pojednania polsko-niemieckiego ma być pojednanie niemiecko-francuskie, to być może warto pamiętać, że dokonało się ono wówczas, gdy Francja przestała się bać Niemiec. Polska dziś nie boi się Niemiec, ale boi się Rosji. Tym samym w interesie Niemiec jest nie tylko to, by w Polsce stacjonowały wojska amerykańskie, ale i by Niemcy nie sprawiali wrażenia, że wiecznie marzą o zbliżeniu z Rosją. Szczególnie, że Rosja będąc bliska wchłonięcia Białorusi jest już dziś w militarnym sensie sąsiadem Polski nie tylko na granicy z Obwodem Kaliningradzkim. Polski strach będzie więc rosnąć.

Można oczywiście uznać wszystko, co powyżej napisane za nieistotne. Można machnąć ręką na rządy PiS. Może PiS, gdy straci władzę nie zradykalizuje się jeszcze bardziej. Może nie wróci ponownie do władzy. Może. Koniec końców zresztą nic tak naprawdę strasznego się nie dzieje, gdy Warszawa i Berlin nie przepadają za sobą, gdy Niemcy ignorują polskie interesy, a polskie rządowe media dla odmiany każdego dnia szczują na Niemcy. Może jednak warto zdobyć się na coś więcej i spróbować sobie wyobrazić, czym mogłaby stać się Europa, gdyby Polska i Niemcy naprawdę stały się partnerami i przyjaciółmi. Aby to się stało przywódcy tak Polski, jak i Niemiec, albo na początek choćby jednego z państw, muszą odnaleźć w sobie ten format, który pozwala nie na zarządzanie, a na przywództwo, a w perspektywie na miejsce w historii.

nv-author-image

Witold Jurasz

Witold Jurasz, dziennikarz Onetu i Dziennika Gazety Prawnej, Prezes Ośrodka Analiz Strategicznych. Były pracownik Zakładu Inwestycji NATO, dyplomata w Moskwie oraz chargé d’affaires RP na Białorusi. W przeszłości był też gospodarzem talk-show w Polsat News, gdzie przeprowadził ponad 700 wywiadów. Pracował też w spółce zajmującej się międzynarodowym handlem bronią.

1 komentarz do “Trudny sprawdzian dla stosunków polsko–niemieckich”

  1. Pingback: Paryż-Berlin-Warszawa, czyli o niebycie - FORUM DIALOGU | Tematy z Niemiec i Polski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[give_form id="8322"]