Władysław Bartoszewski – życiorys niezwykły

Miał 18 lat, gdy 19 września 1940 roku w czasie łapanki na Żoliborzu został wygarnięty przez Niemców z mieszkania i wysłany do obozu koncentracyjnego Auschwitz. Nie został aresztowany jako podejrzany o działalność podziemną, ale w ramach akcji wymierzonej w polskich inteligentów. W chwili zatrzymania był zatrudniony jako pracownik Polskiego Czerwonego Krzyża, instytucji dopuszczonej przez okupanta do legalnego działania. Interwencje podejmowane przez PCK najpewniej spowodowały jego zwolnienie z obozu po 7 miesiącach – w kwietniu 1941 roku. Wrócił poważnie chory, kilka tygodni spędził w łóżku, owinięty bandażami i pielęgnowany przez Hannę Czaki. Opowiedział jej o obozie, a jego relacja – obok kilku innych – posłużyła do napisania broszury Oświęcim. Pamiętnik więźnia, opublikowanej w podziemiu wiosną 1942 roku. Nie mógł wiedzieć, że Czaki jest sekretarką jednego z szefów Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej Armii Krajowej Jerzego Makowieckiego.

Wojenne podziemie

Zainspirowany przez znanego już wówczas duszpasterza ks. Jana Zieję w 1942  podjął działalność we Froncie Odrodzenia Polski, założonej przez Zofię Kossak elitarnej organizacji katolickiej, uczącej, że chrześcijanin nie może nienawidzieć. Ten nakaz – silnego poczucia sprawiedliwości, ale bez nienawiści – był trwałym rysem jego postawy. Jako działacz FOP zaangażował się w powstającej wtedy we współtworzonej przez Zofię Kossak Radzie Pomocy Żydom oraz w komórce więziennej Delegatury Rządu na Kraj. Rada Pomocy Żydom, znana bardziej pod konspiracyjnym kryptonimem „Żegota” była tworzona przez Polaków związanych z ugrupowaniami lewicowymi i niektórymi katolickimi oraz przez ukrywających się Żydów.

Ludzie „Żegoty” starali się docierać do ukrywających się obywateli polskich ściganych za żydowskie pochodzenie, zaopatrywali ich w fałszywe dokumenty, wypłacali zasiłki, szukali lokali, w których ścigani mogliby się ukryć. Komórka więzienna natomiast starała się docierać do więzienia na Pawiaku gdzie osadzano aresztowanych uczestników różnych ugrupowań i form działania polskiego podziemia, zbierała informacje o aresztowanych i ich losach, w niektórych sytuacjach dostarczano lekarstwa.

Zaprzysiężony w AK, pracował w Biurze Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK. Biuro wydawało kilka podziemnych pism AK, prowadziło zakonspirowane drukarnie, ale też dokonywało analizy treści prasy wielu podziemnych ugrupowań politycznych – od lewicy do prawicy. W BiP Bartoszewski uczył się sztuki zwięzłego analizowania prasy podziemnej różnych kierunków i redagowania sprawozdań przeznaczonych dla dowództwa. W BiP współpracował z ludźmi wybitnymi (później wielu z nich zostanie znanymi profesorami, jak Aleksander Gieysztor, Kazimierz Kumaniecki, Stanisław Herbst). Łączyły ich poglądy demokratyczne, centrowe, umiarkowanie liberalne, nieraz katolickie, ale zawierające wyraźny sprzeciw wobec wszelkiego szowinizmu.

W ten krąg uderzyła w połowie 1944 roku skrajna nacjonalistyczna prawica mordując skrytobójczo Jerzego Makowieckiego, szefa wydziału informacji w BiP, zwierzchnika Bartoszewskiego oraz Ludwika Widerszala, również jedną z ważnych postaci. W ręce Gestapo wydano także dwoje innych wybitnych ludzi BiP prof. Marcelego Handelsmana i Halinę Krahelską. Porażenie tymi zbrodniami stało się ważnym rysem tożsamości środowiska BiP-u, pogłębiając niechęć i nieufność do skrajnej prawicy.

Po powstaniu, w którym brał czynny udział, m. in. redagując jedno z pism AK, Bartoszewski blisko współpracował z Kazimierzem Moczarskim przy wydawaniu „Biuletynu Informacyjnego”, głównego organu prasowego AK. Został również zaprzysiężony w „Nie” – wewnętrznej organizacji konspiracyjnej przewidzianej do działania pod okupacją sowiecką, już po rozwiązaniu AK. Te doświadczenia i związki osobiste były ważne przez całe dalsze życie, tworzyły krąg osób najbardziej zaufanych. I najbliższych w sensie poglądów – wrogości do komunizmu, ale połączonej z szukaniem płaszczyzn legalnego działania zgodnego z dążeniem do budowania suwerennej kultury.

Po rozwiązaniu AK i podjęciu latem 1945 r. legalnej działalności przez Polskie Stronnictwo Ludowe, jedyny dopuszczony do jawnego działania niekomunistyczny ruch polityczny wychodzący z okupacyjnego podziemia, Bartoszewski wstąpił do PSL. Strategia działania PSL polegała na zbudowaniu szerokiej siły opozycyjnej wobec komunistów i podjęciu próby wygrania zapowiedzianych w Jałcie wyborów. Na łamach centralnego organu PSL – Gazety Ludowej – Bartoszewski przypominał dzieje powstania warszawskiego, Rady Pomocy Żydom, pisał sprawozdania z ekshumacji ofiar z placów i ulic Warszawy oraz przenoszenia ich na Cmentarz Powązkowski. Jako dziennikarz specjalizował się w małych formach, notatkach, ale też sprawozdaniach z procesów politycznych. W Gazecie Ludowej zaczynał też jako historyk – autor popularnych artykułów dotyczących okupacji. Podjął też pracę naukową w Instytucie Pamięci Narodowej, który miał badać zbrodnie niemieckiego okupanta. W pierwszym numerze wydawanego przez IPN pisma-rocznika ogłosił solidnie udokumentowany artykuł o egzekucjach cywilów dokonywanych na ulicach Warszawy w pierwszej połowie 1944 roku.

Został wybrany do zarządu PSL Warszawa-Śródmieście. Zaangażował się też w redagowanie wewnętrznego komunikatu organizacyjnego PSL, za co – wraz z innymi jego redaktorami – w listopadzie 1946 znalazł się w więzieniu. Był to czas bezwzględnej walki komunistów z opozycyjnym PSL, poprzedzającej wybory. Wyszedł po półtora roku, dzięki interwencjom ludzi, którym pomógł przetrwać podczas okupacji. PSL w tym czasie już nie istniał, a jego czołowi działacze albo zbiegli za granicę, albo poddali się komunistom, albo trafiali do więzień.

Próbował kontynuować rozpoczęte na tajnych kompletach podczas wojny studia polonistyczne, ale jesienią 1949 roku został zadenuncjowany przez znajomego z konspiracji, młodego działacza katolickiego, który został agentem Urzędu Bezpieczeństwa. W konsekwencji donosu w grudniu 1949 znów trafił do więzienia, w 1952 został w tajnym procesie skazany na 8 lat za szpiegostwo. Szpiegostwem było zbieranie w pierwszej połowie 1945 roku informacji o różnych wydarzeniach w kraju na potrzeby struktur podziemia pozostałych po rozwiązaniu AK.

W więzieniu poznał wielu ludzi z wojennej konspiracji, wybitnych i szeregowych, ale także zetknął się z Niemcami, dawniej oficerami SS; niektórzy ratując życie donosili fałszywie na Polaków, których UB chciała złamać i skazać jako konfidentów i kolaborantów. W czasie okupacji i w stalinowskim więzieniu zetknął się z wielkością i małością człowieka, postawami heroicznymi, ale też tchórzliwymi, także ze zdradą, która wynikała ze słabości, czy pragnienia ratowania własnego życia. Były to dramatyczne doświadczenia, skłaniające też do namysłu nad kondycją człowieka, zwłaszcza poddanego grozie i strachowi. Nieczęsto o tym mówił, ale to doświadczenie w nim tkwiło. Nie był skory do potępień, szukania zemsty na krzywdzicielach, ujawniania ludzkich słabości. Nie ujawnił żadnego z agentów, którzy na niego donosili przez kilka dziesięcioleci, choć pod koniec życia z Instytutu Pamięci Narodowej otrzymał długą ich listę. Gdy mu przekazałem w 2014 roku nazwisko człowieka przez którego trafił na pięć lat do więzienia, zachował je dla siebie.

Władysław Bartoszewski – życiorys niezwykły, Prof. Andrzej Friszke

Władysław Bartoszewski

Świadectwa pamięci

Z więzienia wyszedł w sierpniu 1954 roku na „roczną przerwę” dla poratowania zdrowia, jak wielu młodych więźniów politycznych, po śmierci Stalina i nastaniu „odwilży”. W 1955 roku na fali tejże „odwilży” sąd anulował wyrok. Pierwszy tekst ogłosił w Przeglądzie Bibliotecznym i była to recenzja z bibliografii o hitlerowskich zbrodniach wojennych. W połowie 1956 roku mógł już napisać w popularnym tygodniku Stolica cykl artykułów o różnych epizodach Powstania Warszawskiego, akcjach zbrojnych AK. Tak zaczynał się nowy i obfity rozdział jego aktywności jako historyka.

Bartoszewski nie pisał artykułów o polityce, o ideach, nie wyrażał w druku swoich poglądów na takie sprawy. Zabierał głos tylko jako historyk. Ale podejmowane tematy wskazywały na to, jakie ma poglądy i do czego zmierza. Pisanie o AK i o Powstaniu nie było neutralne, był to obszar prawdziwej bitwy o pamięć, o tradycje, o kształt – dziś byśmy powiedzieli – pamięci historycznej. W 1960 roku musiał się rozstać ze Stolicą, gdyż tematyka AK-owska drażniła rządzących Polską, nie powinna być prezentowana wysokonakładowym piśmie. Przypominanie AK i jej działań było najczęstsze na łamach pism PAX, który jednocześnie afirmował ustrój PRL i współdziałał z PZPR. Pójście na taki układ Bartoszewski wykluczał, o PAX miał jak najgorsze zdanie, na łamach jego prasy nie opublikował żadnego artykułu.

Podtrzymywał więzi z czasów AK, a niektóre osoby z tamtych lat mu bliskie, znalazły się w powstałym na fali odwilży dyskusyjnym Klubie Krzywego Koła. Pojawiał się więc w klubie, na jednym z zebrań wygłosił referat o stosunkach polsko-żydowskich w czasie wojny, na innym o zjawisku kolaboracji w czasie okupacji. Na sali było obecnych wielu świadków zdarzeń, w tym wysocy oficerowie AK, którzy zabierali głos w dyskusji. W 1962 roku Bartoszewski otrzymał nagrodę klubu. Te dyskusje były zaczynem do podjęcia zbierania relacji i świadectw dotyczących pomocy Polaków w ratowaniu Żydów. W 1963 roku Bartoszewski otrzyma dyplom, wkrótce medal „sprawiedliwego wśród narodów świata” przyznawany przez Izrael tym, którzy w czasie okupacji nieśli pomoc ściganym i mordowanym Żydom. To wielkie wyróżnienie, związane z okupacyjną aktywnością w Radzie Pomocy Żydom, umacniało pozycję Bartoszewskiego w kraju i za granicą, dawało też pewną osłonę w razie represji władz.

Drugie środowisko, z którym znalazł wspólny język i podobne wartości, to krakowski Tygodnik Powszechny. Pismo katolickie, ale otwarte i zainteresowane historią. Jego redaktorzy także byli wychowankami przedwojennej Polski, część przeszła przez AK. Spotkał tu ludzi, z którymi przez dziesięciolecia będzie blisko – Stanisława Stommę, Stefana Kisielewskiego, Krzysztofa Kozłowskiego i Mieczysława Pszona. Łączyło ich podobne odczuwanie polskości, racji stanu, rozumienie wagi dialogu polsko-żydowskiego i polsko-niemieckiego. Nie angażował się natomiast w dyskusje o religii i kościele. Skupiał na tematyce okupacyjnej, akowskiej, powstańczej, żydowskiej i niemieckiej. Przez długie lata redagował także w Tygodniku rubrykę „Zmarli”, która była rodzajem pożegnania odchodzących – ludzi przedwojennej Polski, wojennego podziemia, zapomnianych już polityków, dziennikarzy, ludzi kultury.

W 1967 roku wyszła antologia Ten jest z ojczyzny mojej, opracowana przez Bartoszewskiego i Zofię Lewinównę, z jego obszerną przedmową, pierwsza książka systematycznie omawiająca problem pomocy Polaków dla Żydów podczas okupacji. Książka otrzymała nagrodę Koła b. Żołnierzy AK w Londynie. Nagrodzenie krajowego autora przez antykomunistyczną emigrację było rzeczą niezwykłą i niespotykaną, jej przyjęcie pozytywnym gestem wobec „wrogów PRL” i aktem odwagi. W tym czasie, na progu antysyjonistycznej nagonki, w MSW powstała notatka, w której Bartoszewskiego określano jako wroga, antykomunistę, wyrażającego też proizraelską postawę. Latem 1968  Agentka Służby Bezpieczeństwa oceniała: „jest to człowiek, którego kontakty prowadzą właściwie do wszystkich znanych postaci świata kulturalnego stolicy.” Zauważano również, że Bartoszewski zaangażował się radykalnie w obronę zagrożonej usunięciem z wydawnictwa PIW Zofii Lewinówny.

Na represje jednak się nie zdecydowano. Dlaczego? Tematyka pomocy dla Żydów z jednej strony drażniła esbeków, którzy często byli patologicznymi antysemitami, z drugiej jednak strony pozwalała podważać zarzuty prasy światowej o obojętności Polaków na los Żydów. Książka była więc władzom jakoś „na rękę”, choć sam Bartoszewski był im całkowicie obcy i nie dawał się użyć do żadnych akcji propagandowych. W 1970 roku Dyrektor departamentu MSW zajmującego się inwigilacją opozycjonistów napisze opinię o Bartoszewskim: „w ostatnim 25-leciu konsekwentnie wykorzystuje każdą możliwość do działalności antykomunistycznej, dostosowując jej formy i metody do aktualnej sytuacji politycznej w kraju.”

W latach 60. Bartoszewski pisywał jednak także do pism niskonakładowych, ale znaczących, jak Polska, czasem do popularnego Świata, np. o powstaniu w getcie warszawskim w 1943 roku, Radzie Pomocy Żydom, czy o niemieckich zbrodniach. Jego pierwsza książka Prawda o von dem Bachu (1961) była głosem w dyskusji o odpowiedzialności kata Powstania Warszawskiego. Bartoszewski przebijał się do szerszego obiegu, bo nie sposób było ignorować jego wielkich kompetencji. Mimo braku formalnego statusu uniwersyteckiego był powszechnie postrzegany, także w środowisku naukowym jako jeden z najbardziej kompetentnych znawców okupacji niemieckiej w Polsce. Poświadczały to książki – Warszawski pierścień śmierci (1967), Ten jest z ojczyzny moje” (wyd. II w 1969), 1859 dni Warszawy (1974), czy praca przy edycji kilkutomowego dzieła Ludność cywilna w powstaniu warszawskim. I setki artykułów, wśród których można wspomnieć choćby studium Tajna prasa w okresie okupacji 1939-1945 i jej rola w życiu społeczeństwa (1980).

Do bezpośredniego kontaktu z licznymi słuchaczami Bartoszewski przeszedł w drugiej połowie lat 70. w ramach rozwijających się w coraz liczniejszych parafiach publicznych odczytów. Na jego wykłady o Polsce podziemnej lat okupacji przychodziły setki słuchaczy, by dowiedzieć się o zamazywanych w oficjalnym obiegu dziejach Armii Krajowej, by obcować z wiedzą i elokwencją prelegenta. Potrzeba szukania pozytywnych tradycji przeciwstawnych gnijącemu systemowi PRL była duża, i Bartoszewski był ważny w przywracaniu pamięci o podziemnej Polsce i o Powstaniu Warszawskim, wielkich tradycjach przedkomunistycznej Polski.

Wykładał z wielką swadą, mówił o rzeczach mało znanych, nie unikał też złośliwych aluzji wobec cenzury, manipulacji faktami w partyjnej propagandzie. Wśród wykładowców w tych salach parafialnych i kościelnych pod względem popularności z Bartoszewskim mógł rywalizować chyba tylko Stefan Kisielewski. Wiosną 1978 Bartoszewski rozpoczął również wykłady dla studentów w „nielegalnym” stworzonym przez współpracowników KOR uniwersytecie latającym i przystąpił do organizującego je Towarzystwa Kursów Naukowych. Wykłady, odbywane w prywatnych mieszkaniach, półlegalnie, cieszyły się wielką popularnością i bardzo niepokoiły Służbę Bezpieczeństwa. Zachowały się liczne doniesienia agentów informujących o czym Bartoszewski mówił i próbujących ustalić nazwiska słuchaczy. Ostatecznie, jesienią 1979  policja wkroczyła na wykład o polskim państwie podziemnym, który miał inaugurować nowy rok zajęć. Bartoszewskiemu wytoczono sprawę i skazano na karę grzywny.

Bartoszewski wykształcił szczególny typ metody opisu historycznego. Koncentrował się na faktach, szczegółach, był bardzo konkretny i precyzyjny, chętnie układał wywód w kronikę (jak słynne 1859 dni Warszawy), unikał uogólnień, wartościujących ocen, syntez. Tą metodę wykształcił w walce z cenzurą, która łatwiej skreślała uogólnienia i oceny, trudniej było jej atakować gołe fakty. Niemniej czytelnik ówczesny, nie obawiający się długich tekstów i grubych książek, sam wydobywał z owych faktów sens i ocenę. W ten sposób Bartoszewski poczynając od 1946 roku (jego cykl w Gazecie Ludowej kroniki powstania) ratował przed zapomnieniem ludzi, zdarzenia, nazwy organizacji, tytuły pism, pokazywał siłę przeżyć, utrwalał pamięć o inicjatywach literackich.

W taki sam sposób pisał o zbrodniach niemieckich, wskazując konkretne zdarzenia, nazwiska tysięcy straconych, często z informacją o miejscu zamordowanego w życiu społecznym, politycznym czy kulturalnym Polski. Tak właśnie pisany był Warszawski pierścień śmierci. Wyłaniający się obraz robił wielkie wrażenie. Nie tylko na Polakach, także na Niemcach (książka ukazała się również po niemiecku).

Kontakty osobiste z Niemcami utrzymywał od 1963 roku, a związane to było ze świadczeniem o niemieckich zbrodniach, także przed niemieckimi prokuratorami. Od tego się zaczynało, ale na tej perspektywie nie poprzestawał. Zbrodnie nie mogą być zapomniane, winnych należy ukarać, ale nie można odpowiedzialności rozciągać na następne pokolenia. Niemcy i Polacy będą żyć obok siebie, należy zatem także myśleć o przyszłości i dążyć do pojednania narodów. Po niemieckiej stronie znalazł myślących podobnie i z nimi podejmował dialog, coraz bardziej owocny, obejmujący stopniowo osoby ważne w RFN politycznie, ale także młodzież.

Podobnie myśleli również Stanisław Stomma, Tadeusz Mazowiecki i inni intelektualiści ruchu Znak, uczestnicząc w kontaktach z Niemcami, m. in. w ramach Seminarium Oświęcimskiego, na którym przez kilka lat po 1970 roku spotykali się duchowni i świeccy katolicy z obu krajów, nim w 1977 roku władze PRL nie zablokowały tych spotkań. Etap ten zamykał udział we wrześniu 1977 roku w publicznej debacie w Kolonii „Intelektualiści i polityka. Prawa człowieka” z udziałem Heinricha Bolla, Friedricha Durrenmatta, Leszka Kołakowskiego i Zdenka Mlynara. Następnie przez kilka lat władze PRL nie wydawały Bartoszewskiemu paszportu.

Opozycja jawna i tajna

Kiedy w 1963 roku po raz pierwszy od czasu wojny wyjechał na Zachód do Izraela i Austrii, wysłał kartkę do Tadeusza Żenczykowskiego, swego zwierzchnika z BiP AK, a wówczas zastępcy dyrektora rozgłośni polskiej Radia Wolna Europa. Żenczykowski natychmiast zareagował i obaj panowie spotkali się w Wiedniu. Dwaj doświadczeni konspiratorzy ustalili zasady kontaktów. Przez następne lata Bartoszewski w umówiony sposób przekazywał do radia opracowane na piśmie wiadomości, które następnie wracały do milionów słuchaczy w kraju. Przekazywał informacje o działaniach represyjnych władz, w tym o procesach politycznych, o konfliktach partii z różnymi środowiskami zawodowymi, o ingerencjach cenzury.

Była to działalność uniemożliwiająca władzom PRL przemilczanie ich różnych nieprawości i stosowanych represji, ale skrajnie niebezpieczna, grożąca wyrokiem wieloletniego więzienia. Podjęte przez SB śledztwo doprowadziło do aresztowania kilku osób współdziałających z Bartoszewskim i 1 października 1970 roku do trwającej dobę rewizji w jego mieszkaniu. Bezpieka wywiozła z domu kilkaset kilogramów książek, maszynopisów i dokumentów, ale żadnego śladu współpracy z RWE nie znalazła. Doświadczenie wojennej konspiracji okazało się doskonałe. Swoje jednak wiedzieli, Bartoszewski został obłożony na 4 lata zakazem druku, także oczywiście wyjazdów zagranicznych, a śledztwo kontynuowano. Ostatecznie umorzono je w 1974 roku. Historia ta wyjaśnia także bliskie związki, jakie łączyły do śmierci Bartoszewskiego z Żenczykowskim oraz Janem Nowakiem, dyrektorem rozgłośni polskiej RWE.

W latach siedemdziesiątych Bartoszewski angażował się w kontakty z powstającą w Polsce opozycją. Formalnie wysoką pozycję zapewniało mu stanowisko sekretarza polskiego Pen Clubu i wykładowcy na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. W 1974 roku. podpisał wraz z kilkoma innymi znakomitymi obywatelami list do władz PRL o ułaskawienie więzionych od 1970 roku przywódców podziemnej grupy „Ruch”. W 1974-75 spotykał się z „komandosami”, weteranami studenckiego buntu 1968, i opowiadał im o AK, Powstaniu Warszawskim i PSL. W grudniu 1976 r. podpisał list „18” przeciw wpisaniu do konstytucji PRL sojuszu z ZSRR. W bezpośrednią i jawną działalność opozycyjną angażował się jako jeden z patronów, ale dbał o status przede wszystkim niezależnego historyka i wykładowcy.

Płaszczyzną aktywności było Towarzystwo Kursów Naukowych i wspomniane wyżej wykłady oraz wejście do działającego w konspiracji Polskiego Porozumienia Niepodległościowego, prowadzonego przez Zdzisława Najdera. Był tam autorem lub współautorem opracowań o potrzebie szukania porozumienia między Polakami a Niemcami, koniecznego, jeśli polska ma kiedyś dołączyć do jednoczącej się Europy. Opracowanie było próbą zmierzania się z perspektywą przyszłości stosunków między dwoma sąsiadującymi państwami i narodami. Pada w nim zdanie – wtedy rewolucyjne: „Polacy mogliby więc uznać, że zjednoczenie Niemiec leży w interesie polskim”. Uznanie możliwości zjednoczenia Niemiec to zburzenie fundamentu, nie tylko w sytuacji międzynarodowej, ale też w myśleniu Polaków, którzy wtedy uważali, że dzięki istnieniu dwóch państw niemieckich Niemcy są słabsi, a więc mniej groźni.

Myśl opublikowana w tym opracowaniu PPN była chyba pierwszą deklaracją opozycji tak jasno sformułowaną, ale – zaznaczmy – zjednoczenie Niemiec musi się odbyć pod dwoma warunkami – bezwzględnego uznania naszej granicy zachodniej i zasadniczej integracji Niemiec we Wspólnocie Europejskiej. To są warunki fundamentalne, zdefiniowane przez PPN w maju 1978 roku. Po latach będą też linią rządu Tadeusza Mazowieckiego w roku 1989 i 1990.

Podpisywał w tym czasie także liczne oświadczenia i listy w obronie prześladowanych robotników i ludzi opozycji, a w okresie strajków na wybrzeżu i działań „solidarności” apele o pokojowe rozwiązanie polskich konfliktów. Miał także wejść do powołanej 12 grudnia 1981 roku przez „Solidarność” Społecznej Rady Gospodarki Narodowej, która propaganda partyjna określiła jako kontr-„rząd”. 13 grudnia został internowany.

Zachód

Oddziaływanie w Niemczech Bartoszewski rozwinął zwłaszcza w latach osiemdziesiątych, gdy po zwolnieniu z obozu internowanych mógł wyjechać na dłużej do RFN. Początkiem było przyznanie mu w 1983 roku wiedeńskiej nagrody im. Herdera i wydanie dwóch niewielkich książek – o warszawskim getcie, z przedmową Stanisława Lema oraz Herbst der Hoffnungen, czyli wspomnień i refleksji znanych Polakom pt. Warto być przyzwoitym. Książka wyszła z posłowiem Reinholda Lehmanna, sekretarza generalnego Pax Christi, osobistości ważnej w życiu RFN.

W tym czasie stał się w Niemczech szeroko znany jako świadek strasznej okupacji nazistowskiej, jej badacz, a zarazem przedstawiciel wolnej Polski, duszonej przez generałów, ale istniejącej, obecnej, dającej nadzieję na przyszłość.

Tłumaczył polską historię w Wiedniu, Monachium, Augsburgu, Hamburgu i w wielu innych miastach, występował w radio i w telewizji. Moim zdaniem – co oczywiście można zweryfikować przez jakieś badania – była to największa dawka wiedzy o wojnie w Polsce, jaką w latach osiemdziesiątych otrzymali Niemcy. Słuchano go, ponieważ w tym, co mówił, nie było nienawiści, podejrzeń, tylko relacja o tym, co się wtedy wydarzyło między nami, i potwierdzenie, że pamiętamy. Ofiary żyją wśród nas i wy nie możecie nie pamiętać. Jeżeli mamy poważnie rozmawiać, musimy przypominać. Sposób mówienia Bartoszewskiego, wzmocniony jeszcze jego osobistym doświadczeniem z Auschwitz, więzienia stalinowskiego i niedawnego internowania, powodował, że go słuchano. Zwieńczeniem tego okresu było wręczenie Bartoszewskiemu w 1986 roku pokojowej nagrody księgarstwa niemieckiego, niezwykle prestiżowej. I systematyczne zajęcia z niemieckimi studentami na katolickim uniwersytecie w Augsburgu.

Na podstawie licznych rozmów w latach osiemdziesiątych mogę zrekonstruować poglądy ideowe i polityczne Bartoszewskiego następująco. Za kluczowe i negatywne doświadczenie XX wieku uważał hitleryzm i stalinowski komunizm, dwie totalitarne, zbrodnicze ideologie. Hitleryzm został przez Niemców przezwyciężony, demokracja głęboko zinternalizowana, co dawało płaszczyznę dialogu, współpracy, zbliżenia. Sowiecki komunizm pozostał strukturą imperialistyczną, totalną w swoich ambicjach i utrzymującą Polskę w stanie niesuwerenności.

ZSRR i komunizm jako jego narzędzie pozostawały więc wrogiem. Był to wróg na tyle silny, że przeciwstawianie się mu wymagało działań roztropnych, ewolucyjnych, rozumianych i akceptowanych przez potencjalnych sojuszników na Zachodzie, których też należało do polskich dążeń zjednywać. Polskie cele narodowe były te same, co w 1945 roku – odzyskanie niepodległości i demokratycznego porządku wewnętrznego. Wszystko, co temu sprzyjało należało wspierać, poczynając od tworzenia autentycznej kultury i niekomunistycznej świadomości po inicjatywy budowania niezależnej myśli politycznej i skupiania w realnych działaniach dużych grup społecznych, stąd poparcie dla „Solidarności”.

Zarazem nie był radykałem, nie cenił akcji głośnych, ale nie dających trwałych efektów. Za ważną i godną poparcia uważał działalność obliczoną na długi dystans – podziemie wydawnicze, niezależną oświatę, pomoc dla więzionych, budowanie więzi społecznych na różnych poziomach. Za ważne uważał również współdziałanie w tym ruchu z Kościołem i korzystanie z możliwości, jakie Kościół posiada. Dobrze rozumiał się więc ze strategami „Solidarności” – Tadeuszem Mazowieckim, Bronisławem Geremkiem. Różnił się od nich jednak w kwestii możliwości przyspieszenia zmian i sceptycznie oceniał szanse doprowadzenia do porozumienia z komunistami. Na okrągły stół spoglądał z dystansem i chyba bez przekonania. Nie wierzył bowiem przywódcom PZPR, nie spodziewał się, by byli zdolni do dotrzymania umów. Gdy jednak zorientował się, że zachodzą trwałe przemiany, zaangażował się. Stanął do dyspozycji premiera Mazowieckiego.

W wolnej Polsce unikał partyjnych afiliacji, skupiał się na sprawach zagranicznych, zwłaszcza dialogu z Niemcami, który był ważny sam w sobie, ale stanowił też drogę dla Polski do Zjednoczonej Europy. A więc wzmocnienia bezpieczeństwa państwa wobec możliwych zmian koniunktury międzynarodowej. Dwukrotnie zajmował stanowisko ministra spraw zagranicznych. Myślał kategoriami racji stanu państwa, a to oznaczało negatywną ocenę tych ludzi, którzy nie znajdowali miary w rozpalaniu sporów wewnętrznych. W ostatnich latach znalazł się w wyraźnym konflikcie z prawicową formacją, co mu wypominano także po śmierci. Przyczyn było wiele. Od czasu wojny nie akceptował nacjonalizmu, agresywnej demagogii, dwuznaczności w ocenie faszyzmu, tendencji antysemickich, swobodnego operowania kłamstwem. W polityce widział troskę o dobro wspólne, umiejętność prowadzenia dialogu i budowania sojuszy, osiągania celów realnych i służących państwu i jego instytucjom. Tymczasem na prawicy narastała atmosfera porachunków, rozliczeń, podniecenia i demagogii, chęć manipulowania historią i pamięcią narodową, walki z autorytetami, kreowania spiskowych mitów. Te cechy mobilizacji partyjnej dewastowały kulturę polityczną oraz fatalnie odbijały się na wizerunku Polski za granicą, a więc na racji stanu.

W bogatym w wydarzenia i rozliczne prace życiu Bartoszewskiego trzeba wyróżnić kilka okresów i wątków, z których każdy jest godny analizy. Rozdział pierwszy to zaangażowanie w czasie okupacji na kilku ważnych polach działania, dopełnione przez powojenne zaangażowanie i blisko sześcioletnie uwięzienie. Rozdział drugi, to rozległa aktywność naukowa w dokumentowaniu okupacji i Powstania Warszawskiego, ukazywaniu tragedii Żydów i działań Polski podziemnej dla ich ratowania; wyrazem było wiele artykułów i książek. Rozdział trzeci, równoległy z poprzednim, dotyczy oryginalnej, przez Bartoszewskiego prowadzonej metody walki z dyktaturą PZPR, zarówno jawnej, jak ściśle tajnej. Kolejna płaszczyzna i nurt aktywności to udział w dialogu polsko-niemieckim i kształtowaniu go na różnych etapach. Wreszcie ostatni rozdział wiąże się z historią i metodami kampanii nienawiści prowadzonych we współczesnej Polsce. Życiorys Bartoszewskiego to materiał na kilka książek, obejmujących ważne wątki dziejów Polski w minionych 75 latach.


Tekst powstał w ramach sympozjum „Budować mosty“ (listopad 2020 r.), zorganizowanego przez Inicjatywę Bartoszewskiego i Towarzystwo Niemiecko-Polskie w Berlinie we współpracy z Europejskim Uniwersytetem Viadrina, Uniwersytetem Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Fundacją Karla DedeciusaMuzeum Pana Tadeusza, Fundacją Służby Rzeczypospolitej, Instytutem Pileckiego przy wsparciu finansowym Pełnomocnika Rządu Federalnego ds. Kultury i Mediów oraz Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej.

nv-author-image

Andrzej Friszke

historyk, były członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej i zastępca przewodniczącego Rady IPN, profesor nauk humanistycznych, członek korespondent PAN.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *