Utracona treść pojęć

O dyskursie jako zakładniku diady prawica–lewica

W wierszu Lichtung (Kielunek), poeta Ernst Jandl w 1966 roku zwrócił uwagę na wątpliwy charakter politycznych pojęć “prawica” i “lewica”: niektórzy myślą/ że plawe z rewym/ nie może być polpątane/ co za łbąd! Z jednej strony, potrzebujemy pojęć porządkujących, analizujących i komunikujących nam świat, z drugiej zaś, świat przez swą ciągłą dynamiczność zmusza nas do aktualizacji i przeróbki pojęć, ponieważ jeśli pojęcia przestają już żywić się rzeczywistością, tracą swoją treść. Jeśli jednak świat nie zmienia się ewolucyjnie podczas długich okresów, lecz zmienia się zasadniczo, powstaje pytanie o możliwość aktualizacji pojęć, ponieważ ich odniesienia do rzeczywistości nie da się już odtworzyć, przez co pojęcia opisują już tylko fantomy i widma. Już od dziesięciu lat diagnozuję zmianę paradygmatu naszego społeczeństwa, zasadniczą zmianę światopoglądową ekonomii, kultury i systemu politycznego, której rozmiar porównywalny jest jedynie z przejściem z okresu później starożytności do średniowiecza czy z późnego średniowiecza do nowożytności.

Twierdzenia o “zmianie systemowej”, o “wielkiej transformacji” czy o “wielkim resecie”, należy gruntownie poddać w wątpliwość. Za pięknie brzmiącymi słowami kryją się bowiem często inne treści, na przykład nowy ład społeczny, mający na celu pewien rodzaj syntezy kapitalizmu i socjalizmu. Zmiany tej nie da się opisać kategoriami “prawica” i “lewica”. Ten, kto jest zwolennikiem tej syntezy, niekoniecznie jest “lewicowcem”, a jej przeciwnik nie jest automatycznie “prawicowcem”. Jak lewicowe czy prawicowe są Chiny? Jeśli potrzebujemy pomocy w wyobrażeniu, jak miałby wyglądać ów nowy ład społeczny, „rzućmy okiem” na Państwo Środka.

Z europejskiego punktu widzenia obojętnie jakiego rodzaju synteza socjalizmu i kapitalizmu, nawet nie-chińska, byłaby „fenomenem dekadencji”. „Fenomeny dekadencji” wskazują na spowolnienie społecznej dynamiki, manifestującej się jako zjawisko rozkładu, jako rezygnacja z wolności, demokracji, indywidualizmu, pluralizmu, dopełniona przez brak zainteresowania gospodarką. Krótko mówiąc, spadamy poniżej wartości oświecenia. Ten „fenomen dekadencji” siłą rzeczy można odnaleźć w dyskursie publicznym. Dlatego warto przyjrzeć się bliżej dwóm centralnym pojęciom wpływowego schematu, ponieważ w każdym społeczeństwie wytwarzanie dyskursu jest równocześnie kontrolowane, selekcjonowane, organizowane i poddane redystrybucji przez pewną liczbę procedur, których rolą jest zaklinać moce i niebezpieczeństwa, zawładnąć przypadkowością zdarzeń, wymknąć się ciężkiej, niepokojącej materialności (Michel Foucault Porządek dyskursu, tłum. Michał Kozłowski). Można powiedzieć, że dopóki ma miejsce podział polityczny na prawicę i lewicę, dopóty “niebezpieczeństwa dyskursu” są zaklinane, rozmawiamy o tym, o czym chcą abyśmy rozmawiali strażnicy dyskursu, a nie o tym, o czym powinniśmy dyskutować.

© Zygmunt Januszewski

Sędziwe pojęcia, jak “prawica” i “lewica”, cieszą się w postaci określania stanowisk nieustającą popularnością, ponieważ można je wykorzystać w dyskursie jako kryterium wykluczania, jako moralną broń czy rodzaj etycznej gilotyny. W ekstremalnym przypadku zostaniemy skróceni nie o głowę, lecz o naszą obywatelskość. Ale jaką heurystyczną wartość mają te pojęcia, do czego się nadają i co ich stosowanie mówi nam o społeczeństwie, które zdaje się ich potrzebować? Czy nasze zachodnie społeczeństwo XXI wieku da się jeszcze faktycznie pod względem politycznym podzielić na prawicę i lewicę? Czy jest to podział na miarę naszych czasów? Jeśli przyjrzymy się temu bliżej, pojawia się mnóstwo pytań.

Jeśli te pojęcia, jak zakładamy, nie opisują już rzeczywistości, ich częste używanie wskazywałoby na utratę poczucia rzeczywistości w społeczeństwie. Społeczeństwa, które na zmiany reagują produktywnie i dynamicznie, stwarzają też nowe lub uaktualnione stare pojęcia w intelektualnym podejściu do zmieniającej się rzeczywistości, którą postrzegają jako wyzwanie; z kolei dekadenckie społeczeństwa używają już tylko zużytych pojęć, ponieważ rozumieją je jako ochronę przed przemianami, którym zaprzeczają, mówiąc o nich, jakby przyszłość można było odnaleźć w przeszłych, lecz świeżo wypolerowanych ideologiach.

Od najwcześniejszych dni ludzie potrzebują do tworzenia grup i społeczeństw podziałów na kategorie, schematu my – oni, określając to, co ich łączy. Kompletnie niemożliwym jest zdefiniowanie wspólnoty bez powiedzenia, co do niej nie należy. Do najwyraźniej nieodzownych rozróżnień w polityce należy właśnie prawica – lewica.

„Prawica“ i „lewica“ określały właściwie umiejscowienie w przestrzeni politycznej, które powstało pierwotnie jako parlamentarny układ miejsc we francuskim Zgromadzeniu Narodowym. Nic z tego jednak nie pozostało, ponieważ w politycznym sporze w banalny sposób “lewica” definiowana jest jako dobra, a “prawica” jako zła, bez przyglądania się politycznym treściom “lewicy” i “prawicy”. A w Niemczech, federalny minister finansów Olaf Scholz nie zadowolił się najpierw pojęciami rasizm i skrajna prawica, lecz bez ogródek zatweetował, że rząd federalny przeznaczył 1,1 miliarda euro, aby sfinansować “konkretne działania w walce przeciwko prawicy”. Biorąc po uwagę że budżet państwowy czekają z jednej strony wielkie obciążenia ze względu na kryzys związany z koronawirusem, a z drugiej wielu ludzi potrzebujących pomocy, którzy z poczuciem dezorientacji spoglądają na zniszczenie wielu lat pracy, nie otrzymuje żadnej finansowej pomocy, “walka z prawicą” musi być niezwykle ważna.

Włoski filozof Norberto Bobbio (1909–2004), który zastanawiał się nad znaczeniem pojęć “lewica” i “prawica”, stwierdził, że w języku politycznym dobrzy i źli mogą się znajdować tak samo po prawej, jak i po lewej stronie. Zależy to od tego, z której strony pochodzi ocena. Ocena negatywna czy pozytywna, którą wyraża się czasami o prawicy czy lewicy, jest częścią składową tej walki politycznej, w której metafora porządku na sali obradowej straciła swoje pierwotne znaczenie i symbolizuje dwa miejsca, które pod względem aksjologicznym nie mają ze sobą nic wspólnego, ponieważ jedynym punktem odniesienia dla siedzenia po prawej czy po lewej stronie jest neutralny dla instytucji prezydent zgromadzenia.

Jeśli zatem prawica oceniana jest jako całkowicie negatywna, a lewica jako całkowicie pozytywna, nawet w przypadku skrajnej lewicy, może to tylko oznaczać, że władza nad przestrzenią publiczną, moc definiowania i autorytet interpretacyjny zabezpieczane są przez lewicowych strażników dyskursu. W odniesieniu do krajobrazu partyjnego Republiki Federalnej oznacza to również, że partia CDU znajduje się nie po prawej stronie, nie w centrum, lecz po lewej stronie politycznego spektrum. Armin Laschet, wiceprezes CDU, potwierdził w wywiadzie dla Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitug (FAS) skręt CDU w lewo, mówiąc, iż celem CDU nie może być “zbieranie wszystkiego, także programowo, co znajduje się na prawo od politycznej lewicy”. Franz-Josef Strauß rozumiał jeszcze CSU jako demokratyczne zamknięcie na prawicę, postulując, że na prawo od CSU nie może już istnieć żadna demokratycznie legitymizowana partia, że CDU i CSU jak najbardziej powinny “zbierać wszystko, także programowo”, “co [można umiejscowić] na prawo od politycznej lewicy”. Skręt w lewo dokonany przez CDU pozbawił ojczyzny wyborców centroprawicowych, którzy szukają obecnie nowych reprezentantów. Ale jeśli CDU i CSU należą do spektrum centrolewicowego, polityczne różnice między Lewicą, SPD, Zielonymi i CDU/CSU stają się coraz bardziej minimalne, a ponadto na prawo od centrolewicy nie można już znaleźć żadnych legalnych stanowisk, to czy rozróżnianie między lewicą i prawicą ma jeszcze jakikolwiek sens? Jeśli w przestrzeni politycznej wszyscy są lewicowi, to nikt już nie jest nie tylko bardziej prawicowy, lecz i bardziej lewicowy. Jeśli nikt nie może być z szacunkiem po prawej stronie, nie ma już sensu być lewicowym.

Norberto Bobbio, który utrzymuje, że prawica i lewica jako pojęcia politycznego porządku na sali nadal mają sens, zalicza istnienie umiarkowanej prawicy i umiarkowanej lewicy do podstawowych warunków demokracji, ponieważ to, co z kolei “łączy lewicowego i prawicowego ekstremistę”, to “antydemokratyzm”. Podążając za tą logiką, istnienie prawicy i lewicy byłoby zatem warunkiem dla statyki demokracji. Antydemokraci zagrażający naszemu systemowi znajdują się po stronie skrajnej prawicy i skrajnej lewicy, lecz tylko przez panujący lewicowy autorytet interpretacyjny ma miejsce w tej kwestii wybiórcze postrzeganie. Owo wybiórcze postrzeganie samo staje się w ten sposób zagrożeniem dla tego, czego chce chronić, czyli dla demokracji. W aktualnym raporcie Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji jest zresztą mowa nie tylko o skrajnie prawicowo, lecz również i o skrajnie lewicowo umotywowanych przestępstwach: „Skrajnie lewicowa przemoc staje się coraz bardziej agresywna, celowa, pozbawiona zahamowań i skierowana na konkretne osoby”. Ma ona stworzyć „atmosferę strachu“, aby zastraszyć myślących inaczej. „Nawet przestępstwa, przy których zagrożone są osoby postronne, spotykają się z coraz mniejszym odrzuceniem wewnątrz sceny”.

W obliczu zagrożenia naszego wolnościowego ładu z lewej i prawej strony konsekwentne byłoby postanowienie przez Rząd Federalny odpowiednich działań mających zwalczać skrajną lewicę i skrajną prawicę, zamiast koncentrowanie się wyłącznie na jednej ze stron, co miało miejsce 25 listopada w formie katalogu działań rządowej Komisji ds. zwalczania prawicowego ekstremizmu i rasizmu. Jeśli wyznacznikiem prawicowego ekstremizmu jest stanowisko lewicy, to istnieje niebezpieczeństwo, że wspomniane 1,1 miliarda euro zostaną wydane na walkę przeciwko pozycjom politycznym centrum, które z perspektywy lewicy zawsze jest prawicowe, oraz przeciwko prawicy.

Przestępstwa popełniane przez ekstremistów nie mogą być przedmiotem miliardowego programu – w państwie prawa podlegają one kompetencjom prokuratora generalnego. Lecz jeśli nie chodzi o czyny karalne, a przeciwnik polityczny staje się wrogiem, którego należy zniszczyć, to pojęcia “prawica” i “lewica” straciły swoją funkcję opisywania umiejscowienia politycznego i służą wyłącznie kryminalizowaniu osób o innych poglądach. Liberalny socjolog i ekonomista Alexander Rüstow (1885–1963) w pracy Freiheit und Herrschaft. Eine Kritik der Zivilisation przestrzegał – a odnosi się to w takim samym stopniu do “prawicy”, jak i “lewicy”: Jeśli znajdzie się grupa, która raz na zawsze zdobyła przekonanie, że tylko i wyłącznie ona zna i reprezentuje rzeczywiste potrzeby wszystkich i że wszyscy inni, jeśli nie uczynią tego dobrowolnie, muszą zostać zmuszeni do podporządkowania się jej, to jest to decyzją o totalitarnej dyktaturze.

Pojęcia “lewica” i “prawica” są moralnie przeładowane czy też moralnie przedeterminowane, dlatego nie można ich użyć w dyskursie w celu porozumienia, lecz już tylko w celu stygmatyzacji lub wywyższania się. Stopień przedeterminowania nie pozwala już na jej funkcjonalne zastosowanie.

Jeśli chce się merytorycznie określić pojęcie “prawica”, trzeba zdefiniować “lewicę”. Ale czy rozróżnienie “prawica” – “lewica” naprawdę ma sens? Czy historia nie zostawiła już tego umiejscawiania w przeszłości? Jakie fundamentalne pozycje dzielą prawicę od lewicy? Jeśli zapyta się prawicowców, co rozumieją pod słowem “lewica”, otrzyma się tak samo niejasną, odrzucającą odpowiedź, jakbyśmy zapytali lewicowców, co dla nich oznacza “prawica”. Abstrahując od tego: czy istnieją właściwie pierwotnie prawicowe lub lewicowe wartości?

Nie da się udowodnić, że dla lewicy i prawicy wolność stanowi wartość fundamentalną, wystarczy tu odesłać do historii. Norberto Bobbio, który naprawdę nie idzie na łatwiznę, jako różnicującą cechę wprowadza kwestię równości, ale i ta wartość nie da się ot tak przyporządkować jako lewicowa, jeśli spojrzy się na finansjalizację, na politykę tożsamościową, na kwotowanie i pozytywną dyskryminację lub przypomni sobie dictum George’a Orwella: Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze od innych. Ani na podstawie stanowiska wobec wolności, ani wobec równości, ani wobec demokracji, ani nawet wobec kwestii socjalnych nie można ustalić cech różnicujących między prawicą i lewicą, które zdałyby gruntowny egzamin. Nie istnieje już kryterium różnicujące, które nie byłoby ani lewicowe, ani prawicowe. Kiedyś społeczne zaangażowanie uchodziło za wartość lewicową – w międzyczasie można jak najbardziej znaleźć społeczną empatię w prawicy, jak i społeczną obojętność w lewicy.

Pierwotnie funkcjonalne pojęcia stały się pojęciami pozbawionymi odniesienia do rzeczywistości, a określenie lewicowiec czy prawicowiec są dzisiaj etyczną, wartościującą oceną, nie znajdującą racjonalnego uzasadnienia. Wskutek procesów globalizacji i finansjalizacji po zakończeniu ery socjaldemokratycznej już dawno powstały inne linie konfliktów, inna socjologia społeczeństwa, zmieniła się “kwestia klasowa”, powstała opozycja komunitaryści – globaliści. Nic lepiej nie świadczy o anachroniczności schematu prawica – lewica niż fakt, że według dawnego schematu istnieją lewicowi komunitaryści, jak i prawicowi globaliści i na odwrót.

W kwestii globalizacji jako ultraliberalnej formy kosmopolityzmu i komunitaryzmu widać rzeczywisty konflikt polityczny naszych czasów. Pytanie brzmi, w jakim społeczeństwie chcemy żyć? W społeczeństwie, które propaguje otwartość granic, a w zamian wewnątrz kraju uprawia społeczne parcelowanie mniejszych i najmniejszych grup ofiar, któremu przeciwstawia się uniwersalną grupę sprawców, niszczącą w dwojaki sposób państwo socjalne, ponieważ z jednej strony przerasta to jego siły, a z drugiej likwiduje je jako państwo narodowe, które czyni kulturę, tradycję i zakorzenienie czymś podejrzanym i niegodnym szacunku, społeczeństwo opierające się na podstawach etyczno-światopoglądowych? Czy w społeczeństwie, które pracuje nad dobrobytem dla wszystkich, które gwarantuje bezpieczeństwo wewnętrzne i funkcjonujące państwo socjalne, w którym państwo narodowe przeforsowuje swój autorytet na granicach i wewnątrz kraju, które to państwo stawia na solidarność i więzi społeczne, których warunkiem są kultura, tradycja i dziedzictwo, które jednak jednocześnie w ramach prawa akceptuje plany życiowe wszystkich obywateli, choć szczególną ochroną otacza związek małżeński i rodzinę, odrzucając wszelką dyskryminację, także dyskryminację pozytywną, ponieważ opiera się na zasadzie równości zapisanej w Ustawie Zasadniczej?

Lepiej od schematu prawica – lewica, który stał się już tylko czystym pojęciem z okresu walki klasowej, spory w czasach zmiany paradygmatu opisuje merytoryczna zasada porządkowania globalizm – komunitaryzm. W relacji do rzeczywistości produktywne jest również rozróżnienie między politycznym racjonalizmem i politycznym romantyzmem.

Utrata treści przez sędziwe pojęcia, jak “prawica” czy “lewica”, które powstały dopiero – i to dość późno – w nowożytnym paradygmacie, który właśnie zbliża się ku końcowi, należy do procesu entropii zachodniego świata.

 

Z języka niemieckiego przełożyła Monika Satizabal Niemeyer

 

nv-author-image

Klaus-Rüdiger Mai

Klaus-Rüdiger Mai, doktor filozofii, pisarz i publicysta. Studiował germanistykę, historię i filozofię, autor licznych biografii, książek popularnonaukowych z zakresu historii, esejów, recenzji, felietonów politycznych i powieści.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[give_form id="8322"]