Dialog po niemiecku z chińskim smokiem

W cieniu wielkiej wojny handlowej, która toczy się między Stanami Zjednoczonymi oraz Chińską Republiką Ludową, jeden z globalnych graczy stara się grać na wielu fortepianach. Relacje pomiędzy Niemcami a Chińską Republiką Ludową są ciekawe i mają długą historię. Czy ostatnie wydarzenia położą się cieniem między dwoma partnerami, których dialog toczy się od ponad stu lat?

Gra na wielu fortepianach

Początki współczesnej historii niemiecko-chińskich relacji politycznych oraz gospodarczych sięgają jeszcze końca dziewiętnastego wieku, gdy zmagające się z wieloma problemami wewnętrznymi i zewnętrznymi Chiny najpierw musiały się uporać z wojnami opiumowymi, a potem rewolucją 1911 roku. W obliczu niestabilnych relacji z ówczesnymi mocarstwami, głównie imperium brytyjskim, a także Japonią, Niemcy – tak jak i teraz – były postrzegane jako pożądany i, co najważniejsze, stabilny partner.

Architektem kładącym fundamenty pod relacje niemiecko-chińskie był kanclerz Otto von Bismarck, choć pierwsze misje handlowe do Chin docierały przez syberyjskie szlaki handlowe jeszcze w osiemnastym wieku. Kanclerz pod koniec dziewiętnastego wieku, aby zrównoważyć wpływy w regionie Imperium Brytyjskiego, postanowił zbudować w Azji niemiecki przyczółek. Pierwsze kroki polegały na uchwaleniu przez Reichstag ustawy tworzącej de facto szlak morski do Chin w 1885 roku.

Rok później pierwsza misja gospodarcza, składająca się z przedstawicieli bankowców oraz przemysłowców, udała się do Chin. Powód ciepłego przyjęcia niemieckich gości był dość jasny – modernizacja. Cesarstwo potrzebowało jej w trybie pilnym, a Niemcy mogli pomóc w rozwoju, co też się stało. Kolejne misje handlowe przyczyniły się do powstania Niemiecko-Azjatyckiego Banku w Szanghaju, obsługującego niemieckie przedsiębiorstwa, aż w 1896 r. Niemcy stały się, obok Imperium Brytyjskiego, głównym partnerem handlowym z Europy.

Największe pole do współpracy niemiecko-chińskiej było w przemyśle zbrojeniowym oraz transporcie. Klęska w wojnie z Japonią (1894/95) sprawiła, że chińskie siły zbrojne rozpaczliwie potrzebowały modernizacji. Niemcy mogły ją zapewnić, pomimo początkowej niechęci do uprawiania na kontynencie imperialnej polityki, a rewolucyjny klimat oraz niepokoje w samych Chinach, które z czasem miały doprowadzić do obalenia cesarstwa i wyniesienia do władzy doktora Sun Jat Sena, doskonale nadawały się do budowy gospodarczych relacji w niemieckim sektorze zbrojeniowym. To właśnie niemieccy doradcy pomagali usprawniać chińskie oddziały, a firma Krupp modernizowała fortyfikacje Port Arthur.

Dialog po niemiecku z chińskim smokiem

Panowanie Cesarza Wilhelma II miało przynieść zmianę polityki w kierunku gospodarczego ekspansjonizmu, który związany był także z ekspansjonizmem politycznym i militarnym. Dochodziło do różnych incydentów, choćby w czasie Powstania Bokserów, gdy niemieckie wojsko starło się z protestującymi. Jednocześnie w pierwszej dekadzie dwudziestego wieku do Chin przybyło prawie trzysta przedsiębiorstw z różnych branż!

Intensywne relacje owocowały nie tylko wymianą handlową, ale także reformami systemu prawnego. To właśnie sięgnięcie po niemieckie rozwiązania prawne, w tym te gospodarcze, położyło podwaliny pod chiński kodeks cywilny. Reformatorzy z Pekinu sięgali po zachodnie wzorce i choć początkowo wszystko szło dobrze, to po wybuchu pierwszej wojny światowej relacje gospodarcze zamarły do tego stopnia, że w Chinach pozostały jedynie dwie firmy.

Narodowi socjaliści w Chinach

Gospodarcze relacje ulegały stopniowej poprawie pomimo zamętu w samych Chinach. Wojna domowa po upadku Cesarstwa oraz śmierci Sun Jat-Sena (1925) zaowocowała stworzeniem rynku zbytu dla handlu bronią. Pomimo traktatu wersalskiego niemieckie przedsiębiorstwa tworzyły partnerstwa z podmiotami zagranicznymi w celu obejścia obostrzeń narzuconych w traktacie po pierwszej wojnie światowej. Ograniczenia nie przeszkodziły niemieckiej maszynie produkcyjnej istnieć na rynku chińskim, co więcej brak oficjalnego zainteresowania militarną oraz polityczną obecnością w Chinach pomagała w nawiązaniu stosunków z nowymi władzami – Kuomintangiem.

To właśnie niemieccy doradcy, oraz chińscy wyedukowani w Niemczech, pomagali przywódcy Kuomintangu Czang Kaj-szekowi w stabilizacji kraju podczas wojny domowej w Chinach. Czang Kaj-szek chętnie korzystał z ich usług, wskazując, że Chiny powinny sięgać po niemieckie wzorce polityczne.

Nie zmieniło się to po dojściu do władzy partii nazistowskiej. Naziści widzieli w Chinach strategicznego partnera z kilku powodów, nie tylko z racji olbrzymich pokładów surowców potrzebnych do przestawienia gospodarki na tory wojenne, ale także odcięcia się od ostrożnej, przynajmniej oficjalnie, polityki rządu poprzedników z Republiki Weimarskiej. Podpisanie w latach trzydziestych traktatu z Chinami pozwoliło, w zamian za dostawy surowców, na zacieśnienie więzi handlowych a jednocześnie Chinom – na rozwój.

Dzięki niemiecko-chińskiej współpracy powstawała rozległa sieć kolejowa. Za czasów partii nazistowskiej partnerstwo niemiecko-chińskie było w pewnym momencie tak intensywne, że Trzecia Rzesza odpowiadała za 17 proc. wymiany handlowej Chin. Współpraca toczyła się na wszystkich polach, począwszy od budowy kolei przez wymianę w sektorze zbrojeniowym.

Niemieckie karabiny i moździerze pozwoliły Chińczykom skutecznie, pomimo porażki, walczyć w drugiej wojnie chińsko-japońskiej (1937–1945). Dewastujący dla gospodarki konflikt sprawił jednak, że z czasem, pomimo długich lat owocnej współpracy, rząd Adolfa Hitlera postanowił zmienić partnera z Chin na Tokio a Chiny pomimo kilku prób podtrzymania relacji zarówno ze strony niemieckiej, jak i chińskiej, przyłączyły się do wojny po stronie aliantów.

Dwa kraje, dwa systemy

Koniec drugiej wojny światowej, który przyniósł podział Niemiec oraz zwycięstwo komunistów w Chinach w wojnie domowej po raz kolejny zaowocował próbami odnowienia relacji zarówno politycznych, jak i gospodarczych, choć nie od razu. Po zwycięstwie komunistów na Tajwan uciekło wielu specjalistów wykształconych wcześniej w Niemczech. Można powiedzieć, że to właśnie między innymi kadry kształcone w Niemczech przed wojną pomagały w budowie cudu gospodarczego Tajwanu.

Początkowo podział powojennego świata nie sprzyjał klimatowi współpracy gospodarczej. Podzielona była Europa, a także Niemcy, a ideologiczne różnice oraz sojusze geopolityczne sprawiły, że z komunistycznymi Chinami stosunki dyplomatyczne utrzymywała głównie NRD.

Władze zachodnich Niemiec nie kwapiły się do budowania ciepłych relacji z reżimem komunistów.  Republika Federalna Niemiec nie angażowała się zbytnio także w relacje z Tajwanem, przyglądając się, jak ewentualna polityka jednych Chin – w owym czasie stosowana zarówno przez Pekin jak Tajpej – wpłynęłaby na możliwość zjednoczenia Niemiec. RFN nigdy nie uznało Tajwanu właśnie w obawie przed komplikacjami własnego zjednoczenia.

Mimo tego jeszcze przed nawiązaniem oficjalnych stosunków państwowych podejmowano próby kontaktów gospodarczych. W 1957 podpisano partnerstwo gospodarcze pomiędzy Chińską Radą ds. Promocji Handlu i Inwestycji oraz Niemieckim Komitetem ds. Współpracy Gospodarczej z Europą Wschodnią.

Wstępne sondowanie w latach pięćdziesiątych przez Chińczyków ustanowienia relacji dyplomatycznych nie przyniosło rezultatów głównie z powodów różnic ideologicznych oraz potencjału sił. W tamtym okresie NRD nie utrzymywała w ogóle kontaktów z Pekinem, a rolę gwaranta zjednoczeniowego w ewentualnym procesie unifikacji odgrywał, z punktu widzenia Niemiec, Związek Sowiecki utrzymujący ambasady z oboma krajami – zarówno z NRD, jak i RFN. Sondowanie przez Chiny możliwości utworzenia ambasady w Niemczech Zachodnich uznano wtedy za ruch propagandowy.

Przełom dokonał się w połowie lat sześćdziesiątych, gdy Francja uznała rząd w Pekinie a między rządami RFN i ChRL zaczęto prowadzić nieoficjalne rozmowy. Rewolucja Kulturalna przerwała proces kształtowania stosunków, ale  chęć zbliżenia pozostała – okazja miała się wkrótce nadarzyć w wyniku przemian politycznych w Chinach oraz Związku Sowieckim. Ochłodzenie stosunków na linii Moskwa-Pekin doprowadziło część niemieckich polityków z RFN do przekonania, że napięcia można wykorzystać do budowy antykomunistycznego bloku wymierzonego w Moskwę. Dojście do władzy kanclerza Willy Brandta oraz wprowadzenie przez niego ostpolitik zogniskowanej na poprawę relacji z Polską, NRD oraz oczywiście Moskwą zaprzepaściło jakiekolwiek nadzieje na porozumienie.

Dopiero w początku lat siedemdziesiątych i po podpisaniu traktatów będących rezultatem ostpolitik młody niemiecki polityk Gerhard Schröder udał się z wizytą do Chin by spotkać się z premierem Zhou Enlaiem. Sondowanie przez obie strony możliwości nawiązania dwustronnych relacji na oficjalnym poziomie, pozwoliło na kolejne wizyty na szczeblu ministerialnym, co w efekcie spowodowało dość niespodziewane zdarzenie.

Oto podczas spotkania z ministrem spraw zagranicznych RFN Walterem Scheelem pod koniec 1972 r. Zhou Enlai uznał istnienie jednego narodu niemieckiego. W oczach Zhou Enlaia co prawda istniały dwa odrębne państwa niemieckie, ale już jeden naród. Rozwijanie w następnych spotkaniach cieplejszych stosunków rządu w Bonn z chińskim odpowiednikiem zaowocowało nie tylko zaproszeniem młodych przywódców opozycji, w tym późniejszego kanclerza Helmuta Kohla, do Chin lecz spotkania kanclerza Helmuta Schmidta z samym przewodniczącym Mao Tse Tungiem w 1975 roku.

Był to dopiero początek długiej, trudnej drogi normalizacji stosunków.

 

Reformatorzy w ofensywie i szara strefa

Zmianę nastrojów przyniosła zmiana warty w Chinach. Uspokojenie burzliwej sytuacji w Chinach końca lat siedemdziesiątych przez Denga Xiaopinga umożliwiło także budowę spokojnej, długofalowej współpracy między zachodnimi Niemcami oraz Pekinem. Pierwsze do Chin ruszyły bawarskie firmy zainteresowane inwestowaniem w Chinach. Ekonomiczne reformy Deng Xiaopinga, obliczone na szybki rozwój i bogacenie się chińskiego społeczeństwa przynosiły oczekiwane efekty.

Nawet wydarzenia z 1989 roku nie zmieniły rozpędzającej się współpracy obu krajów. Chwilowe ochłodzenie spowodowane tragedią na placu Tiananmen nie trwało długo. W początkach lat dziewięćdziesiątych, za sprawą wspomnianego już Helmuta Kohla, otworzono kolejny rozdział polityki wobec Chin.

Kohl, który w Chinach, jak pamiętamy, gościł już wcześniej był architektem nowej polityki azjatyckiej. Zachęcił on niemieckich inwestorów do ekspansji terytorialnej w Chinach. Przedsiębiorcy posłuchali, a sam Kohl stosował politykę jednych Chin, zgodną z intencjami rządu w Pekinie.

Niemieccy dyplomaci prowadzą przy tym grę na wielu fortepianach. Z jednej strony nie uznając Tajwanu za niepodległe państwo utrzymują bardzo dobre relacje w obszarach kultury, czy gospodarki, a jednocześnie kwitnie relacja dwustronna z rządem w Pekinie. Małżeństwo z rozsądku Berlina z Pekinem jest obwarowane tylko jednym w zasadzie warunkiem – nie uznawania Tajwanu.

Okazjonalne wyzwania, jak wejście Chin do WTO w 2001 r., które zmieniło zawarte w 1979 r. porozumienie handlowe, są szybko rozwiązywane. Czterdzieści lat po podpisaniu pierwszych dokumentów o utworzeniu relacji między państwami handel kwitnie. I nie zmieniło się to ani po upadku Muru Berlińskiego, ani wejściu w XXI wiek.

Co więcej, wraz z podpisywaniem kolejnych umów bilateralnych dotyczących transferu technologii czy unikaniu podwójnego opodatkowania podnoszony jest status relacji dwustronnych do strategicznego partnerstwa. Dokonuje tego razem z premierem Wen Jiabao w 2004 r. nie kto inny jak kanclerz Gerhard Schröder, który już wcześniej dał się poznać jako człowiek mający dobre relacje z Chinami. Długofalowe chińsko-niemieckie partnerstwo obliczone jest na dziesięciolecia.

Nie mogąc całkowicie rezygnować z rozmów na temat praw człowieka, Niemcy stworzyły na początku lat dziewięćdziesiątych kanał współpracy w tym zakresie z chińskim partnerem. Trudne kwestie rozwiązywane są na szczeblach spotkań dwustronnych, natomiast niezależnie współpraca kwitnie na polu prac badawczo-rozwojowych, wymiany ekspertów, usług, czy wymiany technologii.

Kolejny kamień milowy to już epoka Angeli Merkel, która w 2010 r. zintensyfikowała kontakty z rządem w Pekinie. To przełomowe spotkanie doprowadziło do stworzenia pomysłu regularnych, corocznych konsultacji na najwyższym politycznym szczeblu. Poszerzono także współpracę o kwestie związane z mikro i małymi przedsiębiorstwami czy energetykę odnawialną.

Pomagała także sytuacja ekonomiczna. Kryzys w strefie euro wymusił na rządzie w Berlinie ewakuację gospodarczą. Chiny wydawały się wtedy naturalnym partnerem. Intensywna współpraca gospodarcza w latach 2008-2014 wzrosła do 74 miliardów euro w przypadku eksportu niemieckich przedsiębiorstw i 80 miliardów jeśli chodzi o import.

Pierwsze rysy na współpracy pojawiły się w 2015 r., wraz ze zmianami politycznymi w Niemczech gdy po raz pierwszy od dekady za sterami niemieckiej gospodarki zasiadł nie polityk kojarzony z frakcjami liberalnymi, lecz socjaldemokrata Sigmar Gabriel. W tym samym czasie zbiegło się kilka problemów, związanych z wejściem Chin do Światowej Organizacji Handlu.

Wchodząc do WTO Chiny zgodziły się na to, by Unia Europejska stosowała w razie potrzeby antydumpingowe cła na towary produkowane w Chinach. Część procedur antydumpingowych miało przestać być stosowane po piętnastu latach, przez co w 2016 r. chiński rząd zaczął domagać się żeby zachód uznał gospodarkę chińską za rynkową. Kryzys stalowy w tym samym roku, spowodowany zalewaniem z Chin tanich wyrobów stalowych oraz związane z nim protesty robotnicze w Niemczech, spowodował że Niemcy niespecjalnie palą się do uznania chińskiej gospodarki za rynkową a sam kryzys stalowy zaowocował interwencją Komisji Europejskiej.

Kolejne lata przyniosły jeszcze więcej problemów. Niemieckie przedsiębiorstwa dość chętnie korzystały z Chin jako taniego miejsca produkcji przemysłowej. To właśnie w Chinach stoją niemieckie fabryki, gdzie kapitał płynął w ostatnich latach z Berlina do Pekinu, a nie odwrotnie. Powodowało to, że niemieccy politycy zainteresowali się jak wygląda w rzeczywistości bilans handlowy ( jednocześnie przyjrzano się bliżej kwestiom takim jak transfer technologii).

Okazało się na przykład, że chińskie firmy, wbrew pierwotnym planom, nie sięgają wyłącznie po mało znane firmy, które potrzebowały kapitału. Chińscy inwestorzy, dysponujący gotówką byli chętni także na te przedsiębiorstwa, które posiadały wartościowe technologie. Chińczycy inwestowali w branżę lotniczą, energetyczną. W oczach niemieckich polityków przełom nastąpił gdy chiński fundusz postanowił kupić firmę Kuka, czołowego producenta robotów.

Polityczne skutki przejęcia firmy były bardzo poważne nie tyle ze względu na strategiczną branżę, lecz niemoc rządu federalnego, który w starciu z chińskim kapitałem okazał się bezradny. Rozpaczliwe próby zablokowania inwestycji przez rząd w Berlinie okazały się fiaskiem, ponieważ niemieckie firmy uznały, że oferta pięciu miliardów euro składana przez chińskiego oferenta jest nie do przebicia. Brakowało narzędzi kontrolnych, dlatego zwrócono się ku Brukseli, z inicjatywą znowelizowania przepisów dotyczących konkurencji, tak aby UE mogła kontrolować,  kto spoza Unii  przejmuje przedsiębiorstwa krajów członkowskich.

Obecnie sytuacja wydaje się dość skomplikowana biorąc pod uwagę złożoną mozaikę relacji w regionie, wojnę handlową na linii Stany Zjednoczone-Chiny oraz potencjalny scenariusz konfliktu na linii Bruksela-Pekin dotyczący nie tylko kwestii handlu ale także praw człowieka. Niemcy znajdują się obecnie w bardzo trudnym położeniu także dlatego, że niemieckie społeczeństwo może wywierać silną presję na kolejne protekcjonistyczne ruchy, tym bardziej że niemieckie firmy przegrywają często także poza granicami kraju.

Jeszcze innym polem rywalizacji jest retencja danych. Chiński rząd zarządzał niedawno by niemieckie przedsiębiorstwa z branży motoryzacyjnej były zobligowane do przekazywania danych z samochodów elektrycznych odpowiednim władzom. Obawy o bezpieczeństwo technologiczne oraz kwestię kopiowania technologii, a także prywatność kierowców, są ignorowane.

Konsekwentna budowa przez Chiny Nowego Jedwabnego Szlaku oraz perspektywa Nowego Renesansu Chin sprawiają, że potencjalnych pól do sporu będzie więcej. Z jednej strony nierównowaga gospodarcza oraz problemy w relacjach handlowych (nadwyżka Chin w handlu z RFN stanowi 18 miliardów Euro), z drugiej coraz intensywniejsza ekspansja polityczna może stanowić zagrożenie dla liberalnego modelu demokracji w Niemczech. Problemem jest nie tylko pozycjonowanie się Chin na arenie międzynarodowej jako konkurenta Zachodu w ramach próby stworzenia wielobiegunowego świata, lecz także powiązania chińskiego kapitału z państwem. Reakcją na stosunki gospodarcze mogą być np. kroki polityczne w postaci udzielenia wsparcia dysydentom chińskim czy kwestia Tybetu.

Rozwiązanie powinno być w interesie obu stron, aby problemy gospodarcze nie przerodziły się w problemy społeczne. Być może Chiny powinny bardziej zliberalizować się dla przedsiębiorców z Europy oraz Stanów Zjednoczonych. Nadchodząca dekada powinna być ciekawa, ponieważ same Chiny zmagają się z wieloma strukturalnymi problemami związanymi chociażby z demografią oraz zmianami w chińskiej klasie średniej.

Żyjemy w ciekawych czasach i w interesie zarówno Niemiec i szerzej całej Unii jest obserwowanie sytuacji w Chinach.

 

 

nv-author-image

Jan Żerański

Jan Żerański z wykształcenia prawnik. Kształcił się w Polsce i Japonii, staże zawodowe odbywał w Japonii oraz Niemczech. Z zamiłowania publicysta wolny strzelec oraz transhumanista.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *