Nie zaprzepaścić efektu otwartej granicy w Cieszynie

Mieszkam w Cieszynie niedaleko Mostu Wolności na granicznej rzece Olzie. W tym roku mija sto lat odkąd po Wielkiej Wojnie ustanowiono tu granicę państwową pomiędzy Polską i Czechosłowacją w wyniku podziału Śląska Cieszyńskiego przez paryską Konferencję Pokojową w 1920 roku. Od stu lat mieszkańcy Śląska Cieszyńskiego i podzielonego na dwie części Cieszyna borykają się z absurdalnym i tragicznym balastem granicy państwowej. Przed wiekiem nową granicę i mosty na Olzie w Cieszynie po obu stronach obsadziło wojsko. Teraz w związku z epidemią Covid-19 na cieszyńskich mostach znowu stoją uzbrojone patrole wojskowe. To desantowcy z Gliwic. W pełnym uzbrojeniu i z palcami na cynglach tak jakby spodziewali się ataku terrorystycznego. Po drugiej stronie mostu stanęli żołnierze czescy, którzy nie przypominają terrorystów i w dodatku są sojusznikami z NATO. Jedni i drudzy pilnują, żeby nie rozprzestrzeniał się koronawirus, co w praktyce oznacza wstrzymanie ruchu na moście granicznym.

 

Kiedy wreszcie po zniesieniu w Polsce zakazu wychodzenia do parków i lasów wybrałem się na przechadzkę nad Olzę, na skrzyżowaniu przy granicy stanąłem najpierw naprzeciwko zamkniętego wjazdu na graniczny Most Wolności oko w oko z uzbrojonym desantowcem. Odczułem jednak nie tyle szok ile déjà vu. Z czasów PRL-u pamiętam bowiem wopistów (czyli żołnierzy Wojsk Ochrony Pogranicza) i patrole wojskowe nad Olzą w ponurym okresie stanu wojennego w 1982 roku. Obecni desantowcy skrojeni są według nowocześniejszego sznytu, a przede wszystkim nie przynależą już od Układu Warszawskiego. Tym niemniej odczułem coś w rodzaju zawrócenia w czasie. Obecność uzbrojonego wojska na granicy w Cieszynie kojarzy mi się bowiem z najgorszymi momentami w historii Śląska Cieszyńskiego w ostatnim stuleciu – z krótką wojną czesko-polską w 1919 roku, podziałem Śląska Cieszyńskiego w 1920 roku, polską aneksją Zaolzia w październiku 1938 roku, inwazją wojsk hitlerowskich we wrześniu 1939 roku, inwazją wojsk radzieckich na Czechosłowację w 1968 roku, stanem wojennym w Polsce w 1982 roku. A jednocześnie miałem wrażenie całkiem aktualnej reorientacji przestrzeni geopolitycznej i dziwacznej egzotyzacji swojskiej lokalności. Pod namiotem z zielonego brezentu na Moście Wolności w Cieszynie, moim rodzinnym mieście, żołnierze wyglądają jakby byli na misji w jakimś zapalnym punkcie Globalnego Południa, gdzieś w Afganistanie albo w Iraku.

 

Namioty gliwickich desantowców na cieszyńskim Moście Wolności stanęły przy budynkach pozostałych po urzędzie celnym. Po przystąpieniu Polski do strefy Schengen w 2007 roku budynki, które opuścili celnicy i straż graniczna, zostały podnajęte na sklepy z tanią konfekcją, wózkami dla niemowląt czy wyrobami spożywczymi przeznaczonymi tutaj głównie dla klienteli czeskiej. Do czeskiego, a także słowackiego klienta, skierowana była również oferta targowa na nabrzeżu Olzy.  Z powodu epidemii koronawirusa i zamknięcia polsko-czeskiej granicy w połowie marca cały przybrzeżny handel detaliczny nastawiony na klienta z drugiej strony granicy zamarł niemal zupełnie. W polskiej części Cieszyna dotyczy to na przykład wielkich marketów budowlanych takich jak Castorama czy Leroy Merlin wybudowanych specjalnie blisko granicy ze względu na licznych klientów z Czech i Słowacji. Po obu stronach granicy narastał strach i wprowadzano coraz ostrzejsze restrykcje oparte na społecznym dystansowaniu, dobrowolnej izolacji i przymusowej kwarantannie. Pierwsze dni blokady granicy w połowie marca okazały się dla mieszkańców Zaolzia koszmarem z powodu korków wytworzonych przez TIR-y i ciężarowe samochody dostawcze oczekające na przejazd przez największe przejście graniczne w Cieszynie-Boguszowicach. TIR-y zablokowały główne drogi dojazdowe do granicy od strony Czech i Słowacji. Na Zaolziu w okolicach Trzyńca ludzie nie mogli wydostać się ze swoich domostw do pracy w hucie ponieważ ciężarówki zatarasowały im wyjazd za płot na drogę. Przez kilka następnych dni władze w obu krajach tolerowały przejazd pracowników transgranicznych z Polski do pracy po stronie czeskiej, ale pod koniec marca większość z nich musiała rozstrzygnąć dramatyczny dylemat: pozostać po stronie czeskiej i pracować dopóki zakład lub firma pracuje albo wrócić do kraju i odbywać nakazaną przez władze czternastodniową kwarantannę. Problem dotyczy ponad 45 000 pracowników transgranicznych dojeżdżających i dochodzących do pracy w Czechach głównie z Województwa Śląskiego, zatrudnionych w ponad dwudziestu sektorach czeskiej gospodarki, najczęściej w przemyśle wytwórczym (np. fabryka samochodów Hyundai w Nošovicach), budownictwie, transporcie i logistyce, handlu, przemyśle wydobywczym (kopalnie Zagłębia Karwińsko-Ostrawskiego). Ponieważ zbliżały się święta Wielkanocy większość pracowników transgranicznych zdecydowała się wrócić do kraju, w coraz bardziej niepewnej sytuacji ryzykując nawet utratę pracy, co w wielu przypadkach później, niestety, nastąpiło. Z dnia na dzień ludzie zaczęli tracić dochody i stanowiska, a przygraniczne polskie firmy nie mogły realizować w Czechach zamówień. Bezrobocie, którego jeszcze w lutym na polsko – czeskim pograniczu niemal nie było, w kwietniu zaczęło gwałtownie narastać. Szybki spadek dochodów z powodu braku klientów i zamówień z Czech odczuli też pracownicy handlu, transportu i usług pracujący po polskiej stronie granicy. Widmo bezrobocia i bankructwa rychło przybrało formę realnych życiowych dramatów. Coraz więcej petentów miały urzędy pracy i ośrodki pomocy społecznej. Niepokój, strach i niepewność niebawem zaczęły się przeradzać w gniew, który w sobotę 25 kwietnia sprowadził na nadgraniczne nabrzeże Olzy między Mostem Przyjaźni i Mostem Wolności w Cieszynie kilkaset osób. Protestujący domagali się odblokowania granicy i umożliwienia swobodnego jej przekraczania w związku z pracą w Czechach i dosłownie pokazali polskiemu rządowi czerwoną kartkę. Ten retoryczny gest, choć miał niewielkie szanse, aby go dostrzegli rządzący w Warszawie, świadczył jednak jednoznacznie o ocenie kryzysowej polityki polskich władz państwowych. Oprócz haseł Chcemy pracy i Odblokować granicę skandowano również hasła przeciwko rządzącej partii i jej przywódcy. Demonstracja przebiegła w spokoju, ale dało się odczuć, że desperacja protestujących jest powściągana z trudem. Apele policji o rozejście się i utrzymanie epidemicznego dystansu zostały zignorowane. Jest jasne, że na granicy zrodził się niepokój i gniew, który może mieć wkrótce trudne do opanowania konsekwencje społeczne i polityczne dla całego kraju. Władza państwowa w Polsce powinna także to wziąć pod uwagę i niezwłocznie zrezygnować z rygorystycznego zamknięcia granicy.

 

Blokada polsko-czeskiej granicy na Śląsku Cieszyńskim to nie tylko problem wielu tysięcy polskich pracowników transgranicznych w Czechach. Jej przedłużanie grozi katastrofą dla całej, tak wspaniale rozwijanej po 1989 roku współpracy transgranicznej, która w XXI wieku wzmocniona została przez możliwości współpracy wyszehradzkiej, a po akcesji krajów wyszehradzkich do Unii Europejskiej w 2004 roku mogła liczyć na dofinansowanie z programów unijnych. Ogromne wsparcie finansowe na realizację niezliczonej ilości rozmaitych projektów otrzymały nadgraniczne samorządy i organizacje pozarządowe, które dzięki temu mogły rozwijać z sukcesami swoją działalność. Tymczasem z powodu wprowadzenia antyepidemicznej blokady granic w marcu 2020 roku niemal cała współpraca transgraniczna została zawieszona. Największe międzynarodowe przedsięwzięcia kulturalne w regionie zostały przełożone, a przesunięcie ich terminów na później oznacza nie tylko to, że w tym roku się nie odbędą, ale też, że ich organizacja w następnych latach również stoi pod znakiem zapytania, zwłaszcza w dotychczasowej formule. Dotyczy to nie tylko imprez o charakterze masowym jak choćby polsko-czeskie, miejskie Święto Trzech Braci w Cieszynie i Czeskim Cieszynie, międzynarodowych wydarzeń festiwalowych jak przegląd filmowy Kino na Granicy, który wiosną ściągał do Cieszyna i Czeskiego Cieszyna rzesze miłośników kina czeskiego i słowackiego, festiwalu teatralnego Bez Granic/ Bez hranic, folklorystycznego międzynarodowego Tygodnia Kultury Beskidzkiej, lecz także wielu licznych, bardziej kameralnych przedsięwzięć oraz, oczywiście, całej sezonowej oferty dla turystów. A to właśnie turystyka z możliwością wypadów na stronę czeską była dotąd podstawą dochodów i utrzymania takich beskidzkich miejscowości jak Wisła czy Ustroń. Palący problem polsko- czeskiego pogranicza to więc nie tylko kwestia powrotu polskich transgranicznych pracowników do pracy w Czechach, lecz fundamentalny dylemat być albo nie być dla całego nadgranicznego regionu. Tylko odblokowanie granicy, przywrócenie schengeńskiej normalności z komunikacją transgraniczną zintegrowaną z ważnymi węzłami komunikacyjnymi w Europie Środkowej może uchronić Śląsk Cieszyński przed katastrofalnymi skutkami gospodarczymi i społecznymi.

 

Zamknięcie granicy w sytuacji jakoby wyższej  konieczności, a więc praktyczne zawieszenie układu z Schengen, ujawniło z całą ostrością specyfikę Śląska Cieszyńskiego jako obszaru o tożsamości wielokulturowej i pluralistycznej, gdzie wielonarodowe, transkulturowe współistnienie owocuje bardzo dobrą współpracą, kreatywnością w wielu różnych dziedzinach, a także po prostu lepszym wzajemnym zrozumieniem, dobrym partnerstwem – choć wydać się to może stwierdzeniem patetycznym i naiwnym – autentyczną przyjaźnią ponad podziałami narodowymi, państwowymi czy wyznaniowymi. Już tydzień po zamknięciu granicy na Olzie między Mostem Przyjaźni i Mostem Wolności pojawił się zwrócony na drugi brzeg baner z wyznaniem Tęsknię za Tobą, Czechu, na który odpowiedział wywieszony po czeskiej stronie baner I ja za Tobą też, Polaku. I to było szczere wyznanie, podobnie jak oświadczyny młodego Czecha, który w podobnej formie przekazu poprosił swoją polską wybrankę o rękę – przez rzekę i zamkniętą granicę. Teraz kochankowie, partnerzy, przyjaciele, kompani od piwa w gospodach są rozłączeni, a bliskie rodziny rozdzielone. To jest nienaturalne, brutalne rozdzielenie, które nie powinno trwać ani dzień dłużej niż potrzeba. Większość ludzi na pograniczu instynktownie wyczuwa, że granice są złe, że są bliznami po wielkich rozdarciach i nieszczęściach, po wojnach i totalitaryzmach. Trzydzieści lat doświadczeń w warunkach wolności, demokracji i europejskiej integracji wytworzyło tu nową społeczną, cywilizacyjną i kulturową jakość oraz pozytywny stan uczuć, o którym nie śniło się europejskim dyplomatom rozdzielającym przed stu laty w Paryżu Śląsk Cieszyński pomiędzy Polskę i Czechosłowację. To efekt otwartej granicy, wartość szczególnie teraz istotna w Środkowej Europie, oparta na europejskiej, ponadnarodowej polityce otwarcia i wolnego przepływu ludzi i towarów. Tych unijnych gwarancji dla wolności, demokracji, praworządności, rozumu i ponadnarodowej solidarności nie można na polsko-czeskim pograniczu zaniechać, a efektu otwartej granicy nie można zaprzepaścić. Przez zamknięcie granic nie trzeba przydawać ludzkich nieszczęść.

 

 

 

nv-author-image

Zbigniew Machej

Zbigniew Machej jest poetą, tłumaczem, eseistą; pracował jako dziennikarz, menedżer kultury i dyplomata.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *