To nie jest klęska demokracji, lecz lewicowego liberalizmu

W swoim często cytowanym artykule „Klęska demokracji”, politolog Albrecht von Lucke chce pokazać, że niemiecka demokracja przeżywa kryzys. Tekst można uznać za gruntowne podsumowanie i aktualny obraz lewicowego liberalizmu, ponieważ zgromadzane są w nim – w porządku raczej asocjacyjnym niż logicznym – wszystkie lęki lewicowego liberalizmu, który, zamykając oczy na rzeczywistość, w ostatnich dziesięcioleciach zagubił główną ideę liberalizmu, jaką jest wolność. I to w takim stopniu, w jakim zapewnił sobie monopol na interpretację faktów.

 

Kilka lat temu pewien kierowca wjechał swoim BMW do rzeki Haweli, zjeżdżając z krawędzi promu. Na wieść o tym zdarzeniu reagowano lekkim uśmieszkiem, tym bardziej że kierowca domagał się odszkodowania od BMW, twierdząc, iż polegał na systemie nawigacyjnym. Firma uzasadniła swoją odmowę argumentem, że nawet system nawigacyjny nie zwalnia kierowcy z obowiązku patrzenia na drogę. Lewicowy liberalizm naszych czasów przypomina owego kierowcę. Uparte koncentrowanie się na systemie nawigacyjnym przeszkadza mu dostrzec rzeczywistość, w której, jego zdaniem, skandal goni skandal. Współczesny lewicowy liberalizm skupia się na skandalach, zamiast na rzeczywistości.

 

Jeśli utrata związków z rzeczywistością prowadzi do mylenia własnych snów z realnym światem   to można to nazwać zamykaniem oczu na teraźniejszość. W obliczu globalnych przemian zaniepokojony lewicowy liberał wszędzie przeczuwa działanie mrocznych sił. Zbliżające się niebezpieczeństwo widzi w „trójcy: Höcke, Orban, Trump”, którą Albrecht von Lucke wymienia w Klęsce demokracji. Posuwa się nawet dalej i ostrzega przed zmierzchem demokracji, nadciągającym z „autorytarnego Wschodu – od Chin poprzez Węgry, aż po Saksonię” i grożącym „autorytarną orientalizacją”. Czytelnik czuje, jakby przeniósł się do świata Władcy Pierścieni, niemieckiej demokracji zagraża istny spisek Chińczyków i Saksończyków, Mordor działa w sojuszu z białym magiem. Jednak oświecony mieszkaniec Zachodu, który jak tylko ruszy tropem mrocznych mocy, to już się nie zatrzyma; w końcu chodzi o archetypiczną walkę dobra ze złem – a tym razem Niemcy walczą po właściwej stronie. Liberalny Zachód jest atakowany przez mroczne armie „…osi prawicowych populistów w Polsce, na Węgrzech i we Włoszech”. Wydaje się, że w centrum globalnego „kontrastu systemowego”, o którym pisze von Lucke, znajdują się Węgry, a jeśli nie Węgry, to Saksonia. Z perspektywy zachodnioniemieckiej i tak ich nie można od siebie odróżnić. Natomiast Polacy z pewnością się ucieszą, że teraz należą do owych „państw osi”, zaś Włosimogą już przygotowywać uroczystości w Mediolanie czy w Palermo, gdyż w końcu przydzielono ich do Europy Wschodniej.

 

Z lewicowo-liberalnego punktu widzenia – w quasi religijnej dychotomii nieba i piekła – istnieją „dwa główne modele polityczne XXI wieku” osadzone na antypodach: „prawdziwa, narodowa demokracja z autorytarnym przywódcą z jednej strony, z drugiej zaś czysto formalna, pluralistyczna demokracja z liberalnym podziałem władzy”. Postawienie sprawy w ten sposób jest tak beznadziejnie fałszywe, że nie można tego nawet obalić, ponieważ przeciwieństwem lewicowego liberalizmu w rzeczywistości jest komunitaryzm. Ale pomijając ten fakt, a podążając za dalszym tokiem rozumowania, to z artykułu jasno wynika, że lewicowi liberałowie nie stoją po stronie „demokracji pluralistycznej”, ponieważ „czysto formalna, pluralistyczna demokracja z liberalnym podziałem władzy” ma charakter przedstawicielski, opiera się na decyzjach większościowych i zobowiązuje partie polityczne zaangażowane w proces decyzyjny do uzyskania większości głosów dla swoich celów politycznych. Viktor Orbán ponownie został wybrany na premiera przez naród węgierski w wolnych wyborach w 2018 r., uzyskując jeszcze więcej głosów niż ostatnim razem. Również partia Jarosława Kaczyńskiego w tym roku ponownie wygrała wybory. Także Donald Trump wygrał w demokratycznych wyborach. Nie trzeba się zgadzać z tymi politykami, ale nie przystoi demokracie, aby poddawał w wątpliwość legalność wyborów, tylko dlatego, że nie zostały wybrane te osoby, których by sobie życzył. Czy nie jest to przejaw arogancji wobec obywateli Węgier i Polski, którzy sami wywalczyli sobie demokrację i wolność, podczas gdy zachodnioniemieccy zwolennicy polityki umiarkowanej skłonni byliby poświęcić te wartości dla własnego dobrobytu i uprzedzeń?

 

Czy dla lewicowego liberała demokratyczne wybory zmieniają się w „autorytarną orientalizację”, czyli w tworzenie „wewnętrznych podziałów i odwrót od demokracji”, tylko dlatego, że większość obywateli najwyraźniej nie chce oddawać głosów na lewicowych liberałów? Jeśli tak, to lewicowo-liberalna definicja demokracji brzmi następująco: w społeczeństwie demokratycznym można wybrać dowolny kierunek polityczny, o ile jest on lewicowo-liberalny.

 

Czy wybory można uznać za głos narodu, jeżeli większość wyborców odrzuca koncepcję otwartych granic i skłania się ku podejściu wspólnotowemu? Liberalny ekonomista Milton Friedman słusznie twierdził, że można mieć otwarte granice i państwo opiekuńcze, ale nie oba jednocześnie. Również lewicowcy muszą przypomnieć sobie, że państwo narodowe właściwie jest projektem pierwotnie lewicowym. Jakim prawem można zarzucać obywatelom, że głosują za państwem opiekuńczym, za swoimi interesami oraz interesami ich dzieci i kraju? Spadek popularności największych partii wynika głównie z faktu, że coraz bardziej nie rozumieją interesów swoich wyborców, a nawet uznają je za nielegalne, „prawicowe”. Trend ten sprzyja Partii Zielonych i AfD, ponieważ do nich przechodzą dotychczasowi wyborcy SPD i CDU, przy czym tymczasowy wzrost poparcia dla Partii Zielonych dokonuje się również na skutek masowego wsparcia medialnego, pozostawiając ujemne saldo głosów w SPD i w Lewicy, a w mniejszym stopniu w CDU. Sama CDU im bardziej kieruje się w lewo, tym więcej wyborców traci na rzecz AfD.

 

Jak na ironię, problem w analizie Albrechta von Lucke polega na tym, że demokracja pluralistyczna lub przedstawicielska funkcjonuje całkiem dobrze. To właśnie środowiska lewicowe lub lewicowo-liberalne wprowadzają w życie modele, które mają zmienić przedstawicielski charakter demokracji, ale właśnie dlatego, że się sprawdza. Począwszy od pomysłu przeprowadzania wyborów w drodze losowania1, obniżenia wieku wyborczego2 w nadziei, że uczniowie – którzy uczęszczają do ideologizujących szkół, zastępujących wiedzę kompetencjami – również zagłosują na lewicę; przez pomysły z wprowadzeniem parytetów3, a wkrótce być może procentowego udziału migrantów4; albo, jak to zaproponowała Die Zeit, wpisując się w najlepsze tradycje demokratyczne: należy wdrożyć programy przesiedleńcze5 na terenie dawnego NRD, aby zmienić strukturę ludności, a tym samym również wyniki wyborów. Są to pomysły, których po liberałach nikt by się nie spodziewał i które nie istnieją w klasycznym liberalizmie. John Stuart Mill wyraziłby zdumienie w związku z takimi propozycjami, a on sam uchodziłby dzisiaj przypuszczalnie za prawicowca.

© Zygmunt Januszewski

 

Staje się coraz bardziej oczywiste, że lewicowi liberałowie nie myślą już o demokracji pluralistycznej, lecz o demokracji, która nie opiera się na decyzjach i głosowaniach większościowych, lecz na pojęciu Volonté Générale Jeana Jacquesa Rousseau, czyli na woli powszechnej. Demokratyczne w tym przypadku nie jest to, czego chce większość, ale to, co w jakiś sposób odpowiada dobru wspólnemu, które ktoś nam zdefiniował. Demokracja według Rousseau, która, nawiasem mówiąc, zdecydowanie odrzuca zasadę przedstawicielstwa, a którą Albrecht von Lucke de facto reprezentuje w tekście, próbując zdyskredytować demokratycznie wybranych polityków jako antydemokratów, zawsze kończyła się dyktaturą. Najpierw objawiła się w Komitecie Ocalenia Publicznego w czasie Rewolucji Francuskiej jako narzędzie Jakobinów, a następnie doprowadziła do contradictio in adjecto socjalistyczną demokrację, która również zrezygnowała z decyzji większościowych, aby działać na rzecz wspólnego dobra, czyli interesów klasy robotniczej. Podczas gdy demokracje pluralistyczne wychodzą od tego, czego chcą obywatele, to demokracje mówiące o dobru wspólnym decydują, kim powinni być obywatele, jeśli chcą nadal pozostać obywatelami.

 

Albrecht von Lucke w swoim artykule określa „problem zmian klimatycznych” jako „być może największe globalne zagrożenie” – w ten sposób wprowadził nową wolę powszechną, nowe Volonté Générale, któremu wszystko musi się podporządkować. To nie przypadek, że niemiecka Rada Ekspertów ds. Środowiska, której skład budzi wątpliwości, oznajmia w ramach zasady strategicznej, że wszystkie decyzje w Republice Federalnej Niemiec muszą być uzależnione od ich wpływu na klimat. Ministerstwo Środowiska ma zostać przekształcone w Superministerstwo, które otrzyma prawo do inicjowania aktów prawnych, także poza obszarem swojej działalności, oraz, analogicznie do Ministerstwa Finansów, suspensywne prawo sprzeciwu wobec wszystkich innych inicjatyw ustawodawczych. Ponadto Rada Ekspertów sugeruje powołanie Rady ds. Sprawiedliwości Pokoleniowej, która miałaby być zakotwiczona w konstytucji – nawet niezgodnie z ustawą zasadniczą. Jej członkowie to zewnętrzni „eksperci” wybierani przez Bundestag i Bundesrat na 12 lat. Rada rozpatruje wszystkie projekty ustaw: „Aby wzmocnić funkcję rady, należy przyznać jej ograniczone przedmiotowo i zawieszające prawo weta”6. Zatem gremium bez demokratycznej legitymacji, wybierane na 12 lat, czyli na trzy okresy legislacyjne Bundestagu, personalnie niezmienne, taki ekologiczny Komitet Ocalenia Publicznego, uzyska prawo weta wobec wszystkich projektów ustaw Republiki Federalnej Niemiec? Prawo weta wobec demokratycznie wybranego i uprawnionego parlamentu? Na tej podstawie, nawiasem mówiąc, Partia Zielonych we wniosku Działać – i to teraz! Środki na rzecz kraju neutralnego klimatycznie7, wysuniętym przez zarząd na konferencję partyjną, domaga się uwzględnienia ochrony klimatu i celów klimatycznych w ustawie zasadniczej, co poprzez masową jej nowelizację doprowadzi do sprzeczności przepisy konstytucyjne, jak i do poważnego zakłócenia konstytucyjnego systemu. Za uzasadnienie podaje się tutaj przyjmującą niejasny kształt apokalipsę klimatyczną, które w oparciu o nowe Volonté Générale czyni „bilans dobra wspólnego”8 wiążącym kryterium. Jednocześnie „bilans dobra wspólnego” jest pojęciem ideologicznym, opartym na pasującej akurat definicji dobrobytu, które zastąpić ma obiektywne kryterium, jakim jest PKB.

 

Tkwiąc w swoim świecie jako woli i wyobrażeniu, lewicowi liberałowie obawiają się wszystkiego, co w jakikolwiek sposób ma związek z rzeczywistością. Dodajmy do tego propozycję Rady Ekspertów, aby powołać urząd, którego zadaniem będzie sporządzenie „inwentaryzacji przepływu surowców”, począwszy od ich wytwarzania i przetwarzania, aż po zużycie lub utylizację, w celu „opracowania skuteczniejszych środków kontroli przepływu…”9, a okaże się, że lewicowi liberałowie planują całkowitą przebudowę systemu, którego rzekomo bronią.

 

Oś polityczna w Republice Federalnej jest mocno przesunięta w lewo, a każdy głos krytyczny potępiany jako przesunięcie w prawo. Szerokie kręgi lewicowe i lewicowo-liberalne domagają się obecnie przebudowy systemu. Żąda się centralnego zarządzania gospodarką, wywłaszczenia, zakazów i środków przymusu, czyli tego wszystkiego, co starsi Niemcy ze Wschodu dobrze pamiętają – i przeciwko czemu w młodości się zbuntowali. Wschód nie jest populistyczno-prawicowy, prawdopodobnie jest bardziej liberalny niż lewicowi liberałowie. W każdym razie organ, który opracowuje „środki kontroli przepływu” dla   tworzyw sztucznych ma duży potencjał do ingerowania w gospodarkę narodową i miałby ogromną władzę. Mógłby całkowicie sterować gospodarką tak jak Państwowa Komisja Planowania regulowała gospodarkę w dawnym NRD. Czy dążenie do stworzenia kompleksowej biurokracji klimatycznej, która zamierza kontrolować całe życie w tym kraju, pasuje do idei liberalizmu, do idei wolności.

 

Wiadomo, że społeczna gospodarka rynkowa i demokracja są ze sobą powiązane, nie mogą bez siebie istnieć, redukcja jednego odbywa się kosztem drugiego. Wówczas nie trzeba długo czekać na zniesienie wolności prasy i wolności słowa. Annalena Baerbock z Partii Zielonych już nawołuje, aby „negatorów klimatu” (chodzi o krytyków klimatycznej apokalipsy, bo któż może „negować” klimat i zmiany klimatyczne) pozbawić głosu w mediach. Demokracja, czyli spór na argumenty, musi zostać zawieszona, skoro samemu nie dysponuje się solidnymi argumentami – w innym wypadku nie trzeba przecież obawiać się dyskusji. Lepiej jednak siedzieć w swojej bańce i wydawać rozkazy. Ze starej marksistowskiej teorii o walce klas lewicowi liberałowie reaktywowali postać wroga, którego trzeba zwalczać wszelkimi środkami.

 

Kiedy Albrecht von Lucke dochodzi do wniosku, że kraj wydaje się mocno „podzielony”, to wyraża się w sposób uproszczony i niesprawiedliwy. Uproszczony dlatego, że tylko dyktatury próbują stworzyć społeczeństwo niepodzielone i homogeniczne. Należałoby zatem zdefiniować w końcu ten powszechnie stosowany termin o podziale kraju. Problem polega na tym, że pluralizm dojrzałych obywateli, którzy mają odwagę korzystać ze swojego rozumu i być krytyczni, jak to kiedyś ujął Immanuel Kant, jest teraz postrzegany – co lewicowi liberałowie potwierdzili na łamach Frankfurter Allgemeine Zeitung – jako język AfD, podczas gdy dobry demokrata ma być potulny jak owieczka i wobec państwa wykazać się tylko w jeden sposób – okazać zaufanie. Aby mu się to udało i żeby obserwacja rzeczywistości nie zrodziła w nim szeregu pytań, powinien całkowicie zawierzyć kierownictwu „elit interpretacyjnych”. Jeśli się nad tym zastanowić, to idealny przykład obywatela, którego pragną lewicowi liberałowie, odnaleźć można nie u Immanuela Kanta, ale w postaci Diedericha Heßlinga z powieści Heinricha Manna Poddany. Nie chodzi więc o pluralizm. Wręcz przeciwnie: pluralizm, za którym rzekomo opowiada się Albrecht von Lucke – twierdząc tak w tekście i jednocześnie sobie zaprzeczając – zostaje zniesiony, skoro wywiera się presję na centrum; ponieważ walka z prawicą oznacza w rzeczywistości walkę z centrum społeczeństwa.

 

To nie w porządku mówić o podzielonym kraju, jeśli samemu doprowadza się do jego rozłamu, orzekając, że wszyscy na prawo od politycznej lewicy są prawicowymi populistami, a sobie samemu przypisuje się stanowisko neutralnego arbitra w sprawie podziału społeczeństwa. Kto zatem dzieli społeczeństwo, kto w rzeczywistości zmienił politycznego przeciwnika we wroga, którego należy zniszczyć? Oto kilka wyselekcjonowanych przykładów z bogatej kolekcji cytatów, które potwierdzają powyższe słowa:

Redaktor tygodnika Der Spiegel Hasnain Kazim opublikował 1 listopada następujący tweet: „Nie chodzi o to, aby dotrzeć do wyborców AfD. Chodzi o to, aby ich wykluczyć, potępiać, trzymać na uboczu, utrudniać im życie, pociągnąć do odpowiedzialności za chęć utorowania neonazistom i rasistom drogi do władzy”. „Wykluczyć”, „potępiać”, „trzymać na uboczu”, „pociągnąć do odpowiedzialności”, ponieważ korzystają oni ze swojego konstytucyjnego prawa do głosowania? Lewicowo-liberalne pozdrowienia miłosne, rewolucyjny terror à la Saint-Just czy może wniosek o przyjęcie na wysokie stanowisko w nowo tworzonym urzędzie Stasi? Pewna publicystka ze stacji NDR zatweetowała: „Od jutra waliłabym bez zastanowienia po mordzie co piątą osobę w Turyngii, którą bym spotkała”. W programie NightWash stacji WDR młoda komediantka Maria Clara Goppler, która z pewnością również walczy z prawicą, raczyła przeważająco młodą publiczność, określającą się raczej jako lewicowa i humanistyczna, następującymi żartami: „Co mnie drażni w awokado: jeśli zostawisz je na trochę dłużej, bardzo szybko zmienia kolor na brązowy, tak jak Saksończycy, ich też się zostawiło samym sobie. Jest pewna sztuczka, wyciskasz trochę soku cytrynowego na awokado i nie robi się brązowe. Dlatego proponuję, żebyśmy po prostu wzięli samoloty przeciwpożarowe, napełnili je sokiem cytrynowym i niech przelecą nad Chemnitz. A jeśli to nie zadziała: Napalm!”10 Napalm nad Chemnitz? Samoloty z napalmem przypominają fotografię, której nie można zapomnieć, jeśli raz się ją zobaczy: nagie, płaczące wietnamskie dzieci uciekają drogą po ataku z użyciem napalmu. Nowy niemiecki humanizm czy stara koncepcja zagłady?

 

Nawiasem mówiąc, to nie AfD stanowi problem, chociaż problemem stać się może, ponieważ AfD jest dzieckiem CDU, które swój rozwój zawdzięcza po części lewicowym liberałom – także tym, których wypowiedzi właśnie przytoczono. Jak pisał Bertolt Brecht: „Tak kształtuje się człowiek / Kiedy mówi tak, kiedy mówi nie / Kiedy bije, kiedy jest bity / Kiedy tu się przysiądzie / Kiedy tam się przysiądzie”. Kiedy lewicowy liberalizm oświadcza, że wszystko, co nie jest z nim zgodne, jest „prawicowe”, to wtedy sam stwarza to, czego się obawia. Obecnie obserwujemy skutki strategii CDU, która, przesuwając się w lewą stronę, odsłania prawą flankę i coraz bardziej traci centrum. Politolog Werner J. Patzelt nazwał to luką reprezentacyjną. Pomiędzy CDU i AfD rośnie duży potencjał wyborczy, który pójdzie w ramiona AfD, jeśli nie potraktuje się go poważnie i będzie się go obrażać i lekceważyć.

 

Najsilniejszym argumentem przemawiającym za demokracją jest wolność. Wraz z porzuceniem tej podstawowej wartości lewicowi liberałowie tracą wszystko. W lewicowo-liberalnej gazecie Freitag napisano: „Ekodyktatura? Tak, poproszę”. Z powodu kryzysu klimatycznego kwestie społeczne dla redaktora naczelnego magazynu Stern zeszły na drugi plan i obecnie opowiada się on za najbardziej liberalnymi metodami, czyli za przymusem: „Straciliśmy dużo czasu, dlatego teraz chodzi o to, aby wywierać presję, nawet w przypadku oporu […] przymus, zakaz, kontrola i kara. Boli, że trzeba pisać coś tak autorytarnego. Musimy jednak zaakceptować takie regresy cywilizacyjne, aby uratować cywilizację”. Taką argumentację zawsze stosowali totalitaryści, wielcy zbrodniarze ludzkości, którzy usprawiedliwiali swoje zbrodnie wyższymi celami i apokaliptycznymi koniecznościami. Aby narzucić nasze wyobrażenie o życiu, czyli „cywilizację”, musimy zaakceptować „regresje cywilizacyjne”, jak na przykład ograniczenie demokracji. Tymczasem ograniczona demokracja jest już po prostu dyktaturą.

 

Jeśli komuś zależy na demokracji, to powinien obserwować nie tylko zagrożenia po stronie skrajnej prawicy, ale także samowolne ekscesy lewicowych liberałów, którzy sami się stopniowo radykalizują. Aby zapobiec lekceważeniu przytoczonych wypowiedzi, nie cytowano tutaj osób, które czasem tweetują, aby odreagować, albo autorów, którzy wyrażają swoje myśli na mało znanej stronie internetowej, ale cytowano przedstawicieli głównych mediów. Jak te wypowiedzi wpisują się w stwierdzenie Albrechta von Lucke, że demokratyczne instytucje państwowe powinny zostać wzmocnione?

 

Twierdzenie, że „siły lewicowe” muszą bronić demokratycznego państwa przed „prawicą”, zawężają perspektywę do jednego wymiaru. Tymczasem nawet dziennik Die Welt nie mógł pominąć pewnych faktów z 5 listopada 2019 roku: „Fala lewicowej przemocy ekstremistycznej przetacza się przez niemieckie miasta, zwłaszcza przez Berlin, Hamburg i Lipsk. Uczestnicy akceptują nie tylko ryzyko zranienia osób, ale również spowodowania gorszych rzeczy, do których doprowadzić mogą pożary i ataki – jak w Lipsku, gdzie ludzi trzeba było ewakuować z domów, ponieważ najwyraźniej zaistniało zagrożenie dla życia i zdrowia”. W Lipsku lewica broniła demokracji w ten sposób, że bohatersko zaatakowała kierowniczkę firmy deweloperskiej i raniła ją w twarz. Obrońcy demokracji wyjaśnili: „Postanowiliśmy zatem uderzyć osobę odpowiedzialną za budowę problematycznego projektu na południu Lipska tam, gdzie naprawdę boli – w twarz”. W obronie demokracji podano do wiadomości publicznej jej adres w formie listu gończego11. Poza tym dochodzenia w sprawie lewicowo-ekstremistycznej przemocy spotykają się z „odrzuceniem” i „szyderstwem” ze strony lewicowo-liberalnych członków Partii Zielonych i przedstawicieli Lewicy12. W swoim artykule von Lucke nie wspomniał też o obronie demokracji przez lewicowców podczas szczytu G8 w Hamburgu, która najwyraźniej stanowiła wzorcowy przykład zachowań demokratycznych. Albo walka lewicowych ekstremistów z gentryfikacją dzielnic w dużych niemieckich miastach za pomocą podpalania samochodów. Niedawno studenci w Hamburgu bronili wolności słowa w naszym kraju, blokując wykład Bernda Lucke na temat makroekonomii.

 

To prawda, że instytucje demokratyczne muszą zostać wzmocnione i że trzeba wypowiedzieć walkę niedemokratycznym siłom, czyli ekstremistom zarówno prawicowym, jak i lewicowym, ale nieposiadające demokratycznej legitymacji organizacje pozarządowe nie należą do instytucji demokratycznych. Nie broni też demokracji ten, kto ślepy jest na jedno oko i mniema, że może wykorzystywać lewicowych lub prawicowych ekstremistów jako oddziały ochotników do walki z przeciwnikami lub wrogami politycznymi.

 

Albrecht von Lucke uważa, że „przejmowanie prawicowej retoryki przez partie obywatelskie jest dziś być może najbardziej negatywnym skutkiem prawicowego populizmu”. Jako historyk ma tą przewagę nad politologiem, że dysponuje pamięcią długoterminową. Z perspektywy historycznej niebezpieczeństwo jest bowiem odwrotne i polega na tym, że każdy pogląd, który kilka lat temu całkowicie pasował do centrum, obecnie piętnowany jest jako ekstremalnie prawicowy. Angela Merkel na konferencji partyjnej w Lipsku w 2003 r. mówiła tak: „Oczywiście trzeba o tym mówić, że prawo do azylu jest nadużywane. Oczywiście trzeba powiedzieć, że konsekwencją może być tylko kontrola i ograniczenie imigracji. Wszystko inne nie spotka się z akceptacją obywateli”. Fakt, że w międzyczasie rzecz przeciwną uczyniła racją stanu, jest jedną z przyczyn awansu AfD. Wtedy padły z jej strony takie słowa: „Niektórzy z naszych przeciwników nie mogą się powstrzymać, aby w debacie o imigracji odesłać nas do prawicowo-ekstremistycznego kąta tylko dlatego, że zwracamy uwagę na niebezpieczeństwo równoległych społeczeństw w związku z imigracją”. Dawne centrum przesunęło się w lewo i pozostawiło po sobie próżnię.

 

W 2005 r. socjaldemokrata i były kanclerz Helmut Schmidt wyraził się zresztą następująco: „Musimy powstrzymać dalszą imigrację z obcych kultur. Imigracja ludzi ze wschodniej Anatolii lub z Afryki Subsaharyjskiej nie rozwiązuje problemu, a jedynie stwarza kolejny poważny problem. Nie byliśmy w stanie faktycznie zintegrować tych wszystkich ludzi. Siedem milionów obcokrajowców w Niemczech powoduje nieprawidłowy rozwój sytuacji, za co odpowiedzialna jest polityka”. Podczas gdy lewicowi liberałowie opłakują kulturę prowadzenia debaty w starej Republice Federalnej, to przy okazji zapominają, jak szeroki zasięg miała ta kultura, którą – w przeciwieństwie do teraźniejszości – prezentowali nawet nadawcy publiczni i główne media prasowe. Albrecht von Lucke popełnia poważny błąd interpretacyjny, twierdząc, że „po raz pierwszy w najnowszej historii Republiki Federalnej zdecydowanie prawicowe myślenie” nie jest już publicznie potępiane. Warto zauważyć, że von Lucke pisze „zdecydowanie prawicowe myślenie”, a nie „prawicowy ekstremizm” lub „radykalne myślenie prawicowe”; pisze raczej o myśleniu, które nie odpowiada lewicowemu liberalizmowi. Ale kiedy było potępiane i dlaczego ma być potępiane? Franz Josef Strauß postulował kiedyś, że na prawo od CSU nie powinna istnieć żadna demokratycznie legitymująca się partia. Sama ta wypowiedź jest wystarczającym dowodem na to, że fakty są przekręcane. Nie istnieje też potrzeba „wyzwolonego myślenia prawicowego”. Za pomocą owej potrzeby Albrecht von Lucke próbuje wytłumaczyć fakt, że lewicowi liberałowie wprawdzie zapewnili sobie monopol interpretacyjny w mediach i w kulturze, akceptując poważne straty jakościowe, ale ta hegemonia się załamuje, ponieważ rozdźwięk między rzeczywistością a ideologią utrzymać można tylko za pomocą coraz bardziej ponurych gróźb i insynuacji.

 

Lewicowi liberałowie znajdują się pod podwójną presją. Z jednej strony naciskają ci, którzy opowiadają się za racjonalizmem politycznym i obserwują rzeczywistość, więc można powiedzieć, że sama rzeczywistość wywiera presję; z drugiej strony naciskają ci, którzy nawet nie wiedzą, czym jest rzeczywistość, ani nie muszą wiedzieć, ponieważ dla nich rzeczywistość ma wymiar czysto ideologiczny, który można dowolnie konstruować i dekonstruować. Wejście do establishmentu generacji z lat sześćdziesiątych – przede wszystkim w sferze kultury, edukacji i mediów – oraz stworzenie odizolowanej od rzeczywistości koncepcji patriotyzmu konstytucyjnego, ostatecznie zapewniło lewicowym liberałom monopol interpretacyjny. Ale młodzi lewicowicy i lewicowi liberałowie nie interesują się już teorią krytyczną ani ideami Jürgena Habermasa. Swoją ideologię odnajdują w dekonstruktywizmie, w klimatyczno-postkolonialno-tożsamościowej polityce gender, w jakimś konglomeracie, w którym chodzi o uczucie, nie o wiedzę, o konstrukcję i dekonstrukcję, nie o analizowanie i poznanie, o obskurantyzm, nie o oświecenie, o oburzenie, nie o argumentację. Lewicowy liberalizm przypomina bardzo starego, białego mężczyznę, który biega za nowymi dekonstruktywistami ze strachu, że przegapi ostatnią imprezę w swoim życiu.

Demokracja nie przeżywa kryzysu, lecz funkcjonuje prawidłowo, w przeciwieństwie do lewicowego liberalizmu, który nie chce się zmodernizować, żyje w marzeniach, a nie w realnym świecie i, nawet tego nie zauważając, z awangardy cofnął się do ariergardy. Wydaje się, że wciąż tkwi – jak w przypadku Albrechta von Lucke – w czasach dawnej Republiki Federalnej, którą niedokładnie, ale rzewnie wspomina. Lewicowy liberalizm walnie przyczynił się do tego, że podziały w Niemczech się zaostrzają; ponosi odpowiedzialność za piętrzące się problemy w kraju, a mimo to w potoku jego frazesów nie można znaleźć nic, co pomogłoby rozwiązać te problemy, zapewnić Niemcom dobrobyt i stworzyć podstawy do tego, aby kiedyś nasze dzieci miały się lepiej niż my. To przecież pierwszorzędna kwestia socjalna/społeczna. Tymczasem lewicowy liberalizm fiksuje na punkcie swojego wyobrażenia o wolności jednostki i pogrąża się w delirycznym szaleństwie zakazów i ograniczania demokracji ze względu na klimat lub inne idee wspólnego dobra, których jedynym celem jest mobilizacja na rzecz przebudowy społeczeństwa. To nie jest klęska demokracji, ale lewicowego liberalizmu. Przyznać trzeba, że trochę go jednak szkoda.

 

1 Heinrich Geiselberger (red.), Die große Regression. Eine internationale Debatte über die geistige Situation der Zeit, Berlin 2017, s. 289; https://www.faz.net/aktuell/politik/inland/buergerbeteiligung-mit-dem-losverfahren-die-demokratie-retten-16268760.html

2   W Brandenburgii minimalny wiek uprawniający do głosowania do parlamentu kraju związkowego wynosi 16 lat. Co ciekawe, w wyborach w 2019 r. wśród wyborców w przedziale wiekowym między 16 a 24 rokiem życia wygrała Partia Zielonych, druga była AfD.

3   Zob. Ustawa parytetowa Kraju Związkowego Brandenburgia

4 https://www.spiegel.de/politik/deutschland/integrationsbeiraete-fordern-kommunales-wahlrecht-fuer-migranten-a-1286843.html

5 https://www.zeit.de/politik/deutschland/2019-10/landtagswahlen-ostdeutschland-thueringen-afd-sachsen-brandenburg

6 Demokratisch regieren 
in ökologischen Grenzen – Zur Legitimation von Umweltpolitik

            SonderGUTACHTen, Geschäftsstelle des Sachverständigenrates für Umweltfragen (SRU) Berlin Mai 2019 , S. 21

7 https://cms.gruene.de/uploads/documents/20191004_Handeln__und_zwar_jetzt_Massnahmen_f%C3%BCr_ein_klimaneutrales_Land.pdf

8   Ibidem.

9 Demokratisch regieren 
in ökologischen Grenzen – Zur Legitimation von Umweltpolitik

            SonderGUTACHTen, Geschäftsstelle des Sachverständigenrates für Umweltfragen (SRU) Berlin Mai 2019 , S. 21

10 https://www.youtube.com/watch?v=uVqSZlSQKz4

11         Zob. m.in.: https://www.zeit.de/politik/deutschland/2019-11/extremismus-linksextremismus-soko-linx-anschlaege-gewalt-ermittlungen/komplettansicht

12 https://www.zeit.de/politik/deutschland/2019-11/extremismus-linksextremismus-soko-linx-anschlaege-gewalt-ermittlungen/komplettansicht

nv-author-image

Klaus-Rüdiger Mai

Klaus-Rüdiger Mai, doktor filozofii, pisarz i publicysta. Studiował germanistykę, historię i filozofię, autor licznych biografii, książek popularnonaukowych z zakresu historii, esejów, recenzji, felietonów politycznych i powieści.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *