Niemcy: skrajna prawica w natarciu

Prawicowy ekstremizm stał się „realnym zagrożeniem“, stwierdził niedawno podczas konferencji prasowej niemiecki minister spraw wewnętrznych Horst Seehofer. Słowa te świadczą o strachu, który po zabójstwie chadeckiego samorządowca Waltera Lübcke z początku czerwca ogarnął wielu polityków – nie tylko w kręgach CDU/CSU. Początkowe zeznania podejrzewanego o dokonanie zbrodni Stephana Ernsta nie pozostawiały wątpliwości: po raz pierwszy od 1945 roku niemiecki polityk zginął z rąk neonazisty, zastrzelony na tarasie własnego domu niedaleko Kassel. Mimo iż podejrzany odwołał niedawno swoje wcześniejsze, bardzo szczegółowe zeznania, wciąż ciążą na nim poważne zarzuty. Jeśli okaże się, że Stephan Ernst rzeczywiście dokonał tej zbrodni i nie działał w pojedynkę – na co wskazywałyby już jego powiązania ze środowiskiem skrajnej prawicy – czyn ten wyznaczać będzie nowy etap w rozwoju prawicowego terroryzmu, a mianowicie wypowiedzenie wojny demokratycznemu państwu prawa.

 

Wypowiedź Seehofera pokazuje również, że zbyt długo i powszechnie wypierano w Niemczech zagrożenie płynące ze strony skrajnej prawicy, które nie jest zjawiskiem nowym, lecz istnieje od dziesięcioleci. Liczni politycy, jak również organy bezpieczeństwa oraz duża część opinii publicznej nie chcieli przyjąć tego faktu do wiadomości, karygodnie go lekceważąc. Istotą skrajnie prawicowych ideologii jest przemoc – hołdują one zasadzie nierówności życia ludzkiego, udzielając swym poplecznikom prawo do samostanowienia oraz występowania w roli sędziów i oprawców. W ostatnich latach na własnym ciele dotkliwie doświadczyli tego przede wszystkim migranci, Żydzi, społeczność LGBT, bezdomni, a także młodzi ludzie angażujący się w walkę ze skrajną prawicą. Rację ma zatem Olivia Sarma, kierowniczka poradni dla ofiar przemocy i dyskryminacji „response” w Hesji, która apeluje, aby „doświadczenia i postulaty płynące od tych, którzy doświadczyli przemocy na tle ideologicznym, rasowym czy antysemickim, wykorzystać w zwalczaniu terroryzmu prawicowego”.

 

Siatka NSU

Jednym z takich słusznie wznoszonych postulatów jest definitywne rozliczenie przestępstw popełnionych przez „Nationalsozialistischer Untergrund”, NSU (Narodowosocjalistyczne Podziemie). Członkowie tej neonazistowskiej organizacji w latach 2000 – 2007 zamordowali w Niemczech dziesięć osób i dokonali trzech zamachów bombowych, biorąc na cel – wyjąwszy zabójstwo policjantki Michèle Kiesewetter – wyłącznie migrantów. W zakończonym ponad rok temu procesie przeciwko terrorystom NSU winą obarczono słynną trójkę z Zwickau: skazaną na dożywotnią karę więzienia Beate Zschäpe oraz Uwe Böhnhardta i Uwe Mundlosa (mężczyźni w listopadzie 2011 roku zabili się podczas ucieczki przed policją, co doprowadziło do samodemaskacji grupy). Prawnik Mehmet Daimgueler działający w roli oskarżyciela posiłkowego w procesie, podkreśla jednak – podobnie jak wielu innych ekspertów – że NSU wchodzi w skład dużo większej siatki przestępczej. Organizację aktywnie wspierała działająca w całej Europie neonazistowska organizacja „Blood & Honour” oraz jej zbrojny oddział „Combat 18”, za którym stoi bojówka „Kampfgruppe Adolf Hitler”. Trwa obecnie dochodzenie, czy również Stephan Ernst miał powiązania z ugrupowaniem „Combat 18”. Dopóki jednak nie poznamy wszystkich członków NSU, wciąż będą stanowić potencjalne zagrożenie.

 

Na liście wrogów NSU, która obejmuje niemal 10 000 nazwisk, figurował również Walter Lübcke. Dlatego Angela Merkel podczas niedawnych Ewangelickich Dni Kościoła w Dortmundzie zaapelowała, aby dokładnie zbadać związki między zabójstwem chadeckiego polityka a działalnością Narodowosocjalistycznego Podziemia. Jeśli tego nie uczynimy, stwierdziła kanclerz, „całkowicie stracimy na wiarygodności“.

 

Już teraz łatwo dostrzec podobieństwa między Stephanem Ernstem a terrorystami NSU: wszyscy wywodzą się ze środowiska neonazistów z lat 90. – tak samo jak napastnik, który w 2015 roku podczas kampanii wyborczej ciężko ranił obecną burmistrz Kolonii Hanriette Reker. Po zjednoczeniu Niemiec doszło do gwałtownego nasilenia się aktów przemocy ze strony skrajnie prawicowych ugrupowań. Ich tragiczną kulminacją były trzydniowe zamieszki w rostockiej dzielnicy Lichtenhagen przed domem zamieszkiwanym przez Wietnamczyków oraz podpalenia w Mölln i Solingen, w których wiele osób straciło życie. Od 1989 roku, jak podaje Fundacja Amadeu-Antonio, z rąk prawicowych ekstremistów zginęło do tej pory 195 osób.

 

Kiedy ruchy prawicowe z lat 90. zaczęły słabnąć, część z nich zeszła do podziemia, realizując stworzoną przez amerykańskiego neonazistę Williama L. Pierce’a strategię „oporu bez przywództwa”, w której główną rolę odgrywały niezależne komórki terrorystyczne i działający w pojedynkę sprawcy, nazywani „samotnymi wilkami“.

 

© istock/filipefrazao

 

Retoryka oporu

Prawicowe ugrupowania polityczne zaczęły ponownie rosnąć w siłę od 2014 roku, co pociągnęło za sobą wzrost skrajnie prawicowej przemocy. W tym samym roku odbyły się pierwsze protesty Pegidy, pokazując niebywałą skalę rasizmu wśród niemieckiej klasy średniej. Z kolei latem 2015 roku, kiedy kryzys uchodźczy osiągnął apogeum, obok gotowości obywateli do niesienia spontanicznej pomocy jednocześnie ujawniła się w niemieckim społeczeństwie silna niechęć do uchodźców. Założona w 2013 roku i w dużym stopniu skrajnie prawicowa partia AfD nieustannie podsyca odtąd wyimaginowany strach przed „obcymi wpływami“ i kokietuje zapowiedziami „oporu“ przeciwko „reżimowi Merkel” czy też „kanclerz-dyktatorce”. Działania partii utwierdzają w poglądach te części skrajnej prawicy, które rozpościerają spiskowe teorie dziejów pod hasłem „wielkiej wymiany” i głoszą wizje „śmierci narodu”.

 

Retoryka oporu tworzy zatem klamrę łączącą konserwatywną klasę średnią, prawicowych populistów i neonazistowskie bojówki. Podczas gdy jedni skupiają się na agresywnej obronie przed migrantami, drudzy dążą wręcz do obalenia porządku demokratycznego. Dlatego poza uchodźcami na celowniku prawicowych ekstremistów coraz częściej znajdują się politycy, którzy – tak jak za życia czynił to Walter Lübcke – opowiadają się za przyjęciem migrantów. W niektórych miejscowościach lokalni samorządowcy pod presją ciągłych pogróżek postanowili ustąpić ze stanowisk lub zmienić miejsce zamieszkania; podczas kampanii wyborczej w 2017 roku również pod adresem wysokich rangą polityków często rzucano inwektywy i nazywano ich „zdrajcami narodu”. Jeszcze przed zabójstwem Lübckego prokurator generalny Peter Frank na łamach dziennika „Tagesspiegel“ ostrzegał przed „nasilającą się radykalizacją prawicowego ekstremizmu, zarówno na poziomie języka, jak i gotowości do przemocy”. Tendencje te uwidaczniają się, zdaniem Franka, również w rosnącej liczbie ataków terrorystycznych.

 

Liczby mówią same za siebie: co najmniej 12 700 zwolenników skrajnej prawicy w Niemczech uchodzi za potencjalnych sprawców przemocy, a 467 osób poszukiwanych jest obecnie listem gończym. Tylko w zeszłym roku aż 800 osób padło ofiarą ataków ze strony prawicowców, przy czym granice między spontaniczną agresją, celowym zastraszaniem i jawnym terroryzmem są trudne do ustalenia. Podziemne organizacje terrorystyczne przyznające się do zamachów są zdecydowanie mniej widoczne niż tak zwani „Feierabendterroristen” (dosł. terroryści po pracy), którzy – jak Stephan Ernst – wiodą z pozoru zwyczajne życie, utrzymując jednak ścisłe kontakty ze środowiskiem prawicowym. W ten sposób funkcjonowało wiele organizacji terrorystycznych – m.in. „Oldschool Society“, „Gruppe Freital“ czy „Revolution Chemnitz“ – które po 2015 roku zostały rozbite przez służby specjalne.

 

Ostatnie sukcesy organów ścigania nie powinny nas jednak zwieść, sugerując że władze stanęły na wysokości zadania: „Znawcy środowisk narodowych i neonazistowskich już od lat powtarzają, że urzędnicy nie mają ani kompetencji, ani chęci do walki ze skrajną prawicą“, krytykuje prawniczka Doris Liebscher w rozmowie z portalem heute.de i dodaje: „Wszystko, co wiemy o strukturach skrajnej prawicy w Niemczech pochodzi od naukowców i zaangażowanych dziennikarzy, a nie od Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji. Zdarza się, że o wiele lepsze informacje dostarcza nam Antifa“. Niepokojące jest również to, że przedstawiciele służb specjalnych zdają się być powiązani z ugrupowaniami prawicowymi. W ubiegłych miesiącach wykryto kilka organizacji przestępczych działających w podziemiu – między innymi „Hannibal-Netzwerk” czy grupę „Nordkreuz” – do których przynależeli również żołnierze i policjanci. Sam wiceprzewodniczący niemieckiego związku zawodowego policjantów (GdP), Jörg Radek, stwierdził, że „wielu funkcjonariuszy znalazło się w poważnym kryzysie, który wyraża się w sympatyzowaniu z partiami prawicowymi”.

 

Wyraźna zapowiedź walki

Wiele z tych informacji wyszło na jaw podczas owianych aurą skandalu procesów NSU. Uwaga opinii publicznej skupiła się wówczas na Urzędzie Ochrony Konstytucji, który zlecił zniszczenie istotnych dla sprawy akt, uniemożliwiając policji i sądom dotarcie do wartościowych dokumentów. Mimo iż prokuratura federalna zaczęła od tamtej pory podejmować bardziej konsekwentne działania, reakcje polityków często pozostają powściągliwe. Po zabójstwie Lübckego przede wszystkim chadecy zaczęli jednak formułować wyraźne zapowiedzi walki ze skrajną prawicą. Były sekretarz generalny CDU, obecnie sekretarz stanu Peter Tauber nie pozostawił w tym względzie wątpliwości, stwierdzając na łamach „Die Welt”, że nie widzi „możliwości współpracy ani integracji z partiami prawicowymi”. Prezydium CDU uznało, że polityczna nagonka ze strony AfD toruje drogę skrajnie prawicowej przemocy. Trudno się z tą opinią nie zgodzić. Niemniej jednak retoryka odgraniczania nie jest niczym nowym w kręgach chadecji. Nie kto inny jak obecny minister spraw wewnętrznych Seehofer zdyskredytował swego czasu politykę migracyjną Merkel jako „panowanie bezprawia”, nieświadomie motywując do działania wszystkich tych, którzy konsolidują się w „oporze” przeciwko tej polityce.

 

Seehofer w międzyczasie zdystansował się od treści własnej wypowiedzi i zapowiedział zaostrzenie walki z prawicowym ekstremizmem. Z kolei przewodniczący Bundestagu Wolfgang Schäuble stwierdził, iż państwo prawa musi teraz pokazać, że jest „zdolne do obrony“. Będzie to konieczne, zwłaszcza że następne półtora roku – jak uważa politolog Gideon Botsch – może okazać się bardzo niebezpieczne: „Do połowy 2018 roku [skrajnie prawicowe] ugrupowania propagowały idee przewrotu, dążąc do zniesienia „reżimu” obecnej kanclerz. Próby te nie powiodły się, jednak frustracja pozostała – i to ona może zmobilizować niektóre prawicowe komórki do działania, jeszcze bardziej je radykalizując“. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że zabójstwo Waltera Lübckego przyczyni się do tego, że skrajną prawicę rzeczywiście zacznie się w końcu traktować jak realne zagrożenie.

 

 

Tłumaczenie: Katarzyna Kończal

nv-author-image

Steffen Vogel

Steffen Vogel – niemiecki socjolog, od 2005 roku redaktor miesięcznika „Blätter für deutsche und internationale Politik“. Wcześniej pracował jako redaktor ds. politycznych w tygodniku „Der Freitag“, następnie jako niezależny pisarz i dziennikarz oraz tłumacz z języka angielskiego. Publikuje m.in. na łamach „Die Tageszeitung“, „Der Freitag“, „Süddeutsche Zeitung“, skupiając się na tematach Unii Europejskiej i ruchów społecznych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[give_form id="8322"]