Przejdź do treści

Europa po Merkel

Panująca w Niemczech stabilizacja, oparta na konsensusie w kwestiach gospodarczych i bezpieczeństwa, przez ostatnie osiem lat wywoływała w Europie niestabilność. Im dłużej Niemcy pozostaną „stabilne”, tym ostatecznie gorzej dla Europy.

 

 

Odkąd zeszłego października Angela Merkel ogłosiła, że ustępuje ze stanowiska szefowej Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU), panuje spore zaniepokojenie tym, co może spotkać Niemcy i Europę po złożeniu przez nią urzędu. Obecna kadencja Merkel kończy się w 2021 roku, a rezygnacja z przywództwa w partii może pozwolić jej utrzymać się na urzędzie kanclerskim do tamtej daty. Mimo iż era Merkel zasadniczo stała pod znakiem niestabilności Europy, komentatorzy martwili się, że Europa wejdzie w nową epokę „niestabilności”.

 

Prawda jest taka, że nawet jeśli Merkel ustąpi ze stanowiska kanclerz, w Niemczech nie nastąpi jakaś radykalna zmiana, tak jak nie zmieni się rola tego kraju w Europie i na świecie. Przede wszystkim wynika to z konsensusu, jaki panuje w Niemczech w kluczowych kwestiach. W pewnym sensie konsensus ten wytworzyła Merkel, tyle że nie w wyniku własnej inicjatywy, ale poprzez kierowanie się opinią publiczną. Jej zasługą jest to, że potrafiła godzić stanowiska w rozmaitych kwestiach, opierając się na preferencjach ogółu.

 

Ten „merkelowski konsensus” w jakiejś mierze rozpadł się w ciągu czterech lat po kryzysie uchodźczym 2015 roku. Ze szczególnie silnym sprzeciwem prawicy spotkał się jej zwrot ku lewicy, jakiego, jak twierdzono, dokonała w kwestiach społecznych, a zwłaszcza w polityce imigracyjnej. To właśnie ta ostra reakcja, na której czele stał lider bawarskich chadeków Horst Seehofer, zmusiła ją do rezygnacji z kierowania partią.

 

© Armin Linnartz, Angela Merkel hands, kolaż: redakcja, CC BY-SA 3.0

Prawdą jest również, że niemiecki system polityczny ulega rozdrobnieniu. Szczególnie po pojawieniu się Alternative für Deutschland (AfD) niemiecka prawica doświadcza dziś tego, co niemiecka lewica przeżywała po powstaniu Die Linke w latach dwutysięcznych. W jakiejś mierze jednak AfD jest dziełem Merkel – nawet nazwa tego ugrupowania była bezpośrednią reakcją na jej stwierdzenie z 2010 roku, że nie ma „żadnej alternatywy” dla pierwszego pakietu ratunkowego dla Grecji. Obecność AfD w Bundestagu jest po części schedą po Merkel[1].

 

Rozdrobnienie niemieckiej sceny politycznej ma jednak paradoksalne efekty. Ponieważ ani centroprawica ani centrolewica nie są jest w stanie formować rządów wspólnie ze swoimi ulubionymi partnerami koalicyjnymi – chadecy z Wolną Partią Demokratyczną (FPD), a socjaldemokraci z Zielonymi – szerokie koalicje stają się jeszcze bardziej nieuniknione. (Sytuacja ta mogłaby jednak się zmienić, gdyby chadecy przesunęli się na prawo, zwłaszcza w kwestiach obyczajowych, tak jak to robią partie centroprawicowe w Europie Środkowej).

 

Tak więc nawet po złożeniu urzędu przez Merkel polityka europejska i zagraniczna Niemiec prawdopodobnie będzie się kształtować tak jak dotychczas, mimo iż otaczający Europę świat przeżywa ciągłe zmiany. Niemcy będą dążyć przede wszystkim do utrzymania status quo w Europie i na świecie – nawet jeśli ten status quo zamienia się w status quo ante. W praktyce oznacza to postępujący paraliż i nasilające się konflikty w Europie.

 

Mit strategicznej autonomii

W sławnym już przemówieniu, jakie Merkel wygłosiła w maju 2017 roku w namiocie piwnym w Bawarii (Bierzeltrede), kanclerz nakłaniała Europę do wzięcia odpowiedzialności za własny los. Powiedziała wtedy, że „Epoka, w której mogliśmy w pełni polegać na innych, do pewnego stopnia dobiegła końca”. Uwagi te zostały powszechnie odebrane jako odpowiedź na zwycięstwo wyborcze Trumpa oraz wyniki referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Dla wielu obserwatorów słowa te zdawały się wskazywać, że Merkel jest gotowa podejmować zdecydowane działania, by pchnąć Europę w kierunku tak zwanej „strategicznej autonomii”.

 

Zdolność Europy do osiągnięcia jakiejkolwiek sensownej formy „strategicznej autonomii” zasadniczo zależy od Niemiec. Mimo to Merkel nie podjęła niemal żadnych starań na rzecz takiej korekty polityki, która umożliwiłaby Europejczykom, by przytoczyć jej słowa, „wzięcie losu w swoje ręce”.

 

Najbardziej oczywistym problemem są niskie wydatki Niemiec na obronność, którym daleko jest do poziomu dwóch procent PKB, do jakiego Niemcy są zobowiązane jako państwo członkowskie NATO. W przeciwieństwie do innych krajów unijnych – takich jak kraje bałtyckie, które jakiś czas temu wydawały za mało, ale dziś szybko zwiększają wydatki do poziomu dwóch procent, nakłady Niemiec na obronność, mimo iż powoli rosną w wartościach bezwzględnych, de facto maleją jako odsetek PKB. Mało tego, dziś nie wiadomo nawet, czy Niemcy wypełnią złożoną partnerom z NATO obietnicę, że do 2024 roku zwiększą wydatki do 1,5 procenta PKB[2].

 

Niemcy nie są jednak problemem tylko z powodu niskich wydatków na obronność. Zasady fiskalne strefy euro – dyktowane przez Niemcy, odkąd pierwsza ich wersja została dołączona do traktatu w Maastricht w 1992 roku – wywierały ograniczający wpływ na wydatki obronne innych krajów unijnych, na przykład Francji. Tak więc nie chodzi tylko o to, że Merkel nie była gotowa zaangażować swój kraj w działania koniecznie do tego, by Europa „wzięła los w swoje ręce”, ale też o to, że realizowana przez nią polityka wydatnie to Europie uniemożliwiała.

 

W powyższych kwestiach postawa Merkel stanowi odzwierciedlenie niemieckiej opinii publicznej. Wielu ekspertów ds. bezpieczeństwa odczuwa zażenowanie „rejteradą” Niemiec,  by przytoczyć określenie Jany Puglierin z Niemieckiego Stowarzyszenia Stosunków Zagranicznych, od przyjętych przez siebie zobowiązań finansowych w dziedzinie obronności[3]. Niemiecka opinia publiczna wciąż jednak z niesłabnącą stanowczością wzbrania się przed czymś, co eksperci nazywają „odpowiedzialnością” – zwłaszcza że dziś nawet najmniejszy  wzrost nakładów na obronność może zostać odebrany jako ustępstwo na rzecz Trumpa, a nie jako konieczny krok Niemiec w kierunku uniezależnienia Europy do Stanów Zjednoczonych.

 

Od zwycięstwa wyborczego Trumpa niektórzy eksperci ds. bezpieczeństwa wzywają również do reorientacji niemieckiej polityki w zakresie broni jądrowej. W lutym Wolfgang Ischinger, szef Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, wezwał Francję do rozciągnięcia na całą Europę własnych środków odstraszania nuklearnego – za co zapłaciłyby państwa unijne[4]. Niemniej jednak, abstrahując od potężnych trudności technicznych związanych ze współdzieleniem taktycznej broni nuklearnej (nuclear sharing), sytuacja, w której niemiecka opinia publiczna jest skłonna wydawać pieniądze na broń nuklearną wydaje się jeszcze trudniejsza do wyobrażenia niż to, że zgodzi się na drastyczny wzrost wydatków na konwencjonalny potencjał wojskowy.

 

Jednym słowem, takie a nie inne nastroje społeczeństwa powodują, że prawdopodobnie Niemcy będą chciały pozostać pasażerem na gapę w dziedzinie bezpieczeństwa. Podczas gdy znawcy spraw bezpieczeństwa mówią o potrzebie reagowania na nowe zagrożenia w coraz bardziej niebezpiecznym świecie, niemiecka opinia publiczna bardziej martwi się o utratę swej powojennej tożsamości. W listopadzie w komentarzu na łamach „Spiegla” minister spraw zagranicznych Heiko Maas, socjaldemokrata, ujął to następująco: „Niemcy muszą pozostać Friedensmacht[5].

 

Coraz twardsze stanowisko

Strategia Niemiec zarówno w kwestii bezpieczeństwa, jak i polityki gospodarczej nie ulegnie jakiejś drastycznej zmianie. Jeśli już to panujący w Niemczech konsensus wokół polityki gospodarczej Merkel – zwłaszcza w kontekście kryzysu euro, który rozpoczął się w 2010 roku – jest wręcz jeszcze silniejszy niż w kwestii polityki bezpieczeństwa. Najlepszym bodaj wyrazem tego konsensusu była wypowiedź socjaldemokraty Olafa Scholza przy okazji przejęcia po Wolfgangu Schäube teki ministra finansów: „Niemiecki minister finansów to niemiecki minister finansów”[6].

 

Konsensus ten sięga początkami reorientacji polityki gospodarczej socjaldemokratów, do jakiej doszło za „czerwono-zielonych” rządów Gerharda Schrödera. To właśnie jego gabinet przeprowadził reformę strukturalną, która powszechnie – choć niesłusznie – uchodzi za przyczynę gwałtownej poprawy stanu niemieckiej gospodarki w drugiej połowie dekady lat dwutysięcznych i która jest narzucana krajom dotkniętym kryzysem od początku kryzysu strefy euro. Niezależnie od tego, kto znajduje się u władzy, polityka Niemiec niezmiennie będzie opierać się na wizji „konkurencyjności”.

 

Od początku swojego kryzysu Europa była podzielona na kraje-wierzycieli i kraje-dłużników, innymi słowy, w przybliżeniu na północ i południe. W pierwszych latach kryzysu czasem można było odnieść wrażenie, jakby Niemcy znalazły się w izolacji, ponieważ kraje południa Europy utworzyły „wspólny front” przeciwko nim. Kiedy jednak latem 2015 powróciła debata na temat zadłużenia Grecji, inne kraje, jak na przykład Słowacja, zaczęły głośniej popierać sprzeciw Niemiec wobec redystrybucji w ramach strefy euro.

 

Dziś ta przepaść jeszcze się pogłębia. W zeszłym roku powstała tak zwana nowa liga hanzeatycka, w zamyśle mająca neutralizować wywierane na Niemcy naciski Francji w sprawie  ustępstwa w kwestiach strefy euro, a w szczególności będąca reakcją na wysunięte przez prezydenta Emmanuela Macrona propozycje utworzenia budżetu i ministra finansów strefy euro. W efekcie dziś, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, trudno dostrzec jakieś realne szanse na wzmocnienie strefy euro i osłabienie eurosceptycyzmu.

 

W obliczu takiego paraliżu strefy euro przed Niemcami i Europą rysują się ponure perspektywy gospodarcze i polityczne. Kiedy nastąpił kryzys strefy euro, popyt Europy na niemieckie towary eksportowe zanotował spadek, a mimo to niemiecka gospodarka wciąż przeżywała rozkwit dzięki zapotrzebowaniu Chin i Stanów Zjednoczonych. Ponieważ jednak zamówienia z Chin maleją, a na horyzoncie majaczy wojna handlowa ze Stanami Zjednoczonymi, a w dodatku nie zanosi się na to, by zwiększyło się zapotrzebowanie w samej Europie, wszystko wskazuje na to, że Niemcy czeka długotrwała recesja.

 

Tymczasem w miarę jak południowe peryferie strefy euro walczą o osiągnięcie wzrostu w ramach zasad fiskalnych strefy euro, miejscowe partie radykalne w dalszym ciągu będą zapewne rosnąć w siłę, a kiedy już sięgną po władzę, mogą wywołać kolejne konflikty podobne do tych, jakie oglądamy, odkąd w zeszłym roku Ruch Pięciu Gwiazd i Liga Północna sformowały we Włoszech rząd koalicyjny. Najprawdopodobniej odpowiedź Unii Europejskiej na ten rodzaj „populizmu” ograniczy się do nasilenia przymusu[7]. Francja może liczyć na większą pobłażliwość, po części ponieważ Unia chce wspierać „proeuropejskiego Macrona”, a po części dlatego, że po prostu „jest Francją” (jak w 2016 roku wyraził się przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Jüncker).

 

Konflikt w łonie Europy

Wszystko to oznacza zapewne kontynuację polaryzującego procesu budowania koalicji w łonie Unii, który pojawił się wraz z kryzysem euro[8]. W ostatnich latach względnie nieskomplikowany klincz, jaki wytworzył się między dwoma blokami wokół kryzysu strefy euro ustąpił miejsca bardziej złożonej i płynnej dynamice budowania koalicji. Po kryzysie uchodźczym 2015 roku wytworzyły się również podziały między wschodem i zachodem. Nasuwa się ciekawe pytanie, czy rządzone przez populistów państwa unijne ze wschodu i zachodu sformują coś w rodzaju „koalicji peryferii”.

 

Tak czy inaczej, wydaje się prawdopodobne, że konflikt wewnątrzeuropejski będzie trwał w najlepsze, a być może nawet się nasili. I choć nieuzasadnione są zgłaszane przez wielu komentatorów obawy o to, że po ustąpieniu Merkel z urzędu kanclerskiego do Europy powróci okres niestabilności, to wbrew założeniom większości zwolenników Europy nie wróży to niczego dobrego. W rzeczywistości bowiem niemiecka stabilizacja, oparta na konsensusie w kwestiach gospodarczych i bezpieczeństwa, przez ostatnie osiem lat wywoływała niestabilność w Europie – a im dłużej Niemcy pozostaną „stabilne”, tym ostatecznie gorzej dla Europy.

 

Przetłumaczył  Justyn Hunia

 

 

Tekst ukaże się w majowym  „Aspen Review Central Europe” 2/2019

 

 

 

[1] Zob. Wolfgang Streeck, “Europe under Merkel IV: Balance of Impotence”, “American Affairs”, 20 maja 2018, https://americanaffairsjournal.org/2018/05/europe-under-merkel-iv-balance-of-impotence/.

[2] “Germany could miss even reduced NATO defense spending goal: document,” Reuters,” 4 lutego 2019, https://www.reuters.com/article/us-germany-budget-military-idUSKCN1PT1Z3

[3] Jana Puglierin, “Stuck in a Holding Pattern”, “Berlin Policy Journal”, 29 sierpnia 2018, https://dgap.org/en/think-tank/publications/further-publications/stuck-holding-pattern

[4] “Frankreichs Atomwaffen sollen EU schützen”, ntv, 9 lutego 2019, https://www.n-tv.de/politik/Frankreichs-Atomwaffen-sollen-EU-schuetzen-article20850074.html

[5] Heiko Maas, “Wir müssen über Abrüstung reden”, “Spiegel”, 3 listopada 2018, http://www.spiegel.de/politik/ausland/heiko-maas-wir-muessen-ueber-ruestung-reden-a-1236449.html. O Niemczech jako Friedensmacht, sile na rzecz pokoju, pisze Hans Kundnani, “The United States in German Foreign Policy”, German Marshall Fund, 14 kwietnia, 2016, s. 6, http://www. gmfus.org/publications/united-states-german-foreign-policy

[6] Cerstin Gammelin, Nico Fried, “Olaf Scholz im Interview: «Politik ist keine Vorabendserie»”, Süddeutsche Zeitung, 16 marca 2018, https://www.sueddeutsche.de/politik/olaf-scholz-im-interview-politik-ist-keine-vorabendserie-1.3909193?.

[7] O rosnącym znaczeniu przymusu w Unii Europejskiej zob. Hans Kundnani, “Discipline and Punish”, “Berlin Policy Journal”, 27 kwietnia 2018, https://berlinpolicyjournal.com/discipline-and-punish/.

[8] O procesie tym pisze Hans Kundnani, The Paradox of German Power (London: Hurst, 2014), s. 111.

nv-author-image

Hans Kundnani

Hans Kundnani pełni funkcję Senior Research Fellow w Programie Europejskim Chatham House, autor książki "The Paradox of German Power" (2014), przetłumaczonej na niemiecki, włoski, koreański i hiszpański.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

[give_form id="8322"]

News Alert

Bądź na bieżąco!

Zamawiając bezpłatny newsletter akceptuje Pan/Pani naszą ochronę danych. Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest w każdej chwili możliwe.