Przejdź do treści

Raport z osamotnionego gmachu

Ministerstwo spraw zagranicznych pod kierownictwem Jacka Czaputowicza pełni rolę strażaka gaszącego za granicą konflikty wywoływane wewnątrzpolitycznymi priorytetami rządu. Jego „małe expose” o priorytetach polskiej dyplomacji w 2019 roku wzmocniło jednak dyskusje o słabej pozycji ministra w rządzie.

 

Wygłaszana w Sejmie w pierwszych miesiącach roku „Informacja Ministra Spraw Zagranicznych o zadaniach polskiej polityki zagranicznej” tradycyjnie pełni funkcję sprawozdania z działalności dyplomacji w poprzednim roku i informuje o działaniach na rok bieżący. Nie inaczej było podczas wystąpienia ministra Jacka Czaputowicza w czwartek 14 marca. Przemówienie było zwierciadłem aktywności polskiej dyplomacji w 2018 roku, czyli próbą pogodzenia krajowych priorytetów rządu z głównymi zasadami ponadpartyjnego konsensusu w polityce zagranicznej po 1989 roku. Minister nie miał łatwego zadania, stąd zrozumiała pozytywna, choć raczej nadmiernie optymistyczna ocena własnej działalności. Według Czaputowicza Polska jest dziś „krajem aktywnym i słuchanym, cieszącym się coraz większym szacunkiem zagranicznych partnerów”.

 

Równie zrozumiałe, choć zawodzące z punktu widzenia aktualności i ciekawości wystąpienia było marginalne potraktowanie tych tematów zagranicznych, które najbardziej poruszały opinię publiczną w ubiegłym roku: sporu z Komisją Europejską wokół reform sądownictwa oraz konsekwencji zmian ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Z powodu trwających negocjacji niewiele było też informacji o flagowym zagranicznym projekcie rządu PiS, czyli umieszczenia bazy wojsk USA w Polsce.

 

Narracyjny szpagat

Przypomnieć należy, że Czaputowicz – profesor nauk społecznych, a w przeszłości m.in. dyrektor departamentu w MSZ oraz dyrektor Krajowej Szkoły Administracji Publicznej – ze środowiskiem Prawa i Sprawiedliwości związał się dopiero przed kilkoma laty. Na stanowisku ministra zastąpił w styczniu 2018 roku Witolda Waszczykowskiego. Jak przyznawał wtedy prezes PiS Jarosław Kaczyński, powołanie Czaputowicza to „eksperyment”, bo początkowo planowano, żeby resortem pokierował ktoś inny (według medialnych doniesień miał to być szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski).

 

© Wikimedia/Sejm RP (Fot. Kancelaria Sejmu / Rafał Zambrzycki), Jacek Czaputowicz (2018), bearbeitet, CC BY 2.0

Rekonstrukcja rządu miała pozwolić na „nowe otwarcie” w relacjach z Komisją Europejską i partnerami w UE. Jednak słaba pozycja Czaputowicza sprawiła, że w przeciągu ostatniego roku jego resort zajmował się w dużym stopniu gaszeniem pożarów wywoływanych przez pomysły wychodzące z konserwatywnego skrzydła rządu, przede wszystkim Ministerstwa Sprawiedliwości kierowanego przez Zbigniewa Ziobrę (odpowiedzialnego za reformy sądownictwa czy ustawę o IPN).

 

Ta konieczność godzenia sprzecznych narracji widoczna była też w przemówieniu Czaputowicza, które zaczął od przypomnienia przypadającej w tym roku 30 rocznicy pierwszych częściowo wolnych wyborów z 4 czerwca 1989 roku. Jego zdaniem Polacy powinni „być dumni” z daty, która rozpoczęła „marsz całej Europy Środkowo-Wschodniej ku upragnionej wolności”. Jednocześnie waga wynegocjowanych przy Okrągłym Stole wyborów, centralnych dla mitu założycielskiego III RP, poddawana jest w wątpliwość przez konserwatywną część obozu PiS. Jeszcze w lutym doradca prezydenta Andrzej Zybertowicz mówił, że „podczas obrad Okrągłego Stołu władza podzieliła się władzą z własnymi agentami”.

 

Silny był akcent Czaputowicza na to, że to wypracowane w ramach ponadpartyjnego konsensusu po 1989 roku członkostwo w Unii Europejskiej jest „trwałą płaszczyzną modernizacji naszego państwa, naszej gospodarki i naszej polityki zagranicznej”. Z kolei środki z UE „przyczyniają się do zwiększenia konkurencyjności i zamożności kraju” (to mocny kontrast wobec promowanej przez niego rok wcześniej narracji o tym, że i tak „większość tych środków wraca do płatników netto”).

 

Trafna uwaga o tym, że zagrożeniem dla UE są ruchy populistyczne „tak z lewej, jak i z prawej strony” mogła jednak budzić dysonans w połączeniu z późniejszym przywoływaniem ideowej bliskości z obecnym włoskim rządem, z którym Warszawę ma łączyć „wizja miejsca suwerennych państw członkowskich w przyszłej zreformowanej Unii Europejskiej” oraz z przypomnieniem styczniowej wizyty wicepremiera Matteo Saliviniego w Warszawie. Wszak lider Ligi Północnej miał wtedy namawiać Jarosława Kaczyńskiego do zbudowania wspólnej frakcji w Parlamencie Europejskim po nadchodzących wyborach.

 

Ostrożnie o „Fort Trump”, dobrze o Niemczech

Priorytetem Polski pozostaje zdaniem Czaputowicza „[u]mocnienie wojskowej obecności NATO na wschodniej flance Sojuszu Północnoatlantyckiego, w tym szczególnie zacieśnienie współpracy wojskowej Polski i Stanów Zjednoczonych”. Wymienianie niemal jednym tchem NATO i USA jest logiczną konsekwencją polityki PiS nastawionej na jednostronne zbliżenie z amerykańską administracją, czego symbolem były m.in. organizacja niedawnej konferencji bliskowschodniej w Warszawie oraz deklarowana gotowość współfinansowania amerykańskiej bazy wojskowej w Polsce (znamiennego „Fortu Trump”, którego nazwa nie padła tym razem z ust ministra).

 

W tych dniach ważą się losy tego flagowego projektu rządu PiS. Mnożą się też spekulacje: według „Gazety Wyborczej” stałej bazy nie będzie, magazyn „Time” donosi zaś, że baza jest „o krok bliżej”. Zapewne z tego powodu Czaputowicz wspomniał tylko o trwających negocjacjach, a „stałą bazą wojsk USA o strategicznym znaczeniu” nazwał powstające od kilku lat pod Redzikowem w północnej Polsce elementy tarczy antyrakietowej (co można też odczytywaźć jako retoryczne zabezpieczenie na wypadek braku nowej bazy).

 

W Unii Europejskiej „najważniejszym sąsiadem i partnerem” Polski pozostają Niemcy, o których minister wypowiadał się w pozytywnym tonie, de facto chwaląc wstrzemięźliwość Berlina wobec pogłębiania integracji w strefie euro kosztem państw spoza tej grupy oraz za podtrzymywanie sankcji UE przeciwko Rosji. Krytykował zaś budowę Nord Stream 2, a haraczem dla rządowych konserwatystów było przypomnienie kwestii reparacji wojennych, które pozostają „ważnym tematem dyskusji”.

 

Na niechęć natrafiają zaś w Warszawie propozycje reform UE Emmanuela Macrona (z obozu rządzącego nie padła żadna odpowiedź na jego niedawny europejski apel). Według Czaputowicza wizje Warszawy i Paryża „są obecnie w wielu punktach rozbieżne”, a francuskie propozycje budzą obawy o protekcjonizm, „podwójne standardy” i tradycyjnie odrzucaną w Polsce koncepcję „Europy wielu prędkości”.

 

Kurtyna na problemy

Równie ważne jak tematy omówione były te dyplomatycznie przemilczane. Nie dziwi, że Czaputowicz nie poświęcił uwagi reformom wymiaru sprawiedliwości, które są kością niezgody między Brukselą i Warszawą. Tu piłka jest bowiem cały czas w grze, a przed wyborami do Parlamentu Europejskiego polskiemu rządowi nie zależy na zaostrzaniu konfrontacji z Komisją Europejską. Po tym, jak w grudniu ub.r. przywrócono do pracy przeniesionych wcześniej w stan spoczynku sędziów Sądu Najwyższego, przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej rozstrzygają się teraz kwestie reformy Krajowej Rady Sądownictwa.

 

Problem praworządności pojawił się tylko w kontekście negocjacji unijnego budżetu na lata 2021-2027. Czaputowicz – który w tej kwestii może liczyć na poparcie nie tylko całego obozu rządzącego, ale i opozycji – zdecydowanie skrytykował propozycję Komisji Europejskiej, aby uzależniać wysokość środków pochodzących z Funduszu Spójności od oceny stanu praworządności.

 

Logiczne było też zdawkowe potraktowanie innego bólu głowy polskich dyplomatów w ubiegłym roku, czyli przyjętej w styczniu nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, przewidującej karanie za przypisywanie Polakom udziału w Holokauście. Odwrotnie do swojego celu ustawa rozpropagowała w świecie fałszywe pojęcie „polskich obozów” i skłóciła polski rząd nie tylko z Izraelem, ale i z amerykańską administracją. Zdaniem Czaputowicza sprawa jest „zamknięta” po wspólnej deklaracji premierów Polski i Izraela wydanej po wycofaniu się z kontrowersyjnych zapisów.

 

Polityka historyczna konserwatywnego skrzydła rządu psuła w ubiegłym roku relacje nie tylko z Izraelem, ale i z Ukrainą. MSZ starał się łagodzić napięcia, m.in. mianując na nowych ambasadorów w Tel Awiwie i Kijowie dotychczasowych wiceministrów. Od czerwca ub.r. relacje z Izraelem ambitnie naprawia Marek Magierowski, a w marcu br. ambasadorem na Ukrainie został dobrze znający region Bartosz Cichocki. W swoim expose Czaputowicz pokazywał też, że politykę historyczną robić można i bez zrażania do siebie partnerów, przywołując działania na rzecz upamiętnienia tzw. „Grupy Berneńskiej”, czyli polskich dyplomatów w Szwajcarii ratujących Żydów podczas II wojny światowej.

 

Ciągłość i zmiana

Wierność ponadpartyjnym zasadom polskiej polityki zagranicznej Czaputowicz zaznaczał apelując o uwolnienie uwięzionych przez Rosję ukraińskich marynarzy zatrzymanych podczas „incydentu azowskiego”, opowiadając się za polityką „otwartych drzwi” w NATO oraz popierając integrację europejską Bałkanów Zachodnich. Wartą odnotowania jest też informacja, że polscy żołnierze po kilkuletniej przerwie wrócą na misje pokojowe ONZ, biorąc udział w misji UNIFIL w Libanie.

 

Zaskakująco mało miejsca minister poświęcił zaś flagowym inicjatywom Polski w Unii Europejskiej: Inicjatywie Trójmorza oraz Partnerstwu Wschodniemu. Niewiele dowiedzieliśmy się też o priorytetach w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, której członkiem niestałym Polska pozostaje do końca 2019 roku. Smutnym standardem jest z kolei marginalne uwzględnienie w dyskusjach o polityce zagranicznej kwestii walki z ociepleniem klimatu (poza odnotowaniem organizacji konferencji COP24 w Katowicach).

 

Wspomniana już słaba pozycja Jacka Czaputowicza w rządzie manifestowała się zaś tym, że na wystąpieniu szefa dyplomacji – tak samo jak w ubiegłym roku – nie pojawił się prezez PiS Jarosław Kaczyński. Także w publicznym odbiorze szef MSZ pozostaje w dużym stopniu nierozpoznawalny. To sprawia, że mnożą się spekulacje o zmianie w fotelu szefa dyplomacji – według informacji „Rzeczpospolitej” może to nastąpić razem z przetasowaniami w rządzie po wyborach do Parlamentu Europejskiego.

 

nv-author-image

Grzegorz Szymanowski

Grzegorz Szymanowski jest dziennikarzem i tłumaczem. Reportaże z Niemiec, Polski i Rosji publikował m.in. w Tygodniku Powszechnym, Polityce oraz w polskim serwisie Deutsche Welle.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

[give_form id="8322"]

News Alert

Bądź na bieżąco!

Zamawiając bezpłatny newsletter akceptuje Pan/Pani naszą ochronę danych. Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest w każdej chwili możliwe.