Macron i V4: czy czerwone linie przesuną się?

Paryż zobaczył, że może z korzyścią dla siebie wygrywać napięcia w Grupie Wyszehradzkiej, by budować w regionie mocne oparcie dla swoich interesów politycznych.

 

Przeszło rok po wyborze Emmanuela Macrona na prezydenta Francji i jego przemówienia na Sorbonie pozostałe kraje członkowskie Unii Europejskiej wydają się kompletnie zaskoczone aktywnością prezydenta w kwestii przyszłości Unii Europejskiej. Niemcy, w wyniku brytyjskiego referendum będące drugim pozostałym w Europie mocarstwem, dopiero niedawno nieśmiało odpowiedziały na przedstawione przez Macrona w 2017 roku liczne propozycje dotyczące przyszłości strefy euro, bezpieczeństwa i obronności Unii czy kwestii konkurencyjności Europy.

 

W ramach wysiłków na rzecz paneuropejskiego konsensusu w kwestii przyszłości integracji europejskiej Macron sporo uwagi poświęca też Europie Wschodniej i Środkowej, ze szczególnym naciskiem na państwa Grupy Wyszehradzkiej (V4). To duża zmiana w porównaniu ze stosunkowym brakiem zainteresowania tym regionem widocznym u poprzednich prezydentów Francji, od François Mitterranda po François Hollande’a. Pytanie jednak, czy mamy tu do czynienia z fundamentalną zmianą stosunku Francji do polityki europejskiej oraz zmianą strukturalną obliczoną na osłabienie w krajach V4 poczucia, że nie są w Unii „członkami pierwszej kategorii”, czy też chodzi raczej o doraźne posunięcie mające na celu pozyskanie poparcia dla reform Macrona.

 

 

Europa to nie „supermarket”

Znalezienie odpowiedzi na to pytanie wymaga zrozumienia aktualnych zagadnień w stosunkach między Francją a krajami V4, ale też zorientowania się w niuansach programu europejskiego, z którym Macron wygrał wybory. Choć zwycięstwo Macrona nad Marine Le Pen przyjęto w Europie z ulgą, deklaracja nowo wybranego prezydenta o „Europie, która chroni” (Une Europe qui protège) potencjalnie może wykopać podziały między obu stronami, zwłaszcza w kwestiach gospodarczych i społecznych. Znamienny był tu wywiad, jakiego Macron udzielił za kulisami podczas swojego pierwszego udziału w sesji Rady Europy, kiedy to oznajmił, że Europa nie jest „supermarketem” i powtórzył hasła swojej kampanii, łączące niskie płace, dumping socjalny i praworządność. Obiecał również, że w ciągu trzech miesięcy od swojego wyboru doprowadzi do nałożenia sankcji na Polskę. Przejawem tego dążenia była pierwsza faza reformy dyrektywy o pracownikach delegowanych, przyjętej w październiku 2017 roku i popartej przez Republikę Czeską i Słowację, z których premierami Macron spotykał się wcześniej.

 

© istock/VSFP

Pytanie o  miejsce krajów V4 jako grupy, a szczególnie jako członków Unii, w wizji „Europy, która chroni” zaważy na charakterze przyszłych relacji, zwłaszcza w sytuacji, kiedy Angela Merkel w końcu poznała stanowisko swojej koalicji w sprawie propozycji Macrona. Wprawdzie milczenie Berlina było wygodną asekuracją polityczną dla regionu, który wciąż widzi w Niemczech siłę kierowniczą Europy i najważniejszego partnera V4, lecz Paryż zamierza zwiększyć nacisk na Bratysławę i Pragę, by zajęły jasne stanowisko i zgłosiły ulepszenia bądź kontrpropozycje, które mogłyby stanowić część szerszych europejskich negocjacji na temat przyszłości Unii Europejskiej.

 

Łącznicy z Polską i Węgrami

Napięcia między Paryżem a Budapesztem i Warszawą, głównie w kwestiach związanych z praworządnością i dumpingiem socjalnym sprawiają, że Republika Czeska i Słowacja mogą i powinny pełnić funkcję łączników z Polską i Węgrami, zarazem jednak pozwalają przypuszczać, że Paryż zobaczył, że może z korzyścią dla siebie wygrywać napięcia w Grupie Wyszehradzkiej, by budować w regionie mocne oparcie dla swoich interesów politycznych. Poszukiwanie przez Paryż sprzymierzeńców swojej polityki w Grupie Wyszehradzkiej bez uciekania się do prób osłabienia jedności V4 (grupa ta zawsze pozostanie tworem utworzonym ad hoc) stanowi klucz do zdolności Francji do urzeczywistniania proponowanych przez siebie projektów.

 

W kwestii obronności i bezpieczeństwa znakomitego przykładu dostarcza Republika Czeska. Praga entuzjastycznie wzięła udział w dyskusjach o ustanowieniu Stałej współpracy strukturalnej, która pozwala niewielkim grupom państw współpracować przy organizacji wspólnych ćwiczeń i misji wojskowych czy też programów budowania interoperacyjności. Co więcej, z perspektywy francuskiej Republika Czeska może być też postrzegana jako oczywisty „wzór do naśladowania” w zakresie integracji europejskiej, postęp w tej materii wciąż bowiem można mierzyć w kategoriach wstępowania do strefy euro – częstego tematu rozmów w Paryżu – oraz zdolności do przeformułowania swojego modelu konkurencyjności z myślą o zlikwidowaniu uzależnienia od sektora wytwórczego. Z kolei Słowacja, jako jedyny kraj regionu należący do strefy euro, jest dla Paryża kluczowym partnerem w dyskusji o przyszłych rozwiązaniach monetarnych i fiskalnych oraz strukturze zarządzania strefy euro, a przy tym może pełnić rolę wyraziciela niepokojów regionu w powyższych kwestiach. Zważywszy na wagę zagadnień gospodarczych i bezpieczeństwa, Paryż w dalszym ciągu będzie zabiegał o przychylność Pragi i Bratysławy w tych sprawach, zyskując szersze pole do kompromisu w swojej współpracy z Grupą Wyszehradzką

 

Widoczne rozbieżności w kwestii reformy rynku pracy

Wydaje się również, że problem migracji stracił na intensywności, podjęte bowiem ostatnio we Francji kroki legislacyjne, zakładające usprawnienie procedury uzyskiwania azylu i wydłużenie czasu przetrzymywania nielegalnych imigrantów w ośrodkach zamkniętych, w połączeniu ze zwiększeniem roli straży granicznej i bardziej represyjnym podejściem do migracji, w subtelny, choć namacalny sposób usunęły pewne fundamentalne różnice. W tej sytuacji można powiedzieć, że Francja próbuje stworzyć warunki sprzyjające zawarciu w 2018 roku kompleksowego porozumienia migracyjnego na poziomie unijnym. W ten sposób Paryż może budować porozumienie w tej ważnej dla wszystkich sprawie, jednocześnie utrzymując silne stosunki dwustronne w innych kwestiach oraz pokazując, że w koncepcji „Europy, która chroni” kraje Europy Środkowej nie są postrzegane negatywnie.

 

W innych sprawach Macronowi trudniej będzie znajdować sojuszników w tym regionie. W kwestiach społecznych i gospodarczych, porozumienia co do nowej perspektywy finansowej oraz reform Unii Europejskiej Francja i kraje Grupy Wyszehradzkiej prezentują zupełnie odmienne punkty widzenia, co może uniemożliwić realne zbliżenie.

 

Reforma unijnego rynku pracy może stanowić obszar, na którym rozbieżność opinii uwidoczni się najdobitniej. Usilne dążenie Macrona do większej konwergencji socjalnej i fiskalnej – innymi słowy ustanowienia równych reguł gry – w oczywisty sposób zagraża modelowi konkurencyjności Europy Środkowej i stanowi trzon głoszonej przez Macrona idei „Europy, która chroni”. Propozycje ujednolicenia podatków dla przedsiębiorstw oraz uzgodnienia, do 2020 roku, stawek podatkowych, które obowiązywałyby wszystkie kraje członkowskie i stanowiły warunek dopuszczenia do funduszów spójności i strukturalnych – w zamyśle mające zapobiec używaniu tych funduszy do pośredniego finansowania dumpingu socjalnego – wywołały zaniepokojenie Europy Środkowej i nie spotkają się z większym poparciem. Wszystko wskazuje na to, że z uwagi na zależność krajów V4 od bezpośrednich inwestycji zagranicznych oraz znaczącą rolę przedsiębiorstw niemieckich w regionie Francja nie zyska w tej kwestii wielu sojuszników. Dyskusjom na ten temat powinny towarzyszyć próby wypracowania dalszych zachęt mających zrekompensować, zwłaszcza w sektorach bardziej przyszłościowych, cyfrowym i technologicznym, wszelkie potencjalne straty wynikające ze spadku konkurencyjności.

 

Macron zgadza się na cięcia we wspólnej polityce rolnej

Ten sam sposób rozumowania odnosi się do wszelkich dyskusji nad europejską płacą minimalną, które rozwodniono już podczas szczytu społecznego w Göteborgu w listopadzie 2017 roku. Ponieważ tego typu rozważania nie wchodzą w zakres kompetencji legislacyjnych Unii Europejskiej, staną się przedmiotem uregulowań międzyrządowych, co jest niekorzystne dla krajów V4 i tylko pogłębi ich niechęć. Dla odmiany plan Macrona zakładający niwelowanie różnic w nakładach socjalnych (w poszczególnych sektorach, na przykład na walkę z bezrobociem i emerytury) w celu ograniczenia systemowych nadużyć może okazać się korzystny dla regionu w dalszej perspektywie czasowej, jednocześnie dostarczając wygodnego punktu wyjścia do szerszej dyskusji na temat unijnej agendy społecznej. Dyrektywa o pracownikach delegowanych stanowi jednak zaledwie wierzchołek góry lodowej ambicji Macrona, który chciałby uczynić europejski rynek pracy bardziej przewidywalnym (dla pracowników i inwestorów) oraz ograniczyć nierówności mogące na dłuższą metę szkodzić stabilności systemu.

 

Takie myślenie stanowi we Francji odejście od wcześniejszej koncepcji Unii Europejskiej (sięgającej początkami pokojowego funkcjonalizmu prezydentury Mitterranda), w myśl której Unia Europejska została zbudowana nie tyle jako projekt gospodarczy, ile raczej jako projekt polityczny, umożliwiający Francji umacnianie swojej pozycji na arenie międzynarodowej. Francja od zawsze chciała uzyskać mechanizmy kompensujące jej uczestnictwo w jednolitym rynku, energicznie agitując na rzecz paneuropejskiej polityki przemysłowej, podniesienia podatku węglowego czy też ustanowienia wspólnej polityki rolnej. Ta ostatnia dziedzina obrazuje zmianę w sposobie myślenia, jaką zapoczątkował Macron: to pierwszy prezydent Francji, który nie odrzuca propozycji ograniczenia linii budżetowej wspólnej polityki rolnej w następnej perspektywie finansowej, co od czasów de Gaulle’a wyznaczało czerwoną linię w polityce francuskiej w tej materii. Tak oto pewien francuski dokument wzywał do „głębokiej reformy najstarszych polityk (wspólnej polityki rolnej i spójności) […] w celu skuteczniejszego stawiania czoła wyzwaniom związanymi z tymi politykami, poprawy wydajności i tworzenia wartości dodanej na poziomie europejskim”. Z punktu widzenia państw V4, będących ważnymi beneficjentami tych dwóch polityk, łatwo przewidzieć, że takie zamiary mogą wywołać pewną nerwowość.

 

Szczególne znaczenie dla naszej dyskusji ma wybieg stosowany w debacie o wspólnej polityce rolnej. Francja proponuje zmianę metody obliczania dopłat bezpośrednich dla rolników, która została ujęta w propozycji Komisji Europejskiej. Oznaczałoby to, że rolnicy dysponujący większymi gospodarstwami otrzymają niższe dopłaty w przeliczeniu na hektar; zasadniczo dopłaty bezpośrednie dla rolników ulegną znacznie mniejszej obniżce niż fundusze na rzecz rozwoju wsi, które także są ważne dla mniejszych krajów V4.

 

Co nie mniej istotne, wygląda na to, że Francja poprze propozycje Komisji w sprawie reformy polityki funduszy spójności, oraz będzie zabiegać o reformę sposobu naliczania dopłat dla poszczególnych krajów. Wprowadzenie nowych zmiennych do tego równania, takich jak wskaźnik bezrobocia bądź wpływ imigracji, zamiast kierowania się wyłącznie produktem krajowym brutto w przeliczeniu na mieszkańca, może też oznaczać mniej funduszy dla krajów Europy Środkowej i Wschodniej (a więcej dla południowej Europy). Na to wszystko nakłada się brutalna rzeczywistość zestawień liczbowych, z których wynika, że propozycja Komisji przewiduje siedmioprocentową obniżkę nakładów na politykę spójności. W efekcie dyskusje między Francją i krajami V4 na temat ostatecznych liczb mogą ulec zaostrzeniu. Sytuacja ta dość dobrze pokazuje, jak wyrażane przez Macrona dążenie do reformy Unii Europejskiej może kolidować ze stanowiskiem krajów Europy Środkowej i Wschodniej.

 

V4: destruktywność czy konstruktywność?

Widać się, że w przyszłych stosunkach Francji z krajami V4 istnieją pewne potencjalne punkty zapalne, które nie powinny jednak zaciemniać ogólnego porozumienia co do przyszłych priorytetów budżetowych Unii Europejskiej: obronności, ochrony i zarządzania granicami oraz inwestycji w technologię, innowacje i młodzież. Dyskusje na temat stosunków Francji z krajami V4 nie powinny ograniczać się do trudniejszych międzyrządowych rozbieżności opinii w kwestii reformy rynku pracy, co do których w krótkiej perspektywie czasowej trudniej będzie wypracować porozumienie na poziomie europejskim. Grupa Wyszehradzka nie powinna jednak lekceważyć faktu, że Macron w oczywisty sposób musi uzyskać wymierne rezultaty przed wyborami  europarlamentarnymi wiosną 2019 roku. Dla Macrona to będą drugie wybory od objęcia przezeń prezydentury, a jego sukces, nie tylko na arenie krajowej, ale też w budowaniu wpływowej grupy w Parlamencie Europejskim, będzie zależał od tego, jak skutecznie zaprezentuje się jako reformator (we Francji i w całej Unii) oraz poszukiwał partnerów wspierających go w realizacji tych polityk.

 

Paryż oczekuje od krajów V4, że zareagują na propozycje, z jakimi występował w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Jeśli tego nie uczynią, Francja w dalszym ciągu będzie postrzegać te kraje jako grupę o charakterze bardziej destruktywnym niż konstruktywnym oraz o graniczonej zdolności wpływania na europejskie debaty i kierunki polityki. Wszystko zależy od gotowości takich państw jak Republika Czeska i Słowacja do utrzymywania bardziej aktywnych stosunków z Brukselą oraz od tego, kogo Paryż będzie uznawał za naturalnego partnera.

 

Tekst pierwotnie ukazał się w „Aspen Review Central Europe” 04/2018. Autorowi i Wydawcy dziękujemy za możliwość publikacji.

 

tłum. Justyn Hunia

nv-author-image

Martin Michelot

Martin Michelot jest zastępca dyrektora Instytutu Polityki Europejskiej EUROPEUM w Pradze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *