Gospodarka Białorusi – wyzwania niezmienne od lat

Białoruska gospodarka od lat zmaga się z tymi samymi wyzwaniami. Dochody przynoszą jedynie nieliczne przedsiębiorstwa głównie z sektora petrochemicznego oraz przemysł zbrojeniowy. Wiele branż – zwłaszcza rolnictwo, czy przemysł lekki, pozostają nieefektywne. Gospodarczo Białoruś ciągle pozostaje uzależniona od największego partnera handlowego – Rosji.  Państwo to jest zatem bardzo wrażliwe nie tylko na zmiany koniunktury u swojego wschodniego sąsiada, ale także na stan relacji między Rosją a Unią Europejską. Co jakiś czas władze próbują wyrwać się z zamkniętego kręgu poszukując alternatywnych rynków na zbyt swojej produkcji (szczególnym przykładem są tu relacje z Chinami), czy myśląc o ucieczce do przodu w postaci inwestowania w sektor nowych technologii. Niemniej działania te są tylko półśrodkami, a białoruska gospodarka potrzebuje prawdziwych reform strukturalnych, na przeprowadzenie których nie ma jednak politycznej zgody.

 

Podstawy białoruskiej gospodarki – energetyka i przemysł zbrojeniowy

Zgodnie z prognozami białoruskich władz w 2018 r. państwo to powinno osiągnąć 3,5% wzrostu PKB (oceny MFW są mniej optymistyczne i mówią o wzroście rzędu 0,7%), a Narodowy Bank Białorusi zakłada, że inflacja nie przekroczy 7%. Zakładany wzrost nie wynika jednak ze zmian strukturalnych w białoruskiej gospodarce, ale z poprawiającej się światowej koniunktury oraz wzrostu cen na ropę naftową.

 

Najbardziej dochodową gałęzią białoruskiej gospodarki jest przemysł przetwórczy, który generuje ok. 20% PKB. Jednocześnie sektor rafineryjny, który przynosi największe dochody budżetowe, jest bardzo wrażliwy na wahania cen surowców oraz decyzje Rosji związane z cłami i podatkami na ropę i produkty naftowe. Cena na ropę wpływa bowiem na wysokość ceł eksportowych, które obecnie, w porozumieniu z Rosją, trafiają jedynie do białoruskiego budżetu stanowiąc ważny zastrzyk finansowy – w 2016 r. wyniósł 600 mln dol. (przy całkowitych dochodach w wysokości ok. 18 mld dol.). To ostatnie może jednak ulec zmianie – jeśli Rosjanie uznają, że cła na produkty ropopochodne wytworzone z rosyjskiego surowca powinny trafiać bezpośrednio do nich.

 

Coraz ważniejsza staje się też sprzedaż uzbrojenia. Od kilku lat w rankingu SIPRI Białoruś znajduje się wśród dwudziestu największych eksporterów broni. Szacuje się, że w 2017 r. wartość sprzedaży mogła osiągnąć nawet miliard dolarów.

 

© Uladzimir Kalada

 

Ważnym źródłem dochodów pozostaje też sprzedaż nawozów azotowych i potasowych, których Białoruś jest jednym z największych światowych producentów. Wyzwaniem pozostaje jednak modernizacja przedsiębiorstw je produkujących, a zwłaszcza Grodno-Azotów.  Koszt takiej modernizacji wyceniono na co najmniej 400 mln dolarów. Dodatkowo zarówno Grodno-Azoty, jak i BiełarusKalij, są firmami uzależnionymi od tanich dostaw gazu z Rosji. Jakiekolwiek wahania ceny tego surowca automatycznie przekładają się na rentowność tych przedsiębiorstw.

 

Tym samym sytuacja ekonomiczna Białorusi jest uzależniona od kondycji zaledwie kilku przedsiębiorstw, a przychody przez nie generowane utrzymują inne, nieefektywne branże, jak rolnictwo ciągle bazujące na systemie kołchozów. Co więcej, sprzedaż produktów ropopochodnych czy uzbrojenia jest jednym z nielicznych sposobów na pozyskiwanie przez Białoruś zachodnich walut, niezbędnych dla spłaty długów czy rozliczeń za surowce z Rosją. Jak pokazała historia ostatnich lat – takie uzależnienie może okazać się dla białoruskiego systemu ekonomicznego śmiertelnie niebezpieczne. Wystarczy, że część ze wskazanych powyżej firm zacznie mieć kłopoty, aby skutki tego odczuła cała gospodarka. Paradoksalnie blokadą do rozwoju białoruskiej gospodarki są również tanie surowce z Rosji. Korzyści z ich przetwórstwa były dotychczas na tyle duże, że pozwalały na spokojne funkcjonowanie państwa, zniechęcając władze do wprowadzenia jakichkolwiek społecznie kosztownych zmian.

 

Współpraca w ramach Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej

Jednym ze sposobów na poprawę sytuacji gospodarczej i dywersyfikację źródeł dochodów miała być integracja w ramach Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej (EUG), która zainaugurowała działalność w 2015 r. W trakcie wieloetapowych przygotowań do tego wydarzenia, poprzedzonego stworzeniem Unii Celnej i Wspólnej Przestrzeni Gospodarczej, zarówno rządowi eksperci, jak i część mediów podkreślała korzyści z przystąpienia Białorusi do EUG. Powszechnie oczekiwano zmniejszenia cen na rosyjskie węglowodory, co miało być znaczącym zastrzykiem finansowym dla białoruskiego budżetu. W utworzeniu jednolitego rynku upatrywano też szansę na pozyskanie inwestorów, którzy tworząc firmy na Białorusi mieliby otwarty dostęp do sprzedaży najpierw w trzech (Białoruś, Kazachstan, Rosja), a potem w kolejnych dwóch (Armenia, Kirgistan) państwach. Jak dotąd oczekiwania te nie znalazły odzwierciedlenia w realiach, a na przeszkodzie stanęły zarówno kwestie gospodarcze, jak i polityczne.

 

Żeby EUG mogła stać się prawdziwą unią gospodarczą wszystkie pięć państw powinno m.in. utworzyć wspólny kodeks celny (uwzględniający też kwestie fitosanitarne), swobodny przepływ towarów, usług, kapitału i siły roboczej. Jak dotąd nie udało się tego osiągnąć. Co więcej, mimo że kompetencje w zakresie tworzenia stosownych regulacji posiada Komisja EUG, to sfera kontroli pozostawiona została państwom członkowskim, co w praktyce oznacza, że nadal mogą one dowolnie blokować np. przepływ towarów. Państwa członkowskie wskazują również, że nadal pozostało ok. dwustu różnego rodzajów barier, po których likwidacji handel w ramach piątki powinien zwiększyć się o ok. 25%. Dla Białorusi, w momencie wyrównania cen na węglowodory, byłaby to możliwość zwiększenia swojego PKB nawet o 12%. Choć rozmowy w tym zakresie trwają, nie widać szans na ich szybkie zakończenie. Przeszkodą jest dominacja Rosji, która ma znacząco większy potencjał ekonomiczny, co powoduje, że dąży ona do narzucenia swoich zasad pozostałym państwom.

 

Dodatkowo rozwój EUG komplikują kwestie polityczne, w tym znaczące pogorszenie relacji Rosja-UE związanej z rosyjską agresją na Ukrainę. Nałożenie przez Rosję anty-sankcji na towary sprowadzane z Unii Europejskiej, jako odpowiedź na unijne obostrzenia wprowadzone w 2014 r., dość mocno ograniczyły handel w ramach EUG. Aby zablokować import żywności z Białorusi, Rosja bardzo często posługiwała się argumentem, że są to towary wyprodukowane w UE, a jedynie przepakowane na Białorusi. Rosjanie blokowali też handel pomiędzy Białorusią a Kazachstanem, twierdząc, że część dóbr nie dociera do kazachskiego odbiorcy, tylko pozostaje w Rosji. Efektem tego białoruski biznes coraz mniej postrzega EUG jako szansę na prowadzenie swobodnej działalności.

 

Jak dotąd nie odnotowano też zwiększonego zainteresowania zagranicznych inwestorów Białorusią, mimo że na 26. kryteriów dotyczących ułatwień w prowadzeniu biznesu w Białorusi, Rosji i Kazachstanie, to Mińsk jest zdecydowanym liderem w 17 z nich (m.in. najmniejsza liczba procedur przy zakładaniu działalności, najkrótszy czas rejestracji przedsiębiorstwa, czy minimalna ilość kapitału). Wszystko to sprawia, że dotychczasowa integracja w ramach EUG nie przyniosła oczekiwanych przez białoruski rząd korzyści.

 

Rosnące znaczenie Chin

Białoruskie władze przywiązują bardzo duże znaczenie do „Inicjatywy Pasa i Szlaku” jako możliwości rozwoju gospodarczego i częściowego zmniejszenia uzależnienia od Rosji. W rozwoju chińskiego projektu upatrują też szansę na rozbudowę infrastruktury transportowej oraz centrów spedycyjnych i logistycznych. Z ich punktu widzenia szczególnie ważny będzie też rozwój zlokalizowanego pod Mińskiem parku technologicznego „Wielki Kamień”. Obecnie zlokalizowane są tam 33 firmy z 8 państw.

 

Białoruś jest zainteresowana pozyskiwaniem chińskich inwestycji zarówno w przemyśle, jak i w rolnictwie. Władze tego państwa liczą, że dzięki temu zwiększy się białoruski eksport do Chin. Jedną z kluczowych kwestii jest sprzedaż produktów rolnych, zwłaszcza że Rosja – dotychczasowy główny rynek zbytu – planuje ograniczać import. Pierwsze sukcesy Białoruś już odniosła – otrzymawszy jako jedyny dotąd kraj ze Wspólnoty Niepodległych Państw prawo eksportu wołowiny do ChRL. Widoczne jest również zwiększenie wolumenu chińskich inwestycji – w ciągu ostatnich trzech lat osiągnął on 180 mln dol. (choć tylko 2% z nich to inwestycje bezpośrednie).

 

Białoruskie władze zaoferowały Chińczykom również możliwość inwestycji w ok. 20 firm z branży chemicznej i maszynowej. Jednak inicjatywa ta napotkała na wiele problemów. Jednym z nich jest kwestia przeniesienia części tych przedsiębiorstw do parku technologicznego „Wielki Kamień”. Kolejne dotyczą odmiennych oczekiwań, jakie mają obie strony. Chińczycy nastawieni są na działalność przynoszącą jak najwięcej zysków, natomiast dla strony białoruskiej ciągle ważne jest utrzymanie zabezpieczeń socjalnych i zapewnienie stabilności produkcji.

 

Biorąc pod uwagę politykę Chin w innych państwach – zmierzającą do realizacji jedynie swoich interesów gospodarczych – trudno oczekiwać, że współpraca z tym państwem stanie się nie tylko realną alternatywą dla Białorusi, ale zacznie przynosić dochody.

 

Nowoczesne technologie – ucieczka do przodu

W ostatnich miesiącach bardzo duże zainteresowanie wzbudziły deklaracje białoruskich władz dotyczące przeprowadzenia „cyfryzacji” gospodarki i szerokich inwestycji w tej sferze. Kluczowy stał się przy tym dekret prezydenta Białorusi nr 8 z 21 grudnia 2017 r. o rozwoju gospodarki cyfrowej. Daje on nie tylko zielone światło dla rozwoju nowoczesnych technologii, ale na jego podstawie na Białorusi zostało zalegalizowanie posługiwanie się kryptowalutami. Dzięki dekretowi, firmy zarejestrowane w tym państwie, mogą również swobodnie korzystać z technologii blockchain.

 

Wszystkie te deklaracje należy jednak potraktować jedynie jako próbę ucieczki do przodu i poszukiwania nowych źródeł dochodu w sytuacji obaw związanych z przeprowadzeniem reform w tradycyjnych sektorach gospodarki (zwłaszcza w rolnictwie czy przemyśle ciężkim).

 

W teorii mają one też wspomóc rozwój sektora prywatnego i wysokich technologii, z których w przyszłości mógłby korzystać przemysł. W ten sposób białoruskie władze również próbują obejść istniejące obecnie technologiczne bariery w rozwoju przemysłu nie angażując do tego własnych sił i środków. Paradoksem jest jednak to, że dotychczas sektor IT radził sobie tak dobrze, bo jego działalność de facto nie podlegała państwowym regulacjom, co sprzyjało różnorodnym inicjatywom tego typu z najbardziej znaną – wydaną w 2010 r. grą „World of Takns” stworzoną przez działające na Białorusi biuro projektowe należące do firmy Wargaming.net. Jednakże, biorąc pod uwagę obecną strukturę zarządzania białoruską gospodarką (centralne planowanie), trudno oczekiwać, że plany te mogą się urzeczywistnić – zwłaszcza w krótkiej perspektywie. Choć bez wątpienia Białoruś ma znaczący potencjał w tym zakresie.

 

© Uladzimir Kalada

 

Stare-nowe wyzwania

Najważniejsze zagrożenia dla białoruskiej gospodarki to zbytnie uzależnienie od Rosji – w tym od rosyjskich surowców. Znacznym obciążeniem jest również konieczność spłaty zagranicznych zobowiązań – w 2018 r. Białoruś musi oddać ponad 3,7 mld dolarów. Oficjalnie spłata dokonywana jest z bieżących dochodów państwa, niemniej stanowi to na tyle znaczący wydatek, że białoruskie władze muszą zaciągać kolejne pożyczki – w 2017 r. wyemitowały 7 i 10-letnie obligacje na kwotę 1,4 mld dolarów. Dodatkowo od Euroazjatyckiego Funduszu Stabilizacji i Rozwoju (działającego w ramach EUG) Białoruś otrzymała 800 mln dol. w trzech transzach oraz od Rosji kredyt w wysokości 700 mln dol.

 

Wyzwaniem pozostaje też stan relacji między Rosją a Unią Europejską. Na kondycji białoruskich firm z branży spożywczej niekorzystnie odbiły się wprowadzone przez Rosję kontrsankcje. Dodatkowo brak stabilności w regionie zniechęca potencjalnych inwestorów do rozpoczynania działalności w państwach Europy Wschodniej – w tym Białorusi. Dużym obciążeniem jest też sztuczne kreowanie wzrostu produkcji (która potem latami nie może być sprzedana) oraz podnoszenie płac – najczęściej związane ze zbliżającymi się wyborami prezydenckimi, a nie wzrostem efektywności pracy.

 

Dodatkowym problemem jest też brak woli politycznej do przeprowadzenia reform strukturalnych. Powody są dość oczywiste. Białoruskie władze obawiają się społecznych kosztów takiej transformacji zdając sobie sprawę z nierentowności wielu przedsiębiorstw oraz rolnictwa. Ich urynkowienie lub prywatyzacja doprowadziłyby w wielu przypadkach do likwidacji, a co za tym idzie do wzrostu bezrobocia. To mogłoby spowodować protesty społeczne znacznie silniejsze od tych z marca 2017 r., kiedy ludzie wyszli na ulice opowiadając się przeciw realizacji dekretu o zapobieganiu społecznemu pasożytnictwu nakładającego specjalny podatek na osoby niepracujące. Kolejne obawy, związane z reformami, wiążą się ze zwiększeniem znaczenia sektora prywatnego. Zwłaszcza, że mały i średni biznes chcąc lepiej funkcjonować może podnosić postulaty nie tylko liberalizacji ekonomicznej, ale także systemu politycznego. Tym samym wyzwania dla białoruskiej gospodarki pozostają identyczne od lat – nieefektywna, centralnie planowana struktura często nie odpowiada na wyzwania liberalnego świata, a dodatkowym obciążeniem pozostaje silne uzależnienie od Rosji, która wykorzystuje to jako narzędzie politycznego wpływu usiłując „dyscyplinować” białoruskie władze za pomocą różnego rodzaju „wojen” – gazowych, mlecznych, bądź mięsnych.

 

 

nv-author-image

Anna Maria Dyner

Kierownik Programu Europa Wschodnia w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *