Przejdź do treści

Jak zamieść pod dywan religijnych radykałów? Lekcje z Austrii

Kiedy po wyborach w 2017 roku władzę objęła w Austrii koalicja nowych, odświeżonych chadeków pod przewodnictwem arcypopularnego, młodego lidera Sebastiana Kurza oraz skrajnej prawicowej Partii Wolności, należało się spodziewać, że rząd podejmie próbę zmiany delikatnego status quo, jakie panuje w wielokulturowym austriackim społeczeństwie w kwestiach relacji pomiędzy wiarą a polityką.

 

Sebastian Kurz, jeszcze jako minister w poprzednim rządzie koalicji socjaldemokratów i chadeków, zlecił w okresie kampanii wyborczej opracowanie studium na temat przedszkoli muzułmańskich. Ministerialni urzędnicy dostali polecenie odpowiedniego wyeksponowania co mocniejszych wniosków raportu, a sam minister użył go jako pretekstu, by w mediach napiętnować przedszkola jako kolebki islamskiego radykalizmu, w których powstaje „społeczeństwo równoległe” do głównego nurtu krajowej kultury politycznej. Kiedy krytyczna wobec Kurza prasa ujawniła wytyczne dla urzędników, jak mają cenzurować raport, a naukowa wiarygodność studium została podważona, wybuchł skandal. Nie zaszkodził jednak popularności ministra, można się zatem było spodziewać, że po wygranych wyborach i utworzeniu rządu ze skrajnie prawicową Patią Wolnościową nastąpi dalszy ciąg rozprawy ze „społeczeństwem równoległym”.

 

Kolejnym etapem prawicowych starań na rzecz jasnego określenia, która religia i kultura mają w austriackim społeczeństwie wiodący status, była niedawna próba zamknięcia siedmiu meczetów, które miały być finansowane z zagranicy, oraz wydalenia 40 imamów. To posunięcie umożliwiło znowelizowane jeszcze za rządów poprzedniej koalicji „prawo o islamie” (Islamgesetz), obowiązujące w Austrii od 1912 roku, kiedy ówczesna monarchia austrowęgierska powiększyła się o zamieszkane przez wielu muzułmanów tereny dzisiejszej Bośni.

 

Przepisy regulujące prawa i obowiązki muzułmanów obowiązywały w zasadniczo niezmienionej formie przez ponad stulecie, ostatnia nowelizacja wprowadziła jednak zakaz finansowania muzułmańskich miejsc modlitwy i związków wyznaniowych ze środków zagranicznych. Już w momencie uchwalenia zmian eksperci przestrzegali, że zamiast odciąć radykalnych kaznodziejów od źródeł finansowania, nowe przepisy sprawią raczej, że będzie ich trudniej kontrolować, zejdą bowiem do podziemia. Z kolei środowiska muzułmańskie protestowały wskazując, że podobne obostrzenia dotyczą wyłącznie ich organizacji, a nie np. gmin żydowskich czy parafii katolickich. Ich zdaniem oznaczało to naruszenie zasady równości wobec prawa i kwalifikowało przepisy do zaskarżenia przed Trybunałem Konstytucyjnym. Wniesiono około 60 takich skarg, austriacki Trybunał uchylił jednak wszystkie z przyczyn formalnych.

 

© istock/Scrofula

Nowe prawo o islamie obowiązuje w Austrii od 31 marca 2015. Próba zamknięcia meczetów i wydalenia imamów jest jednak pierwszą próbą wcielenia go w życie na taką skalę. Jak się zakończyła i jakie wnioski płyną z niej dla tych europejskich społeczeństw, które zaczynają z coraz większym lękiem i narastającą podejrzliwością traktować wielokulturowość?

 

 

Wiele hałasu o formalności

W piątek 8 czerwca przed ośmioma meczetami w Austrii stały grupki zdezorientowanych wiernych, którzy zebrali się na modlitwę i zastali zamknięte drzwi. Wśród zamkniętych świątyń był również meczet w wiedeńskiej dzielnicy Favoriten, w której, jak śpiewa Nazar, austriacki raper o irańskich korzeniach, nigdy nie widuje się japońskich turystów, a w azjatyckich knajpach pracują Arabowie. Favoriten to kwintesencja wiedeńskiej wielokulturowości, prawdziwy tygiel języków i religii. Ulokowany w tej dzielnicy meczet zamknięto, ponieważ rząd stwierdził, że kontrolują go Szare Wilki, ekstremistyczna, parafaszystowska organizacja wspierająca turecki reżim. Stojący w piątek tuż przed 12.00, przed zamkniętym meczetem, wierni byli jednak zdziwieni tymi oskarżeniami i na pytania dziennikarzy austriackiego dziennika „Der Standard” odpowiadali, że ostatni raz o Wilkach słyszano tu dobre kilka lat temu, a prowadzone w domu modlitwy rozmowy na tematy polityczne przypominają raczej kawiarniane dyskusje.

 

Rząd nie udowodnił, że meczet faktycznie finansowany jest z zagranicy i kontrolowany przez ekstremistów. Przyczyną jego zamknięcia był o wiele bardziej prozaiczny błąd formalny – do Urzędu ds. Wyznaniowych (Kultusamt) nie wpłynęły odpowiednie dokumenty z Islamskiej Wspólnoty Religijnej (Islamische Glaubensgemeinschaft), głównej organizacji regulującej życie religijne austriackich muzułmanów i reprezentującej ich w relacjach z państwem. Wiceprzewodniczący Wspólnoty przekazał je kilka dni później. Urząd początkowo informował, że będą musiały zostać przeanalizowane, ponieważ podpisał je nie przewodniczący, lecz jego zastępca.  Ostatecznie jednak meczet został otwarty.

 

Sprawa pozostałych zamkniętych meczetów, które podlegały Arabskiej Gminie Wyznaniowej (Arabische Kultusgemeinde), wyglądała poważniej. Rozwiązanie całej Gminy ogłosili na wspólnej konferencji prasowej kanclerz Kurz i wicekanclerz Heinz-Christian Strache z Partii Wolnościowej. Uzasadnienie było dwojakie – polityczno-religijne i czysto administracyjne. W jednym z meczetów nauczał imam, któremu zarzucono „dosłowne interpretowanie Koranu” i „salafizm”. Okazało się jednak, że nagrania dowodzące radykalnych ciągot duchownego pochodziły sprzed dwudziestu lat z meczetu w Jordanii. Pozostały zatem przyczyny administracyjne – niepełna dokumentacja finansowa i błędna informacja, że Gmina zarządza dziesięcioma, a nie siedmioma meczetami. Arabska Gmina Wzynaniowa postanowiła jednak nie zamykać meczetów i walczyć na drodze prawnej z decyzją o delegalizacji.

 

Zamieszanie wokół zamknięcia meczetów zostało przez rząd upolitycznione. U podstaw decyzji leżały przede wszystkim względy formalne. Zarzuty o radykalizm, salafizm  i budowanie „równoległego społeczeństwa” nie ostały się z braku przekonujących dowodów. Posunięcia rządu rzuciły jednak światło na konflikt toczący się wśród austriackich muzułmanów. Na nieprawidłowości w Arabskiej Gminie Wyznaniowej zwróciła uwagę sama Islamska Wspólnota Religijna, która w dodatku nie była zainteresowana prowadzeniem meczetów Gminy, gdy ta została rozwiązana. Można zatem domniemywać, że władze Wspólnoty same traktowały meczety Gminy jako podejrzane. Sprawa zamkniętych domów modlitwy wywołała ostre spory również w samej Wspólnocie.  Jej wiceprzewodniczący gotów był bronić prawa do działania wszystkich meczetów, którym zakazano działalności, podczas gdy przewodniczący sam poinformował Urząd o formalnych brakach, do czego obligowało go obowiązujące w Austrii prawo o islamie. We Wspólnocie zanosiło się na nowe wybory, ostatecznie jednak do nich nie doszło.  Skończyło się na rozpoczęciu dogłębnych reform strukturalnych, które zapewne prędko się nie skończą.

 

Radykalizacja przez wykluczenie

Kiedy rząd ogłosił zamknięcie meczetów, pytani o zdanie eksperci powtarzali mniej więcej ten sam argument, który padł już przy nowelizacji prawa o islamie – delegalizacja radykalnych meczetów sprawi, że zejdą do podziemia i jeszcze bardziej się zradykalizują. Meczety wprawdzie pozostały otwarte, ale nie decyzją rządu, tylko ze względu na źle przygotowane uzasadnienie ich zamknięcia. Zarzuty o religijny ekstremizm nie były poparte przekonującymi dowodami, pozostały więc błędy formalne, które można było szybko naprawić lub starać się podważyć przed sądem opartą na nich decyzję. W jednym przypadku rząd wykazał się ponadto fatalnym rozeznaniem w sytuacji – pod jednym z adresów na miejscu meczetu, który miał zostać zamknięty, znajdowała się kawiarnia. Pomyłkę uświadomiła rządowi sama Islamska Wspólnota Religijna.

 

Upolitycznianie decyzji czysto administracyjnych, w dodatku bez należytego ich przygotowania, to fatalny sposób postępowania z mniejszościami religijnymi i jakimikolwiek mniejszościami kulturowymi czy etnicznymi. Zamiast budować szacunek wobec państwa i rządzących nimi procedur, podważa zaufanie do nich i sprawia, że umiarkowani członkowie danej grupy mogą stać się bardziej skłonni, by ze zrozumieniem przyjmować wizję świata proponowaną przez radykałów.

 

Samych radykałów natomiast tego typu działania wcale nie osłabiają. Przeciwnie, wypchnięci poza nawias życia publicznego nie muszą konfrontować się z kontrargumentami i przestrzegać zasad rządzących w demokracjach życiem wspólnotowym. Opromienieni aurą męczenników za sprawę, obnażających hipokryzję i ukryty rasizm rzekomo liberalnych demokracji, mogą rosnąć w siłę i przyciągać coraz więcej zwolenników.  Ci zaś rekrutują się już nie tylko spośród religijnych i politycznych fanatyków, ale również spośród tych, którzy stracili nadzieję  na to, że w wielokulturowym społeczeństwie zostaną przez państwo potraktowani bezstronnie i sprawiedliwie.

 

Wśród prawicy w całej Europie modne jest dziś stwierdzenie, że multikulturalizm załamuje się pod ciężarem własnych sprzeczności. Różne i niekiedy skonfliktowane ze sobą wartości rozmaitych grup mniejszościowych są nie do pogodzenia ze sobą nawzajem i z zasadami otwartego, wielokulturowego społeczeństwa. Receptą prawicy jest zatem uprzywilejowanie jednej kultury jako dominującej i tożsamej z zasadami demokracji. To błędna diagnoza zarówno jeśli chodzi o przyczyny, jak i proponowane remedium. Jak dowodzi przypadek próby zamknięcia meczetów w Austrii, multikulturalizm zawodzi tam, gdzie zawodzi państwo, które ma stać na straży tych samych praw wszystkich grup. A błędów państwa nie naprawia się, przekształcając je w reprezentację większości kulturowej, tylko przywracając mu skuteczność i bezstronność.

nv-author-image

Paweł Marczewski

Szef działu Obywatele forumIdei Fundacji Batorego. Socjolog, historyk idei, publicysta. Stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”, członek redakcji „Przeglądu Politycznego”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

[give_form id="8322"]

News Alert

Bądź na bieżąco!

Zamawiając bezpłatny newsletter akceptuje Pan/Pani naszą ochronę danych. Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest w każdej chwili możliwe.