Matka Polka

Polka? Jest piękna, silna, pracowita, mądra, katolicka i sexy. To kobieta, która bezinteresownie poświęca się dla innych, a dla rodziny zrobi wszystko. Rozdarta pomiędzy mitem matki Polki, pewnej siebie nowoczesnej partnerki i feministki. Ale czy taki obraz Polki jest zgodny z prawdą?

 

„Wybierając Polkę żadnego błędu nie popełnisz”, usłyszał Christian od kolegów, gdy szukał współlokatorki do swojego mieszkania. Kobiety ze Wschodu są nieskomplikowane, a do tego jeszcze można się z nimi pokazać w towarzystwie. Stereotyp? Patrząc statystycznie, nie. Pierwsze miejsce w małżeństwach dwunarodowych, według obecnych danych, zajmują Polki, bo niemieccy mężczyźni zdecydowanie je preferują. Ta tendencja wzrasta. „Lecz wzorem żony i kochanki, jak świat jest światem, Polki są. Lecz każdej innej do piękności Polki bardzo, bardzo wiele brak” – często cytuje się w związku z tym arię z operetki „Student żebrak”.

 

© istock/SaulHerrera

Magdalena Przedmojska urzęduje w biurze w centrum Warszawy, przewraca oczami. „Tak, tak… Piękne i nieskomplikowane”, wzdycha. Jest piątek po południu i zaraz rozpocznie się Czarny Protest. Polki ponownie maszerować będą ulicami, z transparentami, by walczyć o swoje prawa. Dokładnie jak sto lat temu. Wtedy pragnęły możliwości współdecydowania w polityce, takiego samego jak mężczyźni. I odniosły sukces: prawo wyborcze dla kobiet wprowadzono w Polsce, jak i w wielu innych krajach europejskich, w 1918 roku. A teraz Polki nie żądają niczego innego, tylko wolności wyboru. To należy do wrażliwego dyskursu, bo jego zakres dotyczy planowania rodziny, do czego zalicza się również możliwość przerywania ciąży. „Legalna i bezpieczna – mówi Przedmojska. I wyjaśnia: – Nie chcemy aborcji na życzenie. Żadna kobieta nie chce dokonywać aborcji. Ale pragnie możliwości wyboru, by móc jej dokonać, jeżeli jest to niezbędne w sytuacji kryzysowej”. Przecież to niemożliwe, oburza się, żeby ktoś w XXI wieku w europejskim kraju prawnie zamierzał zobowiązywać kobiety do rodzenia niezdolnych do życia, chorych dzieci, i brania przy tym na siebie ryzyka utraty własnego życia, tylko po to, by dziecko można było ochrzcić. „To barbarzyństwo”, mówi Przedmojska, ostro przy tym krytykując niektórych przedstawicieli Kościoła katolickiego. Bo to Kościół, ze swymi skostniałymi strukturami i wyobrażeniami, decyduje o tej debacie społecznej i politycznej.

 

„Nam, kobietom w Polsce, narzuca się pewien wizerunek, mówiąc, czego mamy chcieć”, tłumaczy. To wyobrażenie patriarchalne – i bardzo wygodne dla męskiej części społeczeństwa. Niedawno oglądała program w telewizji, w którym dyskutowano o tym, czy mężczyzna, który sprząta w domu, jest mniej męski: „Przecież to absurd! Dlaczego pytamy o takie rzeczy, które w XXI wieku powinny być oczywiste?”. Czasy się zmieniły, modele pracy też wymagają, by obowiązki – na przykład w gospodarstwie domowym – dzielone były po równo. Powodu, by ponownie o tym dyskutować, Przedmojska przy najlepszych chęciach nie może zrozumieć.

 

W końcu nie istnieje tylko jeden model życia, ten tradycyjny i preferowany przez Kościół katolicki, gdzie kobieta i mężczyzna poznają się, wcześnie biorą ślub i mają dzieci. „Jeżeli ktoś tego chce, proszę bardzo. Ale ja sama chcę decydować o tym, czy ten model też mnie zadowala, czy go biorę pod uwagę, a ja akurat nie zamierzam dać sobie go narzucić”, mówi. A przecież sama ze swoim chłopakiem zamierza założyć rodzinę. W kręgu przyjaciół widzi różne drogi, którymi podążają, także konserwatywne: „Każdy powinien mieć prawo wyboru. W każdej dziedzinie życia”. Dlatego uważa, że protesty są tak ważne. „Najwyższy czas. Mamy potrzebę, by walczyć o siebie”, podkreśla. Opowiada się przeciwko zmuszaniu do odstąpienia kobiet z ich jasno zdefiniowanej obecnie drogi: „To jest nasz wróg. To narzucanie twardych rozwiązań z góry, przez kilku mężczyzn, przez Kościół katolicki, przez politykę. Świadomie zbieramy się demonstracjach na rzecz wolności wyboru”.

 

Pewne siebie, walczące, wykształcone… A mimo to wiele kobiet postrzega rozterkę pomiędzy tym, jak chciałyby żyć, a wyobrażeniami społecznymi, które są w nich głęboko zakorzenione. Często podświadomie. „To mit, stojący na drodze niejednej młodej Polki”, twierdzi Joanna Mielewczyk. Mit Matki Polki. Kobiety niezniszczalnej. Matki Polki gotowej do bezgranicznego poświęcenia się, broniącej moralności i wartości chrześcijańskich, całkowicie oddanej dobru rodziny i narodu. Mit ten od stuleci konserwowany i symbolizowany jest w kulcie maryjnym i kulcie Matki Boskiej Bolesnej. Przykładem tego jest obraz Czarnej Madonny z Częstochowy. Co prawda Polki są wyemancypowane i silne, ale przekazywane modele kobiecości, bazujące na tym właśnie micie, obciążają je i blokują. „To kwestia oczekiwań”, mówi 39-letnia Mielewczyk. Tych z zewnątrz i wobec siebie samej. Matka Polka powinna przecież wszystko mieć pod kontrolą. Siebie, dzieci, gospodarstwo domowe, męża, karierę itd. Jak bardzo obecny jest ten obraz w społeczeństwie, pokazuje cytat z wypowiedzi byłej już premier kraju, Beaty Szydło, która zdradziła w wywiadzie, jaka jest prywatnie: „Gotuję. Sprzątam. Po prostu szczęśliwa Matka Polka”.

 

Tej sprzeczności Joanna Mielewicz doświadczyła, gdy sama została matką. „Miałam scenariusz, jaką być matką”, mówi. Ale siedząca w niej Matka Polka wiele rzeczy zweryfikowała. Nagle pojawiły się wyrzuty sumienia, ponieważ nie wszystko przebiegało perfekcyjnie, jak na przykład w reklamach czy też przekazywanych wyobrażeniach. Była zmęczona, rozdrażniona, przeciążona. I czuła się uwięziona pomiędzy rzeczywistością a obrazem idealnej Matki Polki, która bez jednego słowa skargi poświęca się, a przy tym jeszcze świetnie prezentuje. Rozpoczęła prowadzenie audycji radiowej pod tytułem „Matka Polka – feministka”, w której zajęła się tym tematem. Prowadziła rozmowy z ekspertami, innymi matkami, z ojcami, z wieloma rodzinami. O wyobrażeniach ról. O stereotypach, mitach i roli Kościoła katolickiego w Polsce. Ale dlaczego – feministka? Bo kobiety są dziś świadome i podejmują wyzwanie, jeśli chodzi o ich prawa. Jednocześnie jednak zapominają o swoich potrzebach, nie są w stanie stawiać wyraźnych granic, nie pozwalają sobie na to, by nie spełniać pewnych oczekiwań, gubią się w życiu postępując według narzucanych wzorców, nieodpowiadających ich życzeniom. „Cena, jaką płaci kobieta, by sprostać mitowi Matki Polki, jest bardzo wysoka i nie odpowiada dzisiejszej rzeczywistości społecznej”, twierdzi Mielewicz, wrocławianka z pochodzenia, obecnie mieszkająca wraz z rodziną w Monachium. Uważa, że potrzebna jest otwarta dyskusja na temat tego, czego kobiety chcą naprawdę. Aktualna polska polityka koncentruje się, jej zdaniem, przede wszystkim na tym, by wspierać tradycyjny model rodziny. Dopiero kilka dni temu partia PiS obiecała dalsze przywileje dla rodzin z dziećmi i premie za urodzenie kolejnych dzieci.

Olga Doleśniak-Harczuk uważa, że takie postępowanie władz jest słuszne. Dziennikarka i wierząca katoliczka pracuje dla mediów narodowo-konserwatywnych w Polsce. Mówi z przekonaniem, że kobiety w Polsce są wolne, a ich prawa w żaden sposób nie są ograniczane. Ma tu na myśli przede wszystkim najnowsze protesty przeciwko zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego. „Mamy wolność wyboru, ale w ramach wartości chrześcijańskich i reguł etycznych, których należy przestrzegać”, podkreśla. Inaczej niż Magdalena Przedmojska, dziennikarka nie postrzega roli Kościoła katolickiego krytycznie. „W przeciwieństwie do dawnych Niemiec Zachodnich, gdzie przez długi czas rządził slogan ‘trzy K’ (Kinder, Küche, Kirche – czyli dzieci, kuchnia i kościół) polski Kościół nigdy nie przeszkadzał w karierze zawodowej kobiet”, podkreśla. Przeciwnie, daje tylko orientację w świecie, który stał się zagmatwany.

 

A że Polka, przede wszystkim jako matka gotowa jest do poświęcania się, wpisane jest niemal w jej kod genetyczny. „To niesie ze sobą historia naszego kraju. Kobiety podejmowały odpowiedzialność za rodzinę, podczas gdy mężczyźni walczyli o wolność lub bronili jej na obszarach działań wojennych na całym świecie”, stwierdza Doleśniak-Harczuk. Stąd wzięła się siła polskich kobiet i ich altruizm? W przypadku niektórych mężczyzn mamy do czynienia z kryzysem męskości, i to dlatego ponownie kobiety przejmują rolę wiodącą w rodzinach. „Dla mnie są one bohaterkami dnia codziennego”, I dodaje: „Są silne i perfekcyjne w tym, co robią, jako matki, ale także zawodowo”. To charakterystyczne dla Polek, że funkcjonują wielozadaniowo we wszystkich dziedzinach życia i fantastycznie sobie z tym radzą.

 

„Ale za jaką cenę”, pyta z oburzeniem Joanna Mielewczyk. Kobiety są kłębkiem nerwów, wykończone, zapełniają kliniki, bo są wypalone. I apeluje: „Pozwólcie kobietom po prostu żyć, a nie wpadać depresje i załamania w charakterze Matek Polek”.

 

Magdalena Przedmojska wierzy w siłę kobiet. Politycy już ją rozpoznali, gdy poczuli jej energię kształtującą protesty społeczne. Nie będzie kroku w tył, sądzi. Na to kobiety są zbyt świadome siebie, zbyt wyemancypowane. Ale to, czego najbardziej brakuje, to edukacja i właściwa informacja. Uświadomienie. Debata „me too” pokazuje na przykład, że wiele kobiet w Polsce nie nauczyło się jeszcze zdecydowanego określania granic – wciąż doświadczają przemocy fizycznej. Dziewczęta wychowuje się tak, by były miłe: „Ale dziewczyna powinna też mieć prawo powiedzieć, że czegoś nie chce! Powinna mieć wybór!”.

 

nv-author-image

Joanna Stolarek

Joanna Maria Stolarek, redaktor, dziennikarka, dyrektor Fundacji im. Heinricha Bölla w Warszawie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *