Przejdź do treści

Ukraina: polityka i wojna

Dnia 21 listopada Ukraina obchodziła czterolecie początku protestów na kijowskim Majdanie po odrzuceniu przez ówczesnego prezydenta Wiktora Janukowycza perspektywy stowarzyszenia z Unią Europejską. Jak dziś wiemy, początkowe protesty studentów przerodziły się w „Rewolucję Godności”, która ostatecznie zmiotła władzę Janukowycza i jego Partii Regionów oraz zmieniła orientację Ukrainy z prorosyjskiej na proeuropejską, czego ceną stała się rosyjska agresja: oderwanie w pierwszej połowie 2014 roku Krymu i zajęcie przez separatystów wspomaganych przez regularną armię agresora części obwodów donieckiego i ługańskiego wraz z ich stolicami, łącznie około 14% terytorium kraju. Do chwili obecnej konflikt na wschodzie kosztował życie około 10 tys. osób, w tym ponad 3 tys. wciąż walczących ukraińskich żołnierzy. Trzeba pamiętać, że chociaż wojna z Rosją dawno już nie cieszy się szczególnym zainteresowaniem europejskich mediów, trwa ona dalej i w znacznej mierze określa rzeczywistość polityczną nad Dnieprem – straty nie są spektakularne, jednak niemal codziennie raporty donoszą o paru zabitych lub rannych.

 

Majdan Nesaleschnosti (Plac Niepodległości) w Kijowie ©istock/Panama7

Opinie co do sposobów rozwiązania konfliktu, czyli przywrócenia suwerenności Ukrainy najpierw na Donbasie, a następnie na Krymie, i co za tym idzie, pełnej kontroli nad granicą państwa z Federacją Rosyjską, są podzielone. Żaden z liczących się ukraińskich polityków nie popiera obecnie wojskowej drogi do odzyskania Donbasu i Krymu. Prezydent Petro Poroszenko, stojący przed perspektywą wyborów prezydenckich w roku przyszłym, wyraźnie deklaruje zarówno w kraju, jak i za granicą, że zależy mu na stopniowym, pokojowym przywróceniu status quo ante możliwie w oparciu o porozumienia zawarte w roku 2016 w Mińsku oraz starania podejmowane przez tzw. „normandzką czwórkę”, obejmującą przedstawicieli Ukrainy, Rosji, Niemiec i Francji. Rokowania mińskie, dotyczące wojskowych i politycznych konkretów, wydają się tkwić w martwym punkcie, niemniej nadal stanowią dla ukraińskich władz oficjalny punkt odniesienia. Wobec fiaska inicjatyw prezydenckich zmierzających w kierunku uchwalenia przez Radę Najwyższą ustawy regulującej „specjalny status” obwodów donbaskich, który miałby polegać na przyznaniu im rozległej autonomii, „operacja antyterrorystyczna” i związane z nią regulacje zostały niedawno przedłużone jeszcze o rok. Trudno zresztą wyobrazić sobie ową autonomię w sytuacji, gdy nie można przeprowadzić na terenach okupowanych uczciwych wyborów lokalnych. Według informacji ukraińskiego wywiadu i obecnej w Internecie grupy „Opór Informacyjny” Dmytra Tymczuka, znajduje się tam obecnie co najmniej 6 tys. żołnierzy regularnej armii Federacji Rosyjskiej, nie licząc jej obywateli  służących w oddziałach „pospolitego ruszenia”, a siły te dysponują liczbą czołgów przewyższającą arsenał pancerny Wielkiej Brytanii.

 

Równowaga sił w Radzie Najwyższej, w której skład wchodzą teraz przedstawiciele ośmiu partii oraz 51 deputowanych niezrzeszonych wybranych w okręgach zgodnie z ordynacją większościową, bywa chwiejna. Ukraińska scena polityczna nie jest uporządkowana na wzór podziałów ideologicznych w parlamentach Europy Zachodniej: socjaldemokraci przeciw konserwatystom czy chadekom lub liberałom, a nawet nacjonaliści przeciw zwolennikom polityki wolnej od nacjonalistycznej dominanty. (Polityczna potęga ukraińskiego nacjonalizmu jest na Zachodzie mocno przeceniana. Ugrupowania radykalne, takie jak „Swoboda” czy „Prawy Sektor”, nie są w Radzie Najwyższej reprezentowane, gdyż w ostatnich wyborach osiągnęły razem mniej więcej 3% głosów, a marsz nacjonalistów w Kijowie, zorganizowany z okazji urodzin ich historycznego patrona Stepana Bandery, zgromadził mimo starań zaledwie 5 tys. osób, co w kraju liczącym ponad 45 milionów mieszkańców nie wydaje się wielkim sukcesem.) Najliczniejszym klubem parlamentarnym jest popierający inicjatywy prezydenta „Blok Petra Poroszenki” (138 posłów), z którym na ogół współpracują trzy inne partie „proreformatorskie”: „Front Ludowy”, skupiony wokół byłego premiera z okresu po Majdanie, a wcześniej szefa Banku Centralnego, Arsenija Jaceniuka (81 posłów), „Samopomoc”, utworzona na krótko przed wyborami przez mera Lwowa Andrija Sadowego (25 posłów) oraz „Ojczyzna” charyzmatycznej byłej premier Julii Tymoszenko (20 posłów). W liczącej 422 deputowanych Radzie (różnica między liczbą określoną przez Konstytucję – 450, a stanem faktycznym wynika z niemożliwości przeprowadzenia wyborów w części Donbasu) jest to wyraźna większość, jednak w praktyce w formalnej koalicji pozostają tylko dwa najliczniejsze kluby, natomiast „Samopomocy” i „Ojczyźnie” zdarza się je wspierać w niektórych kwestiach. Oprócz partii wywodzących się z protestu na Majdanie w skład Rady Najwyższej wchodzi 20 deputowanych z Partii Radykalnej nieprzewidywalnego populisty Oleha Liaszko, 43 deputowanych „Bloku Opozycyjnego” wywodzącego się z rozwiązanej Partii Regionów, a także 26 deputowanych partii „Odrodzenie” i 18 deputowanych partii „Wola Ludu”, również zakorzenionych w Partii Regionów.

 

©istock/olegmit

Najważniejszą linią podziału w ukraińskim parlamencie, jeśli nie liczyć różnic wynikających z osobistych ambicji partyjnych liderów, jest stosunek do reform mających w przyszłości wprowadzić kraj do Unii Europejskiej i NATO, wymaganych  przy tym przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy – instytucje wspierające Ukrainę kredytowo. Reformy te to w pierwszym rzędzie powołanie organów przeznaczonych do zwalczania korupcji, przebudowa systemu emerytalnego i systemu ochrony zdrowia, reorganizacja armii według standardów obowiązujących w NATO oraz uzdrowienie prokuratury i sądownictwa. Największym osiągnięciem, wymuszonym przez działania wojenne, stała się niewątpliwie rozbudowa i modernizacja sił zbrojnych, zdolnych obecnie do powstrzymywania rosyjskiego agresora. Inny znaczący sukces to reorganizacja sił porządkowych – dawną milicję przemianowano na policję, udało się też w znacznej mierze wyeliminować z niej korupcję. Jeśli chodzi o przeciwdziałanie tej ostatniej, powołano działające Narodowe Biuro Antykorupcyjne, kierowane przez wyłonionego w drodze konkursu młodego prawnika Artema Sytnyka, niepokój budzą jednak ustawiczne spory między Biurem a Prokuraturą Generalną pod kierownictwem Jurija Łucenki, byłego ministra spraw wewnętrznych za czasów prezydenta Juszczenki oraz więźnia politycznego Janukowycza, a więc osoby siłą rzeczy cieszącej się autorytetem. Postęp w zwalczaniu korupcji ocenić niełatwo – w mediach pojawia się stosunkowo dużo doniesień o zatrzymaniach na gorącym uczynku, lecz prowadzone śledztwa często grzęzną w prokuraturze, a sądy przewlekają toczące się sprawy. (Reorganizacja sądownictwa to problem szczególnie złożony ze względu na respektowaną na Ukrainie zasadę trójpodziału władzy.) Nie udała się natomiast jak dotąd reforma służby zdrowia, symbolizowana przez pełniącą obowiązki ministra tego resortu Ulianę Suprun, do niedawna obywatelkę Stanów Zjednoczonych. Chodzi w niej przede wszystkim o powiązanie usług zdrowotnych z systemem ubezpieczeniowym, co natrafia na przeszkody ze strony różnych grup interesu, jak również trudności czysto techniczne. Częściowo wprowadzono reformę emerytur, które zostały ostatnio znacząco podniesione – podwyższono progresywnie wiek emerytalny dla kobiet (obecnie 55 lat) i mężczyzn (obecnie 60 lat). Do niekwestionowanych osiągnięć należy za to ustabilizowanie deficytu budżetowego i ograniczenie inflacji (w ciągu ostatniego roku na poziomie 16,38%) oraz uniezależnienie się, m. in. dzięki dostawom gazu z Unii Europejskiej, od dyktatu gazowego Gazpromu. Na osobną uwagę zasługuje podpisanie przez Kijów umowy stowarzyszeniowej z UE, która została już ratyfikowana przez wszystkie parlamenty krajów członkowskich, jak również uzyskanie przez Ukraińców bezwizowego dostępu do strefy Schengen. Na arenie międzynarodowej Ukraina występuje z powodzeniem, podtrzymując ożywione kontakty nie tylko z Unią w ramach stowarzyszenia i Partnerstwa Wschodniego, lecz także ze Stanami Zjednoczonymi i Kanadą. Co ważne, udało jej się zwrócić uwagę świata zachodniego na propagandowy wymiar prowadzonej przez Rosję na szeroką skalę wojny hybrydowej, dzięki czemu zaczęto ostatnio podejmować skoordynowane wysiłki mające na celu przeciwdziałanie masowej dezinformacji w telewizji i w Internecie.

 

Prognozowanie przyszłości, zwłaszcza wykraczającej poza horyzont najbliższych wyborów prezydenckich i parlamentarnych, jest w przypadku Ukrainy bardzo trudne. W rezultacie rosyjskiej agresji bezsprzecznie doszło do konsolidacji ukraińskiego „narodu politycznego”: wbrew częstym na Zachodzie wyobrażeniom różnice językowe nie stanowią dziś kryterium podziału, czego najdobitniej dowodzą antyrosyjskie pieśni w języku rosyjskim, tworzone w okopach przez żołnierzy ukraińskiej armii. Niewiadomą natomiast pozostaje stopień wytrzymałości Ukraińców na trudy dnia codziennego i ich rosnące niezadowolenie z tempa reform, zdaniem wielu zbyt wolno realizowanych przez obecne władze.

nv-author-image

Marek Wilczyński

Prof. dr hab. Marek Wilczyński – amerykanista, tłumacz prozy amerykańskiej, profesor Ośrodka Studiów Amerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

[give_form id="8322"]

News Alert

Bądź na bieżąco!

Zamawiając bezpłatny newsletter akceptuje Pan/Pani naszą ochronę danych. Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest w każdej chwili możliwe.