Trójmorze – myślenie życzeniowe czy Realpolitik?

Idea współpracy krajów położonych między Adriatykiem, Bałtykiem i Morzem Czarnym nie pojawiła się wczoraj i nie jest egzotyczną fanaberią Prawa i Sprawiedliwości. Jest głęboko zakorzeniona w polskiej historii i geopolityce. Jednak, paradoksalnie, najpoważniejszym wrogiem idei Trójmorza jest sam PiS, jej największy promotor, który ma bardzo istotny problem z UE, w ramach której należy umieścić tę ideę, aby zakończyła się sukcesem.

 

©Mirosław Gryń

Na początku lipca odbył się w Warszawie drugi szczyt Trójmorza, który zgromadził przedstawicieli 12 państw regionu (Austria, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Litwa, Łotwa, Polska, Rumunia, Słowacja, Słowenia, Węgry). Jego znaczenie zdecydowanie wzmacnia fakt, że wziął w nim udział prezydent USA Donald Trump. W ten sposób inicjatywa Trójmorza, zakładająca współpracę między tymi krajami położonymi między Adriatykiem, Bałtykiem i Morzem Czarnym stała się obok związku z USA najważniejszym fundamentem polityki zagranicznej rządu Prawa i Sprawiedliwości. Partia rządząca twierdzi, że poprzednia władza zupełnie zaniedbała współpracę regionalną. Natomiast opozycja oskarża PiS, że pomysł Trójmorza jest zupełną fantazją oderwaną od rzeczywistości i szkodliwą dla polskich interesów narodowych. Natomiast, jak zwykle, prawda jest bardziej skomplikowana. Choć Polska pod rządami PIS zdecydowanie zwiększyła zaangażowanie w ramach Trójmorza, to ten region nie jest dla Warszawy tabula rasa. Wiele inicjatyw skierowanych do regionu pojawiło się w czasach poprzedniego rządu, a nawet znacznie wcześniej. Ta sytuacja wynika z faktu, że idea Trójmorza jest głęboko zakorzeniona w polskiej historii i geopolityce. Zdamy sobie z tego sprawę patrząc na Polskę na osi Północ-Południe, a nie wyłącznie jako kraj położony między Wschodem i Zachodem. (Tak naprawdę nie należy kurczowo przywiązywać się do kierunków świata i dostrzec ich przenikanie się). Równie ważne dla sukcesu tego projektu jest ujęcie Trójmorza jako integralnej części Europy w tym, szczególnie dzisiaj, Unii Europejskiej. Pojawia się kluczowe pytanie: czy Polska, główny promotor tej idei, potrafi do niej podejść właśnie w taki sposób – czyli traktując ją jako integralną cześć unijnego projektu?

 

Region Trójmorza jest bardzo zróżnicowany wewnętrznie. Połowa krajów jest w strefie euro (Austria, Słowenia, Słowacja, Litwa, Łotwa, Estonia), zaś połowa używa własnej waluty (Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Polska, Rumunia, Węgry), ale różnią się pod względem stosunku do akcesji do niej. Czechy, Polska i Węgry mają do niej raczej niechętny stosunek w odróżnieniu od Bułgarii, Chorwacji i Rumunii. Część z krajów Trójmorza nie należy do strefy Schengen (Bułgaria, Chorwacja, Rumunia). Wszystkie kraje Trójmorza należą do NATO, oprócz Austrii. Jednak, ich nakłady na obronność są proporcjonalnie do rozmiarów gospodarki dramatycznie różne. Na jednym biegunie należy umieścić Polskę i Estonię (2% PKB), natomiast na drugim biegunie są Austria, Słowenia i Węgry (0,7-0,8% PKB).

Ta mozaika powoduje, że w fundamentalnych kwestiach na przykład stosunku do Rosji, kształtu integracji UE (między innymi przywództwa Niemiec) istnieje wśród tych państw bardzo duży wachlarz różnych stanowisk. Na szczyt Trójmorza w Warszawie nie przyjechali prezydenci Czech i Austrii. Czechy reprezentował jedynie szef izby poselskiej, natomiast Austrię tylko ambasador. Brak prezydentów tych państw świadczył o ich pewnym dystansowaniu się od tej inicjatywy. Ich nieobecność jest osłabieniem tej inicjatywy, ponieważ są to po Polsce kraje z największymi gospodarkami w regionie (PKB nominalny) oraz z najwyższym dochodem na głowę. Ich łączny PKB jest nieznacznie mniejszy niż wszystkich krajów Trójmorza (bez Polski) razem wziętych. Nie przypadkiem prezydent Donald Trump podczas szczytu Trójmorza w Warszawie niemal w ogóle nie wypowiadał się na tematy bezpieczeństwa militarnego, skupił się natomiast na kwestiach energetycznych definiowanych przede wszystkim w wymiarze ekonomicznym. Ta postawa wynika z faktu bardzo poważnych różnic stanowisk wśród państw Trójmorza w kwestii poczucia zagrożeń dla bezpieczeństwa (czytaj poniżej). Podczas szczytu w Warszawie Polska podkreślała, że kluczowe znaczenie ma dywersyfikacja dostaw gazu do regionu (zmniejszenie udziału Rosji) szczególnie poprzez zakup amerykańskiego skroplonego gazu do portów LNG zbudowanych i projektowanych oraz następnie jego tranzyt do pozostałych krajów regionu. Jednak, Węgry tuż przed szczytem Trójmorza w Warszawie podpisały umowę z rosyjskim Gazpromem ws. udziału w projekcie Turkish Stream, którego członkiem jest już Bułgaria. Zainteresowanie dołączeniem do niego wyrażały min. Austria i Słowacja. Projekt Turkish Stream zakłada zwiększenie dostaw gazu rosyjskiego do Europy Środkowej z pominięciem Ukrainy. Węgry są obecnie krajem unijnym utrzymującym najbardziej intensywne relacje z Rosją. Dlatego można nazwać je „kieszonkowym” adwokatem Rosji w UE. Zbliżoną bardziej koncyliacyjną politykę wobec Rosji prowadzą min. Słowacja, Austria czy Bułgaria. Na drugim biegunie należy umieścić Rumunię, Polskę, kraje bałtyckie reprezentujące pryncypialne stanowisko wobec neoimperialnej polityki Kremla.

Z drugiej strony można w ramach Trójmorza znaleźć większość mogącą zgodzić się na wspólne stanowisko – choć niechętnie- w najważniejszych kwestiach. Mimo wszystko nawet najbardziej prorosyjskie kraje Trójmorza nie są gotowe zawetować sankcji unijnych wobec Rosji. Oczywiście, często im szersza koalicja państw, tym bardziej rozwodniony wspólny mianownik, wokół którego można się zgromadzić. Trójmorze, aby funkcjonować jako wielostronna i gęsta sieć powiązań, potrzebuje także dobrych relacji dwustronnych między krajami do niego należącymi. Z tymi ostatnimi nie zawsze jest dobrze. Wystarczy spojrzeć na powtarzające się regularnie napięcia Węgier z sąsiadami (obecnie z Rumunią), czy trudne stosunki polsko-litewskie.

 

Od Międzymorza do Trójmorza

 

Zróżnicowanie wewnętrzne Trójmorza jest pochodną braku wspólnej tradycji państwowej dla całego regionu. Nie ma mowy o trójmorskim wspólnym dziedzictwie jednego imperium czy unii państw. Warto pamiętać, że w Polsce od połowy XVI w. było używane określenie Międzymorze opisujące Polskę jako potęgę rozciągającą się między Morzem Bałtyckim i Czarnym. Początek myślenia kategoriami Bałtyk-Morze Czarne w polskiej polityce można szukać jeszcze wcześniej.  Jak zauważył wybitny polski mediewista Henryk Samsonowicz: „monarchia odbudowana przez Kazimierza Wielkiego (…) przypominała wrzeciono skierowane od północnego zachodu do południowego wschodu. Rzut oka na ten kształt pozwala sformułować przypuszczenie, że przypominał niejako obudowanie szlaku łączącego Bałtyk z Morzem Czarnym. Nie pierwszy i nie ostatni byłby to przykład historii krystalizowania się władztwa terytorialnego wzdłuż ważnego ciągu komunikacyjnego. Europa Zachodnia szukała wielu dróg na Bliski i Daleki Wschód, nieustannie ją fascynujący”.

Unia Polski z Litwą zawarta pod koniec XIV wieku doprowadziła do powstania związku państw, który do początku XVI wieku rozciągał się od Morza Bałtyckiego do Czarnego. W efekcie w przypadku historii gospodarczej do XIX wieku ważniejsze dla Polski były relacje handlowe na osi Północ-Południe niż Wschód-Zachód. Wynikało to między innymi z układu rzecznego Polski położonego wzdłuż osi Północ-Południe (Wisła, Odra). W okresie największej potęgi (XV–XVII wiek) oś Północ-Południe uzyskała kluczowe znaczenie w Rzeczpospolitej ze względu na handel zbożem i drewnem głównie poprzez Gdańsk i Rygę (spływ Wisłą i Dźwiną) z Europą Zachodnią (szczególnie Holandia, Anglia) oraz bardzo dużą popularność produktów z ziem osmańskich wśród szlachty polskiej (handel z Orientem). Wybitny francuski historyk Fernand Braudel stwierdził, że wykształcił się tak zwany polski szlak łączący Gdańsk poprzez Lwów ze Stambułem.

Najbliższej zjednoczenia całego obszaru Trójmorza była dynastia Jagiellonów wywodząca się z Litwy, która po unii z Polską rządziła związkiem obu państw przez blisko dwieście lat, do końca XVI wieku. Na przełomie XV i XVI wieku Jagiellonowie panowali nad zdecydowaną większością krajów Trójmorza, mając dostęp do każdego z tych mórz. Wazowie roszczący pretensję do tronu szwedzkiego, próbujący opanować ziemie rumuńskie i marząc o wielkiej rekonkwiście osmańskich Bałkanów także wpisywali się w myślenie tymi kategoriami. Następnie w XVII wieku król Jan III Sobieski próbował bezskutecznie stworzyć sojusz ze Szwecją i Imperium Osmańskim. W XIX wieku motywem przewodnim polityki księcia Adama Czartoryskiego, lidera polskiej emigracji politycznej, stała się idea odtworzenia – przy wsparciu brytyjskim, francuskim i tureckim – Rzeczpospolitej sfederowanej z Czechami, Rumunią, Słowacją, Węgrami i Słowianami południowymi.

Do koncepcji Międzymorza Polska powróciła po odzyskaniu niepodległości. Była ona próbą stworzenia przeciwwagi dla Moskwy i dla Berlina. Była ona często łączona z koncepcją prometejską (wyzwolenia nierosyjskich narodów ZSRR) oraz ideą federacji środkowoeuropejskiej dla której podstawą miała być tradycja unii Litwy i Polski. Miała także Polsce zapewnić pozycję mocarstwa. Opowiadało się za nią, różnie sobie ją wyobrażając, wielu wybitnych polityków i politologów polskich reprezentujących bardzo różne środowiska polityczne. Krokiem w stronę realizacji koncepcji Międzymorza była idea Związku Bałtyckiego, który miał połączyć Polskę, republiki bałtyckie i Finlandię. Natomiast najważniejszą próbą realizacji był koncepcja Trzeciej Europy, czyli nienależącej do Paktu Antykominternowskiego (Niemcy, Włochy) i niepowiązanej ściśle na zasadach asymetrycznych z Francją i Wielką Brytanią.

W trakcie II wojny polski rząd emigracyjny próbowali przekonać kraje regionu do utworzenia związku federacyjnego obejmującego Polskę, Czechosłowację, Litwę i Węgry oraz ewentualnie Rumunię, który miał blisko współpracować z federacją grecko-jugosłowiańską. W 1942 roku przedstawiciele rządów Czechosłowacji, Polski, Grecji i Jugosławii podpisali nawet wspólną deklarację o utworzeniu Rady Planowania Europy Środkowej i Wschodniej. Wszystkie polskie próby budowy współpracy regionalnej w ramach Trójmorza w pierwszej połowie XX wieku zakończyły się jednak fiaskiem. Na przeszkodzie stanęły różnice stanowisk poszczególnych państw wobec Niemiec i ZSRR, niewystarczające powiązania ekonomiczne, presja graczy trzecich oraz problemy bilateralne. W okresie komunizmu wśród opozycji demokratycznej pojawił się skrót ABC (Adriatyk, Bałtyk, Morze Czarne), który dotyczył krajów komunistycznych położonych w Europie Środkowo-Wschodniej.

Po 1989 r. inicjatywa Trójmorza nie pojawiła się w próżni. Szczyty prezydentów Europy Środkowej w szerokich formatach odbywają się co roku od 1994 roku. Ich agenda dotyczy też kwestii politycznych i bezpieczeństwa. Dwukrotnie w takich spotkań w 2011 i 2014 roku wziął udział prezydent USA Barack Obama. Jeszcze bardziej istnienie nieekonomicznego wymiaru Trójmorza potwierdza kwestia współpracy między państwami wschodniej flanki NATO. W listopadzie 2015 roku odbył się w Bukareszcie z inicjatywy Polski i Rumunii nieformalny szczyt państw wschodniej flanki, w którym w obradach plenarnych uczestniczyli przywódcy Estonii, Litwy, Łotwy, Polski, Rumunii, Bułgarii, Słowacji, Węgier i przedstawiciel parlamentu czeskiego, a także zastępca Sekretarza Generalnego NATO. To spotkanie doprowadziło do wypracowania ich wspólnego stanowiska przed szczytem NATO w Warszawie w lipcu 2016 roku.

 

Podczas sesji Zgromadzenia ONZ we wrześniu 2015 roku doszło do spotkania w  tak zwanym formacie Adriatyk-Bałtyk- Morze Czarne, w którym wzięli udział przywódcy Polski, Bułgarii, Chorwacji, Rumunii, Słowenii, Słowacji, Austrii, Czech, Estonii, Litwy, Łotwy i Węgier. Rozmowy dotyczył współpracy w ramach energetyki, transportu i telekomunikacji Inicjatorem spotkania była Chorwacja. W 2016 r. w wyniku rozmów Polski i Chorwacji, które stały się głównymi adwokatami współpracy multilateralnej w tym formacie postawiono nadać nazwę Trójmorze. Jak stwierdził wówczas Krzysztof Szczerski minister w Kancelarii Prezydenta RP „Jeśli chodzi o Trójmorze, to istotnie jest to termin zastępujący ABC, bo ABC nie jest uniwersalne w sensie językowym. W różnych krajach morza te (Adriatyk, Bałtyk, Morze Czarne) mają różne nazwy, choć przyznam, że termin ABC świetnie w Polsce się przyjął. Z kolei Międzymorze ma silne konotacje geopolityczne i historyczne. Nam natomiast zależy na zacieśnianiu współpracy państw regionu przede wszystkim w zakresie rozwoju gospodarczego i infrastruktury, ale także w wymiarze bezpieczeństwa.” W efekcie pod koniec sierpnia 2016 roku odbyło się pierwsze forum pod nazwą Trójmorze w Dubrowniku. Kolejny szczyt odbył się na początku lipca 2017 r. w Warszawie i jego współgospodarzami były Polska i Chorwacja.

 

Gospodarka, głupcze!

 

Nie można uznać, że idea Trójmorza jest po prostu marzeniem oderwanym od rzeczywistości. W ostatnich latach widać, że w różnych wymiarach rozwija się współpraca na osi Północ-Południe. Kluczowe znaczenie ma gospodarka. Państwa „wąskiego” Trójmorza (członkowie UE przyjęci po 2004 roku) łączą nierzadko wspólne interesy w ramach Unii. Dały temu wyraz w przeszłości (na przykład budżet unijny, projekty infrastrukturalne i energetyczne, pakiet klimatyczny) zajmując wspólne stanowisko na forum unijnym.

Ważną rolę w rozwoju tej współpracy odegrała Grupa Wyszehradzka, która ustanowiła mechanizm V4 Plus skierowany do swoich sąsiadów na południu i północy. Rozwój współpracy na osi Północ-Południe ma uzasadnienie także w dynamice ekonomicznej państw na niej położonych. Większość z nich należy do najszybciej rozwijających się gospodarek w UE. Postępująca współpraca w rozwoju każdego rodzaju infrastruktury (na przykład interkonektory, przejścia graniczne, szlaki kolejowe, drogi) na poziomie bilateralnym między krajami Trójmorza na osi Północ-Południe przyczynia się do siatki powiązań w ramach całego regionu. Z drugiej strony choć inicjatywa Trójmorza funkcjonuje już blisko dwa lata, to jedynym wymiernym efektem dwóch szczytów jest podpisanie w Warszawie umów między Chorwacją i Polską o wartości 45 milionów euro. Jeśli w najbliższych latach nie nastąpi podpisanie większej liczby takich umów co wymaga znacznych nakładów finansowych ze strony poszczególnych państw to trzeba będzie uznać inicjatywę Trójmorza za fiasko.

Najważniejszym projektem infrastrukturalnym w ramach Trójmorza wspieranym przez rząd Polski jest Via Carpathia, która zakłada utworzenie korytarza transportowego poprzez rozwój infrastruktury komunikacyjnej (drogi ekspresowe, autostrady), pozwalającej połączyć Kłajpedę na Litwie z portami nad Morzem Śródziemnym (Saloniki w Grecji), Morzem Czarnym (Konstanca) oraz Swilengradem na granicy bułgarsko-tureckiej. Droga przebiegać ma przez Litwę, Polskę, Słowację, Węgry, Rumunię, Bułgarię i Grecję. Przewidywana jest także budowa odgałęzień w kierunku na Ukrainę, Turcję i Białoruś i w kierunku portów w Gdyni i Gdańsku. W marcu 2016 roku w Warszawie przedstawiciele Litwy, Węgier, Polski, Rumunii, Słowacji, Turcji i Ukrainy podpisali deklarację w sprawie Via Carpatia. Później dołączyła do nich Bułgaria. Na Bałkanach oraz w Europie Środkowej Via Carpathia krzyżuje się ze szlakiem komunikacyjnym TRACECA, do którego należy UE oraz kraje basenu Morza Czarnego (Mołdawia, Ukraina, Turcja), Kaukazu Południowego i Azji Centralnej. Na północy Via Carpathia łączy się z Via Baltica – częściowo zrealizowaną jako droga ekspresowa z Warszawy do Tallinna, biegnącą z Polski przez Litwę i Łotwę do Estonii. Pełni ona rolę najważniejszego połączenia drogowego pomiędzy krajami bałtyckimi.

Trzeba jednak pamiętać, że UE zakłada wsparcie dla  rozwoju infrastruktury między krajami Trójmorza w ramach europejskich korytarzy komunikacyjnych (TEN-T), ale przeważnie nie na prostej zasadzie Północ-Południe od Bałtyku do Morza Adriatyckiego oraz Czarnego.  W raporcie „The road ahead” opublikowanym przez PriceWaterCoopers oraz Atlantic Council z okazji szczytu Trójmorza w Warszawie wymieniono pięć głównych korytarzy (TEN-T): Morze Północne- Bałtyk, Ren-Dunaj, Orient-East Med, Śródziemnomorski oraz Adriatyk-Bałtyk.  Pierwszy z nich zakłada rozwój infrastruktury komunikacyjnej biegnącej z Finlandii przez kraje bałtyckie do Polski i następnie przez Niemcy nad Morze Północne do Belgii i Holandii.  Korytarz Ren-Dunaj zakłada budowę sieci kolejowej i drogowej, portów i lotnisk oraz regulację rzek na osi Wschód-Zachód z południowych Niemiec i Francji przez kraje Trójmorza (Austria, Chorwacja, Czechy, Słowacja, Węgry, Bułgaria, Rumunia) oraz Bałkanów Zachodnich (Bośnia, Serbia) do Morza Czarnego w tym Ukrainy i Mołdawii. Korytarz  Orient-East Med przewiduje połączenie niemieckich portów Morza Północnego i Bałtyckiego poprzez Trójmorze (Austria, Bułgaria, Czechy, Rumunia, Słowacja, Węgry) do Grecji i Cypru. W tym przypadku należy mówić o powiązaniach na kierunku północny-zachód vs. południowy-wschód. Śródziemnomorski korytarz w ograniczonym stopniu dotyczy Trójmorza. W jego ramach są Chorwacja, Słowenia i Węgry natomiast dalej biegnie on przez Francję i Włochy do Hiszpanii. Ponownie rozpościera się on na osi Wschód-Zachód. W efekcie jedynym korytarzem przebiegającym na osi Północ-Południe niemal wyłącznie w przez kraje  Trójmorza  jest korytarz Adriatyk- Bałtyk, łączący porty położone nad oboma morzami. W jego skład wchodzą Polska, Czechy, Słowacja, Austria i Słowenia oraz Włochy spoza Trójmorza.

Bardzo ważnym testem dla idei Trójmorza będzie zdolność krajów Europy Środkowej do współfinansowania wielkiego projektu budowy kanału łączącego Dunaj, Odrę i Łabę. Stworzyłby on bardzo ważny szlak komunikacyjny między Bałtykiem, Morzem Czarnym i Północnym. Po wielu latach dyskusji w tym roku ma powstać studium wykonalności tego projektu. Koszty tej inwestycji przekraczają 10 miliardów euro. Nie obejdzie się bez finansowania zewnętrznego (UE, banki zagraniczne), jednak warunkiem jego pozyskania jest sięgnięcie przez kraje Grupy Wyszehradzkiej głęboko do własnej kieszeni i wyłożenie odpowiednich środków oraz wspólny lobbing na rzecz tej inwestycji, w tym zbudowanie szerszej koalicji z Niemcami, Austrią czy Rumunią.

 

Sen o potędze i narodowej demokracji

 

Idea Trójmorza jest powiązana z sytuacją wewnętrzną w Polsce. Rząd PiS wprost stawia sobie za wzór Węgry rządzone przez Viktora Orbána, czyli budowę demokracji nieliberalnej (rodzaj demokracji narodowo-populistycznej będącej ustrojem hybrydowym z elementami autorytarnymi) opartej na wyobrażonej woli narodu definiowanego etnicznie jako monolit. Wola narodu jest natomiast suwerenna więc nie powinna być w większym stopniu ograniczona przez rządy prawa. Węgry według Freedom House, renomowanej organizacji oceniającej ustroje polityczne na świecie, są na granicy relegowania do kategorii krajów częściowo wolnych. Ten scenariusz jest prawdopodobny w raporcie opublikowanym na początku przyszłego roku, co byłoby pierwszym takim przypadkiem w historii UE. W opinii Freedom House Polska w ciągu bliska dwóch lat rządów PiS wyraźnie posunęła się w kierunku, w którym podążają Węgry. Ten kurs PiS w polityce wewnętrznej napotkał na opozycję instytucji UE wspartych przez zdecydowaną większość państw członkowskich. To sprawiło, że PiS zaczęło postrzegać ideę Trójmorza jako potencjalne narzędzie do zbalansowania presji UE, szczególnie Niemiec, uzyskania statusu przywódcy regionalnego oraz wzmocnienia pozycji Polski w Unii, która bardzo osłabła ze względy na napięcia między Warszawą a największymi krajami członkowskimi i perspektywą wyjścia Wielkiej Brytanii.

Oczywiście politycy PiS zaklinają, że idea Trójmorza nie ma konotacji geopolitycznych i nie jest wymierzona przeciw komukolwiek. Ma być rzekomo z definicji wpisana w projekt Unii Europejskiej. Jednak PIS doprowadził do wyjątkowej ideologizacji polityki zagranicznej (Polska jako prawdziwy „niezepsuty” Zachód i wyspa wolności otoczona przez dyktaturę politycznej poprawności). Dlatego nie powinno dziwić, że Jarosław Kaczyński podczas debaty z premierem Węgier Viktorem Orbánem na ostatnim Forum Ekonomicznym w Krynicy przeciwstawił współpracę regionalną w Europie Środkowo-Wschodniej hegemonii Niemiec w UE. Obaj politycy powierzyli regionowi misję cywilizacyjnej rekonkwisty UE („kontrrewolucja kulturowa”). W miękkiej wersji przekonanie o konieczności odnalezienia własnej drogi przez region Trójmorza przedstawił także prezydent Andrzej Duda podczas  pierwszego szczytu państw Trójmorza w Dubrowniku, gdy stwierdził, że „konieczne jest zniuansowanie układu relacji pomiędzy ‘centrum’ i wskazanymi przez nie ‘peryferiami’, którego istotą jest jednokierunkowy transfer rozwiązań politycznych, ekonomicznych i kulturowych. Bardzo często abstrahuje on od narodowej wrażliwości i lokalnego kontekstu, uwarunkowanego odmienną historią i tradycją”.  W wywiadzie udzielonym tuż przed szczytem Trójmorza Sławomir Dębski szef Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych podlegającego MSZ-owi stwierdził, że Trójmorze jest ideą przeciwstawiającą się koncepcji Europy dwóch prędkości. Według niego „Europa oparta o logikę podziałów, dyktatury silniejszych, modelu centrum, peryferie do której de facto prowadzą idee “Unii dwóch prędkości”, nie ma przyszłości. Nie będzie miała w sobie siły przyciągania tak własnych społeczeństw, jak i sąsiadów. Integracja oparta o taki model się załamie. Z całą pewnością wszystkie państwa współpracujące w Inicjatywie Trójmorza nie są zainteresowane układem, w którym Unia zamieni się w dwie strefy bogate, ale znudzone integracją centrum i biedne – i sprowadzone do roli biernych kibiców peryferia, a mówiąc mniej poprawnie politycznie, w metropolię i kolonie. Aby do tego nie dopuścić, państwa Trójmorza chcą ze sobą ściśle współpracować.”

Szczyt Trójmorza udało się rządowi PiS połączyć z wizytą prezydenta Trumpa w Polsce, która była pierwszą jego wizytą w Europie. W efekcie inicjatywa Trójmorza została wpisana w agenda rządu PiS, oskarżanego o samoizolację i konflikty z Niemcami czy Francją jako narzędzie do przedstawienia samego siebie w Polsce i UE jako zdolnego do budowy szerokiej koalicji na arenie międzynarodowej.  Strona polska podkreślała, że udział prezydenta USA w szczycie Trójmorza w Warszawie wynika z rzekomego wielkiego potencjału współpracy ekonomicznej między regionem a Ameryką. Jednak, wystarczy przyjrzeć się gospodarczym relacjom polsko-amerykańskim, aby dostrzec, że są one ograniczone. Podobna sytuacja występuje w przypadku pozostałych krajów Trójmorza. Trudno sobie wyobrazić zdecydowaną zmianę tej sytuacji, biorąc pod uwagę jak bardzo mocno region jest zintegrowany z gospodarką strefy euro a szczególnie Niemiec.  Na przykład polski eksport do USA jest niemal taki sam jak na Węgry (ok. 2,5% całego eksportu) i jest dziesięciokrotnie mniejszy niż eksport do Niemiec. Także bezpośrednie inwestycje z USA w Polsce są sześciokrotnie mniejsze niż niemieckie.  Pomimo podkreślenia kluczowej roli gospodarki w inicjatywie Trójmorza na szczycie w Warszawie nie był obecny żaden przedstawiciel Komisji Europejskiej lub Niemiec, co musi wywoływać zdziwienie w kontekście deklaracji o unijnym i ekonomicznym wymiarze tej inicjatywy.

 

Bez złudzeń…

 

Z pewnością koncepcja Trójmorza nie jest myśleniem życzeniowym. Stoją za nią realne interesy. Jednak kluczowe znaczenie ma akceptacja ograniczeń współpracy wynikających z bardzo dużego zróżnicowania tego regionu. Jakąkolwiek wizję Trójmorza, jako alternatywy dla UE skazanej na rozpad oraz jako opozycji wobec Niemiec w ramach Unii, należy uznać za niebezpieczne złudzenie, które nie zyska poparcia wśród krajów regionu. Świadczy o tym najlepiej dysonans między wystąpieniem prezydenta Dudy na szycie w Dubrowniku i deklaracją końcową szczytu. Ta ostatnia podkreśliła, że ożywienie współpracy regionalnej musi nastąpić „bez tworzenia struktur równoległych wobec już istniejących mechanizmów współpracy” oraz musi respektować „fundamentalne wartości i zasady Unii Europejskiej”. Dla intensyfikacji współpracy w ramach Trójmorza niezwykle ważne jest więc twarde chodzenie po ziemi, unikanie wielkich geopolitycznych lub cywilizacyjnych wizji oraz skupienie się na konkretnych projektach. Bardzo duże zróżnicowanie regionu powoduje, że decydujące znaczenie ma wirtuozeria dyplomatyczna, zdolność do budowania szerokich koalicji oraz umiejętność wpisania współpracy w ramach Trójmorza w szerszy europejski, euroazjatycki, a nawet globalny kontekst.

Pojawia się pytanie czy Polska, która jako największy kraj Trójmorza, położona w jego centrum, chciałaby i jest „stworzona” do odgrywania roli promotora współpracy na osi Północ-Południe, posiada te wszystkie kwalifikacje. Perspektywy są raczej pesymistyczne. Coraz mniej demokratyczna Polska nie powinna liczyć na wsparcie krajów Trójmorza na zasadzie przeciwstawienia się przez „prawdziwy Zachód” (Europa Środkowo-Wschodnia) zepsutej Europie Zachodniej. Warto przypomnieć, że w dwóch głosowaniach w Parlamencie Europejskim olbrzymia większość posłów z najważniejszych partii rządzących (oprócz partii Orbána) z krajów Trójmorza zagłosowała za uchwałami krytykującymi politykę wewnętrzną PIS.  Polska, która postuluje zdecydowane cofnięcie integracji europejskiej, ma pogarszające się relacje z Niemcami i złe z Francją, wprowadza antyliberalne zmiany wewnętrzne wywołujące krytykę UE, będzie miała bardzo poważny problem, aby wypełnić swój Manifest Destiny między Adriatykiem, Bałtykiem i Morzem Czarnym.

 

nv-author-image

Adam Balcer

Politolog, dyrektor programowy Kolegium Europy Wschodniej, wykładowca w Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego.

2 myśli na “Trójmorze – myślenie życzeniowe czy Realpolitik?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *